Toskania - część 5

Cyprysy i rżysko

Język włoski jest łatwy w nauce, przynajmniej na etapie „moja chcieć trzy kawa z double milk”. Dopiero potem zaczynają się schody. Zrozumieć ogólny sens prostej wypowiedzi i intencje rozmówcy da się już po kilku dniach, Włosi bowiem ładują do zdania sporo charakterystycznych słówek i dużo gestykulują. Ci, którzy wynajmują domy lub apartamenty zwykle są w stanie porozumieć się podstawowym angielskim, albo mają pod ręką kogoś, kto angielski choć liznął. Zwykle to starcza.

Dziś wrzucam zdjęcia z Cortony, Montepulciano i Pienzy. Większość z nich przedstawia puste ulice i przemykające gdzieniegdzie przygarbione postacie. Przyczyna tego jest prosta. Zanim wygrzebywałem się z łóżka, zjadałem śniadanie, pisałem kawałek powieści (w tym wypadku Orbitalnego Spisku) i zanim docierałem na miejsce, to Włosi zaczynali już sjestować. W sumie nieźle, bo od ludzi wole pikczersować architekturę. Minusem niestety było czytanie menu restauracji, które zamykały się o trzynastej, a ponownie otwierały dopiero wieczorem, kiedy to już wracałem samochodem do domu. Dzięki temu jestem teraz nieco bogatszy i mam wytrenowane ślinianki. No i podniosłem swoje umiejętności kulinarne, bo zazwyczaj sam przygotowywałem obiado-kolacje.

Wieczorem znów siadałem do pisania. Zabawnie było opisywać mroźną, zaśnieżoną Warszawę i jednocześnie uważać, by pot z czoła nie kapnął na klawiaturę. Jednak wyobraźnia i Chianti czynią cuda. Tam jest naprawdę gorąco. No, nie tak jak w Afryce równikowej, ale jak się ktoś przemieszcza czarnym samochodem bez klimatyzacji, to wozi tę Afrykę równikową ze sobą. W Toskanii po raz pierwszy odkryłem, że mój samochód ma wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej, a strzałka na 120 oznacza, że trzeba się zatrzymać i zawrzeć znajomości z ludźmi, którzy zatrzymali się z tego samego powodu. Podczas jednego z dłuższych, powolnych podjazdów krętą ścieżką, bo na miano drogi to ona nie zasłużyła, odkryłem, że grzeją się wszystkie samochody po równo: i stare rzęchy i nowiutkie rodzinne VAN-y. Fizyka.

Dobra, nie gadam już. Pokazuję.

Malownicza droga na której na szczęście nie spotkalismy ciężarówki z przeciwkaPienzaNo ja myślę, że tu nie wolno parkowaćPrześwietny łuczekWąwóz miejskiKołatkiSklep z różnościamisjestaCiekawy samochódWejście do restauracji specjalizującej się w kaczyźnieMiasto wielopoziomoweCiekawe, jak tu wygląda gołoledźMalownicze, ale na codzień zdeka niewygodneRóżnica poziomów 400m, wjeżdża się na pierwszym biegu z przerwą na 200m na ostygnięcie silnikaCortona. Uliczka z widokiemCortonaPranieCortonaObłapiacz namurnyCortonaKataryniarzWiększość miast powstawała na wzniesieniachWidoczekKawiarenkaSjesta. Nie trzeba czekać kwadransa, żeby nikogo nie było w kadrzePecorino - jeden z najlepszych serów, jakie kiedykolwiek jadłemSłupekWidok na kolumnęWykuszPienzaNie jedźcie do światła! Nie posłuchali...Sympatycznie, choć ciasnoPiękno w prostocieMontepulciano - miasto wielopoziomowych zmyłekExtremalny podjazdPasso carrabile - parkujesz, strzelamWąwóz z widokiemKołatki jeszcze razTu się cumuje konieCoś jakby zderzenie epok


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Toskania - część 5”

  1. Carrie_21 Says:

    Jak bylam rok temu w Chorwacji, to też tam były takie ciasne uliczki i stromo-ciasne drogi.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).