Wehikuł czasu narzędziem sprawiedliwości

Gdy byłem mały, myślałem, że świat byłby lepszy, gdyby ludzi dokładnie kontrolować: czy dekarz poprawnie kładzie izolację, żeby za dziesięć lat dach nie zaczął przeciekać, czy mechanik samochodowy poprawnie wymienia olej, czy kierowca autobusu podjeżdża do krawężnika, żeby pasażerowie nie musieli skakać przez kałuże, czy kelner nie pluje do zupy… Wymyśliłem nawet małe, zdalnie sterowane latające roboty, które by wszystkich kontrolowały i słały dane do jakiegoś wielkiego centrum monitoringu etyki. I jak ktoś robi coś źle, to do pierdla.

Po latach odkryłem dwie rzeczy: po pierwsze podobny pomysł pojawił się w literaturze SF wcześniej i to nie raz; po drugie całe dzieciństwo spędziłem w kraju, który funkcjonował wyłącznie dzięki masowej kontroli obywateli. Jedną z przyczyn upadku PRL-u był przecież brak mocy obliczeniowej systemu władzy, by zaostrzać tę kontrolę i wymierzać sankcje.

Po roku ’89 nastąpił cudowny okres wielkiej niesprawiedliwości społecznej, w którym jednak niemal wszyscy się bogacili. Okazało się wtedy, że system pozbawiony masowej kontroli, o dziwo, działa znacznie sprawniej. Wystarczyło dać ludziom więcej wolności, pozwolić im zarabiać na siebie i decydować o swoim losie, a przestali się lenić i okradać firmę. Kto by okradał firmę, jeśli firma należy do niego? Własność zamiast kontroli.

Obecnie za największy problem uważa się to, że niektórzy bogacą się szybciej od innych. Cóż, po latach zapomnieliśmy o pewnych oczywistościach i obecny system ekonomiczny znów obrasta w kolejne odgórne regulacje. A im więcej regulacji i przymusu, tym większa motywacja do kombinowania. By utrzymać działanie takiego systemu, znów konieczna jest kontrola.

Najbardziej niezawodne i trwałe silniki spalinowe pochodzą sprzed epoki wszechobecnej elektroniki kontrolującej pracę każdej najmniejszej części. To dobry model państwa. Nie ma urzędu podatkowego w katalizatorze, nie ma wymiany faktur pro forma między sondą lambda a pompą wtryskową, nie ma zaległości płatniczych uzależnionych od zmiennych faz rozrządu, nie ma też wrogich przejęć w obwodzie dopalania spalin. W starym silniku diesla każda część wie, co ma robić i nie potrzebuje do tego baterii kontrolerów i linijek kodów. Stary diesel to prawdziwie wolny silnik.

Dawno temu wprowadziłem się z moimi rodzicami do bloku z wielkiej płyty. Już po dwóch–trzech latach pojawiły się pęknięcia na ścianach i zacieki na suficie. Jakiś spawacz Ziutek zamiast czterech spawów położył dwa, jakiś murarz Heniek zapaćkał spoinę byle jak, żeby wcześniej wyjść na piwo, a tynkarz Mietek niedotynkował tam, gdzie nie widać od ulicy. Marzyłem wtedy, żeby skonstruować wehikuł czasu, cofnąć się te kilka lat, złapać partaczy na gorącym partaczeniu i wsadzić do pierdla. Kuszące, bardzo kuszące, ale przy takim rozwiązaniu konsekwentnie połowa obywateli również musiałaby się znaleźć w tym pierdlu.

Każdy, kto kiedyś skaleczył się o potłuczoną butelkę na plaży, chciałby znaleźć świnię, która ją tam rzuciła. Leniwej świni nie chciało się zanieść butelki do kosza, choć przecież świnia wiedziała, że ktoś może mieć przez to nie tylko zepsute wakacje, ale i problemy ze zdrowiem. Kiedy miałem kilka lat, w marzeniach powróciłem do tego samego rozwiązania – wehikułu czasu. Jeśli ktoś wejdzie na butelkę, wysyłamy w przeszłość policjanta i ten policjant aresztuje sprawcę-świnię w momencie rzucania butelki. I do pierdla.

Ale czy to by coś zmieniło? Butelki na plażę wyrzuciło tysiąc świń, a w ten sposób znajdziemy tylko tę, która wyrzuciła tę konkretną butelkę. I czy to będzie sprawiedliwość? Nie, to będzie zemsta, bez znaczącej funkcji prewencyjnej czy wychowawczej. Tymczasem kontrola powinna być stałym elementem procesu, bo coś takiego jak kontrola wyrywkowa to element systemowego terroru. Prawo nie powinno być groźbą potencjalnego wykrycia, prawo powinno działać nieuchronnie, by zasady obowiązywały powszechnie.

Co jakiś czas wybucha w Polsce dmuchana afera medialna skierowana do ludzi z dysfunkcją mózgu, zwana eufemistycznie kampanią społeczną. Oczywiście chodzi o kasę z reklam, ale nie o tym chciałem pisać. Po psach i dzieciach masowo zamykanych w samochodach pozostawionych na słońcu przyszła kolej na pijanych kierowców. Pojawiły się bannery na wiaduktach, numery alarmowe „zobaczyłeś, dzwoń” i wyrywkowe kontrole policji. Sam byłem dwa razy kontrolowany i dwa razy miałem ochotę zapytać policjanta, czemu mnie pan zatrzymuje? Czy ja wyglądam na pijanego? Czy ja jechałem zygzakiem? Kupiłem alkomat, zanim to było modne.

Akcja wyrywkowych kontroli pomoże wyłapać ludzi prowadzących po jednym–dwóch piwach, którzy nieznacznie przekroczyli próg 0,2 promila. Tacy ludzie nie są żadnym zagrożeniem, jedynie w razie czego podbijają przerażające statystyki policyjne, wskazujące (nietrafnie) prowadzenie po alkoholu jako przyczynę horrendalnej liczby wypadków. Zagrożeniem są kierowcy pijani w sztok, a do łapania takich nie przydają się kontrole wyrywkowe. Taka kontrola nie ma więc sensu, ale robi dobry PR policji. Trochę słabo.

Dla porównania w Wielkiej Brytanii dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi to 0,8, czyli cztery razy więcej, a jednocześnie wypadkowość jest tam znacznie mniejsza mimo większego natężenie ruchu. Ciekawostka: w Rosji limit to 0,0 promila, co nie zwiększa bezpieczeństwa, tylko łapówkarstwo. Tymczasem w sporej części USA nie ma czegoś takiego, jak norma spożycia alkoholu. Każdy kierowca musi zachować koordynację i refleks, czyli przejść test znany z filmów (zrób jaskółkę, z zamkniętymi oczami dotknij nosa, etc.) i tyle. I działa, a dodatkowo obejmuje swoim zakresem wszystkie niewskazane substancje psychoaktywne, nie tylko alko.

Nadal mnie wkurza, gdy ktoś z lenistwa bądź głupoty fuszeruje robotę, stwarza zagrożenie lub robi coś szkodliwego dla innych, co może wyjść nawet po latach. Jednak już nie jestem zwolennikiem totalnej kontroli. Kontrolę lepiej zastąpić edukacją, stworzeniem akceptowalnych norm, które ludzie zgodzą się stosować dobrowolnie. To wymaga lat pracy, ale cóż z tego – przecież cywilizację buduje się latami. Człowiek wolny różni się od człowieka kontrolowanego tym, że etyka pochodzi u niego z wewnętrznych przemyśleń, a nie z zewnętrznego przymusu. Jestem pewien, że ludzie wyedukowani będą się stosować do wszelkich zasad społecznych chętniej niż ludzie zastraszeni.

A jeśli nie będą się stosować, to znajdziemy ich z pomocą wehikułu czasu. I do pierdla.


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Wehikuł czasu narzędziem sprawiedliwości”

  1. szary Says:

    Mechanizm regulacji norm społecznych polegający na edukacji i moralności jest pomimo tego że niedoskonały lepszy od mechanizmów kontroli chociażby dlatego, że nigdy nie ma gwarancji, że sama kontrola nadzorowana jest przez osoby “moralne” i mechanizmy kontroli nie zostaną nadużyte.
    Kto skontroluje kontrolerów?

    Jaka byłaby gwarancja, że za pomocą wehikułu czasu nie będą na przykład likwidowani kontrkandydaci w wyborach prezydenckich?

  2. Net Bielecki Says:

    panie Kosik to ja Jurek czy mogę użyć cytatu z pana książki w moim komiksie? (mam taką pracę domową)

  3. Rafal Kosik Says:

    Oczywiście!

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).