War Remnants Museum

Mija prawie rok odkąd odwiedziłem Muzeum Pozostałości Wojennych (War Remnants Museum, czasem tłumaczone jako Muzeum Śladów Wojny) w Sajgonie. Szczerze mówiąc nie przepadam za takimi muzeami i głównie chciałem zobaczyć amerykański sprzęt wojskowy wystawiony przed budynkiem. Jednak, skoro już wszedłem, to zwiedziłem całą ekspozycję.

Robi przygnębiające wrażenie, a szczególnie część poświęcona skutkom zastosowania broni chemicznej. Jak się można domyślić, Amerykanie są tam przedstawiani jako bezwzględni najeźdźcy, a żołnierze Vietkongu jako dzielni obrońcy. Wietam jest nadal państwem komunistycznym, choć ze zdecydowanie ludzką (i rynkową) twarzą. Plakaty propagandowe dosłownie blakną na uboczu, albo toną pod toną (he, he) displayów reklamowych.

Pisałem niedawno o polityce historycznej. Ciekawe jest spojrzenie na wojnę wietnamską jako na przykład dysfunkcji tej polityki. Bo to właśnie nastąpiło w USA, największym z mistrzów tej polityki, akurat w temacie Wietnamu. Nastąpił error, którego nie naprawiono do dziś.

Gdzieś pod koniec lat 70., wraz ze wzrostem popularności ruchów pacyfistycznych, Stany Zjednoczone rozpoczęły etap przepraszania za swoje istnienie (tudzież piłowania gałęzi, na której sami siedzą). Nie włożyli jakoś specjalnie wiele wysiłku w zmianę narracji historycznej dotyczącej wojny wietnamskiej. Założę się, że większość czytających te słowa ma w głowie taką wizję historii: USA najechało Wietnam, ale ruch oporu był na tyle silny, a społeczeństwo na tyle zdeterminowane, że wojna okazała się zbyt kosztowna dla najeźdźcy. W efekcie Amerykanie się wycofali, a Wietnam odzyskał niepodległość. Piękna i prosta historia, prawda? Tyle że niestety niezupełnie tak to wyglądało, a raczej wyglądało zupełnie inaczej.

W roku 1957 istniały dwa państwa wietnamskie: na południu Republika Wietnamu (ze stolicą w Sajgonie) i na północy Demokratyczna Republika Wietnamu (ze stolicą w Hanoi). Słowo „demokratyczna” to spora zmyłka, było to bowiem po prostu państwo komunistyczne. To zdecydowanie gorzej niż nazwać Polskę Ludową państwem demokratycznym w latach pięćdziesiątych. Wojna w Wietnamie zaczęła się od inwazji komunistów z północy, wspieranych przez Chiny i Związek Radziecki, na Wietnam południowy. Z ówczesnej perspektywy nie była to nawet wojna domowa, lecz agresja jednego państwa na drugie (coś jakby Czechy najechały Słowację).

Amerykanie pojawili się w Wietnamie na prośbę legalnego rządu w Sajgonie. Wspierali więc amię Południa w wojnie obronnej. Początkowo wspierali doradczo, potem coraz bardziej militarnie, aż wreszcie uwikłali się na całego. Oczywiście nie z dobrego serca, chodziło o zatrzymanie ekspansji komunizmu. Gdy rozmawia się z mieszkańcami Sajgonu, pamiętającymi wojnę, to nie mówią oni o Amerykanach jak o najeźdźcach, lecz jak o sojusznikach. Obrońcach.

Gdyby z tego punktu widzenia oceniać rolę Amerykanów w tej wojnie, byłaby to rola pozytywna (pominąwszy broń chemiczną). Zresztą wystarczy porównać na przykład Koreę Południową i Północną, by dostrzec istotne różnice efektu przyjęcia jednego i drugiego ładu społecznego i gospodarczego. Wietnam bez jarzma komunizmu zapewne byłby dziś bogatym i nowoczesnym państwem. Może w Europie jeździlibyśmy wietnamskimi samochodami i używali wietnamskich smartfonów, tak jak używamy Koreańskich. Niestety komunizm/socjalizm zablokował tę możliwość w przedbiegach.

To, którą prawdę dostrzeżemy, zależy od punktu widzenia. Wystarczy cofnąć się w czasie przed rok 1957 i poznać przyczyny podziału Wietnamu na dwa państwa, albo cofnąć się dalej do czasów wcześniejszej kolonizacji francuskiej, by dostrzec kolejną prawdę na temat tej wojny. Jeśli cofniemy się jeszcze dalej, znów nasza opinia wywróci się do góry nogami. Mieszkańcy północy będą mieli swoje prawdy i mieszkańcy południa też. A to wszystko jeszcze bez uciekania się do kłamstw i fałszowania historii. To tylko będą dwa punkty widzenia.

Prawd jest wiele, a polityka historyczna to taki zwinny bard, który może opowiedzieć bajkę o Czerwony Kapturku jako o ofierze wojennej, albo jako o nieletnim leśnym kłusowniku. Wolimy kumplować się z tym bardem, czy się z nim wadzić?


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “War Remnants Museum”

  1. ilcattivo13 Says:

    W 2017 wyszedł bardzo dobry serial dokumentalny, The Vietnam War. 10 odcinków, ponad 16 godzin oglądania. Opisuje konflikt wietnamski właśnie od czasów francuskiego podboju w latach 70tych XIX wieku i robi to bardzo mądrze i obiektywnie (co przy amerykańskich dokumentach jest wybitnie rzadkie - kto oglądał Oliver Stone’s Untold History of the United States, ten wie, jak takie produkcje potrafią być jednostronne i zakłamane). W każdym (bądź) razie, nie było w tym konflikcie dobrych i złych, tylko szarzy i mniej szarzy. Amerykanie popełniali jedną spektakularną pomyłkę za drugą, wykazując się typowo amerykańskim kompletnym niezrozumieniem specyfiki i warunków geopolitycznych regionu (a przecież bardzo podobną sytuację mieli w czasie II wś w Chinach, raptem 20 lat wcześniej). Popierane przez nich władze Republiki Wietnamu rządziły ludźmi ręką równie twardą jak komuniści na północy, przy tym poziom korupcji i feudalizmu osiągał rozmiary niespotykane nigdzie indziej poza świeżo-postkolonialną Afryką. Klasa średnia, stanowiąca o “zdrowiu” społeczeństwa, praktycznie była na wymarciu. Znowuż jedynym celem DRK było podbicie kapitalistów z południa i mieli w głębokim poważaniu biednych Wietnamczyków, o których “wyzwolenie” północ walczyła. Nawet Vietkong był momentami traktowany bardziej jak wróg niż przyjaciel czy sojusznik. To był jeden wielki “pierdolnik”, w którym nie było świętych, a o władzę walczyły mniejsze lub większe świnie, kompletnie nie zajmujące się problemami zwykłych ludzi. I tak trzeba ten cały konflikt traktować.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).