Skyfall

Skyfall Film zaczyna się od product placementu Land Rovera, po nim na krótko pojawia się Volkswagen i na nieco dłużej Caterpillar. Potem akcja żwawo biegnie od Heinekena do Sony Vaio. Przełom i prawdziwy początek następuje jednak dopiero, gdy ze swoim budżetem reklamowym wkracza Walther.

Akcja Skyfall startuje w Turcji, gdzie w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach dochodzi do przechwycenia przez tych złych dysku z danymi wszystkich (wszystkich!) agentów NATO rozpracowujących organizacje terrorystyczne na całym (całym!) świecie. Skąd się tam wzięła ta lista i po co, lepiej nie wnikać. Tego nie wie sam scenarzysta. Jeden z tych złych ucieka z dyskiem, a Bond go goni. Pieszo, samochodem, motocyklem, pociągiem, a wreszcie koparką. I gdy już prawie ma tego złego, dostaje kulkę.

Wszyscy wiedzą, że Bond nie może umrzeć. A nawet jak umrze, to nie umrze. A jeśli już naprawdę umrze, zastrzelony, spadnięty i utopiony, to też nie umrze. Nie dziwi więc nikogo, że po scenie śmierci zastajemy naszego bohatera w łóżku z małą czarną. Ma depresję, czuje się zdradzony i chyba nawet rozważa zapicie się na śmierć w uroczym kurorcie. No ale tak się nie stanie, bo przecież Bond nie może umrzeć.

Już się przyzwyczailiśmy do nowego wcielenia Bonda. Daniel Craig został obwąchany i zaakceptowany. On jako pierwszy zagrał agenta 007 na poważnie, co początkowo uznawałem za wadę, bo seria stała się kolejnym filmem sensacyjnym. Czas jednak pokazał, że koncepcja była słuszna, a dobór aktora trafny. Nie wiem, czy bardzo przesadzę, jeśli powiem na dodatek, że to najlepszy film serii.

Po pięćdziesięciu latach, bo tyle minęło od pierwszego filmu, uzbierało się wiele memów, z których kilka zostało z nienachalnym wdziękiem umieszczonych w Skyfall. Wizualnie jest to cacko, począwszy od genialnej czołówki, której budżet wielokrotnie przekracza koszt produkcji przeciętnego polskiego filmu, poprzez dynamiczne sceny pod wodą, w powietrzu i w paru innych podobnych miejscach, a skończywszy na zwykłych kadrach, gdzie dwóch ludzi zwyczajnie rozmawia. Piękne, po prostu piękne. Można chrupać popcorn, popijać colę i się zachwycać.

Logika kuleje, ale w Bondach zawsze tak było. Najlepsza metoda groźnego terrorysty na przedostanie się do Londynu, to dać się złapać brytyjskiemu wywiadowi i po podróży na ich koszt od razu im uciec. Najlepsza metoda MI6 na ponowne złapanie groźnego terrorysty wraz z jego dwudziestoosobowym oddziałem najemników (ci przylecieli do Londynu na własną rękę) to pojechać w pojedynkę na ostatni wypierdziszew, zostawiając po drodze ślady, i zaczaić się tam ze starą dubeltówką. Jeśli potrafimy przymknąć oko na takie „drobne” nielogiczności, film będzie się oglądało świetnie.


Udostepnij
Glodne Slonce

8 Responses to “Skyfall”

  1. Misiek Says:

    Dla mnie nielogiczny był rownież wątek z astonem martinem, którego Bond dostał dopiero w “Goldfingerze” i teoretycznie samochód nie miał prawa istnieć.
    Nie wiem czy Pan tez to odczuł, ale momentami, że się tak wyrażę, strasznie zalatywało “Mrocznym Rycerzem”, tak jakby powycinali kilka ważnych zdań, postaci, scen z batmana i wkleili/wklekjili do “Skyfalla”.

  2. Viatoro Says:

    Zgadzam się z powyższym, Batmanem zajeżdżało mocno, ale według mnie nie “Mrocznym Rycerzem” tylko najnowszą częścią, łącznie z potknięciem się na tle płonącego budynku i powstaniem. Z kolei rozdwojenie jaźni, czy jest to nowy Bond, czy stary, mamy od początku istnienia filmów z Craigiem. Mimo wszystko to ma sens, udajemy, że to prequele, ale autorzy pamiętają, że oglądaliśmy już wcześniejsze filmy i się do nich odwołują.

    Mnie jednak najbardziej drażniła ta obrona domu. Pojechać na taki wygwizdów, żeby się bronić, to nie po bondowsku, to w ogóle w stylu Kevina samego w domu. Nawet mimo tego, że miało to jakieś tam uzasadnienie, patrząc na to, że również miało to kształtować nowego Bonda, czyli takiego jakiego znamy.

  3. Sihhinne Says:

    Mnie się spodobało to, że wątek ,,dziewczyny nie-dziewczyny Bonda” wreszcie był na uboczu, a nie, że wokół niego wszystko się kręciło. Tak, logika kulała w pewnych momentach, ale to Bond. W Avengersach też kulała, a jakimś sposobem film trochę zarobił. I ma masę fanów. I fanek. Z przewagą tych drugich.
    Mam wrażenie, że oni trochę za dużo o tej starości nawijali, OK, wszyscy już wiemy, że Bond i M się zestarzeli, ale nie trzeba było wałkować tego przez cały film.
    I ten humor… Ostatnio coraz więcej w filmach pada tekstów, które śmieszne być miały w teorii.
    Ale ogólnie wejściówka prześwietna, Skyfall jest dobrym zakończeniem historii Craiga jako Bonda.

  4. Rafal Kosik Says:

    Coś mi się wydaje, że on ma jeszcze w dwóch Bondach zagrać.

  5. Sihhinne Says:

    Serio? Pierwsze słyszę.. Nawet jeżeli, to nie wyjdzie to tak dobrze, jak poprzednie i będzie istnym ciągnięciem na siłę.

  6. rybkajs Says:

    Mi się film bardzo podobał. Jeden z lepszych bondów jakie oglądałam. Czołówka była mistrzowska.

  7. Viatoro Says:

    Craig miał bodajże umowę na 4 filmy z opcją przedłużenia o 1, więc będzie grał przynajmniej w jeszcze jednym. Raczej pasuje do tego zadania, tak żeby przejść cały cykl od początku aż do typowych filmów.

    @Sihhinne, w samym filmie było wiele tekstów i nawiązań do starych Bondów, które dziś mogą się nie wydawać śmieszne, ale fani je docenią jako “smaczki”. Na seansie, na którym byłem, cała sala się śmiała.

  8. Monika Says:

    Zgadzam się opinią na temat filmu. Przymykam oko na wszelkie niedociągnięcia fabularne, bo nie są one domeną Skyfall a całej serii przygód agenta 007. Zwykle jednak odbierał mi one przyjemność seansu, tutaj zachwyciłam się sposobem, w jaki odświeżono wizerunek cyklu nawiązując przy tym sprytnie do wcześniejszych produkcji, świetnymi ujęciami, muzyką, scenerią.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).