Źródło

Mars - okładkaWho wants to live forever? Ile jesteś w stanie poświęcić by kupić wieczność dla swojej najbliższej osoby? A jeżeli wszystko, to czy wiesz jak? Czy poświęcenie z czasem nie stanie się tylko wytłumaczeniem, czy nie odwróci się niepostrzeżenie w usprawiedliwianie własnej zachłanności i ambicji?
Moralnie słuszne i logiczne motywy naszego postępowania mogą prowadzić w do nieuniknionej katastrofy, a proste, płynące wprost z serca uczucia są wartością uniwersalną. To pierwsze, co przychodzi do głowy, gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe, ale równie ważny jest posmak estetyczny i ta ulotna rzecz, która powoduje, że po wyjściu z kina wciąż myślimy o Opowieści. To nie jest film, który się ogląda do końca, a 5 minut później pyta: „co dziś na obiad?”. Źródło wwierca się w mózg i długo nie odpuszcza. Trzeba mieć tego świadomość, przed kupieniem biletu.
Oto, proszę Państwa, kawał porządnego kina. Jeśli ktoś jest fanem filmów, które nie dają prostych odpowiedzi, nie wyjdzie z seansu zawiedziony. Interpretacji przedstawionych tu nieliniowo skorelowanych historii jest zapewne tyle ilu świadomych odbiorców. Film powala na kolana już samą estetyką obrazu. Potem zmusza jeszcze do schylenia czoła przed rozmachem wizji twórców. Darren Aronofsky nie zrobił jeszcze złego filmu, a Clint Mansell nie skomponował złej muzyki filmowej, ale wielbicielom hollywoodzkiej sztampy winien jestem ostrzeżenie: wyjdziecie z kina z poczuciem wywalonej kasy. Zapewne dlatego w Warszawie film można zobaczyć tylko w dwóch kinach.
Zainteresowanych czymś więcej niż śniadanie, obiad, telenowela, kolacja zapraszam do Kinoteki w PKiN.
Pozostałym polecam wyświetlane we wszystkich kinach polskie komedie romantyczne. Wspomagajmy rodzimą kinematografię, bądźmy litościwi i hojni dla rodzimych tfurców. Może się przebudzą.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Źródło”

  1. Hankes Says:

    Ja tego filmu nie lubię niesamowicie. Wzbudza we mnie takie emocje, jakie wzbudzać powinien. Złoszczę się na przemijanie, na niesprawiedliwość śmierci, by później się uspokoić i pozbyć negatywnych emocji, łącząc trzy pokazane płaszczyzny przeżyć Toma i Izzi. Ale wciąż zgrzyta mi ten swąd new age’u. Zgrzyta mi, że jest tak ładnie, pastelowo, kolorowo, promiennie i niemal pluszowo. Nie widziałam równie pięknego wizualnie filmu od dawna. Ale uważam jego realizację za przerost formy nad treścią. Film, który przekazuje tak głębokie i poruszające treści, nie powinien tych treści tłumić obrazem - wtedy odczuwam przesyt. Jakbym jadła ciasto czekoladowe z czekoladowymi lodami, zagryzała tabliczką Milki i popijała do tego kakao. W tym momencie nie czuję smaku ani jednej z tych pyszności, tylko miks czegoś, czego mój organizm nie jest w stanie przyjąć i logicznie sklasyfikować.

    I nie jest tak, że “Źródło” mnie nie kręci, bo jestem głupia i lubię romantyczne komedie. Oczywiście się nie obrażam za potencjalne dopasowanie mnie do takiej przegródki. Nie lubię new age’u, nie lubię, kiedy ktoś mówi mi “nie płacz, bo twój dziadek nie żyje i na jego resztkach wyrośnie drzewo, którym on będzie i już nigdy nie zrobi ci pieprzonych naleśników, bo drzewa tego nie potrafią”, nie lubię płaczącego Jackmana i nie lubię mega epickich scen, w których ludzi porastają kwiatki (co ja interpretuję jako karę za chciwość, a to kompletnie nie pasuje mi do reszty mych przemyśleń o_O).

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).