Sztuczny znaczy ludzki

Jakiś czas temu spacerowałem sobie po Wyspie Roosevelta w Nowym Yorku, skąd rozciąga się niezły widok na Manhattan. Miejsce jest zadbane, na równiutko przystrzyżonym trawniku stoją drewniane ławeczki z żeliwnymi wspornikami. Gdy usiadłem na jednej, ławeczka nieprzyjemnie się ugięła, jakby deski były lekko namoknięte. Przyjrzałem się z bliska i z zaskoczeniem stwierdziłem, że deski są wykonane z doskonale imitującego drewno plastiku. Z podobną nieprzyjemną elastycznością miałem do czynienia powtórnie, gdy kupiłem drewniane ołówki, które okazały się plastikowe. Masowo zastępujemy produkty naturalne sztucznymi. Dlaczego? Co złego jest w ołówku wykonanym z drewna? Przecież to stuprocentowo naturalny i recyklowalny produkt. Jeśli się go wyrzuci w lesie, po roku zamieni się w biomasę, którą wykorzystają drzewa.

Piszę ten felieton podczas pracowitych wakacji w Wielkiej Brytanii, a dokładniej po powrocie z zakupów w lokalnym sklepie. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń można spodziewać się, że zjawiska kulturowe, które mają miejsce tutaj, za kilka lat pojawią się i w Polsce. A zjawisko to polega na postępującym odklejaniu się człowieka od natury. W tutejszych sklepach jest np. bardzo mało produktów naturalnych. Czy ludzie naprawdę wolą kupować trzy razy droższe ziemniaki, które moczą się od kilku miesięcy w konserwującej zalewie w puszce niż świeże ziemniaki prosto z pola? Skondensowana zupa w kostce dwa na dwa centymetry, ugotowany makaron w puszce, chemiczne mleko smakowe… Ze wszystkich aromatów banana wybierane są jeden–dwa, te dominujące, po czym syntetyzuje się je i dodaje do mleka w potrójnej dawce, by smak był intensywny. Ktoś nieprzyzwyczajony po pierwszym łyku będzie miał wrażenie, jakby niechcący napił się aromatyzowanego płynu do mycia kibla. Tam nawet chleba nie ma, jest tylko gąbczaste pieczywo tostowe, które mogłoby służyć za awaryjny zmywak do naczyń.

Czy sztuczny świat oznacza świat bezpieczny? Bez drapieżników, bez wrogich drobnoustrojów? Na przestrzeni ostatnich kilkuset lat człowiek Zachodu stopniowo pozbywał się ze swojego otoczenia większości zagrożeń mikrobiologicznych, z jakimi mógł mieć kontakt. Jeśli napijesz się wody z kałuży, prawdopodobnie się rozchorujesz, podczas gdy na żołądku psa nie robi ona żadnego wrażenia, podobnie jak nie zaszkodziłaby Twojemu osiemnastowiecznemu przodkowi. Myjemy się kilka razy dziennie, pokrywamy powierzchnię skóry balsamami i dezodorantami, żeby tylko nie pojawiła się odrobina naszego własnego zapachu. Urządzamy mieszkania meblami z Ikei, zamieniając je w sterylne, bezwonne i jasne wnętrza pełne kątów prostych i gładkich powierzchni. One już w niczym nie przypominają siedzib naszych przodków. Dlaczego?

Kilka lat temu ze zdziwieniem dowiedziałem się, że klienci luksusowych samochodów preferują skórzane tapicerki, ale jednocześnie chcą, aby pachniały jak skóra syntetyczna. Mowa o takich samochodach, w których zapach wnętrza wybiera się jak kolor lakieru. Dlaczego sztuczne futra cieszą się taką popularnością względem naturalnych? Że wykorzystywanie zwierząt? Jeśli ludzie przestaną kupować naturalne futra, to zwierzęta futerkowe nie trafią do szczęśliwego miejsca, gdzie będą karmione i miziane za friko, tylko zwyczajnie zdechną z głodu, a całe gatunki znikną z powierzchni Ziemi.

Używamy sztucznych futer, bo są tańsze, choć nawet w połowie nie są tak dobre jak futra naturalne, a określanie ich mianem „ekologicznych” zakrawa na korporacyjny dowcip. Godziny się na tę syntetyczność, bo popkultura przyzwyczaiła nas do masowej tandety na jeden sezon, zamiast porządnego produktu na lata. To futro po wyrzuceniu będzie się rozkładało przez setki lat, tak samo jak lądujące w Afryce stare monitory, drukarki, opony i cała masa trującego cywilizacyjnego śmiecia, który w cudowny sposób znika z naszych przydomowych pojemników. Komu to się opłaca w dłuższej perspektywie? Na pewno opłaca się producentom, którzy chcą nam wepchnąć nowy telewizor, nową maszynkę do golenia, nowy sok w plastikowej butelce, nowe ubranie. Im coś bardziej przetworzone i mniej trwałe, tym lepiej. Poważnie?

Może więc uciekamy od natury, żeby jeszcze bardziej odróżnić się od zwierząt? Nie. Prawdziwą przyczyną jest nasze obsesyjne dążenie do podporządkowania sobie otoczenia. Sztuczność to stan pod pełną kontrolą, to sposób na precyzyjne życie. To taki imperializm gatunkowy. Jeśli coś zawodzi, zastąpmy to sztucznym odpowiednikiem, a jeśli on zawiedzie, stworzymy nowszy, jeszcze bardziej sztuczny.

Hodujemy sztuczne gatunki roślin, żeby móc doskonale kontrolować proces ich produkcji. Obsiewamy monokulturami gigantyczne połacie ziemi, a właścicielami ich zmodyfikowanego kodu genetycznego są pojedyncze korporacje. Monokultury te wymagają konkretnych środków ochrony roślin, których skład jest opatentowany i mogą go produkować tylko te korporacje. Te monokultury powodują masowe ginięcie z głodu zapylających je owadów – jeden gatunek rośliny kwitnie jedynie przez kilka tygodni, a potem w promieniu dziesiątków kilometrów brakuje pożywienia dla tych owadów. Nikt nie przejmuję się specjalnie losem tych owadów. Nikt też nie zadaje sobie pytania, kto zapyli nasze uprawy w następnym roku, za dziesięć lat.

Gotowe jest już rozwiązanie i na to – sztuczne owady. Będą produkowane, sprzedawane za grube pieniądze i zastąpią darmowe i bezobsługowe pszczoły. Hm… Może więc jednak naprawdę chodzi w tym wszystkim o zyski korporacji; tych bytów nadrzędnych, które są naszymi następcami na szczycie ewolucji? Znacznie więcej można przecież zarobić na zwykłym pomidorze, jeśli tylko zapakuje się go w puszkę i oklei kolorową etykietą. I nie ważne, że ten proces pozbawi pomidor części jego wartości odżywczej. Cała sztuka to przekonać ludzi, że sztuczne jest lepsze od naturalnego. To się już chyba udało.

Spędzamy coraz więcej czasu zanurzeni w wirtualnych światach, zajęci problemami istniejącymi tylko tam. Być może jesteśmy już w połowie drogi do stania się postludźmi, którzy będą funkcjonować wyłącznie w sztucznym świecie. Za przykład i przestrogę niech posłuży młode koreańskie małżeństwo, uzależnione od gier sieciowych, służących im nawet za źródło utrzymania. Szczególnie wiele czasu zajmowało im wychowywanie w jednej z gier wirtualnego dziecka. Tak bardzo się wczuli, że zapomnieli o tym, że mają prawdziwe dziecko. Umarło z głodu.


Udostepnij
Glodne Slonce

18 Responses to “Sztuczny znaczy ludzki”

  1. anonimka Says:

    Czynnikludzki … Ludzie potrafią wszystka schrzanić . Taka ich natura.
    A tak przy okazji odświerzyłam sobie 4 część FNIN . Swietna , szacun dla autora .Kocham pana książki.

  2. nosiwoda Says:

    Eeee, czy ja już tego kiedyś nie czytałem?

  3. anonimka Says:

    Być może…

  4. Andrzej Says:

    Świetny felieton, zgadzam się od pierwszej litery, do ostatniej kropki. Szczególnie spodobał mi się fragment dotyczący futer. Prawda jest taka, że za porządnie wykonany, naturalny produkt trzeba zapłacić chore pieniądze. Przykładem niech będzie galanteria skórzana - za dobrą kurtkę, wykonaną z prawdziwej skóry i z prawdziwym futrzanym kołnierzem trzeba zapłacić dobre ponad tysiąc złotych, tymczasem za jej ekwiwalent z tzw. ekoskóry wystarczy dać nawet 1/3 ceny oryginału. Ale kurtka-pilotka mi posłuży i ze dwadzieścia lat, a ekoskórzana kurteczka z Pakistanu rozleci się po roku. Wmówiono nam, że kupowanie produktów ‘’ekologicznych'’ jest cool. Tak, jak z foliowymi siatkami z marketów - parę lat temu dawano je za darmo do każdych zakupów, po paru buntach ‘’ekologów'’ dodano na nich napis ‘’Biodegradowalna'’ i sprzedaje za 5 gr od sztuki, mimo, iż jest to ta sama foliowa torebka, jak kiedyś. Identycznie z proszkami do prania - mimo, iż jest to to samo od lat, kolejne firmy reklamują swoje proszki jako ten jedyny, niezastąpiony wynalazek. Korporacje na takich chwytach zarabiają grube pieniądze. Kupujesz kurtkę z ekoskóry - rozlatuje Ci się po roku - kupujesz następną, myśląc, że oszczędzasz, jesteś ekologiczny i w ogóle fajny. Czysty zysk mniejszymi kosztami.
    Często się zastanawiam, jak mój dziadek żył w II RP, pradziadek w XIX wieku, i zawsze dochodzę do wniosku, że wolałbym żyć w tamtych czasach nawet za cenę rozwoju technologicznego. Proszę samemu się domyśleć dlaczego - i nie, nie chodzi o moje zamiłowanie historią.

  5. JoannaM Says:

    Pytanie tylko, czy to, że naturalne jest gorsze od sztucznego, to wymyślili wielcy producenci, czy my sami? Wydaje mi się, że to zaczęło się od słusznej chęci ulepszenia rzeczy naturalnych, ale teraz to osiąga jakieś niewyobrażalne rozmiary.
    Kiedy byłam na wymianie w Anglii, mieszkałam u średniozamożnej rodziny emigrantów z Bliskiego Wschodu (nie pomnę z jakiego kraju). Kupowali oni raczej tanie produkty, dlatego dane mi było zobaczyć dżem z napisem “Teraz 20% mniej owoców - lepiej się rozsmarowuje!” i soczek w kartonie “Mniej owoców - łatwiejsze przełykanie!”… Ciekawi mnie bardzo, czy ktoś w to wierzy… ale nie odważyłam się zapytać moich gospodarzy.
    Podobnie koleżanka kupiła w USA butelkę z napojem - bodajże o smaku herbaty z miodem. Na etykietce była informacja “Czy wiesz, że miód w naturze jest wyrabiany przez pszczoły? My nie chcemy, żebyś miał styczność z wytworem tych owadów, dlatego gwarantujemy Ci w 100% sztuczny miód”.
    (Oczywiście, powyższych napisów nie przytaczam dosłownie, ale w bardzo zbliżonej wersji…)

  6. Gimbuska Says:

    Ze wszystkim się zgodzę - prawie. Nie wiem ile w tym prawdy, ale według organizacji “prozwierzęcych”, takich jak Viva!, zwierzęta futerkowe zdecydowanie nie są miziane, wręcz przeciwnie, ponoć trzyma się je w nieludzkich warunkach. Chociaż niektóre z tych relacji są nieprawdopodobne, bo raczej trudno sprzedać (zapewne cokolwiek wyliniałe) futro z głodzonego, okaleczanego i chorego zwierzaka. Przyznam jednak rację co do “ekologicznych” skór i futer - nazywanie tak syntetyków zakrawa na kpinę.

  7. Rafal Kosik Says:

    Warunki w jakich są hodowane zwierzęta, nie tylko futerkowe, to osobny temat. I na pewno powinniśmy coś z tym zrobić. Skoro można produkować jajka w humanitarnych warunkach, to i futra też się powinno dać. http://rafalkosik.com/humanitaryzm-czterostopniowy-3-2-1-0%e2%80%a6

  8. Andrzej Says:

    Pan wybaczy, ale chińskich hodowców, którzy hodują jenoty, guzik obchodzi ich los. Dla nich liczą się tylko te śmieszne pieniądze, które dostaną za futra i perspektywa przeżycia kolejnego dnia. Zresztą, mnie też guzik to obchodzi.

  9. szary Says:

    Tak mi się skojarzyło: sztuczne zapłodnienie. To chyba też podchodzi pod potrzebę pełnej kontroli sytuacji i poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności.
    Odpada cała ta nieprzewidywalna miłość, budowanie związku itp. Można się zgłosić do banku…
    Idąc jeszcze dalej w drugą stronę, eutanazja. To też taki ostateczny wyraz próby panowania nad sytuacją do końca.

  10. requiem007 Says:

    W tej kwestii chyba się zgodzę . Jakaś paniusia chce sobie poszpanować nowym futerkiem , a zwierzęta przez to cierpią . Czasami moglibyś pomyśleć o innych , słabszych , nie tylko o sobie . I piszę to bo tak myślę , a nie dlatego ,że chcę się popisać …

  11. Rafal Kosik Says:

    Szpan, szpanem. Mowa raczej o ubraniach na co dzień i generalnie przedmiotach użytkowych.

  12. Andrzej Says:

    @requiem007, akurat ‘’szpanowanie'’ to raczej obca mi dziedzina. ;) Zwierzęta te - jak napisał Autor - są hodowane tylko dla futer. I jeśli przestaniemy te futra kupować, to te zwierzęta i tak zostaną zabite, a nie trafią do szczęśliwej krainy. A poza tym, lubię kurtki skórzane i będę je nosić, właśnie po to, by wkurzać ekoterrorystów. ;)

  13. Fan anonim Says:

    Noszenie kurtki po to żeby kogoś wkurzyć? Ja zazwyczaj noszę ją żeby było mi ciepło. Ale jak kto woli. Mi trochę jednak szkoda tych zwierząt, chociaż wegetarianinem i tak nie jestem. Co do sztuczności to lepiej nie przesadzać. Nie bez przyczyny mamy zdolność zmiany naszego środowiska, ale jesteśmy też przystosowani do życia w nim.

  14. Andrzej Says:

    @Fan anonim, nie bierz wszystkiego, co napiszą w internetach na serio. ;-) Mi tych zwierząt nie jest w ogóle żal.

  15. Fan anonim Says:

    @Andrzej, a mi tak. Skoro jednak i tak je wykorzystuję (np. zjadając), to to czy mi ich żal nie robi chyba szczególnie dużej różnicy. Chciałbym jednak by były chociaż trzymane w humanitarnych warunkach. Człowiek jest czymś więcej niż zwierzęciem i ma prawo do korzystania ze zwierząt, ale czemu się nad nimi znęcać? Gdyby dać takiemu zwierzęciu chociaż dobre warunki, to już trochę więcej dobra. Czyż nie?

  16. Andrzej Says:

    Problem polega na tym, że ich hodowcy zazwyczaj są tak biednymi ludźmi, że nie stać ich na humanitarność. Skóry i futra sprzedają za promil ich wartości na rynku, ciesząc się, że przetrwali kolejny dzień. Owszem, są tacy, co humanitarnie traktują zwierzęta i zabijają je w sposób cywilizowany, ale to się potem przekłada na cenę, i dlatego rzeczy wykonane w Europie kosztują 2-3 razy drożej, niż wykonane w Chinach. Czyli - mówiąc oględnie - płacisz za to samo drożej.

  17. requiem007 Says:

    Człowiek chcę sobie podporządkować świat i pozbawić go niebezpieczeństw ,
    aby przynajmniej w jego zamyśle stał się on bezpiecznym schronieniem .
    nie bierze tylko pod uwagę , że sam sobie takie niebezpieczeństw dużo więcej niż natura . Nie zgadzam się tylko z fragmentem o futrach , bo jakoś nie sądze żebyśmy chcieli ,żeby z nas zrobić futro , więc nie róbmy tego zwierzętom .

  18. JoanaMusze Says:

    Ludzie kupują sztuczne produkty, bo są tanie :(

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).