Wołyń

To nie jest najlepszy film na wieczór urodzinowy, ale nie udało mi się go zobaczyć na festiwalu w Gdyni, a premiera wypadła niemal idealnie w moje urodziny. Cóż było więc robić? Poszedłem w urodziny. Rzeź wołyńska to ważny kawałek naszej historii, który do tej pory nie potrafił mocno wejść do popkultury. Najpierw z powodów cenzury, potem raczkującej politycznej poprawności. Podejrzewam, że w świadomości przeciętnego Polaka jest to temat niestety słabo rozpoznany. Dzięki Wojciechowi Smarzowskiemu to się zmieniło.

Klęska września 1939 roku uwolniła na Kresach siedzące w ukryciu demony. To tło do pokazania losów ludzi, którzy próbują po prostu normalnie żyć w nienormalnych czasach, oraz losów ludzi, którzy wykorzystują okazję, by za cenę porzucenia człowieczeństwa urządzić kawałek świata po swojemu.

Wypadałoby zakwalifikować Wołyń jako film wojenny, ale wojny mamy tam mniej niż minutę. Mamy za to Armię Czerwoną, która wkracza, serdecznie witana przez ukraińskich nacjonalistów; mamy Wehrmacht, który wkracza chwilę później, znów serdecznie witany przez ukraińskich nacjonalistów; mamy banderowców, sowiecką partyzantkę, polską partyzantkę, ukrywających się Żydów, a przede wszystkim zwykłych bandytów. W tym całym misz-maszu nie wiadomo, kto wróg, kto przyjaciel.

Główna bohaterka, Zosia (bardzo dobry debiut Michaliny Łabacz), to polska dziewczyna zakochana w Ukraińcu. Zostaje jednak, mówiąc kolokwialnie, przehandlowana przez rodzinę za 8 mórg ziemi, krowę, dwie świnie i konia. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie to, że nie jest. Ale wtedy to była norma. Wychodzi za mąż za polskiego sołtysa (genialna kreacja Arkadiusza Jakubika), człowieka być może z naszego dzisiejszego punktu widzenia niejednoznacznego, jednak stojącego zdecydowanie po jasnej stronie mocy. Tyle że Zosia go zwyczajnie nie kocha i jest nieszczęśliwa. To, co się wydaje osobistą tragedią, wkrótce zostaje przewartościowane do rangi kaprysu z lepszych czasów, bo jedyną wartością w świecie opanowanym przez ukraińskich nacjonalistów jest przeżycie.

W tej rzeczywistości wycofująca się armia niemiecka jawi się jako odwrót ostatniej cywilizacji, po której zostanie już tylko barbarzyński chaos oparty na wartościach niemalże przedchrześcijańskich. Życie ludzkie ma tam wartość mniejszą od aktualnego nastroju tego, kto trzyma pistolet.

Mam tak po raz kolejny ze Smarzowskim, że czegoś mi tam brakuje. Tworzy dzieło znaczące i poruszające, ale brakuje jakiegoś niewielkiego dopełnienia, małego wykrzyknika w odpowiednim miejscu, by dzieło stało się wybitne. Wciąż nie wiem, co to jest. Może wystarczyłby inny montaż, by niektórym scenom dać wybrzmieć; może dopracowanie detali budujących postacie. W Wołyniu jest bardzo wielu bohaterów, z których większość sprowadza się do roli statystów. Jest na przykład polski oficer, który po przegranej kampanii wrześniowej rozwiązuje swój oddział i popełnia samobójstwo. Nie wiemy, kim jest, widzimy go po raz pierwszy na kilka sekund przed tym, jak strzela sobie w głowę. Gdybyśmy go wcześniej choć minimalnie poznali, gdybyśmy poczuli z nim więź, ta scena plasowałaby się na zupełnie innym poziomie emocjonalnym.

Jakie jest przesłanie tego filmu? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta, choć sympatie twórców są łatwe do odgadnięcia i w znacznej mierze wynikają z prawdziwej historii oprawców i ofiar. Można Wołyń odbierać jako krytykę fanatycznego przywiązania do symboli określających tożsamość religijną i narodową oraz do stawiania tych symboli ponad takimi wartościami jak miłość i rodzina. Można widzieć porażkę polskiej polityki na Kresach, która zamiast łagodzić konflikt, wzmacniała go. Można Wołyń traktować jako studium zezwierzęcenia do jakiego prowadzi bezhołowie chaosu wojennego. Można wreszcie film odbierać jako krwawą klęskę multi-kulti, bo jeśli w społeczności tkwi głęboka rysa, to zawsze w sposób nieunikniony po utracie stabilności i przyłożeniu zewnętrznej siły, ten mały świat zacznie się rozpadać właśnie po tej linii.

Zapewne w zamierzeniu twórców Wołyń miał mieć inne przesłanie, niż ja je sobie wyimaginowałem. Warto ten film obejrzeć, warto wyrobić sobie własną opinię.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Wołyń”

  1. flamenco108 Says:

    Namawiał, namawiał - i namówił. Jeżeli polski film dostaje taką laurkę, to zdecydowanie warto na niego pójść.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).