Zygmunt Miłoszewski - Uwikłanie

Zygmunt Miłoszewski - UwikłanieMało czytam kryminałów i szczerze mówiąc, uważam, że klasyczny kryminał wyczerpał się jako gatunek literacki dobre sto lat temu. Istniała skończona liczba kombinacji puzzli, z jakim można złożyć opowieść kryminalną, i wszystkie te kombinacje zostały już ułożone. Od tego czasu nowy kryminał może być tylko powielaniem starych schematów bądź ucieczką w pastisz. Ewentualnie, jak w przypadku powieści Zygmunta Miłoszewskiego, może służyć jako baza wypadowa w mniej znane rejony.

Już od pierwszych stron czuje się, że lektura będzie przyjemną podróżą. Z początku będzie to podróż kryminalna, potem krajobraz zamieni się w intrygę szpiegowsko-sensacyjną z precyzyjnie dopracowanymi detalami. Lubię w literaturze te detale i te wszystkie małe smaczki. Są jak przyprawa. Bohater, prokurator Szacki, nie ma „samochodu służbowego”, tylko konkretny model Citroena, w dodatku klasycznego, sprzed czasu gdy auta różniły się jedynie logiem na masce. To dobre wprowadzenie bohatera, właściciela samochodu niepraktycznego, za to nietuzinkowego.

Szacki prowadzi śledztwo w sprawie osobliwego zabójstwa (samobójstwa?) dokonanego podczas grupowej psychoterapii. Nikt nie miał motywu, a jednocześnie jest mało prawdopodobne, by zrobiła to osoba z zewnątrz. Chociaż…? Po kilku dniach bez żadnych rezultatów czy nawet tropów, trzeba albo zamknąć sprawę, albo sięgnąć głębiej. A im głębiej w temat, tym głębiej w bagno. Bo bynajmniej nie chodzi o zwykłą kłótnię z tragicznym finałem, ale o grubszą sprawę sprzed lat. W pewnym momencie bohater zaczyna rozumieć, że ktoś w coraz mniej dyskretny sposób sugeruje mu, żeby temat odpuścił.

A skąd tytuł, Uwikłanie? Z historii wciąż nad podziw żywej, bo tak całkiem poważnie, to przecież ludzie poprzedniego systemu nie zniknęli; ubecy nie zamknęli się w domach, ani nie nawrócili się na demokrację III RP. Albo więc zeszli do podziemia, albo dostosowali swoje metody do nowych warunków i wciąż żyją wśród nas. To logiczne, prawda? W końcu to byli specjaliści w swoim fachu, i to lepsi od swoich następców z niepodległej Polski. Uwikłany jest też sam bohater, w obumierające małżeństwo i raczkujący romans, w zależności służbowe. Człowiek jest tylko człowiekiem, nawet prokurator. Każdego można podejść od zawietrznej i zwabić w pułapkę. Broń się. Ale po co? W sumie i tak nie masz szans.

Powieść jest bardzo mocno osadzona w Warszawie i to w konkretnym tygodniu z życia Warszawy, opis którego to tygodnia dzień po dniu poprzedza każdy z rozdziałów. Nie sprawdzałem, czy ten wyciąg z archiwów jest prawdziwy, ale w końcu, jakie to ma znaczenie? Ufam, że autor się przyłożył. Z pewnością znajdą się masochiści, którzy to zweryfikują.

Powieść została zekranizowana w 2011 roku, niestety z bardzo zniewieściałym prokuratorem Szackim. Filmu nie wiedziałem. Samą powieść polecam z przyjemnością.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Zygmunt Miłoszewski - Uwikłanie”

  1. KK Says:

    Ja za to widziałam film, który niezbyt mi się podobał, a nie czytałam książki. Sam wątek, wzięty z książki, bardzo ciekawy, ale Warszawa ukazana w filmie każe przypuszczać, że w dużej części nie był on nawet tam kręcony.
    Aktorzy całkiem nieźli.
    Tyle mogę chyba w sumie tylko powiedzieć po oglądnięciu ekranizacji bez przeczytania książki.
    Jak przeczytam będę mogła lepiej ocenić :)

  2. Rafal Kosik Says:

    Bo w filmie to był Kraków…

  3. KK Says:

    hmm… źle to ujełam, bardziej niż o miejsce kręcenia, chodzi mi o brak polskich realiów. Może nie jest to aż tak ważne w kryminale, ale jednak rzuciło mi się w oczy…

  4. Zorka Says:

    Zapewniam, że się przyłożył! :)

  5. Krzysztof Says:

    @Rafał Kosik
    Oglądałem film, więc książki już nie przeczytam a szkoda. Nurtuje mnie jedno pytanie: czy w książce jest jakoś logicznie wyjaśnione, czego tak bardzo boją się UBecy, że zamiast po prostu przejść na śmiercią Telaka do porządku dziennego zaczynają nakręcać sytuację z prokuratorką (tak, wiem w książce jest prokurator) organizując zamachy na jej życie? Przecież oni aktualnie tylko prowadzą legalną działalność gospodarczą… Mógłbyś rzucić trochę światła?

  6. Rafal Kosik Says:

    Ja odwrotnie - przeczytałem książkę, nie oglądałem filmu. A grożą, bo… kurde, zapomniałem szczegółów. W książce znacznie bardziej interesujący jest wątek samego prokuratora i gróźb pod jego adresem. W tych groźbach chodzi o to, żeby nie próbował grzebać w przeszłości.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).