Prosta zupa z ryby, pieczarek i pora. To jedno z tych dań, przy których trzeba się bardzo postarać, żeby coś w nich sknocić. Jest ciężka, zawiesista, więc pomaga budować naturalną warstwę ochronna przed zimnem. Zupę tę można spotkać nawet na Marsie, a dokładniej na stronie 91.
Składniki na litr wody:
- 400 g filetów z mintaja
- 200 g pieczarek
- 3 łyżki masła (lub masła i oliwy)
- 2 - 3 łyżki mąki
- 100 g gęstej śmietany
- min. 50 ml wytrawnego białego wina
- 2 - 4 pory
- 0.5 cytryny
- 2 kostki rosołowe warzywne lub (lepiej) rybne
- przyprawy: sól, pieprz, listek laurowy, gałka muszkatołowa
Czas przygotowania: 30-45 minut
Lepiej oczywiście zamiast kostek rosołowych użyć bulionu rybnego, coś mi jednak mówi, że nikomu nie będzie się chciało go robić. Za to sól można z powodzeniem a nawet korzyścią dla smaku zastąpić sosem rybnym.
|
Zaczynamy od umycia pieczarek i porów. Niektórzy skłaniają się ku teorii, że obieranie pieczarek ma sens. Moim zdaniem wystarczy je dokładnie umyć, ewentualnie przetrzeć jeszcze szczotką do zmywania. W przypadku mrożonki problem oczywiście nie istnieje.
|
Pieczarki i pory kroimy w plasterki.
|
W garnku rozpuszczamy masło. Można by to zrobić na patelni, ale tak będzie prościej. Dodatek oliwy utrudni przypalanie się i poprawi parametry zdrowotne dania. Zasadniczo można użyć samego masła lub samej oliwy - masło jest smaczniejsze a oliwa zdrowsza. Wybierajcie.
|
Kiedy masło się rozpuści, wrzucamy pieczarki i pory. Podsmażamy na wolnym ogniu, często mieszając. Nic powinno się bardzo zrumienić.
|
Gdy pory się zeszklą, a pieczarki lekko zrumienią, dosypujemy dwie-trzy łyżki mąki.
|
Mieszamy przez dwie minuty. Mimo naszych starań, na pewno się przypsnie. Nie szkodzi.
|
A nie mówiłem? Przypsnęło się. Dolewamy wino.
|
Mieszamy, szorując po dnie, aby odpsnąć, co przyspnięte. Powstaje soczyste błotko. Jak się przegotuje i zredukuje do stanu jak na zdjęciu, możemy przejść do następnego etapu.
|
Dolewamy litr bulionu rybnego. Aha, nikomu się nie chce robić bulionu. No to litr wody i dwie kostki rosołowe. Dorzucamy też wszystkie przyprawy. Z solą (lub sosem rybnym) ostrożne. Dodać będzie można, ująć nie bardzo.
|
Rybę kroimy w kostkę.
Hint: Rybę łatwiej pokroić, gdy nie jest do końca rozmrożona.
|
Rybę wrzucamy do gara. Wystarczy gotować przez dziesięć minut.
|
Śmietanę i cytrynę wlewamy do pomocniczej miski i zalewamy chochlą gorącej zupy.
|
Mieszamy dokładnie zawartość miski.
|
Zawartość miski wlewamy do zupy.
|
Wyłączamy gaz. Gotowe.
Hint: Zupa najlepiej smakuje odgrzana (ale nie przegotowana!) następnego dnia.
|
Podajemy z białym chlebem.
|
This entry was posted
on Thursday, 2010/01/28 at 2:07 and is filed under Kulinarne, -.
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.
January 28th, 2010 at 12:24
Hmmm… może być dobre! :)
January 28th, 2010 at 13:27
Szczerze to mi niesmakowało. Po prostu nietoleruję pieczarek jeśli nie są w jakiś Fast-food
January 28th, 2010 at 15:54
wygląda baaaaardzo smacznie… i ta bułeczka ^^
January 28th, 2010 at 18:16
Wygląda niezwykle smacznie. Ale przez najbliższy tydzień nie będzie mi dane spróbować.
January 29th, 2010 at 17:36
“pomaga budować naturalną warstwę ochronna przed zimnem.” Optymista… ;)
January 29th, 2010 at 21:25
Jestem zagorzałą zwolenniczką prawdziwego jedzenia! Dlatego Panie Rafale żadnych kostek, obojętnie jakiej firmy, aby nie reklamować. Ryba świeża i z prawdziwie naturalnego środowiska ma właściwy i apetyczny smak oraz zapach, więc buliony produkcji jakiejś tam nie są potrzebne, naprawdę. My po ryby jeździmy nad stawy - tu ewentualnie karp, chociaż by pozbyć się smaku błotka trzeba mistrza kuchni. Inne ryby kupujemy nad morzem, jeden męczący wypad do np.: Łebcza (Laguna dla smakoszy) i mamy za niewielkie pieniądze świeże ryby, tuż po sztormie lub pyszne wędzone. Polecam wędzonego śledzia a’la łosoś, cienko pokrojony… mniam. Te wszystkie toksyczne plastry “norweskiego” łososia z Mazur się chowają głęboko po wszelkimi innymi… naprawdę! Czy w ogóle wiemy co jemy? My kupujemy mięcho i sami wędzimy, a nasza biała kiełbasa jest doskonała w każdym wydaniu, polecam, skoro Pan tak podróżuje i smakuje, powinien Pan wiedzieć jak odróżniać smaki. Prawdopodobne wypróbuję powyższy przepis z moją osobistą modyfikacją, otóż żadnych sztuczności, a poza tym smaczego wszystkim, M.
January 29th, 2010 at 21:34
Zapomniałam! Zamiast pieczarek dodałabym prawdziwe grzybki, uzbierane i zamrożone przez panią domu w sezonie grzybowym! Mamy takie cudne lasy, póki co państwowe, chociaż spotkałam się gdzieś z chorym pomysłem prywatyzacji. Największy majątek kraju i narodu pod dyktando jakiegoś cwaniaka (ów), cóż już blisko do upadku … jeśli tak to ma wyglądać.
January 29th, 2010 at 23:52
Mariola, ale żeś walneła wykład xD
January 30th, 2010 at 0:13
I prawidłowo ;)
January 30th, 2010 at 1:10
Nie każda Pani Domu ma czas na jesienne grzybobranie/chęci.
Nie każdy podróżuje tylko po to, żeby smakować wyrzucone na brzeg przez sztorm rybki
Nie każdy jest tak głupi, żeby nie wiedzieć jak przebiega proces produkcji różnych towarów i ile jest szynki w szynce.
Nie każdy może sobie w tygodniu pozwolić na wypad nad staw (taki gdzie ryby nie mają tendencji do pływania do góry brzuchem)
Tak więc przeciętny, chcący zjeść środowy obiad kucharz-greenhorn może wybrać składniki z regularnego sklepu i wcale nie jeść zupy o smaku podeszwy :)
January 30th, 2010 at 3:15
Jest pewien problem, jeśli do morza jest 350 km…
A do Bostońskiej - tylko pieczarki, to właśnie ma być ten smak. Tylko lepiej wysmażone niż te na zdjęciu.
Bez kostek - no jasne, byłoby cudownie. Tylko kto i kiedy widział w Warszawie prawdziwego kurczaka?
January 30th, 2010 at 3:25
Mam w spiżarni dwa słoiki grzybów suszonych, ale tu akurat muszą być pieczarki. A przygotowanie bulionu rybnego to drugie tyle czasu, co cały ten przepis na zupę. Urealniam więc przepis, żeby komukolwiek chciało się to zrobić. Nie lubię sztucznych smaków, redukuję sztuczne składniki do minimum. Niestety właśnie bulion jest jednym z najbardziej upierdliwych w przygotowaniu półproduktów.
January 30th, 2010 at 11:58
No właśnie, o to chodzi że mało kto ma czasu lecieć do lasu i zbierać grzyby, więc to normalne, a wgl jest zima jakby ktoś nie zauważył -.-
January 30th, 2010 at 11:59
*mało kto ma CZAS ; P
February 1st, 2010 at 22:12
Nie każda Pani Domu ma czas na jesienne grzybobranie/chęci.
Raczej chęci, bo grzybobranie to wspólnie spędzony czas, kanapka, jakieś jabłko, koszyk mały, bądź całkiem maleńki, ogryzek nożyka, który można zgubić bez żalu. Relaks, którego każdemu bez wyjątku potrzeba, kontakt z naturą, leczy wiele ran, naprawdę. Poza tym może Pan Domu pokieruje w tę stronę, też odpocznie, a może znajdzie prawdziwka giganta? Czasem brakuje impulsu, jakiejś zmiany, nowej energii. Spróbujmy! Z napędem na cztery koła można znaleźć plantacje maślaków złocistych, nam się kiedyś udało w Puszczy Białej. To było święto!
Nie każdy podróżuje tylko po to, żeby smakować wyrzucone na brzeg przez sztorm rybki.
Podróże kształcą, to maksyma stara jak świat. Kształcą z wielu powodów, proces wszak poznawczy, ale najbardziej pozwalają nam sprawdzić samych siebie, nasze przywary ulegają wówczas eskalacji, coś można (trzeba) przecież zmienić. Po sztormach zaś można kupić ( w przyzwoitych cenach, bo po sezonie) ryby złowione w doskonale dotlenionych wodach, ale także poszukać muszelek, tylko one samotnie błyskają wśród fal.
Nie każdy jest tak głupi, żeby nie wiedzieć jak przebiega proces produkcji różnych towarów i ile jest szynki w szynce.
…
Nie każdy może sobie w tygodniu pozwolić na wypad nad staw (taki gdzie ryby nie mają tendencji do pływania do góry brzuchem).
Otóż, każdy może, wystarczy jedynie chcieć, a jeśli nie nad staw, to może stawik. Niekoniecznie trzeba łowić samemu.
Tak więc przeciętny, chcący zjeść środowy obiad kucharz-greenhorn może wybrać składniki z regularnego sklepu i wcale nie jeść zupy o smaku podeszwy :)
Tu się zgadzam, chociaż nie rozumiem obco brzmiącego stwierdzenia, tzn. „kucharz zielonego przylądka”. Przepraszam, nauki nigdy dość?
Poza tym nadużywanie określenia głupi jest po prostu niesmaczne.
Prawdziwy kurczak to problem, ale nie dla bulionu rybnego.
Bulion gotuje się długo, to prawda, ale gotuje się „sam”. W tym czasie można rozdzialik napisać, bądź przeczytać.
February 1st, 2010 at 23:17
Nie ma dla mnie bardziej wkurzającej czynności przyrodniczej niż zbieranie grzybów. Gdyby jeszcze te grzyby uciekały i można było do nich strzelać, to może. Na szczęście dostaję grzyby od tych, co lubią zbierać i zbierają więcej, niż im potrzeba. Tak więc grzyby są w spiżarni, ale w tej zupie naprawdę mają być zwykłe chamskie pieczarki.
Staram się przygotowywać i jeść dania z jak najmniej przetworzonych przemysłowo półproduktów - teraz na przykład na piecu CO dojrzewa zakwas na żurek. Jest jednak pewna granica trudności i czasochłonności, po przekroczeniu której wiem, że sięgnę po chińską zupkę z paczki.
No i nie da się, a przynajmniej ja nie potrafię, pisać textu literackiego z doskoku. Mogę robić inne rzeczy przy okazji, ale nie pisanie.
February 2nd, 2010 at 15:19
Mnie ciekawi ten moment:
“Gdy cebula się zeszkli, dosypujemy dwie-trzy łyżki mąki.”
Jaka cebula? Wcześniej i później nie ma mowy o cebuli.
A co do grzybobrania i wędkowania - lubienie tych czynności nie jest obligatoryjne :) Na szczęście. Ja tam wolę zamówić pizzę w mieszkanku niż łomotać się pociągiem o świcie, żeby łazić po lesie i podglądać, co tam która kępa ukrywa. A do morza mam trochę dalej niż rzut beretem, więc…
February 2nd, 2010 at 15:58
Fakt, powinny być „pory”. Już poprawione.
February 2nd, 2010 at 17:34
Panie Rafale, ok.