Staruch

2012Oto fragment mojego opowiadania, które znalazło się w antologii „2012” wydanej przez Empik z okazji Światowego Dnia Książki. Poczynając od 16 kwietnia 2012, antologia będzie dostępna gratis dla każdego, kto dokona zakupu powyżej 40 PLN w dowolnym salonie Empik.

.
.
.
.
Patrzy na mnie tymi swoimi wyblakłymi oczyma. Ledwo widzi, ale i tak się gapi. Wodzi wzrokiem, gdy zmieniam pościel, gdy przygotowuję lekarstwa i gdy wstawiam karmę do mikrofalówki. Minuta podgrzewania, zamieszać, kolejna minuta podgrzewania, znów zamieszać i znów minuta. Mieszać trzeba. Gdyby nie to mieszanie, mógłbym wyjść na papierosa.
Wstawiam na trzy minuty i wychodzę. Balkon ma trzydzieści centymetrów szerokości, akurat tyle, żeby postawić stopy. Jest gorąco i duszno, ale tu przynajmniej nie czuć tej woni… tego dyskretnego smrodu starucha. I nie czuć jego spojrzenia. Smród miasta łatwiej znieść. Na czterdziestym piątym piętrze smog jest rozrzedzony, choć powietrze stoi. Przypalam i robię swój własny, lokalny smog. Niebo ciemne, miasto jasne. Wieczór. Kilometr dalej ponad dachami równym rytmem suną setki czarnych punktów – pojazdy w Korytarzu Wilanowskim. Ludzie wracają do domów. Mnie zostało jeszcze czterdzieści pięć minut.
Mikrofalówka piszczy, że skończyła. Ja nie skończyłem. Palę dalej, gapiąc się w miasto. Staruch poczeka. Jemu już nigdzie się nie spieszy. Patrzę na kanciaste bryły układające się w nierówną linię horyzontu i myślami jestem już gdzie indziej.
Mikrofalówka pogania. Pstryknięciem posyłam niedopałek w przestrzeń. Pomarańczowy punkt znika mi z oczu w tysiącach świateł Warszawy zanurzonej w szarej galarecie smogu. Wracam i wyciągam z kuchenki plastikowy pojemnik. Papka z ziemniaków, mięsa i syntetycznego wypełniacza. Karma jest przypalona po bokach, zimna w środku. Staruchowi i tak wszystko jedno. Mieszam jednak, bo jego rozstrój żołądka będzie moim problemem. Kopnięciem przysuwam krzesło do jego wózka akumulatorowego. Staruch nie jest sparaliżowany, ale tak mu się trzęsą ręce, że nie trafia łyżką do gęby. To coś z kręgosłupem. Muszę go karmić jak małe dziecko i wycierać policzki. Ma też coś z twarzą i przy jedzeniu nie zamyka do końca ust. W briefie napisali łacińską nazwę tego czegoś. Nie pamiętam jej oczywiście. Wiem tylko, że efekt przyprawia mnie o mdłości.
Kiedy go karmię, zastanawiam się, jak długo jeszcze pociągnie. Oby nie za długo. Jak zdechnie, będę miał tydzień luzu, a potem przydzielą mnie do kogoś mniej uciążliwego. Mam tylko nadzieję, że Staruch kipnie, kiedy mnie tu nie będzie.


Udostepnij
Glodne Slonce

12 Responses to “Staruch”

  1. Berunia Says:

    Po przeczytaniu fragmentu chcę więcej mimo iż jest to smutne i straszne, ale zarazem bardzo prawdziwe..
    Nasuwa się pytanie: Czy “my” traktując w taki sposób starsze osoby chcemy by nas tak traktowano w przyszłości? No właśnie..

  2. Isaa Says:

    Takie inne od “Feliksa”, którego dziś odzyskałam… ale jednocześnie piękne i straszne.

  3. Felix Says:

    Ile stron ma książka, a ile opowiadanie?

    P.S. Będzie pan na Targach Książki w Warszawie?

  4. Felix Says:

    A już poszperałem - będzie pan w sobotę.

  5. Mateusz Says:

    Skąd pomysł na taki własnie temat opowiadania Panie Rafale?

  6. Gosia21 Says:

    Temat jest interesujacy. Będzie potem mozliwość przeczytania całego opowiadania, bo nie mam szans na znaleznienie sie w empiku w tych dniach.

  7. Patrycjolona Says:

    Pomimo iż to fragment, widzę tutaj rolę swojej prababci i czytam to ze szklistymi oczami. Nic nie trzeba mówić. Daje do myślenia i tyle. Dobra robota.

  8. Rafal Kosik Says:

    Nie wydaję tego ja, tylko Empik, więc od niego zależy, w jaki sposób opko będzie dostępne. Nie wiem, jak obszerna jest cała książka. Moje opowiadanie ma objętość mniej wiecej 1/10 przeciętnego Felixa.

  9. uran Says:

    Czytałem to opowiadanie panie Rafale.
    Muszę przyznać, że wstrząsające i daje do myślenia. GRATULUJ?.

    Nie dało by się go tak napisać bez konwencji science-fiction.
    Ale umiejętnie i oszczędnie użyta. Myślę, że może przekonać do sf nowych czytelników, którzy dostali tę książeczkę w EMPiKu przypadkiem.

    Jeszcze może panie Rafale podyskutuję nad różnicą między sf a fantasy.
    Najistotniejsza moim zdaniem to obietnica sf, że niebawem te możliwości osiągniemy. Rzadko dosłownie. Vernowska podróż na Księżyc odbyła się pociskiem, a my podróżujemy rakietami. Podobnie Nautilus nie był elektryczny lecz atomowy. Chcąc pisać sf trzeba oprócz znajomości praw natury trochę wyobraźni, która wyprzedzi technologię, a ta i tak osiągnie cel w zupełnie inny sposób ;)

  10. Monika Says:

    Przeczytałam całe opowiadanie przypadkiem…(dokładnie tak jak opisał to uzytkownik powyżej) powalające! gratuluje pomysłu, postaram się dotrzeć do innych Pańskich publikacji

  11. Wilga Says:

    Czytałem to opowiadanie, trochę przerażające, jak robią pranie mózgu ludziom.

  12. Zorka Says:

    Świetne opowiadanie!
    Do dziś noszę tamte obrazy w głowie.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).