Sztuka przekonywania

Sztuka przekonywania, jak każda inna, może służyć celom tak „dobrym”, jak i „złym”. Tutaj, rzecz jasna, ocena będzie zależna od poglądów oceniającego, nie ma więc sensu teraz się tym zajmować. Znacznie ciekawsze są motywacje, które za tym stoją. I to, czy przekonujesz kogoś, czy może wyłącznie sam siebie.

Kapitan okrętu wojennego nie może mówić „nie wiem”. Kapitan zawsze albo musi mieć gotowe rozwiązanie, albo chociaż sprawiać wrażenie, że je ma. A jeśli kapitan naprawdę nie wie, co robić? – patrz drugie „albo”. Ma to pewien sens, bo podstawą przetrwania i sukcesu załogi okrętu jest działanie jak jeden organizm. Tego nie da się osiągnąć bez charyzmatycznego dowódcy, który nie musi nikogo przekonywać do swoich racji ani przeprowadzać demokratycznego głosowania w chwili, gdy o życiu i śmierci decydują sekundy. Wystarczy, że powie, co trzeba robić, a reszta powinna polecenie wykonać bez intelektualnej analizy. Sytuacja jasna i klarowna.

Właśnie dlatego ja nie nadaję się na żołnierza.

Efekt charyzmy może wyglądać różnorako i przyszły mi do głowy trzy różne typy. Może na przykład kryć czysto egoistyczne pobudki i tutaj przykładów będzie wiele. Politycy, czy nawet zwykli ludzie, wykorzystują naturalny dar perswazji do banalnego wykorzystywania innych. Przy czym zmieniają własne poglądy wedle aktualnej koniunktury. Chyba każdy potrafiłby rzucić solidną listą takich dwulicowych kabotynów, mniej lub bardziej znanych.

Czasy polityków, którzy zasługują na miano męża stanu, prawdopodobnie się skończyły, jak era dinozaurów albo samochodów z porządnymi silnikami. Z pewnością kiedyś było ich więcej i gros swojej energii poświęcali na coś więcej niż utrzymanie się na stołku. Cóż, prawa rynku. Franklin Delano Roosevelt, trzydziesty drugi prezydent Stanów Zjednoczonych, przez lata był zwolennikiem izolacjonizmu USA. Zmienił zdanie, i to diametralnie, dopiero widząc, że nie ma szans na pokojowe powstrzymanie państw Osi. Nie tylko sam zmienił zdanie, ale też zdołał do niego przekonać własnych obywateli, wcześniej zasadniczo przeciwnych wojnie. Bez tego udział Stanów w drugiej wojnie światowej byłby z pewnością zdecydowanie skromniejszy, a po wojnie zabrakło by silnej przeciwwagi dla Związku Radzieckiego.
Roosevelt z pewnością należał do ludzi charyzmatycznych, a do jego wielkich zasług należy również zaliczyć zniesienie prohibicji, jako głównej przyczyny korupcji i przestępczości. Wspominam o tym na marginesie, żebyście cieplej o nim myśleli.

Trzeci typ jest chyba najciekawszy, bo dotyczy charyzmy przypadkowej, by nie rzec – zbędnej. Istnieje cała kategoria ludzi, którzy na wszystkim się znają (we własnym mniemaniu), każdemu potrafią doradzić (czy tego chce, czy nie), wcinają się w cudze sprawy (co gorsza, sądząc po pozorach) i wreszcie zawsze muszą postawić na swoim, bo w ten sposób budują swoją pozycję. Każde inne rozwiązanie traktują jako osobistą porażkę.

Byłem parę lat temu na szkoleniu survivalowym, gdzie jednym z zadań grupowych było zbudowanie szałasu. Nie jestem specjalistą od budowy szałasów, właściwie to nigdy wcześniej żadnego nie zbudowałem, ale umiem oprzeć o siebie trzy patyki tak, żeby się nie przewróciły. Tylko niestety nie potrafiłem do mojej koncepcji przekonać innych. Większość tych innych też nigdy wcześniej nie zbudowała szałasu, ale co gorsza nie potrafiła nawet oprzeć o siebie trzech patyków.
Na szkoleniu trafił mi się typ trzeci, ten nieuświadomiony. Przedstawiał swoje pomysły i je forsował, a szałas wciąż nie chciał stać. W końcu, mimo zamieszania, jakie wywoływał, część osób z jakimiś tam zdolnościami technicznymi postawiła ten szałas. Był daleki od ideału, ale stał. Dzięki temu nie spaliśmy pod gołym niebem w deszczu, wspólnie z charyzmatycznym nieświadomym sabotażystą.

Wnioski. Nie zawsze opłaca się używać charyzmy i nie zawsze warto podejmować próbę przekonywania kogoś do swojej racji. Rozpolitykowanego wujka przy wigilijnym stole nie przekonasz, bo on się kłóci dla sportu. A dokładniej to on nie zna innej formy rozmowy po wódce. Przekonywanie fanatyka też nie ma sensu, bo on już jest więźniem swoich idei. Przekonywanie kogoś do racji, których nie jesteśmy pewni, najbardziej może zaszkodzić nam samym. Jeśli nie masz pojęcia o budowie szałasu, to twoja perswazja skończy się tym, że będziesz spał pod gołym niebem. No chyba że przekonujesz zdalnie, sprzed kominka swojej przytulnej willi. Wtedy tylko ci, którzy ci uwierzą, zmokną i zmarzną.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).