Wszystko to nieprawda

Patrzę czasem na wpisy niektórych moich znajomych na Facebooku i się zastanawiam, czemu oni jeszcze są moimi znajomymi. Nie przeszkadza mi, gdy nie zgadzam się z tym, co piszą. Przeszkadza, gdy kłamią. Nie mam tu nawet na myśli podawania dalej niesprawdzonych plotek i newsów niezgodnych z faktami. Mówię o klasycznym kłamstwie, czyli o przekazywaniu informacji niezgodnych z przeświadczeniem osoby o stanie faktycznym. Prosta analiza losowych wpisów losowych osób wykazała, że jest to bardzo częste.

Dawno temu stwierdzenie, że telewizja kłamie, było dla wielu oczywistością, bo każdy mógł to potwierdzić, wyglądając przez okno. Wolne media po upadku komunizmu poprawiły sytuację na chwilę, albo tak się nam wydawało, bo zmniejszyła się skala kłamstwa. Ten radosny okres nie trwał długo, informacja to taki sam towar, jak inne, więc można zarobić na jego przetwarzaniu i sprzedawaniu. A najczęściej, niestety, na jego produkowaniu.

Sytuacja, do której powinniśmy dążyć, a która wydaje się idealna, okazuje się z natury niestabilna. Niezależne media przekazujące obiektywną prawdę nie mogą istnieć ani w warunkach totalitaryzmu, ani w warunkach wolnego rynku, tak jak nie może istnieć młoda antylopa w jednej przestrzeni z ze stadem głodnych lwów. Ten gigantyczny rynek musi zostać bardzo szybko zagospodarowany, tak jak młoda antylopa również zostanie przez lwy zagospodarowana. Kłamstwo szybko wróciło do gazet i na ekrany telewizorów. Różnica jest taka, że teraz mamy większą ofertę kłamstw i możemy je dobierać według gustu. Banalne jest stwierdzenie, że obrazy rzeczywistości serwowane np. przez Gazetę Wyborczą i Do Rzeczy różnią się, i to bardzo. A skoro tak, to przynajmniej jeden z nich jest nieprawdziwy.

Wydawałoby się, że zwykli ludzie, a tacy korzystają przecież z mediów społecznościowych, powinni stanowić przeciwwagę dla wielkich koncernów mediowych manipulujących informacją na skalę przemysłową. Społeczeństwo cyfrowe rodzi wielką oddolną siłę, której nikt nie płaci za kłamstwa, czy za fałszowanie obrazu rzeczywistości. Taka masa niezależnych ludzi nie ma żadnego interesu w oszukiwaniu. Niestety, znów rozczarowanie. Wystarczy kwadrans spędzony na przeglądaniu gorącej dyskusji na niemal dowolnym medium społecznościowym, by z przerażeniem stwierdzić, że mamy do czynienia ze zdigitalizowaną tłuszczą, która zainteresowana jest nie dyskusją, nakierowaną na rozwiązanie jakiegoś problemu, tylko zakrzyczeniem oponentów i zmieszaniem ich z błotem.

Miejsca takie jak Facebook mocno ograniczają anonimowość, co trochę poprawia sytuację. Ludzie są tam bardziej uprzejmi, ale kłamią i manipulują w takim samym stopniu. Czemu? Nie sięgając po argumenty z dziedziny memetyki, wydaje się, że na poziomie ludzkim głównym motywem jest odwieczna chęć dostosowania środowiska do własnych potrzeb. Lepiej czujemy się w towarzystwie o podobnych poglądach, więc chcemy, żeby jak najwięcej ludzi wyznawało te same poglądy. Te same, które wyznajemy my. Strategia obejmuje również zwalczanie wrogich idei i ich „żołnierzy”.

Prawda nie jest znowuż tak starym wynalazkiem i na każdym kroku spotykamy się z przykładami, jak nisko ją cenimy. Informacje wyssane z palca w dyskusji publicznej mają taką samą wartość, jak prawdziwe, a przy tym można je właściwie dowolnie kształtować do własnych potrzeb. To samo dotyczy półprawd. Jeśli więc potraktujemy przestrzeń publiczną jako pole bitwy, dojdziemy do wniosku, że informacja półprawdziwa lub fałszywa jest bronią skuteczniejszą. Zatem każda prawda jest niewygodna, niewygodna w sensie użytkowym. Prawda jest nieprzewidywalna, nieprecyzyjna i mało efektowna. Po co komu broń, która strzela w losową stronę?

Przykład ostatniego kryzysu imigracyjnego w Europie jest niewyczerpywalnym źródłem faktoidów (faktów medialnych). Czasem były to manipulacje, czasem nadinterpretacje, czasem informacje całkowicie wyssane z palca. Szczególnie zapamiętałem dwa przykłady: historia z autokarem zaatakowanym przez imigrantów w bliżej nieokreślonym miejscu na granicy włosko-austriackiej i węgierska dziennikarka podstawiająca nogę imigrantowi uciekającemu przed policją. Szybko okazało się, że obie informacje nie są prawdziwe, a mimo to funkcjonowały i nadal spełniały swoją rolę. Zdemaskowanie jedynie osłabiło ich działanie i być może nieznacznie skróciło ich zasięg czasowy. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek z wrzucających te materiały pokusił się potem o publikację dementi.

Kłamstwo, nawet zdemaskowane, może sobie nadal funkcjonować (pan X oczyszczony z zarzutów o współpracę z UB nadal będzie tytułowany „tajnym współpracownikiem”), może zostać zredukowane do formy żartu (X był tak kiepski, że UB nawet nie założyło mu teczki), może też być bronione poprzez poddanie w wątpliwość argumentów użytych do demaskacji (X miał wysoko postawionych kolesiów, którzy zamietli sprawę pod dywan).

Kłamstwo jest elementem prowadzenia polityki, a dziś przecież wszystko jest polityką. Nic więc dziwnego, że dla celów finansowych lub prestiżowych te same mechanizmy są wykorzystywane w środowiskach naukowych, artystycznych czy dowolnych innych. Media społecznościowe, jak zwykle, wszystkie zjawiska tylko potęgują. Przyszłość jawi się zarówno ciekawie, jak i smutno. Najbardziej istotny nie będzie podział na tych, którzy mają dostęp do „prawdy” i na tych karmionych kłamstwami. Podział będzie następował, a właściwie już następuje, na tych, którzy chcą poznać prawdę i tych, którzy jedynie pragną potwierdzania własnej wizji świata. Ta druga grupa, szczęśliwych hodowlanych ignorantów, będzie stanowiła przytłaczającą większość społeczeństwa. Owszem, zawsze istniała elita i sterowane przez nią masy, którym broniono dostępu do informacji. Nadal tak będzie, z tą jedną różnicą, że ignorantem będzie się zostawało z wyboru, a miejsce pożądania prawdy zajmie pragnienie potwierdzenia własnych poglądów.

Zawsze jest mi przykro, gdy widzę czysto propagandowy wpis znajomego. To tak, jakby kradł moje sztućce podczas proszonego obiadu i to kradł, wiedząc, że ja to widzę. I wprawdzie wiem, że to nie prawda, lecz kłamstwo jest naturalną formą komunikacji, ale jednak przykro.


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Wszystko to nieprawda”

  1. wisznu Says:

    Święte słowa.
    problem z kłamstwem jest też taki, że nawet gdy jest jakaś publikacja prawdziwa, to zaraz ktoś publikuje fałszywkę, tylko po to by osłabić wydźwięk prawdy - bo jak ludzie mają w jednej gazecie prawdę a w drugiej czysty fałsz, to klasycznie uznają, że “prawda leży po środku”

    Kolejny problem jest też w czasie publikacji prawdziwych informacji - czasem wieści są przetrzymywane tak długo aż staną się wygodne dla publikującego.

    No i dodatkowym problemem jest także cenzura. Przecież już teraz dochodzi do sądownego blokowania publikacji - i to tych, które zawierają prawdziwe a niewygodne dla ich bohatera informacje.

    Z resztą - o ile kiedyś cenzura była zinstytucjonalizowana, i można ją było oszukać, uprawiając gierki dla wtajemniczonych, tak teraz wrasta ona też w świadomość ludzi, w ich sposób myślenia - także zmieniając ich świadomość.
    W efekcie w niektórych przypadkach obecnie używanie słów po prostu precyzyjnie opisujących rzeczywistość zostaje uznane za przejaw chamstwa.
    Tak też zmienia się społeczne rozumienie słowa “tolerancja” aż staje się synonimem słowa “akceptacja”, tak też pewne słowa stają się społecznie nieakceptowane, nawet jeśli są one po prostu naukowym określeniem. I tu zahaczamy o kolejny problem - wpływ polityki na naukę. Mam świadomość, że to zachodziło zawsze, czego dowodem jest chociażby ilość cytowań Lenina w pracach naukowych, ale teraz dochodzi do absurdu. I to trudnowykrywalnego. Bo - o ile kiedyś sprawa była oczywista na punkcie politycznym - tak teraz nigdy nie wiadomo jakie koneksje ma dany naukowiec, jakie ma instytucja zatrudniająca go, jakie ograniczenia “moralne” mogą zablokować nie tylko opublikowanie “niepopularnych” wyników badań, ale też samo ich przeprowadzenie.
    Choćby w kwestii równości płci i ras (fakt - określenie niepopularne, ale przynajmniej w miarę precyzyjnie rozumiane). Okazuje się, że przekonanie o totalnej równości może być szkodliwe. Bo w efekcie badania na nowych lekach prowadzi się np. na względnie młodych mężczyznach (bo skoro wszyscy są równi, to przecież nie ma znaczenia na kim będzie się robić testy - a przynajmniej nikt nie zarzuci prowadzenia szkodliwych doświadczeń na tle rasistowskim, bo zaraz zahaczyłoby się o oskarżenia na tle eugenicznym), co w efekcie prowadzi do nieskutecznego leczenia innych ludzi - kobiet, emerytów, czarnych, żółtych…
    Pamiętam, że kiedyś okazało się, że jakieś leki znieczulające uznane jako standard słabo działają na murzynów. Ale przez cenzurę na tle obyczajowym były duże problemy z opublikowaniem tych wyników - żeby nie .

    Oj długo możnaby ciągnąć wątek, ogólnie to chciałem przypomnieć znane już stwierdzenie, że “Rok 1984″ Orwella miał być przestrogą, a nie zbiorem instrukcji…

  2. Yeti Says:

    ,,Taka masa niezależnych ludzi nie ma żadnego interesu w oszukiwaniu. ” No właśnie wychodzi że ma - dostosowywanie środowiska, a do tego chęć dowartościowania (kosztem innych) i chęć przynależności do grupy. W końcu wolimy(my, ludzie) mieć dobry humor a dobre samopoczucie nie zawsze jest osiągane za pomocą pieniędzy. Zresztą w makroskali nie jest istotna prawda tylko to w co wierzą ludzie.

  3. Yeti Says:

    Ps. Tekst smutny ale bardzo dobry. Nie zaglądam tu tylko z powodu takich tekstów, ale dla mnie są najciekawszą częścią tego bloga.

  4. Anna Says:

    Prawda obecnie to towar deficytowy. A to co serwują nam media to jawna kpina.

  5. Wojtek Says:

    Ciekawy tekst. Z głodu FNIN czytam teraz wyrywkowo wszystkie części i za każdym razem dostrzegam w nich nowe wartości. Chyba różnimy się niektórymi poglądami, ale coraz bardziej nie mogę wyjść z podziwu :) Pozdrawiam i życzę (Tobie i sobie) mniej takich “znajomych zastanawiających”.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).