Rzeczy się naprawia

MankietPewien mój znajomy/przyjaciel (zależy od nastroju) obchodził niedawno urodziny. Wyszło mi z analizy jego potrzeb, pod względem materialnym niezbyt rozbudowanych zresztą, że przydałaby mu się piersiówka. Bez szydery, no tak po prostu jest. Posiadam około pięciu piersiówek, z czego co najmniej trzy nieużywane, bo do piwa to średnio przydatne naczynia są. Wybrałem największą, żeby mu sprezentować, nawet opakowanie tekturowe znalazłem. Wówczas naskoczyła na mnie Kasia (żona), że to chamstwo, bo wypada dać coś zupełnie nowego (nowokupionego).

Znaczy, Kasia ma oczywiście rację, bo znakomita większość ludzi obrazi się, jeśli prezent nie będzie fabrycznie opakowany i z taką celowo-celofanowo-niestarannie zerwaną ceną. Nie wiem, jak głęboko siedzi we mnie plug-in PRL-u, ale ja nie uważam, żeby przedmiot wcześniej używany był czymś gorszym. Nie mówię o skarpetkach i temu podobnych, ale weźmy na przykład antyki. Trudno o nieużywany antyk, prawda? Oczywiście najlepszy jest taki, antyk, którego poprzedni użytkownik już nie żyje. Nie chciałbym tego głębiej analizować, ale generalnie nie zgadzam się z kultem nowości. Jednocześnie zgadzam się z tym, że Kasia zabezpiecza mnie w jakiś tam sposób, przed mimowolnym obrażaniem ludzi.

Tydzień temu od pewnego autora wydającego (czasem) w Powergraphie, dostałem bez okazji prezent w postaci resztek z zestawów MRE (Meal, Ready-to-Eat - racje żywnościowe używane w Siłach Zbrojnych USA), czyli m.in. zakonserwowany próżniowo chleb, sprasowane rodzynki, gulasz w torebce, kilka saszetek z chemicznymi ogrzewaczami, etc. Powiecie: śmieci, odpady. Nie, wcale nie. To był jeden fajniejszych prezentów, jaki ostatnio dostałem. Prezent dopasowany do odbiorcy. Podobnie wciąż na moim kominku stoi przedwojenny budzik, który dostałem na urodziny lata temu od znajomego grafika. Oczywiście budzik późni się mniej więcej o godzinę na każdą godzinę, tym niemniej milej ten prezent wspominam od takiego na przykład zestawu długopisów jednorazowych z logo zaprzyjaźnionej firmy.

Zasadniczo chciałem napisać o zapomnianej dawno cesze przedmiotów, mianowicie o ich naprawialności. Rzeczy się naprawia. Rzeczy nie są zerojedynkowe. Zerojedynkowe są chomiki - zdrowe albo zdechłe, nie ma chorych chomików. Empiria zdaje się to potwierdzać, miałem bowiem kilka chomików i jednego dnia tryskały wprost entuzjazmem do życia, snuły pany na przyszłość, a następnego dnia znajdowałem je sztywne w temperaturze pokojowej.

Tymczasem pęknięta podeszwa buta nie oznacza śmierci buta. Oznacza potrzebę sklejenia podeszwy buta klejem za 7 zeta zamiast kupienia nowego buta (butów) za 300 zeta.

Poważnie? Nie próbowaliście kleić pękniętej podeszwy?

Obserwuję czasem rozpadające się plecaki znajomych. Pierwszym symptomem awarii jest wysuwająca się jedna nitka z szelki, za tydzień brakuje centymetra szwu, po kolejnym tygodniu nie ma większości szwu, a następnym razem znajomy/ma przychodzi z nowym plecakiem.

Kurka wodna! Wszycie szelki do plecaka jest banalnie proste, ale wolimy kupić nowy plecak, bo kulturowo (czyt. od kilkunastu lat) jesteśmy nauczeni, że nowe jest lepsze od starego. Rzecz jasna są plecaki specjalnie tak szyte, żeby się niszczyły (tych nigdy nie kupuję). To samo dotyczy wszystkich innych produktów. Jednak jest nadal sporo firm, które tworzą produkty trwałe. Te firmy budują swoją renomę wolno ale skutecznie.

Z racji wykonywanego zawodu (pisarz) spędzam sporo czasu przy klawiaturze i najbardziej „awaryjną” częścią mojej garderoby są mankiety trące o krawędzie laptopa. Większość moich ulubionych bluz kończy więc w całkiem niezłym stanie technicznym, za to z mankietami w stanie niewyjściowym. Czyli idę do warzywniaka po marchewkę i widzę to spojrzenie sprzedawczyni „Stać cię na te zakupy?”. I tu drogi są trzy, ale pominę tę socjologiczną i skupię się na technicznych: można kupić nową bluzę, albo naprawić mankiety starej. Rzecz jasna to nie jest wpis o shoppingu, więc w wielkim skrócie zszyłem mankiety mojej ulubionej bluzy i mam moją ulubiona bluzę na następne dwa lata.

Rzeczy się naprawia. Zszycie mankietów bluzy zajęło mi mniej niż kwadrans, co oznacza, że w tym czasie nawet nie zdążyłbym dotrzeć do najbliższego sklepu i kupić nowej bluzy. Poważnie, to jest wykonalne. Po prostu spróbuj.

Mankiet

Mankiet

Mankiet

Mankiet


Udostepnij
Glodne Slonce

19 Responses to “Rzeczy się naprawia”

  1. iruini Says:

    Nawet nie trzeba przycinać mankietów, całkiem na szybko wystarczy je podwinąć do środka i zszyć, zawsze to 2min mniej ;)

  2. Toroj Says:

    A może znasz jakiś sposób na przedłużenie życia plecaka wędkarskiego, któremu wysiada wodoodporność z powodu pękania warstwy foliowej w środku?

  3. Trojka Says:

    Ja swój plecak mam już 8 lat i dopiero w tym roku zaczynał szwankować, problem z zamkami. Mimo to użyłem agrafki i problem rozwiązany, niestety nie mogę go zbytnio przeciążać.

  4. Jeleń Says:

    Ktoś powinien przywrócić ZPT w szkołach. Niby są “zajęcia techniczne”, ale tam się robi ozdoby choinkowe i wyszywanki. A potem dorośli ludzie nie potrafią przyszyć guzika do koszuli.

  5. anna Says:

    @Trojka, jeśli to tylko zamki, to w każdej większej pasmanterii znajdziesz i kupisz nowe zamki cięte na miare, albo do zamowienia. To jest moze i wydatek ale o wiele mniejszy niz nowy plecak. Wystarczy tylko wyproc stare i wszyc nowe. Może nawet beda bardziej wytrzymale niz te z produkcji… Kto wie…

  6. Rafal Kosik Says:

    Na odklejoną warstwę wodoszczelną to raczej nie ma sposobu.

  7. Rev Says:

    Od jakichś 5 lat mama próbuje mnie namówić na kupno nowej kurtki zimowej. Bo za zimno, bo się rwie, bo wypadałoby kupić nową a nie cały czas w takiej starej chodzić. Guzik! Raz, kurtka jest ciepła, co z tego, że materiałowa, ale podszyta jakimś czymś co miało udawać frędzlowate futro. Że się rwie? Błagam! Od kiedy dziurawe kieszenie i rozdarcie na pół nadgarstka są problemem? Tak, kiedyś zszyję, może nawet jeszcze tej zimy. ;)
    Swoją drogą rzeczy stare, używane, są często miliard razy cenniejsze niż nieużywane. Gdybym ja była pisarką, chciałabym, żeby moje książki były pożółkłe, poplamione kawą czy herbatą, z okruszkami czekolady utrudniającymi rozszyfrowanie tekstu, pogryzione przez króliki, podrapane przez koty, poślinione przez małe dzieci i z poklejoną wszelkimi możliwymi klejo - taśmami okładką. ;)
    btw, okładka “Klątwy” jest u mnie pogryziona przez królika. ;)

  8. Rev Says:

    Btw mój stryjek udowodnił, że jest stan pośredni u chomika - sen zimowy. W mieszkaniu było tak zimno, że biedny chomik pomyślał, że musi przespać zimę. Trzeba go było budzić w piekarniku.

  9. Gianna Says:

    @Rev, witaj w klubie! Moi rodzice przez większość czasu próbują mnie namówić do kupna nowych rzeczy (mebli, kurtki itd.). Według mnie dopóki coś się nie rozpada, to nadaje się do użytku. A jak się rozpada to trzeba spróbować naprawić (ew. zatuszować ubytki), a dopiero potem wyrzucać do śmieci. ;) (Przez co według rodziców wyglądam na żebraczkę. Ale przecież te dziury w butach są malutkie!..)

  10. Rev Says:

    @Gianna
    dziury w butach? No błagam! Teraz jest śnieg, przecież nie przemokną!
    Poza tym, jeśli coś nie jest w stanie spełniać swojej właściwej funkcji, to nie znaczy, że nie może spełniać innej. Spodnie, które mi się podarły (w pewnym momencie lewa nogawka trzymała się tylko na wiarę) zostały przerobione na spodnie do malowania, w które wycierałam pędzel. (Fakt faktem, akryle się nie spierają.) Na moim biurku stoi pojemnik po herbacie w fusach, teraz służy za pojemnik na długopisy, mazaki, ołówki, zmazywacze i inne formy życia mogące zostawić ślad na papierze.
    Mój własny pomysł na drugie życie ozdobnych papierów po kwiatach to wyłożenie nimi wnętrza torebki prezentowej - cudo!

  11. Outfrost Says:

    No proszę. Moja mama też bardzo chętnie pozbywa się różnych rzeczy z domu. U mnie zaś nic nie idzie do kosza, jeśli nie jest kartonem po soku czy kubeczkiem po jogurcie. Pudełka leżą w kilku miejscach mieszkania, na wypadek chęci przechowania bądź sprzedania ich pierwotnej zawartości (najczęściej sprzętu elektronicznego), lub wysłania pocztą czegoś innego. Plastikowo-druciane opaski do kabli tworzą na moim biurku stosik, a w szafie wciąż siedzi stary procesor z peceta, oczywiście w oryginalnym opakowaniu, razem z coolerem. Podobnie w przypadku ubrań - swoje najwygodniejsze ciuchy noszę latami, a nawet jak nie nadają się już do miasta, to zostają ubraniami domowymi. Naprawdę rzadko znikają stąd rzeczy, które mogą się jeszcze przydać :)

  12. Says Says Says Says:

    Przecież chomiki mogą chorować, np. mój.

  13. Domatrixi Says:

    Od codziennego chodzenia w trampkach po szkole odklejają mi się podeszwy i robią dziury od środka. Mama chce, żeby już kupować nowe, ale ja uważam że trampki nie nadają się do użycia dopiero jak podeszwa odklei się już BARDZO a dziury w środku będą takie, że buty robią się niewygodne, a przy zdejmowaniu cały materiał wychodzi.

  14. szary Says:

    Nie tylko rzeczy się naprawia! Naprawia się również związki i relacje np małżeństwa.
    Chociaż kulturowo….

  15. Fan anonim Says:

    Szary, ale żeby jeszcze chcieć naprawić…

    P.S. U mnie też Mama lubi wyrzucać, choć ja niekoniecznie :).

  16. wisznu Says:

    Z rzeczy nienaprawialnych to mam jeansy. Same w sobie sa ok, wytrzymują długo, jednak kieszenie to tragedia. Jak się zrobi dziura, np. od kluczy, to już jest nie do naprawienia. robią je z takiego materiału, że każde wbicie igły i przeciągnięcie nitki przez materiał powoduje, że od rozłazi się w kolejnym miejscu…:(

  17. iruini Says:

    Co do kieszeni - prościej jest zrobić samemu nowe i przyszyć bezpośrednio do materiału. Dla Toroj którego plecak wędkarski traci wodoodporność - sprawdź impregnaty, jeśli na szybko to pokombinuj z srebrną taśmą i folią stretch.

  18. iruini Says:

    Przy okazji - z ostatnich napraw - porysowane szkiełko (w zasadzie plastik) aparatu w telefonie Samsung - tymczasowo szybko została usunięta, przeszlifować nie bardzo jest czym (nie mam pasty polerskiej), a przyszłościowo może zamontuję kawałek pleksy, albo od razu szkła.

  19. Mamba Says:

    Jeden z moich najlepszych prezentów urodzinowych to plecak kostka z demobilu od znajomego, który sam go w międzyczasie jeszcze używał. Aktualnie już trochę poprzecierany ale od kilku lat nie muszę kupować nowego, a dziury zawsze można zaszyć.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).