Szok kulturowy i depresja popowrotowa

Wróciliśmy dziś z trzydniowej wycieczki do Rzymu. Te trzy dni za granicą wystarczyły, byśmy po raz kolejny przeżyli szok cywilizacyjny i zaliczyli depresję. Mimo upływu lat to samo przydarza się nam po każdym powrocie, szczególnie lotniczym. Gdy wracamy samochodem, mamy czas na kilkugodzinną aklimatyzację na stacjach benzynowych czy w przydrożnych knajpach, więc przebiega to łagodniej. Samolot nie daje tej możliwości.

Słońce pożegnaliśmy na wysokości 1500 m, bo taki mniej więcej był górny pułap chmur, i nie zobaczymy go pewnie do marca. Pogoda to pierwsze, co psuje humor po powrocie – aura na przywitanie daje człowiekowi brudną szmatą w twarz. Największą przykrością po powrocie są jednak Polacy. Nie wszyscy bynajmniej; Polacy podzielili się już na dwie kategorie. Pierwsza to wykształceni i kulturalni Europejczycy, których ani po zachowaniu, ani po ubiorze nie da się odróżnić od Francuzów, Brytyjczyków czy Włochów. Druga grupa to rozbitkowie dziejów mentalnie zatrzymani w końcu lat osiemdziesiątych.

Mówią niechlujnym językiem, mylą końcówki, czasy, przypadki; kobiety mają tandetne makijaże, mężczyźni śmierdzą. I wcale nie są ubrani biednie, wręcz przeciwnie, tylko zupełnie bez gustu. To ludzie, których poza lotniskami i dworcami nie mam okazji często widywać, więc po obcowaniu z Rzymianami i zachodnimi turystami kontrast jest tym bardziej przerażający. Sposób ubierania się i zapach da się przeżyć, nie moja sprawa. Gorzej z manierami, bo w tym przecież zawiera się ich interakcja z otoczeniem, więc również ze mną.

Przykład: odbiór bagażu z taśmociągu. Wszyscy tłoczą się tuż przy taśmie, chociaż rozsądniej jest zachować metr odstępu, pół metra chociaż, żeby lepiej widzieć i wygodniej zdjąć walizkę. Obok mnie stoi starsza pani, za moment stoi trochę bliżej, aż wreszcie niepostrzeżenie jest już przede mną i z odległości 15 cm oglądam tył jej głowy z trwałą ondulacją. Nie ma żadnego powodu, dla którego musiała to robić. Ona zapewne zrobiła to podświadomie, bo ma gdzieś wdrukowane w mózgu, że jak się nie wepchnie przed kogoś, to może dla niej zabraknąć towaru – na tej zasadzie, na jakiej w PRL-u w mięsnym mogło zabraknąć schabu z kością. Przed Kasię w identyczny sposób wpycha się 35-letnia dziewczyna, która jednocześnie szarpie pięcioletnią dziewczynkę. Więc już trzecie pokolenie będzie dziedziczyć mentalność.

Tacy ludzie mają wrodzoną zdolność do uprzykrzania życia sobie i otoczeniu. Jeśli można coś zrobić w sposób bezstresowy i uporządkowany, to jest pewność, że oni zmienią to na swoją modłę. I musisz cały czas się pilnować, czy ktoś się przed ciebie nie wepchnie, czy ci nie zwinie drobiazgu, który spuścisz na moment z oczu (w myśl rozumowania „wezmę, zanim ktoś ukradnie”). Nie wiem, skąd się ci ludzie biorą, gdzie mieszkają, ale zdecydowanie wolałbym, żeby nie mieli paszportów, bo obciach, jaki robią Polsce za granicą, jest trudny do naprawienia.

Potem jeszcze przebijanie się przez mafię taksówkarską, z która nasze państwo prawa nie potrafi nic zrobić od… od zawsze, po drodze obejrzymy sobie jeszcze szarą i mokrą Warszawę i zdołowani dotrzemy do domu. Przynajmniej dom jest taki, jak być powinien.


Udostepnij
Glodne Slonce

7 Responses to “Szok kulturowy i depresja popowrotowa”

  1. szary Says:

    Ad vocem:
    http://merlin.pl/Wanna-z-kolumnada-Reportaze-o-polskiej-przestrzeni_Filip-Springer/browse/product/1,1273812.html?gclid=CNzey9zetLsCFUZY3god8w8AGg#fullinfo

    No i jeszcze, w ramach skojarzenia niedawne rewelacje o tym jak to u szczurów udowodniono genetyczne przekazywanie lęków.
    Ktoś, komu brakło parówek u rzeźnika, będzie się pchał i jego dzieci też będą się pchały - chociaż już nie wiedzą dlaczego…
    http://www.wykop.pl/ramka/1761662/pamiec-genetyczna/

  2. Nora Says:

    Niestety, mam wrażenie, że ta pierwsza grupa jest znaaaaacznie mniejsza od tej drugiej. Ja na nich mówię : blacharze…

  3. Fan anonim Says:

    Wiem że to możoe być trudne, ale radzę nie zwracać uwagi na takich ludzi i pilnować własnego postępowania. Można też grzecznie zwrócić uwagę ( co zazwyczaj pewnie nie przyniesie oczekiwanego efektu ), ale po co psuć sobie humor.

  4. szary Says:

    …no i już nie chce mi się nikogo bronić ani tłumaczyć. Przecież opłatków Komuni Świętej nigdy w kościołach nie zabrakło…

  5. Nikodem Says:

    Przyjechałem kiedyś do Egiptu. Był chyba 17 czy 16 czerwca, przed wakacjami, ani jednego Polaka, cisza spokój. Potem mieliśmy wycieczki Kair,Luksor itd. Wróciliśmy do hotelu koło 25-27 czerwca kiedy wakacje sie już zaczęły. Jaki był mój widok? Bardzo ineresyjący… Wybierałem się na plaże kiedy spotkałem jak pan to określa w FNiN buconerię… Kiedy myśleli że nikt ich nie zrozumie zaczęli rozmawiać na cały głos o bardzo bardzo głupich sprawach… Nietyle, że my rozumieliśmy o co chodzi, tylko widziałem wzrok ludzi którzy wiedzieli ze to polacy i chcieli np. spokojnie przeczytac książke. Jednak najgorzej jest z rozwydrzonymi dziećmi… Do tego to już mi brakuje słów. (Tu też się powołam na książkę pana Rafała pt. “Bunt Mazyn” i postać “Pępusia” i jego mamy. Gratuluje pomysłów w kreowaniu postaci i wkładaniu podświadomi w książki swoich przemyśleń i spojrzeń na świat ;))

  6. anonimka Says:

    Wszyscy skądyś to znamy ,co nie ?

  7. Anamika Says:

    Doskonale wiem, skąd się biorą tacy ludzie. Ostrowiec Świętokrzyski.
    Ta mniej “ogarnięta” połowa mieszkańców toczy wojny gangów w sklepach, nie mówiąc już o większym Ciucholandzie, tam zabiorą ci rzeczy nawet z koszyka.
    A o higienie osobistej co niektórych już nie wspomnę… Pozostaje mi kupić dobry odświeżacz powietrza, jeśli to w ogóle pomoże. I może zapisać się na jakiś kurs samoobrony…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).