Wiek terroru

Dawniej magister czy profesor wzbudzali o wiele większy szacunek niż dziś. Jeszcze kilkanaście lat temu proces zdobywania wykształcenia był powolny i żmudny. I jakkolwiek w głowach studentów lądowało masę niepotrzebnej wiedzy, to jednak by ukończyć studia, trzeba było wiedzę wtłoczyć do głowy, choćby zaraz po egzaminie miała z niej wyparować. Nie muszę chyba mówić, jak wygląda to dziś na niektórych „uczelniach”.

Od dziesięcioleci mamy w cywilizacji zachodniej postępujący kryzys opiniotwórczych elit i nic nie wskazuje na to, by się to miało zmienić. Egalitaryzm w połączeniu z powszechnie dostępnym internetem, a szczególnie mediami społecznościowymi, o całe rzędy wielkości przyspieszył wymianę informacji, a tempo powstawania i propagacji idei jest nieporównywalne do niczego, z czym mieliśmy do czynienia wcześniej. Każdy może się wypowiadać w dowolnym temacie i dodać coś do zbiorowej mądrości. Expert mode on.

Oczywiście coś za coś. Wraz z rozwojem internetu problem trudności z dotarciem do informacji został zastąpiony nadmiarem informacji. Od umiejętności szukania informacji bardziej wartościowa stała się umiejętność filtrowania szumu. Wydawałoby się, że rolę autorytetów z encyklopedią w głowie powinni zatem zająć ludzie o umiejętnościach dziennikarzy śledczych, którzy z tego chaosu będą potrafili wyłowić prawdę i poskładać dla nas wiarygodny model rzeczywistości. Nic z tego; miejsce ekspertów zajęli ci, którzy potrafią informację podać w jak najatrakcyjniejszej formie i zarobić na jej sprzedaży.

W myśl zasady, że model nie musi odzwierciedlać rzeczywistości, tylko być użyteczny, można ludziom wcisnąć dowolny kit, byle potwierdzał on ich poglądy. Wtedy łatwiej łykną, a nadawcę obdarzą sympatią. Stąd między innymi biorą się skrajnie odmienne opinie na ten sam temat. Jeśli na początku byłeś ciut na lewo od wyimaginowanego środka, to prawdopodobnie będziesz chętniej sięgał po lewicowe gazety, więc i będziesz dryfował coraz bardziej na lewo. I będziesz szczęśliwy, że kolejne wiadomości potwierdzają pogląd, w którego stronę się toczysz.

Odpowiednio duża liczba ludzi potrafi dokonać cudu szacunkowego. Popularny niedawno i powtarzany w kolejnych krajach eksperyment społeczny polegał na pokazywaniu przypadkowym przechodniom słoika z cukierkami. Przechodnie mieli powiedzieć, ile tych cukierków jest. No i okazało się, że średnia z odpowiedzi kilkudziesięciu osób jest bliższa prawdy niż odpowiedź mistrza cukiernika bądź matematyka. Czego to dowodzi? Ano tego, że ludzie są dobrzy w szacowaniu. Znacznie gorzej wygląda sytuacja w przypadku podejmowania decyzji.

Ale, OK, załóżmy, że masa ludzi jest dobra w szacowaniu. Warunkiem poprawnego wyniku jest jednak poprawność danych wejściowych. Niestety dzisiejsza wiedza jest zazwyczaj powierzchowna, źródła niesprawdzone, a wnioski pochopne. Jeśli chodzi o proces wyrabiania sobie poglądów na dany temat, cofnęliśmy się do średniowiecza – polegamy na plotkach i rozmywamy granicę między relacją a opinią. Tak więc zamiast naukowców wyuczonych w metodologii poznawczej, mamy miliony użytkowników Facebooka, czy innego podobnego medium. To grupa, której nie potrzeba lat ślęczenia nad księgami, dłubania w bazach danych. Nie, oni przeczytają jeden wpis na czyimś blogu i uważają, że poznali największą tajemnicę wszechświata. A skoro ją poznali, to kim Ty jesteś, panie profesorze, by ich pouczać?

To zjawisko dobrze obrazuje proces wydawania książki. Kiedyś autor słał powieść do wydawnictwa, gdzie oceniał ją fachowiec, lub kilku fachowców, potem rozpoczynał się proces redakcji merytorycznej i językowej. Znakomita większość tekstów była odrzucana. Dziś uparty autor może całkowicie ten proces pominąć i wydać swoją powieść samemu. Plusem takiej sytuacji jest to, że może w ten sposób objawić się nowa jakość, której nie mogli dostrzec skostniali w swoich poglądach redaktorzy; minusem zaś jest to, że większość tak wydanych powieści jest zwyczajnie fatalnej jakości.

Dobór naturalny eliminuje więc twórców dobrego kontentu na rzecz marketingowców sprzedających coś chwytliwego. Koszt kampanii reklamowej ostatniej części Star Wars przewyższył koszt realizacji samego filmu. Większy wpływ na kształtowanie opinii społecznej mają dziś celebryci niż eksperci, bo i poziom dyskusji publicznej jest niski i rzadko pojawiają się tam argumenty merytoryczne. Spróbujmy sobie wyobrazić przebieg debaty na temat dofinansowania odnawialnych źródeł energii między profesorem Politechniki Warszawskiej a, powiedzmy… OK, bez nazwisk, niech to będzie dowolna celebrytka z takim pojęciem o technologiach energetycznych, jakie ja mam o malowaniu tipsów. Jestem pewien, że celebrytka przekona więcej osób niż profesor.

Innymi słowy na świecie jest sporo ludzi, którzy są przekonani, że mają monopol na prawdę. Wiedzą, co Ty powinieneś jeść, jakiemu bóstwu oddawać cześć, co nazywać dobrem, a co złem, za co przepraszać, na co się oburzać i jak się ubierać. Ale nawet gdybyś chciał się dostosować i spełnić ich żądania, to na niewiele się to zda, bo zaraz w kolejce do naprawiania świata są następni, którzy wymagają od Ciebie rzeczy dokładnie odwrotnych. No i wszyscy ci sprzeczni prorocy mają Cię na celowniku, bo nie stosujesz się do tych konkretnych zasad. Nie masz gdzie uciec.

Tak naprawdę problem pojawia się w momencie, gdy któraś grupa odklejonych od rzeczywistości wyznawców egzotycznych zasad, o których być może nigdy nawet nie słyszałeś, dochodzi do wniosku, że grzeszysz, nie jedząc co środę rzeżuchy albo nie poszcząc w czwartek lub w piątek. Wprawdzie być może nie miałeś nawet szansy dowiedzieć się o tych zasadach, ale przecież nie zwalnia Cię to od ich stosowania. Innymi słowy jesteś potencjalnym celem.

Jest poniekąd prawdą, że kiedyś nie było terrorystów z powodów ograniczeń technologicznych. No bo jak dużym kamieniem można było rzucić w mury zamku możnowładcy? I czy on w ogóle usłyszy odgłos uderzenia? To się zmieniło i współczesny świat staje się rajem dla terrorystów i terror musimy zaakceptować jako element życia taki, jakim w średniowieczu był krztusiec albo inne nieuleczalne wtedy choroby. Nadal masz większą szansę na przeżycie dziś niż w czasach szalejącej czarnej ospy. A że czasem coś wybuchnie? Los tak chciał.


Udostepnij
Glodne Slonce

7 Responses to “Wiek terroru”

  1. BratZacieszyciela Says:

    A propos redakcji, korekty i prawdy obiektywnej:
    ‘Nie masz gdzie uciec.’ - poprawnie powinno być: nie masz dokąd uciec.
    ‘Gdzie’ oznacza miejsce w statycznym sensie, na chodniku, na ulicy, w Polsce etc.
    ‘Dokąd’ oznacza ruch, opisuje miejsce docelowe dynamicznie.
    Z polskiego miałem tylko czwórkę.

  2. Fan Says:

    Ech, mądrego to zawsze miło posłuchać. Dziękuję!

  3. Al Says:

    W nawiązaniu polecam krótki film o prawdzie i fałszu: https://www.youtube.com/watch?v=T1vW8YDDCSc

  4. szary Says:

    Co do diagnozy dotyczącej upadku autorytetów zgadzam się w 100%. Przykład ruchów anty-szczepionkowych jest najlepszą ilustracją.
    W przypadku “dryfowania” i radykalizacji poglądów na podstawie niesprawdzonych “memów” internetowych to wydaje mi się, że za dużo się jednak nie zmieniło. Przedtem po prostu zamiast Internetu był magiel albo targ i tam zdobywało się wiedzę i poglądy. Jak Goździkowa mówiła, że jej kuzynka babki ze strony ojca widziała w stawie Utopca i on był bardzo do Jaśnie Pana Księcia pszczyńskiego podobny, to cała wioska myślała sobie: “A to świnia…”.

    Zamach na arcyksięcia Ferdynanda czy powody powołania wojowników ninja to przykład dłuższej historii terroryzmu.
    Dzisiaj terroryzm ma większe pole rażenia bo dzięki mediom dowiadujemy się o nim szybciej i bardziej naocznie. W dzisiejszych czasach dobrze sfilmowane rzucenie kamienia w mur możnowładcy może być groźniejsze w skutkach niż kiedyś wysadzenie głównej bramy…

    Pozdrawiam!

  5. Rafal Kosik Says:

    Al linkowałem ten film na FB z miesiąc temu. Rzeczywiście niezłe opracowanie tematu.

  6. wisznu Says:

    @szary
    Nigdy nie ma tak, że mozna jednoznacznie rozgraniczyc epoki. Zawsze występuja elementy wspólne, różnica jest tylko w ich natężeniu. Tak jak w dawnych czasach terror też był siany, tylko innymi metodami, tak i teraz dzięki antyszczepionkowcom wróci epidemia czarnej ospy ;)

  7. Anna Says:

    Myślę, że jednak masz gdzie uciec; Twój dom jest ostoją, gdzie możesz się zamknąć np kucharząc, mając w d…. to czy jesteś czy nie na celowniku tych kolejnych sprzecznych proroków. Masz też większą lub mniejszą grupę przyjaciół o podobnych poglądach, nie jesteś już gałązką na wietrze, proces kształtowania twojej osobowości skończył się kiedy przestałeś być nastolatkiem, no, może u niektórych troszkę póżniej. Nie widzę też problemu w niestosowaniu zasad, które mentalnie są Ci obce. Szkoda jednak wielkich autorytetów, których maluczcy podważają, ale świat się przecież ciągle zmienia i ‘’tylko koni żal'’.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).