Toskania - część 6

Sa tacy, których nie stać na nowy samochódArezzo i Siena to trochę inny kaliber, patrząc z punktu widzenia historii. Tym bardziej Radda in Chianti, ale cóż, co było, a nie jest… Do jednego wora! W Arezzo jest całe przedmieście hipermarketów, gdzie poczułem się jak w domu. Kupiłem nawet w Praktikerze za 7 euro wózek do walizki, który pękł po przejechaniu mniej więcej siedmiu metrów. To już zupełnie jak w domu - włoski Praktiker sprzedaje te same buble, co w Polsce. Aż ciepło się robi na sercu. Za to w tamtejszym Carrefourze kupiłem całkiem niezłą lodówkę samochodową, bez której nie przywiózłbym do Polski wartego więcej od tej lodówki krążka sera pecorino :)

Zastanawiałem się często kiedyś, jak to jest podróżować po obcych krainach samochodem. Owszem, ubezpieczenie Allianz działa w całej EU, ale… Italia to niby nadal cywilizacja, chociaż zdarzały się kilkudziesięciokilometrowe przełaje przez jakieś żwiry oliwne, gdzie nie było zasięgu GSM, a wskaźnik temperatury silnika stał koło setki. Cóż się dzieje, gdy komuś przydarzy się na przykład nie trafić w most? Słowem, samochód do kasacji. Trzeba wracać do domu w inny sposób. Staram się przestrzegać zasady, że każdy z podróżników powinien mieć taki bagaż, jaki jest w stanie sam przenieść. Żeby w razie czego dało się bezstratnie wrócić pociągiem/samolotem. W praktyce wygląda to jednak tak, że owszem na trzy osoby są trzy torby plus bagaż podręczny, ale potem, gdy już myślę, że pora w drogę, w tajemniczy sposób bagażnik samochodu zapełnia się kosmetyczkami, siatami z prowiantem, dodatkową garderobą, pierdółami i całą masą UFO-drobiazgu. A przecież podróże po Europie Zachodniej to naprawdę sofcik. Tam się nie da umrzeć. Poza tym ja podróżuję starym Mercedesem 124, który z definicji się nie psuje, drobne kraksy znosi godnie, a jeśli już, to będę go potrafił naprawić drutem, młotkiem i taśmą MacGyvera. Tego nie da się zrobić z nowszymi konstrukcjami. Wyobraźcie sobie, że jedziecie VW Tuaregiem, czy Nissanem Patrolem przez środek Sahary i strzela wam komputer sterowania wtryskiem. Samochód staje na środku pustyni, mimo że mechanicznie jest w pełni sprawny. Walnęło coś w małym metalowym pudełku, coś co jest absolutnie nienaprawialne, coś co się wymienia tylko w autoryzowanym serwisie. Przepaliła się ścieżka w procesorze, ścieżka którą można zobaczyć dopiero pod mikroskopem skaningowym. A dwutonowy samochód z pasażerami stoi na środku pustyni.
Na ten problem wynalazły rozwiązanie dwie firmy: Land Rover i Toyota. Pierwszy zwyczajnie sprzedaje na rynki afrykański i australijski samochody bez elektroniki, a drugi z elektroniką, którą w razie awarii można całkowicie odłączyć. Pięknie, tylko że żadnym z tych samochodów nie da się legalnie wjechać do miast EU, bo z trudem przechodzą (te samochody) normę emisji spalin Euro3, a zaraz wchodzi przecież Euro5.
Na bocznej drodze koło Arezzo widziałem leżący na dachu samochód z rejestracją gdzieś ze Skandynawii. Nikomu nic się nie stało, ale stan pojazdu wskazywał raczej na złomowanie niż szybką naprawę. Z tego samochodu (bardzo starego Citroena) też wysypało się parę kosmetyczek i UFO-drobiazów. Szczerze współczuję liderowi grupy.

No, ale miało być o Toskanii. Do Sieny dotarliśmy kilka dni przed Palio, czyli rodzajem wyścigu na koniach wokół runku głównego. Ta glina widoczna na zdjęciach to podkład, żeby konie nie pozabijały się od razu, tylko trochę później. Doprawdy nie wiem, czemu ludzie są skłonni zapłacić kilkaset euro, by oglądać konie ganiające wokół rynku. Głupsze od tego jest już chyba tylko oglądanie dwóch przekupnych jedenastoosobowych band kopiących nadmuchany krowi pęcherz po trawie, lub facetów z deskami na nogach, zjeżdżających po opadach atmosferycznych. Ok, co kraj, to obyczaj. W Sienie za 50 euro można kupić miejsca w dochodzących do rynku uliczkach, z których podczas Palio zupełnie niczego nie widać. Po co ktoś płaci za niewidzenie tego za co płaci, to już jest doprawdy poza ludzkim poznaniem. Trybun rozbudować się nie da, więc pozostaje podnoszenie cen biletów. Ekonomicznie uzasadnione.

Siena jako miasto jest jednak molochem, który przebija nawet Florencję tłumem na ulicach. Ludzi nie ma wprawdzie więcej, ale miasto jest mniejsze, a uliczki węższe. Jak chcesz się zatrzymać, musisz zejść gdzieś w bok, bo ktoś, zupełnie nie po europejsku, cię popchnie, potrąci. Poniżej zdjęcia ze Sieny i nie tylko.

Radda in ChiantiToskaniaDostawa pizzy w dobrym styluZnow te kołatki? No co jest!Oczywiście znów sjestaPrzewiewny samochód w SienieSienaSienaSienaSienaSienaMartens SienaDzika witrynaKatedra sieneńskaRynek. Przygotowania do PalioPiękne zużycieDomofon w stylu steampunk?uki jak najbardziej konstrukcyjneGlazura z pozytywkąArezzo Ręczne robótkiSztuka nowoczesna, a ktoś nie ma butówRynek w ArezzoDachy ArezzoGlobalizacja - glołębie takie same jak u nasSzatan tu byłWitryna, przed którą można spędzić dobry kwadransArezzoDetale...


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).