Wąchar i niewidzialny człowiek

Caban Wąchar (z ang. „Vou hair” – widzące włosy). Obserwując czasem mojego psa, Cabana, który ma wiecznie grzywkę na oczach i nie daje jej sobie nijak zawiązać, zastanawiam się, jak to możliwe, że pies ten nie wpada na ściany i sprzęty domowe, ani ludzi. Porusza się z gracją sennego niedźwiedzia i powinien być w zasadzie nazywany psem obronno-tratującym.
Odpowiedź jest prosta i łatwo ją wydedukowałem, wnioskując z dwóch podstawowych cech psa: a.) pies śmierdzi, b.) pies ma doskonały węch. Znając mechanizm sonaru, używany przez nietoperze, doszedłem w prostej linii do mechanizmu wącharu u psów. Otóż Caban wysyła całym sobą fale smrodliwe i wwąchuje się w echo. Inaczej przecież odsmradza szafa, inaczej paprotka, a inaczej wujek Heniek.
Określenie wąchar to mój wymysł. Niestety okazało się, że nie ja pierwszy odkryłem mechanizm smrodo-lokacji u psów. Pierwsze badania nad tym fenomenem prowadzono jeszcze przed wojną w podłódzkich Bąkowicach. Od tego czasu zresztą w środowisku kynologów funkcjonuje nazwa smradar .
Ale jak zwał, tak zwał.
Po wybuchu wojny ośrodek badawczy ewakuowano wraz z całym personelem i większą częścią aparatury badawczej. Dzięki temu podczas okupacji możliwe było kontynuowanie badań w podziemiu pod kryptonimem „Zbawczy katar”. Częste zmiany lokalizacji tajnego laboratorium zapobiegły wpadce. W tej walce wywiadów Abwehra przegrała i wiedza o smradarze nie dostała się w ręce nazistów.
W czasach PRLu władza ludowa uznała, że badania nad smrodo-lokacją są niepotrzebne, a wręcz szkodliwe ideologicznie. Badania więc przerwano, a naukowców spotkały represje. Jednak archiwa „Zbawczego kataru” przetrwały, dzięki czemu praca dziesiątek ludzi nie poszła na marne.
Spędzając wieczory nad opasłymi księgami w czytelni Biblioteki Narodowej musiałem przyznać, że moja mała teoria wącharu, z której byłem tak dumny, jest niewiele warta i muska ledwie Wielką Tajemnicę prawdziwej natury zjawiska. Pijąc kawę za kawą, chłonąłem wiedzę, zdobytą przez dwa pokolenia badaczy. Owszem, smrodzący całą sierścią pies odbiera nosem echo, ale to nie wszystko. Istnieje jeszcze drugi, wewnętrzy i znacznie silniejszy nadajnik smradaru. Jest on używany tylko w szczególnych sytuacjach, kiedy to konieczne jest szybkie i aktywne namierzanie. Działa impulsowo. Niestety ewolucja umieściła nadajnik ze złej strony psa. System działa podobnie jak sonar na okręcie podwodnym, z tą różnicą, że zamiast „ping!” wydaje dźwięk „pryk!”. Próby wyciszenia nadajnika nigdy nie powiodły się, co znacznie ogranicza jego praktyczne zastosowanie.
Zwykle dwa, trzy sygnały wystarczają, żeby pies zorientował się w rozkładzie pomieszczenia i mógł się po nim poruszać nawet w całkowitej ciemności. Ale smradar, jak każdy system, ma swoje słabe strony. Zauważyłem jakiś czas temu, że Caban czasem plącze mi się pod nogami, jakby mnie nie wykrywał. Wytłumaczenie nasunęło mi się niespodziewanie, jak to zwykle bywa z przebłyskami geniuszu, podczas tak prozaicznej czynności, jaką jest mycie zębów. Wytłumaczenie to jest proste: jako szczególnie czysty i wyszorowany nie odbijam fal smradaru i jestem dla Cabana niewidzialnym człowiekiem.
Higiena jako system zagłuszania smradaru wydaje się być logicznym wytłumaczeniem i niech to spostrzeżenie będzie moim osobistym wkładem w zapomniane już prawie badania nad smrodo-lokacją.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Wąchar i niewidzialny człowiek”

  1. Zuza Says:

    Dzień dobry! Kiedy odpakowałam prezent, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W swoich rękach trzymałam nowiuteńkie wydanie Pana książki… Niedawno wróciłam z podróży [ferie] i już przeczytałam ‘Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów’. A kiedy zobaczyłam rysunek robota i pod nim napis: ‘Do zobaczenia w następnej części!’ byłam strasznie uradowana :). Nie mogę się już doczekać następnego wydania… Pozdrawiam i życzę dużo weny twórczej!

  2. Magda Says:

    Witam:)
    Byłam w szoku po przeczytaniu 3 częsci przygód Felixa,Neta i Niki. Książka jak najbardziej trzymała w napięciu i nie dało się oderwać od niej :)
    Przeczytałam pierwszą część i od razu zaczęłam rozchwalać tę książkę między znajomymi. Zaciekawiła ich. Przeczyatli i już jest kolejka po następną część. Bardzo się cieszę, że ktoś wpadł na tak świetny pomysł i napisał tak wspaniałą książkę.
    Mój brat, który czyta 2 książki rocznie tą przeczytał po tygodniu, potem dwie następne części. Zrobiłam mu prezent i dostał zeszyty z przygodami trójki przyjaciół. Był wniebowzięty!
    Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za Pana twórczość - dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu pomysłów na 4 część Felixa,Neta i Niki!

  3. Miria Says:

    Hmm, zastawiam się, czy ja rzeczywiście chcę mieć bliskie spotkanie z Cabanem?:) Uparskałam się, czytajac ten wpis, poroszę taki od czasu do czasu - coby atmosfera bloga nie była zbyt ciężka.;)

  4. Rafal Kosik Says:

    Spoko, vou hair po kąpieli i odpowiedniej diecie przechodzi na jakiś czas w tryb stand by ;)

  5. Rafal Kosik Says:

    Za życzenia pomysłów do FNiN 4 serdecznie dziękuję :)

  6. Zegarmistrz Says:

    Dla wszystkich którym, książka się podobała: wchiźcie na http://www.fnin.ovh.org/forum/index.php
    Najlepsze forum o FNiN!!!
    Polecam i pozdrawiam wszystkich i Pana, Panie Rafale

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).