Ulubione symulacje rzeczywistości

To że kupiłem T-shirt z Orłem Białym, nie oznacza, że wierzę w realną potęgę Rzeczpospolitej. Zdrowo jest nie mylić własnych chciejstw z racjonalną oceną sytuacji. Czym innym jest kibicowanie swojej drużynie, a czym innym ocena jej realnych szans na zwycięstwo. Zapalony kibic zapewne postawi pięć złotych na swoją drużynę w zakładach bukmacherskich, nawet jeśli ta drużyna jest zwyczajnie słaba. Stu złotych już raczej nie postawi, bo przy takiej sumie racjonalizm weźmie górę nad emocjami. Tak naprawdę racjonalne byłoby obstawienie drużyny przeciwnej, skoro jest lepsza, ale tego kibic przecież nie zrobi, bo to wiązałoby się z solidnym dysonansem poznawczym.

Wiele lat temu, jeszcze w podstawówce, przeprowadziłem wśród kolegów sondę na temat ich religijności. Na pytanie „Czy wierzysz w Boga?” większość odpowiadała twierdząco, co wcale nie było dziwne. Dziwne było, dopiero kiedy te same osoby odpowiadały przecząco na pytanie „Czy wierzysz w diabła?”. Jak można wierzyć w Boga, jednocześnie nie wierząc w diabła? To zaskakujące, że większość ludzi nie rozróżnia informacji od intencji. Dla nich powiedzenie „Wierzę w diabła” oznacza to samo, co „Wyznaję kult diabła”. Większość ludzi nie odróżnia również faktów od poglądów, co z rozbawieniem można czasem obserwować podczas kłótni przy szacowaniu liczebności manifestacji ulicznych.

Te błędy poznawcze można by traktować jako zwykłą ciekawostkę, gdyby nie to, że przekładają się na błędne decyzje, których skutki dotykają wszystkich. Takie prawo demokracji, że dwóch ćwierćinteligentów przegłosuje geniusza. Widać to było doskonale przy okazji niedawnego referendum w sprawie Brexitu (wprawdzie referendum w UK nie ma mocy prawnej, jednak ma moc polityczną). Myślę, że spokojnie można założyć, iż trzy czwarte głosujących za wyjściem z EU nie ma pojęcia, z czym się to wyjście wiąże. Zwyczajnie brakuje im podstawowej wiedzy ekonomicznej. A jednak głosują. Głosują zgodnie z własnymi wyobrażeniami, nostalgiami za nieistniejącym imperium, za niezależnością od biurokratów z Brukseli.

Nawet pobieżna znajomość podstaw makroekonomii wystarcza do spostrzeżenia, że duży może więcej, a w realiach XXI wieku małe organizmy gospodarcze będą przegrywać globalną konkurencję. Wprawdzie sama Wielka Brytania to na razie piąta gospodarka świata, jednak PKB UK to ledwie nieco ponad jedna szósta łącznego PKB Unii Europejskiej. To nie rokuje dobrze ani dla przeciętnego Johna (czy tam Mohameda), ani dla brytyjskich firm. Zapewne można wymienić kilka rzeczowych argumentów za Brexitem, jednak mam wrażenie, że jest to klasyczny przykład konfliktu rozsądku z emocjami. Dowodzi tego efekt zamachu na parlamentarzystkę jednej z partii – zmiana wyników sondaży o kilka punktów procentowych.

Również w tym przypadku widać zaległości w lekturach, bo już niemal siedemdziesiąt lat temu Orwell w powieści Rok 1984 przedstawił wizję świata podzielonego między trzy wielkie imperia. Trend niezmienny od tysiącleci prowadzi do łączenia się struktur mniejszych w większe. Nie łączysz się, nie rośniesz – znikasz. Każde podziały, każdy rozpad prowadzi do osłabienia. Nostalgia za Imperium Brytyjskim jest bardzo bliska nostalgii za wielką Rzeczpospolitą. Tym silniejsza, że od rozpadu imperium minęło mniej czasu. Nostalgia jest patrzeniem w przeszłość, a z przyszłością nie ma nic wspólnego. Zatem jest mało przydatna przy podejmowaniu decyzji.

Życie to nieustanne szukanie złotego środka między logiczną analizą a emocjonalnym spontanem. Przy czym proporcje zależą od indywidualnych predyspozycji. Na jednym biegunie mamy do bólu logicznych aspergerowców, na drugim szalonych lekkoduchów. Ci pierwsi uważają drugich za nieodpowiedzialnych półgłówków, drudzy za to odbierają pierwszych jakby to były bezduszne roboty. I co ciekawsze, obie strony mają rację. Na pewno typ drugi jest ciekawszy, ale coś mi się wydaje, że ważne decyzje lepiej oddać w ręce typu pierwszego.

Zdziwiłem się niedawno, gdy odkryłem, jaką popularnością cieszą się programy telewizyjne w rodzaju „Zapytaj wróżkę Sybillę”. Ludzie dzwonią do takich telewizyjnych wróżek i wróżbitów, płacąc za to niemałe pieniądze (a kosztuje również samo oczekiwanie na rozmowę). Wróżka na podstawie daty urodzenia i imienia przewiduje przyszłość i udziela porady. Sens miałoby jeszcze spotkanie z nią face to face, przy założeniu, że ktoś wierzy np. w chiromancję. Zdalna wróżba na podstawie danych alfanumerycznych to zadanie dla arkusza w Excelu. No ale nie ma miejsca na racjonalizm w obszarach z założenia nieracjonalnych. W tej formie zdalnej racjonalny byłby program „Zapytaj socjopatę Zdzisława”. On naprawdę na podstawie prostych informacji mógłby udzielić wykalkulowanej na zimno porady.

Marzenia trzeba mieć, z tego się bierze fantastyka. Jednak fantastyka fantastyką, a rzeczywistość rzeczywistością. Fantastyka jest niezastąpiona w symulacjach możliwych przyszłości, ale lepiej nie mylić ulubionej symulacji z rzeczywistością. Życzeniowe podejście do życia prędzej czy później kończy się źle. Kierowanie się wyłącznie emocjami przypomina chodzenie w goglach VR. Zamiast tkwić w ciasnym mieszkaniu, możemy spacerować po bezkresnej łące. Iluzja tego bezkresu zniknie gwałtownie, gdy wyrżniemy o całkiem realną ścianę kuchni.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Ulubione symulacje rzeczywistości”

  1. Memetyka Says:

    “Fanpage” modelowania komputerowego zjawisk społecznych:
    https://www.facebook.com/ModelowanieProcesowSpolecznych/

  2. JA Says:

    Panie Rafale
    Pana pytania odnosiły się do światopoglądu, bo
    „Czy wierzysz w Boga?” i „Czy wierzysz w diabła?”
    nie jest tożsame z
    “„Czy wierzysz istnienie Boga?”„Czy wierzysz w istnienie diabła?”

    Ewentualnie poszedł Pan w tzw. skrót myślowy.

    Pozdrawiam JArek

  3. noname_original Says:

    Wierzyć oznacza IMHO właśnie wierzyć w istnienie, co nie jest równoznaczne z czczeniem, choć polska język być trudna i może tu istnieć utarty sens, którego nie doceniam…

  4. pm7 Says:

    http://sjp.pwn.pl/sjp/wiara;2535574.html
    Patrząc do słownika, nie jest to takie oczywiste i nie dziwi zróżnicowanie odpowiedzi przy pytaniu o wiarę w Boga i diabła.
    Pierwsze dwie definicje:
    1. «określona religia lub wyznanie; też: przekonanie o istnieniu Boga»
    2. «przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni»

    Powinno się spytać o wiarę w istnienie, tak jak zasugerował @JA.

  5. Rafal Kosik Says:

    Nie sądzę, żeby statystyczny uczeń w podstawówce znał to drugie znaczenie.

  6. Paul Z Says:

    Nie przepadam za nacjonalizmem w ogóle, ale w wersji polskiej przyjął on szczególnie perfidną postać. Im kto bardziej biało-czerwoną chorągiewką wymachuje, tym mniej jest w nim Polaka. Polskiej prawicy bliżej jest do chana, cara czy Mussoliniego, niż do czegokolwiek, co w jej kraju kiedykolwiek było szczególne. Polskości nie rozumieją, nienawidzą i we wszelki sposób próbują wytrzebić. Zwłaszcza takie cechy, jak wolność, indywidualizm, tolerancję, demokrację.
    Mimo to sądzę, że Polacy powinni wyzbyć się kompleksu niższości. Większość tego, co uważamy za historię, zostało wymyślone w dziewiętnastym wieku, gdy obrażanie Polaka miało znacznie mniejsze konsekwencje, niż obrażanie cara czy kajzera. Że Amerykanie tak bardzo są do Polaków podobni, to nie przypadek: Gdy pisali sobie konstytucję, mieli ogromny kraj ze słabą władzą centralną i wielką różnorodnością kulturową, a na coś takiego Polacy od dawna znaleźli rozwiązania. Rzepa Obojnacka była też czymś w rodzaju pierwszej Unii Europejskiej, Polacy zapominają akurat ważne aspekty takiego tworu, których Unia jeszcze musi się nauczyć.
    Brak jej mechanizmów do wytrzymywania ogromnych napięć (w Polsce: najpierw wszyscy się porządnie wywrzeszczą i wypyskują, a dopiero potem siadają do negocjacji), systemu immunologicznego, który broniłby wolności, gdy zagrożenie jest jeszcze słabe (Niemiec przyjmie niewolę, jeśli przyjdzie małymi kroczkami i zostanie zawsze racjonalnie uzasadniona, Polak już przy pierwszym kroczku wpadnie w bezmózgi szał i histerię), kultury, bez której wolność jest niemożliwa (kto nie chce, by panowali nad nim inni, musi sam panować nad sobą, a kto chce władzy, musi tak długo zmieniać naród w czerń, aż dyktatura naprawdę stanie się mniejszym złem). Preferowania kompromisu na równych prawach nad ukazem z góry. Tak ułożonego państwa, że od wolności, tolerancji, prawa i znośnej równowagi społecznej jest uzależnione, bo ich brak automatycznie doprowadzi najpierw do choroby, potem do samozniszczenia. No i w polskiej historii na pewno nie brakuje błędów, na których Unia mogłaby się uczyć.
    Ale piłka nożna to dobry wynalazek. Jako kibic mogę wyżyć wszelkie swoje patriotyczne żądze, nie czyniąc ani sobie, ani innym większej szkody. Zamiana wojny w sport, to też aspekt kultury.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).