Sen o sieci

Kila lat temu pewna staruszka odcięła większą część Armenii od internetu. Próbowała ukraść światłowód, żeby sprzedać go na złomie. O tym, że w światłowodzie nie ma miedzi, poinformowali ją podczas aresztowania policjanci. Jeżeli myślicie, że w nieco bardziej rozwiniętych częściach świata podobna sytuacja nie może się przydarzyć, to jesteście naiwnymi optymistami.

Człowiek szybko przyzwyczaja się do nowych wygód i zaczyna je traktować jak coś normalnego, coś co zawsze będzie. Gdy kilka lat temu spóźniliśmy się o tydzień z zapłaceniem faktury, miły operator komórkowy wyłączył nam telefony. Wydarzyło się to podczas wyjazdu wakacyjnego i wiązało się to z pewnym dyskomfortem. Minęło kilka dni, nim się przyzwyczailiśmy, co wbrew pozorom nie było aż takie trudne. Do umawiania się w konkretnym miejscu i czasie używaliśmy smartfonowego komunikatora, jeśli w pobliżu był hot spot. Było to we Florencji, gdzie praktycznie w całym mieście dawało się złapać zasięg niezabezpieczonego routera Wi-Fi z kawiarni lub nawet z prywatnego mieszkania. W zanadrzu miałem jeszcze PMR-y (walkie-talkie), ale one w warunkach miejskich niestety działają na małym dystansie. Gdyby nie regularny dostęp do internetu, mielibyśmy problem.

Internet wywodzi się z technologii militarnych czasów Zimnej Wojny, a konkretnie z konieczności zachowania możliwościami dowodzenia w warunkach wojny nuklearnej. U jego podstaw leży rozproszenie elementów kluczowych, tak by po zniszczeniu części sieci, reszta mogła nadal działać. Tymczasem wszystko to o kant pupy potłuc, jeśli sieć w znacznym stopniu podlega zasadom rynkowym, w którym rosnący gracze dążą do monopolu. To powoduje zamianę setek drobnych węzłów na kilka masywnych, oraz ogranicza liczbę połączeń między węzłami. Każdą poważną awarię czyni więc potencjalnie wręcz katastrofalną.

Rozproszeni po tysiącach stron, blogów, forów użytkownicy w ciągu ostatniego dziesięciolecia przenieśli do kilku dużych serwisów, a wreszcie wylądowali na jednym Facebooku. Inne serwisy przekształcały się, łączyły i dzieliły, by wreszcie skarleć, zniknąć lub stać się przybudówką Facebooka albo Google’a. Założę się, że znakomita większość użytkowników Facebooka nie ma planu awaryjnego na wypadek całkowitego padu tego serwisu, tzn. kontakt z wieloma znajomymi mają tylko tam. Odnalezienie się w razie czego będzie bardzo trudne.

Totalne wysypanie się Facebooka miałoby poważny wpływ nie tylko na życie prywatne użytkowników, ale i na całą gospodarkę krajów uprzemysłowionych. Kilkuminutowa awaria samych tylko serverów Google generuje straty idące w miliony dolarów. A to tylko jedna firma i kilka minut. W czerwcu przestało działać, na szczęście tylko na jakiś czas, forum jeep.org.pl. Gdy go zabrakło, zorientowałem się, jak wiele informacji czerpałem z tego jednego miejsca (na tym forum udało mi się np. sprzedać samochód). Połowa linków z polskojęzycznymi zapytaniami technicznymi o samochody marki Jeep prowadziła właśnie pod ten adres.

W państwach uprzemysłowionych wszystko jest uzależnione od szybkiego internetu i od prądu. Na przykład jednodniowa awaria zasilania w 2003 roku w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych oraz prowincji Ontario w Kanadzie przyniosła straty kilku miliardów dolarów i poważnie zachwiała kursem USD. Narobiła też wielkiego zamieszania w światowym handlu z powodu padu serwerów instytucji finansowych. Przyczyn awarii może być wiele i czasem aż ciarki przechodzą po plecach, jeśli się wie, jak banalne mogą to być przyczyny. W 1977 roku wystarczył jeden piorun, by sprowadzić na cały Nowy York blackout trwający ponad dobę.

Współczesna infrastruktura informatyczna jest rozproszona i awaria w dowolnej części świata może skutkować poważnymi problemami dokładnie wszędzie. Przykład w skali mikro: w 2013 roku przestał działać warszawski system rowerów miejskich, a przyczyną okazała się powódź w niemieckim Lipsku. A co by było, gdyby internet w ogóle przestał działać, lub choćby zerwane zostały połączenia międzynarodowe? I nawet nie myślę teraz o katastrofie naturalnej, tylko o działaniach ludzkich. A konkretnie o działaniach państw lub organizacji.

Podmorskich kabli łączących Amerykę z Europą nie ma znowu tak wiele, a np. połączenie USA-UK jest kluczowe dla światowej gospodarki. Gdyby zostało zerwane to u nas w Polsce przestałyby działać podstawowe usługi, które od lat uważamy za naturalny element naszego życia. Gdyby chcieć wyobrazić sobie przyszły konflikt Zachodu z Chinami, ale taki poważny konflikt, taki na serio, to prawie na pewno kable te stałyby się celem. Jest wprawdzie łączność satelitarna, ale ona również nie jest niezniszczalna. Technologie umożliwiające zestrzelenie satelitów na niskich orbitach istnieją od lat. Oczywiście Chiny, przygotowujące się do przejęcia po słabnącej Rosji roli głównego badassa na tej planecie, wkładają masę pieniędzy w rozwój tej technologii i już wyprzedzają na tym polu USA. Prawdopodobnie więc dzieli nas kilka lat od momentu, w którym decydenci Państwa Środka będą mogli szantażować świat groźbą wyłączenia internetu, a dokładniej poszatkowania go niepełnosprawne fragmenty.

Trudno sobie wyobrazić świat bez internetu, ale też nasze pojmowanie sieci bardzo się zmienia. SF-owa wizja ciągłego zanurzenia w sieci niezależnie od miejsca, gdzie się akurat znajdujemy, jakoś nie chce się urzeczywistnić. Europa likwiduje roaming, ale świat nie kończy się na Europie. Jeżeli pojedziesz gdzieś poza EU, będzie rozsądnie najpierw załadować mapy offline, najważniejsze informacje wydrukować i założyć, że dostęp do sieci będziesz miał sporadyczny. Odwiedziłem wspomnianą na wstępie Florencję ponownie w zeszłe wakacje i po dawnej swobodzie dostępu nie było śladu. Nawet w knajpach zazwyczaj dostawałem czasowy kod dostępu dopiero na wyraźną prośbę, a kupienie karty SIM do transferu danych okupione było procedurą sprawdzania moich danych chyba w samym Interpolu.


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Sen o sieci”

  1. Pikolo Says:

    Na szczęście powoli internet zaczyna wracać do ideałów decentralizacji. Dzięki technologiom takim jak BTRFS Facebook ma dokładne kopie wszystkiego w Finlandii i w wypadku awarii światłowodu EU-US spokojnie rozłączy się na dwie sieci, synchronizowane przez Australię raz na jakiś czas.
    W Firefoxie 59 pojawi się wsparcie dla zdecentralizowanych protokołów IPFS, DAT i Scuttebutt(https://blog.mozilla.org/addons/2018/01/26/extensions-firefox-59/), które są bardziej dostepne dla zwykłych ludzi. Zobaczymy tylko, na ile te wysiłki okażą sie skuteczne

  2. GEO Says:

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia, myśli Pan Panie Rafale, że staliśmy się w pewnym sensie zakładnikami samego internetu?

  3. Krzysztof Jurewicz Says:

    Jakimś remedium na centralizację usług jest korzystanie z otwartych, zdecentralizowanych protokołów. Przykładowo, każdy może założyć własny serwer poczty elektronicznej i te serwery komunikują się między sobą z wykorzystaniem protokołu SMTP. W odniesieniu do sieci społecznościowych istnieje m.in. protokół ActivityPub, który analogicznie pozwala na uruchomienie własnego serwera utrzymującego część kont użytkowników.

    W odniesieniu do dystrybucji treści istnieją m.in. wspominane wyżej protokoły Dat i IPFS; funkcjonuje m.in. kopia tureckiej Wikipedii działająca w oparciu o ten drugi (jako odpowiedź na cenzurę).

    No i istnieją, zdecentralizowane przecież, kryptowaluty, choć mają one swoje problemy (np. gdyby Chiny posiadały większość mocy obliczeniowej Bitcoina oraz rząd w Chinach całkowicie zamknął przepływ przez Wielki Chiński Firewall, to zachód nie byłby już w stanie w praktyce potwierdzać transakcyj).

  4. paul z Says:

    Przy Chińczykach można polegać na tym, że będą rozbudowywali kontrolę, biurokrację i korupcję, aż ich to zadusi. Po cholerę n.p. zabraniać wolności słowa, skoro zachodni system zatapiania głosów rozsądku w oceanie ryczącej głupoty działa znacznie skuteczniej i taniej? Nowoczesne komputery, potrafiące trawić gigantyczne bazy danych, obsługiwane są przez bardzo staromodnych funkcjonariuszy, z ponad dwutysięcznym doświadczeniem w złodziejstwie i kruczkach prawnych. I każdy, co do jednego, będzie próbował wpakować w scentralizowaną, czyli podatną na choroby sieć taki malutki programik… Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    A internet można porównać do mózgu, gdzie zadania uszkodzonych części mogą przejmować inne neuronowe sieci. Składa się z ludzi z komputerami, a ludzie przetrwają każdą katastrofę, póki starczy tchu i kartofli. Mimo wszystkich prób centralizacji, też mamy do czynienia z legionami użytkowników, z których każdy ma własne pomysły i cele, a byle kabel wystarczy, by te pomysły poddane zostały darwinistycznym testom na całym świecie… Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).