Zima zaskoczyła homo sapiens

Znów spadł śnieg i znów jest problem. Na szczęście połowa Warszawiaków/Warszawian wyjechała już na Sylwestra, bo byłby korek gigant od ?omianek po czubek Pałacu Kultury. Właściwie to pisanie o tym, co się dzieje w tym mieście (i w wielu innych miastach), jak spadnie chociaż 1cm śniegu, jest zwykle powtarzaniem tych samych narzekań. Będę oryginalny i nie napiszę o drogowcach. Zainspirowała mnie pewna dziewczynka w Nissanie Micra jadąca pustą odśnieżoną ulicą z prędkością 25 km/h. Jak się zapewne domyślacie, jechałem za nią, więc miałem dużo czasu na przemyślenia.

Nie widzę problemu nieodśnieżonych ulic - od paru lat główne ulice w Warszawie są odśnieżane sprawnie. Widzę problem niektórych kierowców, którzy w takich warunkach nie powinni prowadzić. Wloką się 25 km/h, a i tak pewnie komuś wjadą w kufer albo chociaż w latarnię. A jak nie, to przynajmniej zablokują skrzyżowanie na jedną zmianę świateł. Tak czy inaczej, wespół zrobią gigantyczny korek i sparaliżują miasto. Zasada powinna być prosta - nie umiesz jeździć w takich warunkach, nie jeździsz.

Zima to nie jest żaden stan wyjątkowy, tylko coś, co się zdarza co roku od końca holocenu, czyli od jakiś 12 tysięcy lat, kiedy Starego Państwa egipskiego nie było jeszcze w planach. Nikt więc nie może powiedzieć, że zaskoczyła go wiadomość, iż zimą pada śnieg i jest ślisko.

Opony zimowe są tańsze niż stłuczka, a kurs doszkalający to nie hańba. Czemu więc wygląda to tak, jak wygląda? Polakom generalnie brakuje społecznego spojrzenia na skutki swojego postępowania. Takie cechy dobrze widać na drodze, gdzie ludzie są anonimowi. Ja jadę moim własnym samochodem i mnie ma być wygodnie, and fuck you all. Nie myślimy np. o tym, że przy zmianie pasa w korku warto tak obliczyć manewr, by zabrać własny kuper z poprzedniego pasa, by inni mogli przejechać. Ten sam mechanizm autyzmu społecznego działa przy opadach śniegu, kiedy to przykładowa pani Pindrzycka z ?omianek przez godzinę czołga się samochodem do biura na Mokotowie, korkując przy tym lewy pas Al. Jana Pawła II i ul. Chałubińskiego, podczas gdy już na Młocinach mijała parking park & ride przy stacji metra.

Atak zimy nie jest wyzwaniem dla służb miejskich, tylko dla naszych charakterów. Lub charakterków, zależy co kto ma.


Udostepnij
Glodne Slonce

25 Responses to “Zima zaskoczyła homo sapiens”

  1. Ja Says:

    Pierwszy.
    Kolega mojego taty bez względu na warunki jeździ 40 km/h. I bądź tu mądry.

  2. Alnilam Says:

    Panie Rafale, lepiej przeginać w tę stronę, niż w tą drugą. Gdyby pani z Micry postanowiła nie zwalniać ruchu i przycisnąć trochę pedał gazu, najprawdopodobniej skończyło by się to wypadkiem. W ten sposób ulica została by zakorkowana na parę ładnych godzin i podejrzewam, że byłby pan na miejscu jeszcze później.

    Pozdrawiam ;)

  3. Dziebak Says:

    No, bądź co bądź, drogowcy faktycznie już czuwają, aczkolwiek jak w listopadzie spadł śnieg, to piaskarki wyjechały w godzinach szczytu. Popołudniowych godzinach szczytu.

    Ale Pan na tych Polaków narzeka, chociaż jak się widzi co wyprawiają, to co tu innego mówić…

    Spojrzał Pan, czy Pani Nissanowa miała może letnie opony? Zdarza się to dosyć często…

  4. xXx Says:

    Lepiej dmuchać na zimne. Albo: Lepiej zapobiegać, niż leczyć.

  5. Hankes Says:

    @Alnilam
    No właśnie nie do końca jest jak mówisz…
    Może niech pani w Nissanie wsadzi tyłek w autobus/tramwaj/metro i w ogóle nie wsiada za kółko. Ja jeszcze nie jeżdżę - egzamin mam 8 stycznia - ale widzę, co jest największym problemem nie tylko zimą. Ludzie, którzy jeżdżą powoli, asekuracyjnie, jakby bali się samochodu, ulicy i samego faktu prowadzenia, stwarzają większe zagrożenie, niż kierowcy brawurowi, jeżdżący szybko, którzy nie szukają nerwowo biegu, kiedy włączy się zielone, tylko ruszają na żółtym.
    Wróćmy do pani w Nissanie. Taka wiewiórka (bo tego typu osobniki jeżdżą zwykle ‘na wiewiórę’ pochylone do przodu, przyklejone sztywno do kierownicy całym ciałem) gdy zobaczy samochód jadący przed nią, zahamuje gwałtownie, mimo że do kufra tego z przodu ma 100 metrów, a jedzie z prędkością 30 kilometrów na godzinę. Nie wpadnie oczywiście na pomysł, że ktoś może jechać za nią, ale przecież ona musi BEZPIECZNIE zwolnić, bo w tym pracującym na opak móżdżku już rodzi się wizja, w której wjeżdża w tył łysego w beemie. W ten oto sposób drogowa schizofreniczka powoduje sytuację, gdzie Rafał, jadąc przepisowo, trafia maską w jej tylny zderzak, bo dziewuszka nie spojrzała w lusterko - po prostu zahamowała, bo przecież jazda powoli i wczesne hamowanie jest BEZPIECZNE.

    Dużym problemem są też stare samochody. I nie chodzi mi nawet o wiek samochodu, ale o stan techniczny. Ludzie nie inwestują w wymianę klocków hamulcowych, czy chociażby we wspomnianą zmianę opon na zimowe. Często nie mają ubezpieczeń i nie uskuteczniają okresowego kontrolowania, czy wszystko gra. Mój tatuś na przykład jeździ koszmarnie szybko i z pozoru koszmarnie nieodpowiedzialnie. Ale dlaczego nie, skoro zapłacił grubą kasę za systemy bezpieczeństwa, które powodują, że samochód zatrzymuje się bez względu na rodzaj nawierzchni pięć razy szybciej, niż inne, pozbawione nowoczesnych systemów wspomagania. Dlaczego miałby tak nie jeździć, skoro wysokiej klasy opony zimowe gwarantują mniejsze ryzyko poślizgów, a on jako kierowca rok temu odbył kurs jazdy po trudnych nawierzchniach. Jeździ szybko, ale ostrożnie. Pędzi 200 na godzinę autostradą, by zwolnić do przepisowych 50, kiedy wjedzie na lokalnej dróżce w obszar zabudowany. I od 37 lat, jak ma prawo jazdy, ani razu nie spowodował wypadku.

    Zaraz znowu mi się oberwie za ślepe popieranie autora bloga… o_O

  6. fritz Says:

    Kobitom nie powinni dawać prawa jady i problem korków by się rozwiązał.

  7. Dziebak Says:

    Skoro twój ojciec jeździ bezpiecznie to nie ma o czym gadać, ale ja już nie raz widziałem ludzi zmasakrowanych przez idiotów jadących 120 w mieście/ beż świateł/ na czerwonym/ po pijaku etc. Moja znajoma została potrącona na przejściu dla pieszych. Co z tego, że prawnik w lexusie miał ABS, ESP, opony do jazdy po asfalcie i 10 poduszek powietrznych, skoro był zwykłym kretynem?

    Ludzie, którzy boją się jeździć nie zapobiegają przecież niczemu. Ludzie którzy jeżdżą wolniej biorąc poprawkę np. na dłuższą drogę hamowania niż w normalnych warunkach są mniej kolizyjni niż “wiewiórki”.

    A Pani Nissan więcej zaszkodzi na drodze, niż swoim postępowaniem nakłoni takiego Rafała w wielkim, ciemnym, strasznym, niebezpiecznym 4×4 do wolniejszej jazdy. Nie chodzi już o samo prowadzenie na tej dróżce co Rafał jechał, ale o szybkość reakcji, trafność decyzji etc., czego takim kierowcom brakuje. Ostatnio spotkałem takiego na przejściu. Wybaczyłbym mu, że mnie zderzakiem stuknął, gdyby chociaż zamiast neandertalczyka za kierownicą siedziała niewiasta na letnich oponach… No mówię Wam, totalny cep, hamulca to chyba zapomniał w ogóle podłączyć, bo z miną neandertalczyka toczył się dalej…

  8. Alnilam Says:

    @Hankes
    Nie możesz zebronić naszej “wiewiórce” wstępu na drogi tylko dlatego, że ma mniejsze predyspozycje do prowadzenia samochodu od Ciebie. Oczywiście tak byłoby najłatwiej, ale nie uważasz, że to trochę aroganckie? Postaw się w sytuacji naszej pani Nissan, dla której jazda samochodem jest zapewne wygodniejsza od telepania się metrem. A może wiozła w bagażniku coś ciężkiego ?? Absolutnie nie możesz jej tego zabronić.

    Poza tym człowiek najwięcej uczy się poprzez praktykę. Jeśli nasza “znajoma” teraz przerzuci się na metro, już nigdy ne nauczy się dobrze prowadzić.

    Pozdrawiam ;)

  9. Dziebak Says:

    Człowiek uczy się od nauczyciela. Ja bym doradził kilka lekcji w czasie mrozu + zimowe opony + medytacja przed wyjściem na drogę. Nasza znajoma nie może uczyć się na drodze, bo stwarza zagrożenie, bo jak zobaczy karetkę, to się tak zestresuję, że w latarnie wjedzie.

  10. Dziebak Says:

    zestresuje*

  11. Alnilam Says:

    @Dziebak
    Tu nie chodzi o naukę. Zakładam, że pani Nissan egzamin zdała. Ostatnimi czasy zdarzyło mi się trochę żeglować, co można trochę porównać do jazdy samochodem. I początkowo mimo tego, że zdałem egzamin było ciężko. Ano było, bo machanie sterem przy dość zatłoczonym jeziorze i świadomości, że jedno zagapienie skończy się skąpaniem załogi w wodzie nie jest łatwe. Jednak właśnie dzięki częstym wypadom na jacht nabrałem pewności i doświadczenia. Sądzę, że podobna sytuacja jest u naszej pani z Nissana.

  12. Dziebak Says:

    @up No cóż, jak ja się uczyłem pływać po wodzie różnymi jednostkami, to mimo, że na początku uczyłem się na własnych błędach, to mimo wszystko cenię sobie wyjazd na jakiś obóz, na którym zostanę przeszkolony w trudniejszych warunkach. Jest to wygodniejsze od w moim przypadku wiosłowania na rękach do brzegu.

    Na dobre wyszłoby Pani z Nissana, gdyby usiadła za kierownicą, ale z instruktorem u boku. Wtedy nauczy się jeździć nie ucząc się na błędach, czyli np. wgniecionych drzwiach.

  13. Rafal Kosik Says:

    Jeepem jeżdżę od kilku miesięcy. Przedtem przez wiele lat jeździłłem Mercedesem 124, który w zimie prowadzi się na pewno gorzej od Micry. Zresztą Jeep tylko rusza sprawniej od zwykłych samochodów; podczas jazdy, zakrętów, hamowania podlega tym samym prawom fizyki, co każdy inny.

    Nie odmawiam pani “Wiewiórce” prawa do samodoskonalenia się. Przeszkadza mi to, że ona robi to kosztem wielu innych ludzi. Przykre jest też to, że ona najpewniej nie zdaje sobie sprawy z tego, że robi źle.

  14. FNiN_addict Says:

    Fritz, bo jak strzelę, to się do jutra nie podniesiesz.

    To prawda, że ogólnie kobiety gorzej prowadzą. Może to nasze przystosowanie fizyczne, może charakter, może brak doświadczenia (no bo w końcu od ilu lat kobiety są kierowcami? 50?), a może właśnie tacy szowiniści, jak ty, którzy wykształcili stereotyp kobiety-ciamajdy na drodze.

    Że się jeszcze tacy faceci uchowają, ten świat naprawdę się psuje coraz bardziej.

  15. Dziebak Says:

    Panie Kosiku, chodzi o to, że Pani Nissan jest tak przelękniona, że jak tylko zobaczy innego uczestnika ruchu, który dodatkowo jedzie jeepem, to najchętniej by się zatrzymała i zapomina gdzie jest. Dlatego najlepiej jest wziąc sobie jakąś lekcje czy coś. Mój brat jak zdał na prawko, w pierwsze kilka jazd w zimie z ojcem jeździli, ja zrobię tak samo.

  16. fritz Says:

    FNiN_addict śmieszna jesteś, ,,Fritz, bo jak strzelę, to się do jutra nie podniesiesz.'’
    Gdyby kobiety nie prowadziły było by tak z 40% samochodów i by to rozwiązało problem ale skutkiem tego byłoby wiele konfliktów społecznych i dużo szansa że feministki wejdą do sejmu tak więc chybaby nie było warto.

  17. FNiN_addict Says:

    Ja pewnie zauważyłeś, ja feministką jestem i obrażać się nie pozwolę.
    Zwłaszcza dlatego, że 3/4 facetów w ogóle nie wie, kim są feministki i czego tak naprawdę chcą. Sądzą po prostu, że to baby, które chcą zawładnąć światem i mężczyznami.

    ‘’Gdyby kobiety nie prowadziły było by tak z 40% samochodów'’
    A co z resztą? Nie doprecyzowałeś. W ogóle chyba ci odbiło, że 60% kierowców to kobiety. Trudno zrozumieć co napisałeś, bo tak poplątałeś styl temu zdaniu, że kuleje i wyje nad swoim biednym losem.

  18. Rafal Kosik Says:

    Kobiety statystycznie gorzej prowadzą, ale ma to związek tylko i wyłącznie z uwarunkowaniami ewolucyjnymi, czyli cechami, które wykształcały się przez setki tysięcy lat. Nie zmienia to faktu, że:
    a.) sporo kobiet prowadzi dobrze (vide moja żona ;> )
    b.) prowadzenie samochodu, jak każda inna umiejętność, może być rozwijana - trzeba tylko najpierw przyznać, że się jeździ słabo, a nie żyć w przekonaniu, że wszyscy inni na drodze to chamy i szaleńcy.

  19. tesska Says:

    Jak zwykle zeszło na baby za kierownicą… :>

  20. Faktek Says:

    No cóż ja to mam “jeszcze” przed sobą, a raczej ‘już” bo jestem na kursie więc czeka mnie jazda zimą. Na szczęście (a może i nie) śniegu coraz mniej. Jak to mój wykładowca teorii na kursie mówi:
    Kobiety są znacznie lepszymi kierowcami. Dlaczego? Po pierwsze po rozdaniu podręczników z przepisami na kursie kobieta do samochodu nie wsiądzie dopóki nie przeczyta wszystkiego, a facetowi wystarczy świadomość że taki podręcznik posiada. Jazdy można się nauczyć, a kobiety częściej dokupują dodatkowe godziny na lekcje. Faceta bardzo trudno przekonać do zmiany przyzwyczajeń z jazdą. Kobiety startują z gorszymi umiejętnościami prowadzenia, ale lepszym przygotowaniem teoretycznym. Mężczyzna ma od początku dobre umiejętności, ale często jeździ zgodnie ze swoim charakterem, a nie przepisami.
    Mówił też coś o tym, że faceci nie rozróżniają kolorów szczególnie czerwonego od zielonego, a kobiety lewej strony od prawej więc trzymają się środka jezdni “dla bezpieczeństwa” xD

  21. Tess Says:

    Ech…
    Sprawa 1: Kobiety jeżdżą wolniej i bardziej asekuracyjnie od mężczyzn.
    Sprawa 2: Niektórym kobietom nie powinno się dawać prawa jazdy. Przykładem - pani z Nissana
    Sprawa 3: Niektórym facetom nie powinno się dawać prawa jazdy. Przykłady: takim, którym się wydaje, że jak przespali 1,5 h po mocno zakrapianej imprezie, to im już alkohol wyparował i mogą jechać; takim, którzy jeżdżą “na matematyka” bez względu na warunki.
    Sprawa 4: Większość facetów z prawkiem nie puści kobiety za kierownicę, bo dla nich to obciach siedzieć po stronie pasażera.
    Sprawa 5: A jak już puszczą, to najczęściej jęczą że to nie tak, tu inaczej i uważaj… i kobietom się odechciewa.
    Sprawa 6: Uwarunkowania ewolucyjne i wychowawcze - coś w tym jest, mi też się kazali lalkami bawić, a braciom wciskali samochodziki.
    ALE:
    Kobiety powodują mniej wypadków, bo nie chojraczą i mają dobre przygotowanie teoretyczne, bo mężczyźni czytają instrukcje tylko, gdy coś się zepsuje i bez czytania ni cholery nie daje się naprawić.
    Mnie czasem ciężko jechać przepisowo 50 km/h, skoro tak wygodnie jedzie się 60 :d. Może też z tego powodu pozwalam sobie wzdychać czasem “baba za kierownicą”. Też dlatego, że jak kobieta jedzie dobrze, to nikt na to nie zwraca uwagi, a jak jeździ beznadziejnie, to każdy na siłę stara się jej zajrzeć w szybę, by się co do jej płci upewnić…
    PS. Nie jestem feministką i wiem co to znaczy.

  22. Rafal Kosik Says:

    1. Statystyka: Więcej mężczyzn powoduje wypadki, dlatego że większość kierowców to mężczyźni. Wśród zawodowych kierowców kobiety stanowią ułamek procenta. Ponadto istnieje domyślne założenie, że samochód prowadzi właśnie facet. Czyli, jak ktoś Ci zajedzie drogę, ochlapie wodą z kałuży, przemknie na czerwonym, to myślisz automatycznie „Ale idiota!”. Dopiero, jeśli dostrzeżesz kierowcę, to możesz się przekonać, że to akurat była baba.

    2. Uwarunkowania: Ewolucyjne a nie wychowawcze. Dziewczynki same wybierają lalki, a chłopcy samochody. Przynajmniej zazwyczaj tak jest ;)

    3. Instrukcje obsługi: Jak nic nie pomoże, przeczytaj instrukcję obsługi ;) Ja akurat czytam instrukcje, a przynajmniej przeglądam. Chociaż coraz częściej instrukcje przypominają disclaimer mający zabezpieczyć producenta przed roszczeniami rodziców, którzy uprali dziecko razem z ubrankiem.

    4. Znajomość przepisów: Egzaminu teoretycznego na prawo jazdy z pewnością bym dziś nie zaliczył. Nie pamiętam np. na jakim odcinku drogi expressowej za znakiem obowiązuje ograniczenie prędkości. Znaki są bardzo często źle ustawione i wprowadzają w błąd, ograniczenia prędkości są na wyrost, a bywa i tak, że stosowanie się do (martwych) przepisów jest zwyczajnie niebezpieczne. Oprócz znajomości przepisów ważna jest też znajomość zwyczajów panujących na drodze i przewidywalne zachowanie. Jeżdżę więc intuicyjnie i normalnie, czyli nieprzepisowo, i udało mi przejeździć kilkanaście lat z jedną małą stłuczką z mojej winy.

  23. Dziebak Says:

    Znaki ponadto są czasem stawiane idiotycznie, lub nie usuwane. Zdarzyło mi się jechać oddaną nowo drogą, szeroką, wyrównaną, oznakowaną… i nagle “40″…\

    co do Pana pkt. 3: Z instrukcji obsługi najczęściej czytam “przed pierwszym uruchomieniem”, chociaż przedzieranie się przez disclaimer;y jest męczące. Ogólnie się opłaca.

    To, że kobiety jeżdżą wolniej, często wynika ze strachu przed prowadzeniem. Jest strach - jest stres - kobieta wolniej zareaguje, doprowadzi do stłuczki na skrzyżowaniu etc. błotnik wgnieciony, a wiewiórka stan załamania emocjonalnego… (przesadzam chyba…)

  24. Mariola Says:

    Panie Rafale!
    Problem nie tkwi w tym, że ktoś, kimkolwiek jest, boi się jeździć. To kwestia tego, że auto na raty, trzeba płacić autokasko i OC, szkoda zarysować, nie wolno skasować, poza tym reszta też na raty. Właściwie to wszystko co posiadają niektórzy jest Banku, a Pan? Co ma wlasnego? Może by tak więcej pokory? Zrozumienia! Wszyscy pragną, czegoś, może to pragnienia -marzenia zupenie materialne, może, a nawet na pewno to głupie, ale w tym kraju tak długo było nijako, że nie dziwię się tej “głupocie”. Sama jeżdżę Garbatkiem, więc stluczki się nie boję, to samotłumaczenie, ale czasem żal mi tych, którzy pragną więcej i gorzej niż powinni. Prosze zrozumieć… Ja się staram, chociaż mój mąż nie ma litości, tak jak Pan.

  25. cleevleen Says:

    Mój tata jest drogowcem i jestem uczulona na wszystkie wzmianki na temat tego, że zima ich zaskoczyła. On to ma w planach cały rok, bo jest kierownikiem i ma wszystkie pługi itp. na swojej głowie i w zimie to on praktycznie mieszka w pracy. A niektórzy kierowcy jak jeżdżą, tak jeżdżą.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).