Twarze, wiele twarzy

Na stołówce w X giną sztućce. Kradną je wszyscy, przy czym oczywiście nikt się nie chwali, że je kradnie. No chyba że w zaufanym towarzystwie. Wieczorami w podgrupach kumple opowiadają sobie, kto ile ukradł i jak sprytnie je kamuflował, by reszta nie zauważyła. Prócz tego niektórzy działają w pojedynkę i po prostu milczą. Oficjalnie jednak nikt nie kradnie, choć sztućców ewidentnie jest coraz mniej.

Wreszcie pojawia się ten ktoś, kto chce temu zaradzić. Łamie tabu i mówi ludziom oczywistość, o której i tak wiedzą „Przecież tutaj wszyscy kradną sztućce. Zaraz nie będzie czym jeść”. Oni na to „Czujesz się lepszy, że chcesz nas oskarżać i oceniać?”. On odpowiada „Nie, nie czuję się lepszy. Wszyscy kradniemy sztućce, przecież to wiecie, bo też kradniecie. Wszyscy to robimy, ja to robię, ty to robisz, ty, ty i ty też. Może byśmy tak przestali, co?”. Wszyscy się na to oburzają i krzyczą „Wreszcie mamy winnego kradzieży sztućców!”.

Następna scena to szubienica i wisielec. I smutny kat wracający do żony i dzieci z pobrzękującymi w kieszeni sztućcami. Motłoch czuje się usatysfakcjonowany, liderzy gratulują sobie rozwiązania problemu. W tle, na trybunach tego widowiska ojciec tłumaczy synowi mądrość życiową „Najgorsze, co możesz zrobić w życiu, to powiedzieć ludziom prawdę o nich samych. Jeśli to zrobisz, znienawidzą cię. O, patrz tam, jak dynda ten, który próbował coś naprawiać”. Wskazuje widelcem szubienicę. „Nigdy nie mów ludziom prawdy o nich samych”.

Świat ma warstwy – jak cebula, jak Shrek. A im więcej warstw odkrywasz, tym bardziej chce ci się płakać. W miarę dorastania orientujesz się, że wszystko jest warstwowe: prawda, prawo, wierność, przyjaźń, sprawiedliwość. Wszystko, czego się nie dotkniesz, nie jest tym, czym się wydawało w pierwszym momencie. System edukacji również jest fikcją, bo uczy młodych ludzi szczerości, ale cóż z tego, skoro potem życie wymaga od nich kłamstwa i mataczenia.

Świat ma warstwy. Jeśli pierwsza mówi na przykład „Nie kradnij”, to druga precyzuje „Nie kradnij więcej, niż potrzebujesz”, trzecia ostrzega „Nie kradnij, jeśli ktoś patrzy”, czwarta wykłada kawę na ławę „Nie kradnij, jeśli patrzy ktoś, kto nie powinien widzieć”. I to samo w każdej innej dziedzinie życia.

Ludzi można porozstawiać po tych warstwach jak pionki. Przy czym niemal każdy udaje, że jest na wyższej warstwie niż w rzeczywistości. Udaje nie tylko przed innymi, także przed sobą. Rozwianie jego złudzeń generuje oburzenie i reakcję obronną. Bezpieczniej jest powiedzieć „Społeczeństwo kradnie na potęgę”, choć takie stwierdzenie nie zmieni rzeczywistości.

Każdy człowiek ma kilka moralności rozciągniętych między warstwami. Jest twarz oficjalna, twarz dla bliskich znajomych, twarz do oszukiwania siebie i wreszcie gdzieś tam niżej ta prawdziwa – twarz należąca do odpychającej kreatury, z którą nie chcielibyśmy się utożsamiać. Powiedzenie „stracić twarz” oznacza po prostu sytuację, gdy ktoś, pod warstwami pudru, zobaczy w nas tę kreaturę.

W mojej firmie lata temu w ilościach hurtowych ginęły długopisy. Tanie długopisy jednorazowe, takie po trzy złote sztuka. Myślałem, że problem sam zniknie, bo ileż człowiek potrzebuje długopisów? Otóż nie przestały znikać. Każdego miesiąca ginęło ich całkiem sporo.

Los części z nich poznałem, gdy zostałem zaproszony na imprezę do jednego z moich pracowników. Dwa długopisy leżały w kuchni, kilka w salonie, kilka stało w piórniku na biurku, a następnych kilkanaście pewnie znalazłbym w szufladach i szkolnych plecakach dzieciaków. Gdy zwróciłem delikatnie uwagę, że to są jednak długopisy firmowe, ów pracownik obruszył się lekko, że robię problem o nic, o trzy złote. Po co się stresować (słowo „mobbing” nie było jeszcze znane). Oburzył się, bo przez moment zobaczył swoją twarz, tę z dołu, tę należącą nie do kogoś, kto przez przypadek zabrał długopis za trzy złote, tylko twarz kogoś, kto miesiąc w miesiąc okradał firmę na kilkadziesiąt złotych. Nie chciał sam siebie tak postrzegać.

Przestałem walczyć ze znikającymi długopisami, bo dotarłem do sedna problemu – długopisy były wspólne, więc niczyje. Każdy pracownik dostał zatem porządny indywidualny długopis, z którym mógł robić, co tylko chciał. Sam się przecież nie okradnie.

Ludzie szczęśliwi mają wszystkie te twarze moralności blisko siebie. Dlatego więcej jest ludzi szczęśliwych w krajach, gdzie panuje wolność. Wolność posiadania, wolność słowa, wolność podróżowania, etc. Przy czym wolność słowa jest chyba najważniejsza, bo pozwala walczyć o wszystkie inne wolności. Gdy pojawia się siła zabraniająca ludziom mówienia, co myślą, twarze naszych moralności zaczynają się rozjeżdżać po warstwach. Czy to będzie totalitaryzm, autorytaryzm, purytanizm czy polityczna poprawność, ludzie pod wpływem tych sił będą stawać się fałszywi. Będą innymi osobami w przestrzeni publicznej, innymi w głębi duszy.

Jeśli zakażemy mówienia „Ze stołówki giną sztućce”, to sztućce nie przestaną od tego ginąć.


Udostepnij
Glodne Slonce

11 Responses to “Twarze, wiele twarzy”

  1. Nikodem Says:

    No nieźle 😲

  2. Pierwsza Naj Says:

    Znam wiele sytuacji, do których ten felieton pasuje idealnie.

  3. Gundabad Says:

    Aż mi się Gombrowicz przypomniał czytając ten tekst.
    “Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba”

  4. Belfer Says:

    Dziwny tekst, ale po przemyśleniu… prawdziwy.

  5. Felixiara Says:

    “Dobrze mówi. Dać mu frytkę!”

  6. Nicofisi Says:

    Racja, racja :)

  7. Felixiara Says:

    Taka mnie myśl naszła p Rafale poza tematem. Czy pisząc Felixa musi pan szukać dodatkowych informacji dotyczących umiejętności głównej trójki(fizyki, matematyki, informatyki, historii, polskiego itd) czy po prostu bierze pan to z głowy? Bo muszę przyznać, że gdybym to ja miała pisać w tym tonie, to raczej nic by z tego nie wyszło. :)

  8. Rafal Kosik Says:

    Większość wiem, a przynajmniej wiem w przybliżeniu. Oczywiście daty muszę sprawdzać, bo tego nigdy nie pamiętam. A najważniejsza umiejętność pisarza to wiedzieć, gdzie szukać :)

  9. szary Says:

    W 100% zgadzam się z tezą o wielu twarzach i skutkach tego na życie osobiste i społeczne. Ale jakoś czuję, że końcowe wnioski są jakby trochę ‘na skróty’.

    - po pierwsze myślę, że ludzi są szczęśliwi bo (wtedy gdy) ich twarze są blisko siebie (implikacja w drugą stronę)
    -zgadzam się w pełni, że wolność słowa bardzo ułatwia docieranie do prawdy, ale czyż nie jest tak, że to koniec końców osobisty namysł i pokora powodują, że “twarze” się do siebie zbliżają? Czy np politykom, którzy wyznają starą zasadę: “jak cię złapią za rękę, to mów, że to nie twoja ręka” - tak bardzo pomaga/przeszkadza wolność słowa? (np, czy któryś się przejął słynnymi nagraniami? - wygląda na to, że ich twarze się jeszcze bardziej oddaliły od siebie)
    -z tą wolnością słowa, to też ciekawa sprawa. Bo zdanie z ostatniego akapitu artykułu aby coś się zmieniło, powinno brzmieć: “Ze stołówki giną widelce. To jest kradzież!”
    A tu już wchodzi się w grząski teren ocen moralnych i całej socjotechniki, która została wprzęgnięta w walkę z osądami moralnymi. Bo czym się wtedy będzie różnić to zdanie od takiego:
    “W szpitalach zabija się dzieci/płody. To morderstwo!”
    “Dwóch facetów lub dwie kobiety to nie rodzina!”
    Dobrze, że wolność słowa jeszcze pozwala formułować takie zdania, ale czy to coś zmienia?

  10. Rafal Kosik Says:

    A może jest właśnie tak, że potrzebujemy tej tajemnicy, której trzeba bronić? Może dwulicowość jest taką naszą istotną cechą, jak umiłowanie do rywalizacji? To przecież żaden fun, być pierwszym bez walki.

  11. szary Says:

    Że niby Yin i Yang ?

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).