Wszechstronna dziewczyna

Glenn Close grająca w filmie o zombie – to się nie zdarza codziennie. Specjalnie zacząłem od Glenn Close, żebyście nie zamknęli z przytupem przeglądarki. Myślę, że z podobnego powodu twórcy filmu zaangażowali tę, a nie inną aktorkę. Film o zombie kojarzy się bowiem jednoznacznie: z wyłączeniem myślenia i otworzeniem paczki popcornu. Nie tym razem. To jest, uwaga, mądry film.

Wszechstronna dziewczyna jest tytułem mylącym, choć, o dziwo, tym razem to nie wina tłumaczenia, bo sam tytuł oryginalny The Girl with All the Gifts sugeruje co innego, niż dostajemy. Przejdę jednak nad tym do porządku dziennego, bo bywało gorzej. Muszę tu ostrzec wszystkich, że za chwilę będą SPOJLERY, o tym filmie bowiem nie ma sensu pisać, nie zdradzając części, jeśli nawet nie fabuły, to przynajmniej koncepcji.

To jest mądry film, choć, rzecz jasna, nie należy się spodziewać rozdzierającego na sobie szaty kina moralnego niepokoju. Mamy i głębię psychologiczną postaci (w tym również zombie), i niezłą logikę akcji, i całkiem wiarygodnie ogarnięty aspekt naukowy. Mamy też strzelaniny, krew i umiarkowaną dawkę dosłownej brutalności. Jest to więc film akcji, który zadowoli nawet tych widzów, którzy nie gustują w moralnych rozterkach i temu podobnych nudach. Jakby co, strzelania do zombie jest pod dostatkiem.

Nie da się uniknąć porównania z doskonałym 28 dni później, i to nie tylko dlatego, że tutaj również spora część akcji rozgrywa się w Londynie, a klimat filmu można by określić mianem kameralnego. W żadnym razie nie przypomina World War Z. We Wszechstronnej dziewczynie oglądamy świat oczami grupki bohaterów, przypadkowych uciekinierów ze zniszczonej enklawy-bazy wojskowej. Każdym z bohaterów kieruje inna motywacja i nie ma tu postaci papierowych ani papierowych konfliktów.

Piszę to wszystko, a Wy nadal czytacie tylko „kolejny zombie movie”, prawda? I jest w tym trochę racji, bo są tu znane motywy „zombie swoich nie atakują” albo „szukamy szczepionki”. Nie sądzę również, by ś.p. Zygmunt Kałużyński jakoś szczególnie pochwalił ten film. Ja jednak, co odkryłem niedawno, cenię sobie porządne kino gatunkowe, które jednocześnie wyłamuje się ze swojego gatunku. I to jest właśnie ten przypadek. Mamy film o zombie, który jednocześnie spełnia kryteria science fiction, bo obudowuje akcję wokół koncepcji naukowej, a nie odwrotnie.

Co dodatkowo wartościowe w tym filmie to wyważenie emocji, w tym i humoru, który rozładowuje napięcie, kiedy to potrzebne, nie rujnując przy tym atmosfery:
– Chciałabyś kotka?
– Nie, dziękuję, jednego właśnie zjadłam.

Tym razem za epidemią zombie stoi grzyb, co ma swój pierwowzór nie tylko w kilku pozycjach książkowych, ale i w naturze. Grzyb Ophiocordyceps unilateralis pasożytuje na mrówkach, zmusza zarażonego osobnika, by udał się w miejsce, które jest dogodne dla rozwoju i rozmnażania się pasożyta. I oczywiście zarażenia kolejnych mrówek. Zarodnia grzyba przedstawionego w filmie jednoznacznie wskazuje to źródło inspiracji.

Teraz będzie kolejny GRUBY SPOJLER: w pierwszym pokoleniu grzyb infekuje i zamienia ludzi w zombie, w drugim pokoleniu staje się symbiontem, czyli nie dewastuje organizmu nosiciela, a wręcz go wspomaga. I to jest moment, w którym zaczynasz sobie myśleć… ej, może to nie jest głupie. Podobne przypadki wydarzały się przecież wielokrotnie w naszej ewolucji, a blizny na naszym DNA są tego najlepszym dowodem. A chwilę później zdajesz sobie sprawę, że mowa o drugim pokoleniu. Każdy z widzów na sali kinowej może być tylko pierwszym pokoleniem.

Nadal czytacie tylko „kolejny zombie movie”? To naprawdę jest coś więcej, podbudowane symboliką, którą każdy może odbierać na swój sposób. W sytuacji, do której dobrnęli bohaterowie, to już nie jest dylemat moralny, czy ja mam umrzeć, żeby kolejne pokolenie, być może doskonalsze, mogło się narodzić. To jest dylemat cywilizacyjny, bo jeśli nie da się uniknąć śmierci miliardów, jeśli nie da się uniknąć przejścia fazowego, to jak pokonać tę granicę, przynajmniej nie zaprzepaszczając dorobku kulturowego i technologicznego? Jak zachować wiedzę, ciągłość, by ludzkość z nowym symbiotycznym pasażerem nie cofnęła się o kilka tysięcy lat w rozwoju?

To, co piszę, nie jest recenzją, jest polecanką. O złych filmach nie piszę.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Wszechstronna dziewczyna”

  1. wisznu Says:

    Trafił do mnie ten film, jak się zastanowić - no nie jest to niemożliwe. Przecież według podobną drogą do komórek trafiły mitochondria: http://wyborcza.pl/1,145452,20382301,mitochondria-obcy-wewnatrz-nas.html
    Wątek z grzybem przypomina mi książkę, którą Pan recenzował tu kiedyś - “Cieplarnię” Aldissa.

    A najbardziej intryguje mnie jak się będą rodzic kolejne pokolenia - czy też wygryzając się z łona matki?

    Pozostaje tez pytanie co z innymi zwierzętami, bo mam wrażenie, że ci nowi bohaterowie stali się zbyt skutecznymi drapieżnikami, więc grozi im śmierć głodowa.
    No i czy jakieś jeszcze zwierzęta też mogły przejść podobną ewolucję. I potem polować na zagrzybionych ludzi. To tak mi się nasuwało w trakcie filmu i po filmie. No naprawdę to był film, o którym z przyjemnością myśli się jeszcze długo po seansie. Rozbudza wyobraźnię :)

  2. Rafal Kosik Says:

    Nie tylko mitochondria, bo więcej danych symbiontów i pasożytów przeniknęło w postaci szczątkowej do naszego DNA. Co zaś do problemu rozmnażania, to sądzę, że kolejne pokolenia będą się rodzić zupełnie normalnie. Gorzej z żywieniem, bo pojawi się spory niedobór niezarażonych zwierząt. No chyba, że zwierzęta nie będą atakowane przez grzyba, wówczas wszystko będzie wyglądało, jak dziś.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).