Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów

Wieczny GrunwaldNajlepsza książka, jaką przeczytałem w tym roku. Wiem, wiem, jest połowa stycznia, mam jednak nadzieję, że stan ten utrzyma się jeszcze długo. To powieść ważna i dla Twardocha, i dla polskiej literatury. Ale choć wzbudza zachwyty wśród krytyków od prawa do lewa, wywołuje dyskusje, skłania do refleksji i drapania się za uchem, to raczej jest atrakcyjna jedynie dla wytrawnego czytelnika.

Powieść ukazała się w serii „Zwrotnice Czasu” Narodowego Centrum Kultury. Celem serii było przedstawienie alternatywnych losów Polski. Wieczny Grunwald opowiada o Bitwie pod Grunwaldem, ale nie jest to w żadnym razie historia alternatywna „co by było, gdyby”. Świat obserwujemy oczami Paszka, nieślubnego syna króla Kazimierza Wielkiego i niemieckiej mieszczki. Paszko ginie w tytułowej bitwie, ale nie kończy to jego istnienia. Jego losy rozdzielają ją na nieskończenie wiele wątków, w których bitwa jest rozgrywana w różnych rzeczywistościach, w różnych czasach i na różne sposoby, a bohater musi w tej bitwie uczestniczyć. Po jednej lub drugiej stronie.

Pacyfiści być może znajdą w Wiecznym Grunwaldzie dowód na bezsens wojny. Jeśli nawet nie było to zamierzeniem autora, to i tak w ten sposób też można tę powieść odczytać. Paszko wiecznie szuka swojej tożsamości, jest zawieszony między oboma narodami i nigdzie nie czuje się u siebie, nikt go nie chce. Z równym zapałem może walczyć za Polskę, co przeciw Polsce. A skoro tak, to po co w ogóle walczyć?

Otóż walka jest uzasadnieniem sama dla siebie. Romantyczna bezmyślność i wszechmocna idea narodowa zastąpiła ostatecznie racjonalną politykę i rozsądny ekonomicznie ogląd sytuacji. Ale czyż nie z takich powodów wybuchły obie wojny światowe? Chodzi jednak o coś innego. Bitwa jest symbolem, procesem i dziełem samym w sobie. Nie potrzebuje dodatkowego powodu istnienia.

W kolejnych gałęziach możliwości Paszko uczestniczy w walkach antropów – mutantów?, postludzi?, nadistot pozbawionych wolnej woli, z jednej strony podległych krwi Germanii, rozprowadzanej rurociągami, z drugiej zaś sterowanych feromonowymi rozkazami Matki Polski. Tam Grunwald staje się wręcz sensem i jedynym celem istnienia Polski i Niemiec, poza którymi na świecie nie ma już miejsca dla innych narodów.

Tak zapewne wygląda konflikt nacji oczami fanatyka: jest moja święta racja i mój wróg, którego śmierć jest celem ostatecznym. Reszta świata nie istnieje. A jeśli los rzuci mnie na drugą stronę barykady, będę wierny temu, co tam zastanę, nienawidząc przy tym wroga przede mną, którego śmierć będzie dla mnie celem ostatecznym.

Z dosadnego okrucieństwa powieści Twardocha wyłania się smutna prawda o nas samych, miotanych wdrukowanymi do naszych mózgów przekonaniami, rozkazami, ukrytymi głęboko instrukcjami postępowania. I co nam po całym tym humanizmie, skoro tak łatwo podzielić nas na dobrych i złych, po czym skierować przeciw sobie?

Na koniec małe ostrzeżenie. Głęboka stylizacja języka, za którą między innymi chwalona jest powieść, czytelnikom przyzwyczajonym do przeciętnych czytadeł może przeszkadzać. Forma również nie ułatwi czytania, poszarpana fabuła wyłania się bowiem ze strumienia świadomości sporadycznie i nieregularnie. A żeby nie było za łatwo, dochodzi do tego płynna retrospekcja.

Jeśli to Was nie zniechęciło, przeczytajcie Wieczny Grunwald. Warto.


Udostepnij
Glodne Slonce

19 Responses to “Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów”

  1. Felix Says:

    Pierwszy!

  2. Elyon Says:

    Brzmi ciekawie. Na pewno przeczytam.

  3. Samantha Says:

    Może Pan wytłumaczy o co chodzi z tym ACTA, ale tak uwzględniając wszystko - Amerykę, Polskę, inne państwa, co ma do tego Google i jak się ma do tego nasz rząd i pojedynczy, szary użytkownik? Bo wszędzie jest po trochu, połowa informacji zmanipulowana, a Pan to potrafi wszystko oddzielić…
    Proszę! ;)

  4. Pandemon Says:

    Długo nie mogłem się przekonać do tej książki. Chyba właśnie przez ten język, bo choć “przeciętnych czytadeł” raczej unikam, to mimo wszystko “Wieczny Grunwald” jest napisany tak, że momentami aż oczy bolą.
    Twoja recenzja przeważyła jednak szalę - muszę wreszcie zdobyć i przeczytać tę pozycję, bo z tego co widzę, rzeczywiście warto.

  5. Mateusz Says:

    @Samantha

    Chodzi o to, że twój dostawca internetowy będzie sprawdzał wszystkie dane, które przesyłasz(włącznie z mailami, wpisami na różnych stronach, czyli ogólnie też rzeczy prywatne) i informować służby, jeśli przesyłasz plik, do którego nie masz kupionych praw. Ogólnie chcą wszystko kontrolować.

  6. Samantha Says:

    Spoko Mateusz, to sobie wyczytałam. Ale to są plotki, nie wiadomo w sumie o co chodzi. Szukam czegoś, co wszystko jasno wytłumaczy, ale oczywiście nigdzie tego nie ma. Jak tłumaczą ustawę ACTA, to nie ma tam nic o sprawdzaniu moich maili… Poza tym, jakim cudem oni chcą sprawdzać pocztę kilku miliardom ludzi..?;o

  7. Pandemon Says:

    @Samantha
    Zajrzyj, proszę, na http://prawo.vagla.pl/ a zwłaszcza na http://prawo.vagla.pl/acta
    Tam wystarczy już tylko trochę poszperać i wszystko stanie się jasne. Co nie zmienia faktu, że jeśli chcesz samodzielnie zgłębić całą Umowę, to zejdzie Ci kilkadziesiąt minut na czytaniu plus kilka godzin na rozszyfrowywanie prawniczego slangu przeplatanego wstawkami z przeróżnych artykułów i ustaw.

  8. Mateusz Says:

    @Samantha

    Nie wiadomo o co chodził, bo ACTA jest mało ścisłe i bardzo ogólnikowe, zależy od interpretacji - i właśnie dlatego jest niebezpieczne.

  9. Rafal Kosik Says:

    W temacie ACTA mogę pogrzebać w przyszłym tygodniu.Jestem za granicą i kiepsko tu z netem. Jednak z tego, co wiem, to nic dobrego.

    Natomiast co do Grunwaldu, to warto się przebić przez język, bo pod spodem jest dużo smacznego literackiego mięska.

  10. Samantha Says:

    W przyszłym tygodniu może już nie być w czym szukać :D

  11. Samantha Says:

    Proszę, Mateusz, przeczytaj sobie tu (zwłaszcza na dole) :

    http://ultra.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=363&from=new

    mówiłam, że w necie krążą różne plotki. I wcale ACTA nie mówi o szperaniu w moim mailu…

  12. Ponury Żniwiarz Says:

    Samantha, bo to oficjalnie nie będziesz miała powiedziane gdzie Ci będą szperać i jaki jest “prawdziwy” tego powód. Poszło, że to walka przeciw piractwu, ale ja to mam na to inne spojrzenie. Jak chcesz to pogadamy o tym na GG ;)

  13. gall anonim Says:

    Niezłe, ale od czytania samego opisu dostałam zawrotu głowy. Lektura będzie pewnie niełatwa, ale zobaczymy czy warto było.

  14. Mateusz Says:

    @Samantha

    Niekoniecznie ze strony, którą podałaś, ale cytuję:

    “Przede wszystkim, ACTA może zdaniem wielu organizacji pozarządowych wymusić na dostawcach usług internetowych oraz podmiotach świadczących usługi w internecie stałe monitorowanie działań swoich klientów.”

    “ACTA może też rozszerzyć zakres, w którym dostawca usług musi udostępniać dane osobe swoich użytkowników na żądanie podmiotów, których prawa własności intelektualnej są łamane.

    Jeśli wykorzystasz w filmiku na YouTube muzykę dużej wytwórni, YouTube może być zobowiązany ujawnić Twoje dane osobowe przed tą wytwórnią.”

    Jakoś nie widzi mi się, żeby jakieś wielkie koncerny tak “ot” miały dostęp do moich danych osobowych, jeśli nie wyrażam na to zgody. Gdybym chciał, żeby wszyscy mieli moje dane, to nosiłbym je wypisane na czole.

    “Jak wskazuje Fundacja Panoptykon przyjęcie ACTA może prowadzić do blokowania legalnych treści obecnych w sieci, co w efekcie prowadziłoby do ograniczenia wolności słowa.”

    “Celowo niedookreślone zapisy traktatu powodują niepewność co do sytuacji prawnej zarówno dostawców usług w ramach sieci, jak i jej użytkowników.”

    “Wskazuje się również na istotne niebezpieczeństwo wynikające z możliwości wprowadzania zmian do treści porozumienia ACTA już po jego wejściu w życie, poprzez decyzje ogólnikowo uregulowane w porozumieniu Komitetu do spraw ACTA. Dokonywanie takich zmian, które mogłyby przecież zasadniczo wpłynąć na sytuację prawną wielu podmiotów, następowałoby z pominięciem demokratycznych procedur i bez udziału opinii publicznej.”

  15. PiffPaff! Says:

    Piętnasta ;>

  16. Samantha Says:

    Ja nie mówię, że jestem za, przecież sama dziś byłam na proteście xD
    Ale szukam PEWNYCH informacji. A tak jak podajesz bez źródła, to wiesz ;p

    I wolałabym treści, które mówią, co ACTA zrobi an pewno, a nie co może zrobić, bo nie wiadomo czy to o to chodzi też czy nie.

  17. Mateusz Says:

    @Samantha

    Właśnie o to chodzi, że tam jest dużo MOŻE. Że strona(nie www strona, tylko strona w “ustawie” - państwo) MOŻE. I o to chodzi.

  18. Pandemon Says:

    ACTA sama w sobie Ci nie zagrozi - to tylko umowa pozwalająca na czyny, które mogą w Ciebie godzić. No właśnie - mogą.
    Po pierwsze, całość ustawy nie nakłada żadnego, absolutnie żadnego obowiązku. Daje tylko możliwość. I właśnie te możliwości są tak przerażające:
    - usługodawca internetowy będzie mieć możliwość śledzenia każdego Twojego “kroku” w sieci (poczynając od nazw domen które odwiedziłaś, przez pobrane pliki, aż do wglądu w korespondencję czy umieszczane w sieci teksty/pliki
    - taki usługodawca będzie miał możliwość przekazania Twoich personalnych danych (badum bum - ochrona danych osobowych nagle gdzieś wyparowała?) firmie lub instytucji, której prawa naruszasz (czyli przykładowo, wykorzystasz znaczek Sony objęty trademarkiem do własnych celów - Sony się o tym dowie)
    - firma lub instytucja, której prawa zostały przez Ciebie naruszone, ma możliwość niezwłocznie wyciągnąć konsekwencję w postaci podania Cię do sądu i żądania odszkodowania wraz z solidną karą
    - sąd ma możliwość w takim wypadku niezwłocznie, bez wysłuchania oskarżonej strony (sic!), wystawić werdykt w danej sprawie i wyciągnąć konsekwencje karne
    - a szary obywatel nie ma już wtedy żadnej możliwości :)

    To wszystko wynika wprost z Umowy - wystarczy przebić się przez prawniczy bełkot, co już paru ludzi zrobiło i upubliczniło powyższe “możliwości” - ale jeśli nie wierzysz, zawsze możesz własnoręcznie to sprawdzić.

    Cała ta sprawa jest wręcz śmierdząca i żałosna - i jeszcze te zapewnienia MKiDN, że ta Umowa niczego nie zmieni. Skoro niczego nie zmieni to po co ona w ogóle miałaby być wprowadzona? Jawna kpina…

  19. Samantha Says:

    “Cała ta sprawa jest wręcz śmierdząca i żałosna - i jeszcze te zapewnienia MKiDN, że ta Umowa niczego nie zmieni. Skoro niczego nie zmieni to po co ona w ogóle miałaby być wprowadzona? Jawna kpina…”

    Tu się zgadzam.

    Ale z tym, że MOŻE, to oznacza że już na pewno to zrobi, to nie. Nie mogą wprowadzić ustawy, tzn zatwierdzić jej, jeśli przeczy konstytucji. Coś zmienią. Albo ustawę, albo konstytucję (a to by było trudniejsze).

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).