Uciekająca technologia

Kilka lat temu pewna moja ciocia starej daty zadała mi pytanie, co to jest ten cały internet, bo ciągle o nim gdzieś słyszy, a w żadnym sklepie tego nie ma. Już otworzyłem usta, żeby jej wytłumaczyć, gdy zdałem sobie sprawę, że najpierw musiałbym wytłumaczyć czym jest sieć komputerowa, czym są dane, a pewnie i czym są komputery w ogóle. Dla mojej cioci komputer to była mówiąca skrzynia z filmów SF z lat sześćdziesiątych. Brakowało więc nawet języka, w jakim mógłbym to tłumaczyć. Po namyśle powiedziałem więc, że internet to coś takiego jak telex (to określenie znała), tyle że bez papieru.

Wyjaśnienie dla młodszych czytelników: telex to coś przypominającego skrzyżowanie maszyny do pisania z faxem. Używano tego w czasach, kiedy żyły jeszcze ostatnie dinozaury. Pytacie, co to maszyna do pisania i fax…? No właśnie, każdy żyje w jakimś wycinku czasu i do niego się przyzwyczaił. Wydaje się nam, że dziś z techniką żyje się łatwiej niż kiedyś, bo urządzenia są bardziej intuicyjne, a flagowym tego przykładem jest ekran dotykowy. Niestety, nie do końca. A dokładniej – nie dla wszystkich. Dla ludzi przez lata przyzwyczajonych do fizycznych przycisków, przestawienie się na pracę z ekranem dotykowym jest trudniejsze niż nauka od zera dla dwulatka. Rodzina mnie znienawidzi, ale podam jeszcze jeden rodzinny przykład. Próbowałem wytłumaczyć pewnemu mojemu wujkowi, jak używać smartfonu. Poległ na tym zadaniu i nazwał go telefonem z uciekającymi przyciskami. Nie mógł się przyzwyczaić, że w tym samym miejscu ekranu raz jest jedno, a za chwilę co innego.

Potrafię się wczuć w jego sytuację. Gdy lata temu po raz pierwszy usiadłem przed komputerem z interfejsem GUI, na ekranie nie widziałem okien ani ikon, tylko kreski i kolorowe obrazki, które nic mi nie mówiły. Jednak moje wykluczenie cyfrowe trwało kilka minut, tyle bowiem zajęło mi ogarnięcie podstaw filozofii okienek, menu i ikon. Ruch myszą po kilku sekundach zsynchronizowałem z ruchem tej śmiesznej strzałki na ekranie. Wykonanie kroku od interfejsu tekstowego do graficznego nie było dla mnie szczególnie trudne, bo to był tylko jeden krok. Wykluczenie cyfrowe jest problemem bardziej złożonym, bo dotknięci nim ludzie mają do wykonania nie jeden krok, lecz długi maraton po nieznanym terenie pełnym pól minowych.

Załóżmy, że wytłumaczę tej mojej cioci, czym są komputery, nawet kupię jej komputer, podłączę internet i nauczę, jak korzystać z prognozy pogody i strony „Super Expressu”. Kolejnego etapu ewolucji, reprezentowanego przez np. Facebooka, ciocia sama już nie wykona. Nawet nie chodzi o to, że ta ciocia jest jakaś mało rozgarnięta, po prostu technologia uciekła jej tak bardzo, że lata temu przestała się starać i dała sobie spokój. Nawet więc przeniesiona przeze mnie sztucznie do cyfrowej współczesności, potrafiłaby robić najwyżej to, czego bym ją nauczył. Byłaby jak student bez matury – każde dotknięcie nowego problemu kończyłoby się porażką z powodu przepastnych luk w cyfrowej edukacji.

Żeby zlikwidować wykluczenie cyfrowe, nie wystarczy doprowadzić internet do wszystkich domów. Zmienić należy przede wszystkim mentalność ludzi wykluczonych, bo inaczej za chwilę znów zostaną wykluczeni z innego powodu – z powodu szybkiej ewolucji świata wirtualnego. Nie chodzi o to, żeby wielkim wysiłkiem woli dostosować się do jednej zmiany. Chodzi o to, aby zaakceptować, że zmiany będą coraz szybsze. Problem wykluczenia cyfrowego będzie narastał i to nie dlatego, że znaczna część ludzi nie potrafi nauczyć się korzystać z internetu. Znaczna część ludzi w ogóle nie potrafi bądź nie chce się uczyć czegokolwiek. Nie potrafi się nauczyć… uczenia się. Uczyć się trzeba całe życie, bo kto nie idzie do przodu, ten się cofa. A bezlitosny świat nie będzie czekał.

Weźmy metody pisania tekstów. Filozofia pracy z maszyną do pisania, od momentu powstania jej współczesnej wersji pod koniec XIX wieku, praktycznie się nie zmieniła. Kilka pokoleń sekretarek mogło być pewnych, że jak raz się nauczą fachu, to już do końca życia będą ustawione. Ta sielanka skończyła się wraz z upowszechnieniem komputerowych edytorów tekstów. Tutaj już co jakiś czas trzeba się było uczyć nowej wersji programu, potem doszły do tego pakiety biurowe, a potem niezliczona ilość programów dopasowanych do konkretnych potrzeb. Regularne szkolenia stały się jednym z elementów pracy. Przegapisz parę szkoleń i już nie wiesz, jak włączyć światło w biurze.

Starsi ludzie zwykle używają prostych telefonów komórkowych. Używają ich tylko do dzwonienia, bo często już wysłanie SMS-a przerasta ich możliwości. Choć bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że nie chcą się tego nauczyć, bo wyprowadzenie umysłu z wyrobionych kolein wymaga zbyt dużego wysiłku. To samo dotyczy bankomatów, urządzeń AGD, nafaszerowanych elektroniką samochodów, etc. To pokolenie, które era informacyjna zastała jako ludzi dojrzałych. Choć jest w tym jednak pewne uproszczenie, bo znam ludzi znacznie ode mnie starszych, którzy brylują w internetach, a jednocześnie znam młodszych ode mnie, którzy od piętnastu lat mają e-mail i to im wystarcza.

Ci, którzy urodzili się później, akceptują to, że świat stale się zmienia, ale ich też może kiedyś dotknąć wykluczenie. Albo odpuszczą tę pogoń, albo kolejna fala postępu nakryje ich falą niezrozumienia świata. To też będzie wtórny analfabetyzm. Część z moich równolatków w pewnym momencie odpuści i zapewne z lenistwa przestanie nadążać. Trochę to przypomina samochód terenowy brnący przez kopny piach. Dopóki jedzie, to jedzie, ale jeśli się zatrzyma, ruszenie go z miejsca wymaga łopat i trapów, a inni są już daleko z przodu.

Wydaje się, że z tej drogi nie ma odwrotu. Tempo rozwoju technologicznego wzrasta, a to będzie wymuszać coraz szybsze zmiany metod pracy. Tak szybko biegniemy, łapiąc już równowagę rękoma, że jedyną metodą, by się nie przewrócić, jest biec jeszcze szybciej.

Dokąd to zmierza? Donikąd, oczywiście. W końcu się wyłożymy wszyscy.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Uciekająca technologia”

  1. Magd Says:

    Połowicznie się zgadzam. Połowicznie, bo obserwuję na przykładzie własnych rodziców (zbliżających się do 70-tych urodzin) że to nie zawsze niechęć do uczenia się nowych rzeczy a brak pomysłu, do czego by tę wiedzę zastosować. A jak wiadomo, wiedza nieużywana zanika. Bo niby nauczyli się smsów, ale i tak wolą usłyszeć głos w telefonie, więc te smsy to im na grządkę - i zapominają. Niby mają maila, ale sprawdzą tylko wtedy, kiedy zadzwonię i powiem, że im coś wysłałam, a wtedy jest cała histeria, bo trzeba odkopać instrukcję jak co i gdzie wpisać, a strony internetowe się zmieniają. Jak się wygląd gmaila zmienił, to była katastrofa - bo nic nie mogli znaleźć, bo było inaczej niż w instrukcji, bo kolory przycisków były inne, a chodziło tylko o zalogowanie - jakbym im kazała jeszcze odpisać, to dopiero byłaby tragedia. Niby jest w domu komputer z dostępem do internetu, zostali nauczeni podstaw obsługi, ale sposób korzystania jest ograniczony, bo nie mają pomysłu co tak naprawdę zrobić z tym całym internetem poza sprawdzeniem sobie rozkładu jazdy autobusów i poczytaniu wiadomości od czasu do czasu. Komputer z dostępem do Internetu pojawił się na wniosek taty, że gdyby go miał w domu, to by się nauczył - i trochę się nauczył, ale po prostu nie ma pomysłu, co dalej i do czego by można tej maszyny użyć, bo nikt nigdy nie pokazał mu możliwości komputera jako urządzenia prawdziwie wielofunkcyjnego. Pit do rozliczenia rodzicom przygotowałam ja, korzystając z programu do zdalnej kontroli pulpitu, tak żeby tata dokładnie widział co i gdzie i jak wpisuję, korzystając z e-Deklaracji (ale tata nie wysłał internetem, tylko chciał zanieść osobiście do urzędu), ale jestem pewna, że za rok znów będzie telefon w okolicach pitowych “ale Madziu pomóż”. Bo przez rok zapomni sto razy, co i gdzie trzeba było kliknąć i co jak się nazywało. Trochę to owszem przypomina poruszanie się bo starych, dobrych i sprawdzonych drogach, ale nie można tego sprowadzać do “odpuszczenia” czy “lenistwa”. Trzeba pamiętać, że osoby - zwłaszcza starsze - mają też mniej lub bardziej odczuwalne deficyty mentalne + problemy ze wzrokiem i uczą się wolniej niż osoby młodsze, tak jak dzieci w szkole potrzebują więcej regularnych powtórek i aktywnego korzystania z danej rzeczy, żeby zapamiętać co jak działa. Nie dziwię się, że niektórym może się nie chcieć, a inni wolą włączyć tv i obejrzeć wiadomości, zamiast czytać je w internecie na kilku różnych stronach.

    I, paradoksalnie, osoby młodsze też bywają wykluczone cyfrowo, i to dotyczy tych, którzy się wychowywali z internetem i komputerami jako czymś, co w domu było “od zawsze”. Bo owszem, śmieją się z najnowszych memów, ale poprawne sformatowanie tekstu w edytorze tekstu już ich możliwości nierzadko przekracza.

  2. szary Says:

    Bo pewne są tylko zmiany.

    A wyłożymy się na skutkach korzystania z technologii a nie na braku jej znajomości. Jak więcej ludzi zacznie nie nadążać to producenci zrobią krok wstecz i dostosują się do wymagań większości, tak jak teraz produkują telefony dla seniorów.

  3. Rafal Kosik Says:

    Telefony dla seniorów to raczej nowy segment rynku, nie krok w tył.

    Co do młodych nieogarniętych, to uważam, że są potrzebni. Dzięki nim będziemy mieć ułatwione życie, bo oni wymuszą na producentach wolniejsze zmiany ;) Oczywiście u starszych jest to odpowiednio bardziej rozwinięte, czyli niedorozwinięte. Kiedyś robiłem projekt strony internetowej dla pewnej firmy prowadzonej przez 65-latka. Uparł się, żeby wszystkie projekty akceptować na wydrukach. Drukowałem więc całe sekwencje otwieranego menu, okienek etc.

    Sam u siebie też widzę pewną zachowawczość, bo np. nigdy nie zaakceptowałem filozofii folderów systemowych Windows i nadal posługuję się fizycznym drzewkiem katalogów, co zresztą doskonale się sprawdza. Doceniłem jednak treningową wartość zmian i już nie próbuję na każdym komputerze ustrawiać tak samo ikonek, nie mam problemów z przesiadaniem się z samochodu z ręczną skrzynią biegów do automatu etc. Okazało się, że nawet pisanie na komputerze, gdzie polskie znaki musiałem wprowadzać z lewym ALT-em udało się ogarnąć w kwadrans, choć rozpraszało mnie to jeszcze długo. Trzeba trenować mózg.

  4. Fan anonim Says:

    Takie trenowanie mózgu może się przydać, chociażby żeby dłużej zachował sprawność. Chociaż jeśli chodzi o kwestię technologiczne, to mimo że jestem młody, sam nie ogarniam wielu rzeczy.

  5. SirGawen Says:

    Tekst jak zwykle z pointą prowokującą do dyskusji. Zastanawia fakt jak będzie wyglądało to nasze wyłożenie i czy jego początków nie obserwujemy już dziś? W końcu większość użytkowników dobrodziejstw nowoczesnej technologii nie ma zielonego pojęcia o zasadach ich funkcjonowania. O funkcjonowaniu konkretnego urządzenia ma zaś zwykle pojęcie specjalista od tego właśnie urządzenia, bądź co najwyżej od rodziny podobnych urządzeń. Dawno minęły czasy, kiedy na własną rękę można było naprawić praktycznie wszystko. Technologia, w całej swojej gigantyczności, wszechobecności i różnorodności, przekroczyła pojemność ludzkiego mózgu.

    Można też odnieść wrażenie, że w wyniku coraz szybszego rozwoju technologicznego i jego następstw społeczno-kulturowych skraca się dystans czasowy między występowaniem kolejnych pokoleń. Zastanawiające, czy istnieje tu jakakolwiek granica.

  6. JArek Says:

    Ja już wielu rzeczy nie ogarniam, kilka przykładów. Zabawę - pracę z komputerami zacząłem dawno od pierwszego atari, poprzez wiekowe IBM itd. Sam składałem sobie komputery sam łączyłem je w niewielkie sieci biurowe, to było wieki temu. W tej chwili się przebranżowiłem i nie potrzebuję tej wiedzy, jakie procesory, karty graficzne, dyski itp. nie wiem co jest na czasie jakie technologie. Protokoły łączności bezprzewodowej wifi konfiguracja itp. nie wiem. Obecnie jestem zwykłym zjadaczem okienek.
    Taki jeden przykład teraz jak mi się co zepsuje w lapku idę do informatyka, raz że mi się nie chce dwa bo mogę. Myślę jednak że przyparty do muru znajdę to co potrzebuję w sieci poradzę sobie z technicznymi problemami.
    Wiedza związana z nowymi technologiami jest w tej chwili tak rozległa, że nie sposób wszystko przyswoić trzeba się specjalizować w wąskich dziedzinach.
    Zgadzam się z tezą, że trzeba się uczyć cały czas inaczej zostaniemy wykluczeni.
    Pzdr. JArek

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).