Zaniedbywalne starzenie się

Za najstarsze drzewo na Ziemi uznaje się pewien świerk pospolity nazwany Old Tjikko. Rośnie on w Szwecji i ma dziewięć tysięcy pięćset pięćdziesiąt lat. Z obliczaniem wieku roślin jest jednak pewien problem, ponieważ nie wszystkie startują od kiełkującego nasiona. Niektóre rozmnażają się wegetatywnie, czyli produkują nowe odrosty od korzeni. Taki organizm nazywa się genetem i może osiągać spore rozmiary. Genet topoli osikowej z gór Wasatch w stanie Utah prawdopodobnie żyje od miliona lat. Zajmuje powierzchnię 43 hektarów, łącznie waży ponad 6 tys. ton. Wygląda… no cóż, wygląda jak las.

Poszczególne drzewa, czyli odrosty (ramety), żyją oczywiście krócej. Nie tylko wiek organizmu jest trudny do zdefiniowania, ale również jego rozmiary. Przecięcie korzeni między dwiema częściami genety na samej roślinie nie zrobi większego wrażenia, a z punktu widzenia nazewnictwa będzie trzeba już mówić o dwóch organizmach. Podobnie ma się sytuacja z drobnoustrojami rozmnażającymi się przez podział komórki. Trudno określić wiek bakterii, bo równie dobrze można przyjąć, że powstała kilka minut temu, podczas podziału właśnie, albo że żyje od milionów lat i tylko wolno mutuje.

Przejdźmy jednak do organizmów bliższych nam, o którym można mówić w kategoriach jednostek. Przez długi czas wydawało się, że najstarszym żyjącym na naszej planecie kręgowcem jest Donatella Versace. Okazuje się jednak, że przebija ją rekin polarny (Somniosus microcephalus), który prawdopodobnie może żyć ponad pięćset lat. Oznacza to, że najstarsze wciąż żyjące osobniki pływały w oceanach w czasach Kolumba.

Pięćset lat to dużo, ale to nadal nie nieśmiertelność. Niektóre gatunki homarów, żółwi, ryb, małży, a przede wszystkim roślin zbliżają się do naszej definicji nieśmiertelności. Osiągają stan zwany zaniedbywalnym starzeniem się. Pozostawione w spokoju, teoretycznie żyć będą w nieskończoność, jeżeli warunki środowiskowe nie zmienią się radykalnie. A jak to wygląda u ludzi?

Istnieją badania naukowe z lat trzydziestych ubiegłego wieku, sugerujące, że proces starzenia u ludzi zatrzymuje się przed osiągnięciem stu lat. Trudno ocenić ich wiarygodność, jednak nawet zakładając, że to prawda, zdecydowanie nie o taką nieśmiertelność nam chodzi. Stuletni organizm nie zapewnia swojemu właścicielowi ani komfortu, ani bezpieczeństwa. Cóż z tego, że nie starzejesz się bardziej, skoro ledwo chodzisz, a zabić cię może banalna infekcja?

Wspomniane wcześniej zaniedbywalne starzenie się powoduje, że organizm pozostaje w pełni sprawny. U ludzi oznaczałoby to zahamowanie starzenia się w okolicy wieku biologicznego wynoszącego trzydzieści lat. To brzmi znacznie atrakcyjniej, jednak wcale nie jest takie proste, bo problem nie ogranicza się do słynnych zużywających się telomerów. W przypadku większości organizmów, w tym i ludzi, proces starzenia się i naturalnej śmierci wydaje się… celowy. Pomińmy niuanse związane z użyciem określenia „celowy” w kontekście ewolucyjnym. Geny, które programują starzenie się, odnoszą oczywistą „korzyść” ze śmierci starego organizmu – zwalnia się miejsce dla potomka, który z dużym prawdopodobieństwem jest lepiej przystosowany do warunków środowiska.

Doskonałym dowodem na to jest nasza skóra, która powoli, acz stale, regeneruje się. Średnio w ciągu miesiąca następuje wymiana wszystkich jej komórek. A jednak u siedemdziesięciolatka ta „nowa” skóra od razu jest pomarszczona. Te same geny, które zapewniają nam sprawność w młodości, działają na naszą szkodę później. To staje się zrozumiałe, jeśli przyjrzeć się mechanizmom ewolucyjnym. Z punktu widzenia doboru naturalnego liczy się tylko to, co dzieje się z organizmem do czasu rozmnożenia się i odchowania potomków. Nic więc dziwnego, że optymalizacja obejmuje wyłącznie ten okres, a to, co następuje później, jest jedynie sumą efektów ubocznych.

Temat nieśmiertelności często pojawia się w kulturze, a pierwszym skojarzeniem na pewno jest film Nieśmiertelny (Highlander) z 1986 roku, z Christopherem Lambertem i Seanem Connerym. Ten film całkiem trafnie pokazuje szereg fizycznych i psychicznych aspektów problemu. Nieśmiertelnego można tam na przykład zabić, choć jest to nieco trudniejsze niż w przypadku normalnego człowieka. Powszechnym błędem jest utożsamianie nieśmiertelności (zaniedbywalnego starzenia się) z niezniszczalnością. Teoretycznie nieśmiertelnego homara można przecież bez trudu ukatrupić na tysiąc sposobów.

Nieśmiertelność bez znacznie wydajniejszych mechanizmów regeneracyjnych też nie byłaby wiele warta. Prawdopodobieństwo doznania poważnych urazów jest wprost proporcjonalne do długości życia. Proste zatrzymanie starzenia się w wieku trzydziestu lat oznaczałoby, że statystyczny pięciusetlatek byłby inwalidą po kilku wypadkach i przebytych chorobach.

Powszechna nieśmiertelność diametralnie zmieniłaby stosunki społeczne. Ludzie zdecydowanie mniej chętnie podejmowaliby ryzyko pod jakąkolwiek postacią. Z drugiej strony kilkusetletni lot statku-arki do egzoplanety Proxima Centauri b stałby się wizją atrakcyjniejszą. Każdy astronauta miałby szansę dożyć lądowania bez uciekania się do hibernacji. Niestety trudno sobie wyobrazić, do jakich zmian w psychice prowadziłby tak długi lot.

Prawdę mówiąc, w ogóle trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałaby psychika kilkusetlatka. Pewne jest, że nieśmiertelny nie może mieć tej samej konstrukcji psychicznej, co my, bo albo by oszalał, albo zamknął się w sobie i stracił wszelką motywację. Wszystko jest procesem, nawet jeśli zbyt powolnym, by dostrzec jego przebieg. Nie inaczej jest z ludzkim umysłem. Powstrzymanie starzenia się umysłu być może jest największym wyzwaniem. Nie wystarczy przecież „zaprogramować” mechanizm usuwania najstarszych wspomnień.

Najbardziej prawdopodobne jest, że nieśmiertelność, jak wszystko, byłaby reglamentowana. Na poziomie osobniczym rodziłoby to problemy dobrze pokazane w Nieśmiertelnym. Na poziomie społecznym tworzyłoby nierówności i napięcia, przy których niewolnictwo to błahostka. Jedynym sposobem na utrzymanie przez kastę nieśmiertelnych nie tylko władzy, ale i życia byłoby ukrycie się lub wprowadzenie ustroju totalitarnego. Kolejnym niemal pewnym skutkiem byłoby spowolnienie lub wręcz zatrzymanie postępu oraz powszechny hedonizm. Prawdopodobnie utworzyłaby się również hierarchia, w której nieśmiertelność byłaby uzależniona na przykład od regularnego przyjmowania substancji, na której łapę trzymałby monopolista.

Rozpatruję różne scenariusze związane z osiągnięciem nieśmiertelności i nie widzę żadnego prowadzącego do zwiększenia poziomu szczęścia jednostki lub ogółu. Paradoksalnie osiągnięcie nieśmiertelności wydaje się najskuteczniejszym sposobem na wyginięcie.


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Zaniedbywalne starzenie się”

  1. Liteon Says:

    To co porusza ten art we mnie, uderza w sens nieśmiertelności i jej sens.
    Po ilu latach przestajemy pod wpływem doświadczeń być tym kim na starcie? Ile celów i ideałów, przepadnie? Czy tylko byt cyfrowy ma sens (z stałym programem podstawowym?)

  2. Bratzacieszyciela Says:

    Rozpatrując nieśmiertelność filozoficznie - to chyba Lem powiedział, że żyjemy tak długo, jak długo pamiętamy (bodajże ‘Powrót z gwiazd’). Jeśli wymażemy starsze informacje, cóż z naszą osobowością? Będziemy przecież innym człowiekiem, nie pamiętającym niczego sprzed, naturalnego lub nie, wymazania pamięci, i, jeśli dodać regenerację komórek na zupełnie inne, nic, poza niepowtarzalnym zestawem genetycznym, nie będzie nas łączyło z osobnikiem, jako którym się urodziliśmy. Coś jak ten las, złożony z takich samych genetycznie osobników. Jeśli do tego dodamy, kiedyś na pewno opanowaną przez ludzkość, sztukę klonowania ludzi - analogia do owego lasu staje się wręcz dosłowna. I jak wtedy regulować liczbę danego, być może genialnego umysłowo i fizycznie, osobnika? Widzę tu materiał na niezłą powieść s-f…

  3. wisznu Says:

    No to spróbuj przypomnieć sobie wrażenia z okresu niemowlęctwa. Wygląda na to, że juz przynajmniej raz umarłeś - wg definicji Lema. Nasz umysł regularnie sie czyści ze wspomnień, choć trudno określić wg jakich kryteriów… Czadem sam mam wrażenie, że żeby móc normalnie żyć trzeba umieć zapominać

  4. paul z Says:

    Tak sobie wyliczyłem, że przeszłości nie da się wymazać, ma to coś wspólnego z wymiarami i energią (choć możliwy jest restart i druga wersja). Śmierć więc to jak na odtwarzaczu MP3 nacisnąć STOP. Im dłużej potrwa przyszłość, tym bardziej prawdopodobne, że ktoś wynajdzie technologię, by nacisnąć PLAY. Jeśli przyszłość będzie trwała nieskończenie długo, prawdopodobieństwo, że jesteśmy nieśmiertelni, to już praktycznie 100%. Z subiektywnego punktu widzenia, całe te eony gnicia w grobie potrwają najwyżej sekundę.
    A ja miałem taką nadzieję choć raz porządnie się wyspać.

  5. Yeti Says:

    ,,Najbardziej prawdopodobne jest, że nieśmiertelność, jak wszystko, byłaby reglamentowana. Na poziomie osobniczym rodziłoby to problemy dobrze pokazane w Nieśmiertelnym. Na poziomie społecznym tworzyłoby nierówności i napięcia, przy których niewolnictwo to błahostka. ” Z jednej strony racja, z drugiej dziś reglamentowana jest długowieczność (bogaty raczej przeżyje biednego) i.. można powiedzieć że jest w miarę spokojnie.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).