Toskania - część 2

ToskaniaWłoskie zwyczaje żywieniowe są… ciekawe. Nie wiem wprawdzie, jak wygląda włoskie śniadanie, bo nigdy nie udało mi się wstać dostatecznie wcześnie, ale wiem, jak wygląda włoski lunch. A raczej, jak nie wygląda. W praktyce, kiedy po raz pierwszy chciałem zjeść lunch, odbiłem się od drzwi knajpy, bo jej obsługa siedziała właśnie w swoich domach… i pewnie jadła lunch. Sjesta to takie przyzwyczajenie z epoki przed air condition, kiedy było za gorąco, by robić cokolwiek. I w Italii to jest naprawdę niezły zonk. Przez bite trzy godziny miasteczka są jak wyludnione, a colę można kupić tylko w automatach. Szczęściem te automaty nie są włoskie. Brakuje tylko róż jerychońskich, wędrownych roślin z Teksasu, tych co je wiatr przetacza po prerii. Żywej duszy nie ma na ulicach. Co oni robią wtedy? Sklejają modele w skali 1:120? Grają na X–Boxach? Śpią? Może i śpią, żeby mieć siłę na włoską obiado-kolację, która składa się z kilku dań i trwa wiele godzin do późna w nocy.

Słyszałem wcześniej legendy o sjeście, ale nie wierzyłem, że oni to robią naprawdę. To jakby czcić Światowida w Piasecznie! W Arezzo o 13:16 działał tylko hinduski sklep z rybami i MacDonald’s. Dzięki ci globalizacjo! Nie umarłem z głodu, chociaż obsługa była wyraźnie zniesmaczona, jak na Krupówkach, kiedy kupuję Big Maca w Wielkanoc. Wiem, że jedzenie w MacDonald’sie we Włoszech to profanacja, ale nie mogłem się powstrzymać. No i było o połowę taniej niż u Araba. Potem nauczyliśmy się jeść we „włoskich” porach i szło jakoś przeżyć. W końcu, jeśli wchodzisz miedzy wrony, kracz jak i one. To wbrew pozorom bardzo mądre przysłowie. Obserwując ludzi, łatwo uczysz się lokalnych zwyczajów. Kiedy jeździłem samochodem po Paryżu, jeździłem jak Francuzi, na styk, na popych, rysy nieważne; w Wiedniu – jak Austryjacy, dystyngowano-poprawnie. Wprowadzanie własnych zwyczajów na obcej ziemi jest skazane na niepowodzenie i mandaty. Włosi trąbią, jak nie ruszasz na wczesnym żółtym – ruszaj więc na wczesnym żółtym i trąb, jak kto inny nie rusza. To przychodzi łatwo po dwóch-trzech dniach. Poradzisz sobie, jeśli nie jesteś bucem i nie masz potrzeby udowadniania światu, że jesteś lepszy. Podróże kształcą.

Ciekawym doświadczeniem jest uodpornienie organizmu ludzkiego na zabytki. Po kilku dniach stają się czymś tak zwyczajnym, że właściwie przestaje się je zauważać. Monumentalny portyk wciśnięty między wieże mieszkalne na uboczu małego miasteczka właściwie nie jest wart zdjęcia, bo ileż niemal identycznych fotek można strzelać. Jedno, co nie przestało mnie fascynować to narastanie miast przez wieki. W Polsce tak się nie da, tu po każdej wojnie miasta zwykle można było odbudowywać od fundamentów. Włosi jakoś tak sprytnie (nie mylić z „chwalebnie”) potrafili się ustawić, że na przykład drugą wojnę światową skończyli bez większych strat architektonicznych. Domy w starszych dzielnicach miast mają po kilkaset lat i przerabiane po wielokroć, rozbudowywane, oblepiane balkonikami i wykuszami wciąż służą do mieszkania. Oczywiście powstają nowe domy, ale pasują do charakteru regionu. W wielu miejscach Toskanii nawet nie wolno budować czegoś, co nie będzie trzymało stylu. Dzięki temu nowe przedmieścia Florencji nie wyglądają, jak podwarszawskie Ząbki, gdzie uchodzi i postawienie domu pod kątem 13.5 stopnia względem ulicy.

Jazda po wąskich, krętych i stromych uliczkach, tam gdzie wolno wjeżdżać, bywa wyzwaniem. Mieszkańcy i dostawcy mogą wjechać niemal wszędzie i robią to. W modzie są skutery i małe, wysoko zawieszone samochody. Nasz Mercedes w wiele zakrętów zwyczajnie by się tam nie zmieścił. Deszcze nie padają tam często, ale jak już popada, to te śliskie brukowane pochylnie muszą się zamieniać w tory bobslejowe. Myślę, że dziś mieszkanie w dzielnicy o średniowiecznym układzie jest, delikatnie mówiąc, mało wygodne. Jednak wpaść na chwilę, poprzeszkadzać mieszkańcom, pooglądać i powdychać stulecia naprawdę warto.

Bolonia. Ciutę ciasnawo Strach kichnąć, one naprawdę są bardzo wysokie i bardzo pochyłe ?adne duże rzeczy ?adne małe rzeczy Cavriglia martwa w środku dnia Mercedes cabrio Castiglione del Lago. To już właściwie Umbria nie Toskania Lago Trasimeno - Jezioro Trazymeńskie v Castiglione del Lago Castiglione del Lago Emerytowane drzewo oliwne Rozdrzewo - rozterka, rozłam, rozpacz Knajpka Pinie Wodociąg rzymski w Chiusi Wodociąg rzymski w Chiusi Wodociąg rzymski w Chiusi Zbiornik wody sprzed dwóch tysięcy lat Zbiornik wody sprzed dwóch tysięcy lat Zbiornik wody sprzed dwóch tysięcy lat Chiusi, wieża kościoła Chiusi, wieża kościoła Trzech facetów, cztery baby, drzewo, schody Chiusi, widok z wieży Cyprysy Dzwon jak dzwon Chiusi, wnętrze kościoła Chiusi, wnętrze kościoła Bardzo stare graffiti 3D ;) Cavriglia wieczorem Cavriglia wieczorem Czytacie w ogóle  te podpisy? Światła uliczne w San Gimignano


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Toskania - część 2”

  1. Faktek Says:

    Tak, czytam podpisy xD
    Niewiele na to wskazuje, ale może uda mi się w wakacje pojechać do włoch (z pielgrzymką :P) więc może uda mi się na własne oczy zobaczyć ten kraj.

    PS.
    Ten Anti-Spam to chyba raczej przed botami, bo przed “dziećmi neo” raczej nie zabezpieczy chociaż kto wie.

  2. Rafal Kosik Says:

    Anty spam ma być właśnie przeciw botom.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).