Stanley Adventure Camp Cook Set

28 grudnia, 16:45, godzina po zachodzie słońca. Doskonały moment na przerwę w wycieczce rowerowej i piknik połączony z przygotowaniem zupy chrzanowej. Ani pora roku, ani pora dnia, ani zimno, ani zapadający zmrok, ani deszcz… nic, zupełnie nic nie powstrzyma prawdziwego gadżeciarza przed wypróbowaniem nowego gadżetu. W tak (nie)sprzyjających warunkach przetestowałem nowy minimalistyczny zestaw Stanleya.

Jedno, co jest pewne, to że w temperaturze około zera stopni zapalenie palnika spirytusowego krzesiwem magnezowym graniczy z cudem. Drugie, co jest przynajmniej prawdopodobne, to że przygotowana w takich warunkach od zera zupa chrzanowa będzie smakowała przewybornie.

Z produktami Stanleya jest ten problem, że są ze sobą zupełnie niekompatybilne. Każdy kubek, każda butelka są przeznaczone do osobnego używania. Nie pasują gwinty, średnice, etc. Jednak w tym przypadku, jeśli chcemy użytkować tylko ten zestaw, problem jest pomijalny. Co do samej firmy, to marka gwarantuje przyzwoitą jakość. Używam od dwóch lat kubka termicznego Stanleya (niedługo o nim napiszę) i spełnia swoją funkcje aż nadto dobrze.

Zestaw zawiera menażkę o pojemności ok. 700 ml, przykrywkę i dwa plastikowe kubki, które od razu wyjąłem, bo… są plastikowe. Menażka jest wyposażona w samoblokujący się uchwyt, który w teorii się nie nagrzewa. Przykrywka również ma uchwyt, który w teorii się nie nagrzewa. Po dodaniu jakiejkolwiek kuchenki i sztućców otrzymujemy pełnowartościowy, choć minimalistyczny, zestaw do gotowania pod chmurką. W mojej konfiguracji, czyli z dodatkowym kubkiem i kuchenką/podstawką, waży to wszystko niecałe pół kilograma, co jest wartością akceptowalną. Rozmiar również jest akceptowalny – wrzucenie zestawu do nawet małego plecaka nie będzie problemem.

Pisałem jakiś czas temu o podobnym minimalistycznym zestawie firmy Canteenshop i myślę, że najlepszym sposobem opisania zestawu Stanleya będzie porównanie z konkurentem.

Uchwyt Stanleya spełnia swoje zadanie, jednak jest mniej wygodny od tego z Canteenshop oraz mniej wygodny od bardzo popularnego rozwiązania motylkowego (jak w kubku Tatonki). W pozycji rozłożonej niestety ma luzy. Niewielkie, bo niewielkie, ale daje to wrażenie niepewności trzymania. Z kolei w pozycji zamkniętej wprawdzie trzyma na miejscu przykrywkę, ale jednocześnie poważnie utrudnia transportowanie w środku choćby zwykłej butelki. Dla mnie nie jest to problemem, ale jeśli dla kogoś jest, to delikatna interwencja z użyciem kombinerek pozwala zamienić niewyciągany uchwyt w uchwyt wyciągany. Przy czym dokonacie tej modyfikacji na własną odpowiedzialność.

Prawdę mówiąc, nie ma to chyba sensu, bo wnętrze menażki jest dobrym miejscem do transportu akcesoriów typu sztućce, pojemnik na przyprawy czy palnik spirytusowy. Standardowa butelka Nalgene (na zdjęciach) i tak nie zmieści się do środka, ale dzięki temu menażka mieści się do standardowego kubka Tatonka lub GSI. Do wnętrza zmieści się za to zwężana butelka stalowa Nalgene by GuyotDesign.

Zwykle problemem zestawów minimalistycznych jest brak pokrywki. Tu jest pokrywka i to całkiem wygodna. Jedna mała uwaga – jeśli planujemy wstawiać menażkę wprost do ogniska, warto wymienić plastikowy uchwyt pokrywki na np. metalowe kółko od kluczy – logika podpowiada, a doświadczenie potwierdza, że w ogniu plastik może się stopić. Nie nastąpi to w przypadku używania kuchenki.

Porównując zestaw Stanleya do tej samej pojemności zestawu Canteenshop, trudno wskazać, które rozwiązanie jest lepsze. Na pewno zaletą Stanleya jest uniwersalny okrągły kształt umożliwiający rozbudowę zestawu o dodatkowy kubek czy kuchenkę turystyczną – albo coś wejdzie do środka, albo da się nasadzić na wierzch. Od razu rozszerzyłem zestaw o kubek Tatonka, palnik Trangia i podstawkę… też Canteenshop, tyle że okrągłą. Ten drugi kubek przyda się od przygotowania np. herbaty do popicia dania, lub do podzielenia dania na porcje dla dwóch osób.

Z kolei zaletą zestawu Canteenshop jest jego kompaktowość, bo łatwiej go spakować, i kompletność, bo w dołączonym etui bez trudu zmieścimy menażkę, pokrywkę, kuchenkę i manierkę 1.3 litra. Oczywiście po dołączeniu butelki zestaw straci nieco na kompaktowości, no i we wnętrzu kubka nie da się nic transportować.

Nieco wygodniejszy w używaniu też jest zestaw Canteenshop, choć podejrzewam, że to bardziej kwestia indywidualnych preferencji. Mieszanie potrawy i potem jej jedzenie z głębokiej menażki Stanleya wymaga gimnastyki z użyciem łyżki, co w połączeniu z ruszającym się uchwytem zdecydowanie zmniejsza komfort użytkowania. Nerkowaty kształt menażki Canteenshop też nie ułatwia życia. Pierwszą menażkę łatwiej jest umyć, za to druga jest bardziej stabilna.

Na pewno oba zestawy wymagają dodatkowej osłony przed wiatrem, bo nawet ledwo wyczuwalne podmuchy powodują duże straty ciepła. Podsumowując, gdybym miał teraz na szybko się spakować i wybrać jeden zestaw, wybrałbym Canteenshop.

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu zastanawiacie się, czemu nie zrobiłem zupy chrzanowej w domu, to znaczy tylko tyle, że straciliście pięć minut.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Stanley Adventure Camp Cook Set”

  1. matt Says:

    witam
    trafilem na twoja strone w poszukiwaniu zestawu podobnego temu co opisujesz…
    czy masz moze jakis namiar gdzie mozna w pl lub EU kopic cos podobnego?
    pozdrawiam
    Mateusz

  2. Rafal Kosik Says:

    Ja swój zestaw kupiłem w sklepie stacjonarnym Silvermans w Londynie. Mają też stronę http://www.silvermans.co.uk. Kiedyś widziałem też taki zestaw w sklepach z akcesoriami kuchennymi przy Świętokrzyskiej 30 w Warszawie. Jak nic nie pomoże, zawsze jest Allegro albo Ebay.

    Zresztą… use Google, Luke: wersja bez kubków (bo i tak nie są potrzebne) http://www.conrad.pl/?websale8=conrad&pi=1179440&&utm_source=Ceneo&ref=Ceneo&utm_medium=Price_comparison&utm_campaign=1179440_Ceneo

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).