Toskania - część 4

Florencja

Duże miasta, jak Florencja, mają zdecydowanie inny klimat. Męczą hałasem, tłumem i nieruchomym, gorącym powietrzem. Dobrą stroną tych miast jest to, że zwyczaj sjestowania tam wymiera. O ile mieszkanie na włoskiej prowincji jest rajem, o tyle życie w centrach dużych metropolii to koszmar. Owszem, więcej zarabiasz, tak jest wszędzie na świecie, ale nie masz chwili spokoju. Ulicami przelewa się tłum turystów, nie ma gdzie zaparkować, wszędzie sklepy z pamiątkami. Co prawda pamiątki nie są taką tandetą, jaką oferują polskie sklepy z pamiątkami. Hipermarket pięć kilometrów dalej, a wszystkie zakupy będziesz dźwigał sam, bo pod dom samochodem raczej nie podjedziesz. Dopuszczam jednak myśl, że ktoś może to lubić.

Wąskie uliczki w starych dzielnicach to właściwie pasaże, tam gdzie jest więcej przestrzeni, wiją się chaotycznie kilkupasmowe ulice pełne skuterów trąbiących i przemieszczających się po wszelkich możliwych trajektoriach. Florencja to jednak metropolia – jest terminal kolei Eurostar, więc w kilka godzin można się stamtąd dostać do Paryża czy Londynu. Jeśli chodzi o knajpy, obowiązuje ta sama zasada co wszędzie – im bliżej znanych zabytków i ruchliwych miejsc, tym gorsze i droższe jedzenie.

Katedra Santa Maria del Fiore, największy zabytek Florencji, o której uczyłem się do zrzygania na studiach, wzbudzał moja naturalną niechęć. Historię architektury na Politechnice Warszawskiej wykładała prof. Brykowska – najgorszy wykładowca, jakiego kiedykolwiek poznałem. Dzięki niej przez lata dostawałem wysypki na samą myśl o zabytkach tej klasy. Wyleczyłem się z niechęci do Świętej Marii dopiero, gdy ją zobaczyłem na własne oczy. Budowla jest imponująca w wymiarze wizji przestrzennej, w konstrukcji i detalu. Malowidła Vasariego i Zuccariego na wewnętrznej powierzchni kopuły prezbiterium warto obejrzeć z bliska, z galerii wokół podstawy kopuły. Kosztuje to parę euro i trzeba się wspiąć po wąskich schodkach, których liczbę (kilkaset) podano sporymi cyframi ku przestrodze utuczonym Amerykanom. Nade wszystko budowla robi wrażenie swym ogromem, który można w pełni ogarnąć z tejże galerii. Banalnie mówiąc, ludzie na dole wyglądają jak mrówki. Poziom widokowy na szczycie kopuły jest ledwie kilkanaście metrów niższy od tarasu widokowego PKiN, a kopuła powstała prawie sześćset lat temu. Ludziom niemal przez pół tysiąca lat nie starczało siły woli ani umiejętności, by znacząco pobić ten wynik. Ta mizeria i małość wyobraźni decydentów gdzieniegdzie trwa do dziś. Przykład z naszego podwórka – słynny Szkieletor w Krakowie ma być wreszcie wykończony. Walka trwająca wokół budynku dotyczy głównie jego wysokości – architekci chcą go podwyższyć, urzędnicy – przyciąć. Ci drudzy zapewne wygrają i chyba to już przesądzone – byliśmy i będziemy narodem bez fantazji.

Florencja jest pełna zabytków, ale mnie osobiście nie kręci łażenie po muzeach, więc skupiłem się na miejscach, gdzie historię można poczuć bez wczytywania się w podpisy pod gablotkami. Z pewnością przykładem pozytywnym w tym kontekście jest Ponte Vecchio czyli Most Złotników (w dokładnym tłumaczeniu Stary Most). To jeden z niewielu zachowanych w Europie zabudowanych mostów. Oczywiście prawa ekonomii są twarde i w sklepikach na moście kupić można głównie tanią biżuterię robioną pod turystów. Sam most jednak wart jest bliższego oglądnięcia ze wszystkich stron. Budyneczki na moście, jak większość zabytków Italii, są zamieszkane. Most ten, podobnie jak Krzywa Wieża w Pizie, cudem ocalał podczas alianckiej ofensywy w 1944 roku. Wieżę oszczędziło sumienie amerykańskiego dowódcy, most – pośpiech w jakim Niemcy opuszczali miasto. Zwyczajnie nie zdążyli odpalić podłożonych ładunków.

Reasumując, Florencja to obowiązkowy przystanek podczas zwiedzania Toskanii.

Narastanie architekturyPrzemyslane kompozycjeFontannaCzego?Sztuka ogradzaniaKluczborkChyba znam powód, dla którego wstąpili do karabinierówZnam też motywy, dla których zostaje się policjantemAle strażników miejskich nie rozumiemPonte Vecchio - Most ZłotnikówTu się da mieszkaćDomy nie są podpiwniczone, jak mniemamidoczek znad rzeki ArnoZa niszczenie zabytków można iść siedziećTypowe skrzyżowanieChyba TemidaPunkty cumowania koniŚwiecznikPiercing XXLKatedra Santa Maria del FioreA to wszystko bez cyfrowej frezarkiTrochę jak model z klocków LegoRozetaSklepienie prezbiteriumWidok na nawę głównąWewnątrz kopułyWewnątrz kopułyDzwonnica Giotta - 84 m wysokościAkrofobiaFragment latarni na szycie kopułyOczywiście pracowałem :)FlorencjaFlorencjaFlorencjaFlorencjaFlorencjaAutobusiątkoObjawienie Matki Redaktorki FlorenckiejWąwózSkrzyżowanieWarzywniakBalkon z widokiem na widok na balkonAutobusie przedszkoleFlorenckie cienieMartens Florencja


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Toskania - część 4”

  1. Zegarmistrz Says:

    ?adne buty ;) Pióro na zdjęciu 32. również.

  2. malgotosca Says:

    Witam. Z dużym zainetresowaniem przeczytałam wszystkie wpisy o Toskanii, mimo, że mam ją na codzień, nigdy dość :) Zdjęcia są bajkowe i wyróżniają się spośród wielu “turystycznych”. Pozwolę sobie jednak na sprostowanie paru faktów. Z tym poczuciem estetyki wcale tak cudnie u Toskańczyków nie jest. Mnóstwo ich działań wynika z prawa, dzięki Bogu narzuconego przez państwo włoskie oraz lokalną administrację. Tak więc bez zgody konserwatora zabytków nie postawi się przybudówki, bo np. szpeci widok na pobliski średniowieczny klasztor, nie wolno pomalować własnego domu na barwę spoza palety określonej przez gminę, a już słynne chyba na świat są obowiązkowe jednorodne dachówki w Sienie. Na szczęście dla krajobrazu i architektury Toskańczycy bardzo boją się łamać prawo, no i w końcu czują też “turystyczne” korzyści. Ale tam, gdzie nie muszą, nie dbają o estetykę, wcisną badziewne plastikowe krzesełka na cudowne patio albo podadzą proszony obiad na talerzach jednorazowych.
    A teraz co do sjesty. Ależ to cudowny wynalazek! Na południu Włoch trwa o wiele dłużej niż w Toskanii. Dziwię się, że nie trafił Pan na otwarte lokale, bo właśnie pora sjesty jest porą wytężonej pacy restauratorów. A śniadnia w naszym pojęciu nie istnieją. To tylko kawa i co najwyżej słodki francuski rogalik, co nie dziwi po sytych kolacjach.
    No i pękanie murów, oj pękają i to bardzo - jednak częstszą tego przyczyną są trzęsienia ziemi a nie mrozy. choć i te ostatnio dają się we znaki.
    Pozdrawienia serdeczne od zakochanej w Toskanii :)

  3. Rafal Kosik Says:

    Jasne, że częściowo jakość tamtejszej architektury wynika z prawa. Ale już urządzenie wnętrza domu, czy wystawienie doniczek z roślinami na chodnik nie. Obserwacje z każdej podróży staram się przyrównywać do Polski i zasada jest prosta - im dalej na zachód tym lepiej, im dalej na wschód tym gorzej.

    Prawo w Toskanii jest widocznie życiowe, a kary nieuchronne. Czyli odwrotnie niż u nas, ale i tak będę się upierał, że Polacy są inwalidami estetycznymi.

    A w czasie sjesty naprawdę wszystko było pozamykane. Byłem i widziałem ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).