Toskania - część 1

ToskaniaToskania to chyba najładniejszy region Italii. Poczucie piękna i harmonii jest tam wbudowane w umysły ludzi, którzy zwyczajnie nie tolerują brzydoty otoczenia. Po części pozwala na to klimat – domy nie wymagają ocieplenia, dach ułożony z prostych ceramicznych dachówek przetrwa sto lat bez konserwacji, a nieotynkowana ceglana ściana nie zacznie pękać na mrozie. Pozostawiony sam sobie podjazd przed domem też nie zamieni się w błotne bajoro. W samych ludziach jest jednak coś, co nie pozwala im dostawić do domu dobudówki z silikatu, czy wstawić do salonu plastikowego okna. Zdolność do planowania przestrzeni i dopieszczania detali to chyba po prostu efekt wielu pokoleń, które wychowywały się w otoczeniu nieprzypadkowego piękna i uznały taki stan za naturalny i wart utrzymania.

Kiedy widzę samochód z włoską rejestracją w Polsce, zastanawiam się, po co oni przyjeżdżają do kraju inwalidów estetycznych. Chyba tylko po to, żeby się lepiej poczuć po powrocie. Podróż na południe jest wyprawą ku słońcu. Chaotyczna Polska Rzeczpospolita Kurnikowa łączy się jakimiś zniszczonymi barykadami na autostradzie z udającymi małe Niemcy plastikowo-jednorazowymi Czachami. Dalej uporządkowana do znudzenia Austria przechodzi płynnie w Italię. Granicy niby nie ma, ale symuluje ją ustawiona z radiowozów blokada. Co piąty samochód na bok i do kontroli. Po stronie włoskiej pasy robią się węższe, znaki stoją rzadziej, a w tunelach, których jest tam pełno, nie ma świateł ostrzegawczych. Wrażenie dla kierowcy jest takie, jakby ktoś przestał się o niego troszczyć. Jednak po paru kilometrach przychodzi spokój – skoro się nie troszczą, to może nie ma powodu.

Jadąc autostradą, niewiele można zobaczyć. Gdy najcięższy odcinek przeprawy przez Alpy był już za nami, zjechaliśmy na boczną drogę. Tempo podróży spadło czterokrotnie, ale i założenie było takie, że się nie spieszymy. Zresztą tam spieszyć się nie ma jak. Droga zwęża się nieraz do trzech metrów, żeby przecisnąć się między kilkusetletnimi domami. Trzeba uważać. Kierunkowskazy nie są w modzie, za to klakson owszem. Obowiązuje ciekawa mieszanka nerwowości i olewki realium. Ktoś na mnie trąbi, gdy ruszam spod świateł o 1/10 sekundy za późno, a potem ten sam ktoś snuje się pustą drogą 30 km/h. Nie ma w tym jednak chamstwa. Włosi mają nieco podobny temperament od Polskiego. Okupowanie lewego pasa na pięciopasmowej autostradzie też się tu zdarza. Prawy pas jest pusty, chyba, że ktoś naprawdę się wlecze. Nie ma to nic wspólnego z jazdą przez Niemcy, gdzie ruch prawostronny jest faktem. Zresztą podobieństwo do Polski nie ogranicza się do ruchu ulicznego. Kiedy ktoś atrzymuje się z wózkiem w sklepie, to dokładnie na środku przejścia, jak dwie baby chcą pogadać, to koniecznie w drzwiach. Wkurzające, ale i sympatyczne, bo… znajome.

Włosi generalnie są sympatyczni i chętni do pomocy. Jednak poza rejonami turystycznymi znajomość angielskiego jest mizerna. Tu wychodzą zalety języka migowego i uniwersalnych międzynarodowych słów, których stosowanie wielu purystów uważa za zaśmiecanie języka. Jak to dobrze, że nie wymyśliliśmy własnego słowa na „parking”, czy „hotel”. Wymyśliliśmy zdaje się coś na „breakfast”, ale teraz nie pamiętam co. Prawdopodobieństwo, że się dogadamy rośnie znacząco, gdy trafimy na kogoś młodego.

Jeśli planujemy dłuższy pobyt, bardzo dobrym rozwiązaniem jest wynajęcie domu – my tak uczyniliśmy. Jest to tańsze i wygodniejsze niż hotel. Oczywiście, o ile ktoś lubi gotować, lub nastawia się na jedzenie w knajpach (no, to już tańsze nie będzie). Połowę posiłków przygotowywałem sam, bo lubię. Niestety włoskie matołki, podobnie do naszych rodzimych, też rzadko kiedy umieszczają na opakowaniach informacje po angielsku. Dylematy, czy śmietana jest słodka, czy kwaśna są zabawne, ale czy butelka z cytrynką na etykiecie to napój czy żrący płyn do mycia podłóg – już nie. Co to za EU, skoro nie może wymóc na producentach umieszczania skróconego info po angielsku? Poza tym przykrym drobiazgiem, dla smakosza jest tam raj. W markecie w zabitej dechami dziurze jest szynki ze dwadzieścia rodzajów, makaronów z pięćdziesiąt, ziemniaki do pieczenia, gotowania, na puree…

Podczas dwuipółtygodniowej wyprawy do Toskanii zrobiliśmy prawie trzy tysiące zdjęć. Wybrałem najciekawsze i poopisywałem. Dziś wrzucam pierwszą partię. Reszta wkrótce.

Toskańskie winnice Włosi przedkładają wina nad piwa Ciężko o lepsze podsumowanie włoskiej mentralności Diabeł toskański Corti - fragment naszego domku Nieotynkowane? Bez sidingu? Paskudztwo! Przyoszczędzili na betonowej podlewce i wyroslo zielsko Nie-martens Corti Standardowy toskański landszafcik Standardowy toskański landszafcik Volterra Volterra Volterra Ciaśniej już się nie dało Wieża mieszkalna Volterra Martens Volterra A jednak da się bez kostki brukowej Volterra Volterra Volterra Volterra Volterra Volterra W tym momencie chciałbym podziękować panom z warszawskiego serwisu Mercedes Benz za krzywe założenie uszczelki na filtrze paliwa San Gimignano - miasto średniowiecznych wieżowcó Chyba są drogie San Gimignano San Gimignano San Gimignano Ten Manhattan jest zamieszkały San Gimignano San Gimignano Toskania Kwiatuszek namurny San Gimignano Klasyka San Gimignano Martens San Gimignano Gołębie wolały pozostać incognito v San Gimignano San Gimignano Pomysłowy mini express, z ktorego wychodzi całkiem niezła kawa Właśnie powstają zbłąkane pixele Taras w Corti Antyreklama OFF-a :) Corti, fragment podwórka Niebo nad Toskanią


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Toskania - część 1”

  1. mikki Says:

    I jedzenie dobre!

  2. Zegarmistrz Says:

    Kiedy część druga?

  3. Rafal Kosik Says:

    Na dniach.

  4. Shadowmage Says:

    Ale na kolację własnego słowa nie wymyślilismy… z tym, że podczas importu z Włoch nam się godziny spożycia posiłku pomerdały ;p

  5. moi Says:

    Toskania rządzi!!!ach, ten klimat…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).