Rozjaśnianie dark future

AkwizytorzyWojna w bogatym świecie nikomu się nie opłaca. Klasyczna wojna, czyli czołgi, rakiety, samoloty i na koniec defilada w Alejach Ujazdowskich to przeszłość. Lebensraum nie jest już tak istotna wobec powolnego rozkładu idei państwa narodowego, możliwości swobodnej migracji jednostek, a nade wszystko – możliwości migracji kapitału. Nikt nie zbombarduje fabryki, w której ma 12% udziałów.

Skłonność do przemocy jest immanentną cechą człowieka i nie ma żadnych wątpliwości, że w trudnych warunkach ludzie zawsze będą po nią sięgać. Stosowanie przemocy musi się jednak opłacać. Jak wykazały badania prowadzone w krajach bogatszych od Polski, nawet z napadów na banki nie da się wyżyć na wysokim poziomie. Łup jest zbyt niski, ryzyko zaś zbyt wysokie i rośnie wraz z każdym kolejnym napadem. Dopóki systemy bezpieczeństwa państwa działają sprawnie, nie grozi nam wizja dzielnic opanowanych przez gangi i mutantów wyjętych spod prawa.

Napady z bronią będą przeprowadzane przez ćwierćmózgi, które łatwo namierzyć i wyeliminować. Inteligentni będą dokonywać przestępstw wirtualnych, siedząc w kapciach i szlafroku przed domowym laptopem i popijając w kulminacyjnym momencie kawę z mlekiem (w tle mama pyta, czy chcesz następne ciasteczko). Nie inaczej będzie w większej skali. Nie warto napadać sąsiedniego państwa, żeby zagrabić złoża ropy naftowej. Prościej jest zainwestować w nowoczesne i tanie metody wydobywcze, po czym podpisać z sąsiadem kontrakt na wydobycie. Przy okazji można zmanipulować opinię publiczną, by do władzy doszli „odpowiedni” politycy. I wszystko to bez jednego wystrzału.

Wojny oczywiście nadal się toczą, tyle że uciekły naszej percepcji. Nie są to wojny między państwami ani nawet między konkretnymi korporacjami, jak wieszczyli autorzy cyberpunku. To są wojny wirtualnych sojuszy finansowych, nieraz zawieranych na bardzo krótko, w celu realizacji konkretnego zadania. Wojna patentowa Apple i Samsunga jest medialną ciekawostką, której zasady każdy może zrozumieć. Prawdziwe walki są znacznie bardziej złożone i głęboko przed nami ukryte. Możemy tylko obserwować ich skutki uboczne: niespodziewane wahnięcie kursu pewnej waluty, przeforsowanie ustawy o zakazie wydobycia gazu łupkowego w jakimś państwie bałkańskim, zmianę logo na osiedlowym sklepie należącym do światowej sieci. Same walki gigantów są dla nas maluczkich nie do ogarnięcia, a giganci są zbyt gigantyczni, by się schylać i robić nam indywidualną krzywdę.

Oczywiście te wojny gigantów nadal nas dotykają, z pewnością jednak nie ma porównania do tego, co by nas spotkało przy okazji wojny w wydaniu XX-wiecznym lub wcześniejszym. Chcąc nie chcąc, walczymy w tych nowych wojnach. Walczymy, płacąc podatki, zarabiając na nowy telewizor X, biorąc kredyt w banku Y na zakup samochodu Z. Ale nie narzekajmy – to jest mniej bolesne niż wdychanie gazu musztardowego w okopie pod Verdun.

Że wojna w Afganistanie i w Palestynie? Że głód w Afryce? Że dzieci w chińskich fabrykach tyrają po dwanaście godzin? Wiem o tym. Wiem też, że rozpatrywanie ekonomii, która jest za to odpowiedzialna, w kategoriach moralnych jest nieporozumieniem. Lepiej jeśli takie rzeczy dzieją się tam, niż gdyby miały się dziać tutaj. Nic na to nie poradzimy, tak się po prostu dzieje. Zanim się oburzysz, sprawdź odciski dziecięcych paluszków po wewnętrznej stronie obudowy Twojego iPada i zastanów się, co innego te dzieci miałyby robić? Chodzić do szkoły? Tam nie ma ani szkoły, ani pieniędzy na nią. To pokolenie tyrających dzieciaków zarabia na to, żeby następne mogło chodzić do szkoły, która dopiero powstanie.

Za pokolenie-dwa, obszar pokojowego dobrobytu na świecie rozszerzy się dwu-, może trzykrotnie. I stanie się to nie dzięki pacyfistom czy alterglobalistom, nie dzięki misjom humanitarnym. Stanie się to dzięki bezdusznej makroekonomi, która oplata planetę i do ekspansji potrzebuje więcej bogatych konsumentów, więcej tłuściochów. Spójrz teraz w dół – mowa o Tobie i Twoim brzuchu. Gwarancją bezpieczeństwa (w każdym wymiarze) jest dziś przynależność do bogatego świata zgniłego konsumpcjonizmu. Dopóki masz siłę jeść, dopóki stać Cię na nowy telewizor co dwa lata i samochód na kredyt, nikt nie będzie Cię bombardował. Globalny rynek woli Cię hodować jak mszycę i pilnować, byś nie zmienił trybu życia.

Wszystkie te pociągające wizje dark future, którymi straszą nas ze wszystkich stron, stają się coraz mniej prawdopodobne. Nawet jeżeli spełniają się gdzieś, lokalnie, warto dołożyć starań, by nie stało się to blisko nas. Czyli… ucz się, pracuj i konsumuj. Po raz pierwszy w historii świata nie trzeba walczyć, żeby jeść. Teraz trzeba jeść, żeby nie musieć walczyć.


Udostepnij
Glodne Slonce

19 Responses to “Rozjaśnianie dark future”

  1. dzemeuksis Says:

    To jest dopiero najstraszliwsza wizja dark future… ;)

  2. flamenco108 Says:

    Przenosząc (ad słowa “hodować”) model na owce i świnie, mamy kwestię, do czego jesteśmy makroekonomii potrzebni: żeby nas strzyc, czy żeby nas rzezać? W pierwszym wypadku z czasem makroekonomia nauczy się dawać nam jak najmniej w zamian za jak najwięcej, za to łączka będzie coraz szersza, żebyśmy mieli gdzie się paść. W drugim będziemy tyć, ale za to zakres naszej wolności będzie coraz mniejszy. Który model pasuje do nas?

  3. JArek Says:

    Z jednym się nie zgadzam wojna w bogatym świecie się opłaca właśnie bogatym, którzy produkują czołgi, rakiety, amunicję. Są to sprzęty w przeważającej mierze jednorazowe, po wystrzeleniu trzeba załadować jeszcze raz, a kolejny nabój kupić. I po to jest właśnie ta wojna żeby sprzedawać towary ;))) właściwie mechanizm jest taki sam jak opisał Pan we wpisie. Wcześniej były wojny narodowe o ziemie (obecnie Izrael Palestyna), teraz toczy się wojny o wpływy i moim skromnym zdaniem nawet walczący nie wiedzą dlaczego walczą. Wydaje im się że walczą za sprawę a jak jest naprawdę … z naszego piętra tego nie widać ;))))

    pozdrawiam

  4. Maks Barcik Says:

    Tekst niesamowicie inteligentny i prawdziwy. Podpisuje się dwoma łapkami ;p. Wreszcie ktoś uważa tak, jak ja. Też uznaję, że praca dzieci w Chinach to najlepsze co mogą dla siebie zrobić. Dla mnie rozwój ekonomiczny to jedno a społeczny drugi. Każdy kraj czy region musi przejść przez wszystkie jego etapy. I tak jak na przełomie XIX i XX wieku nasi pradziadowie pracowali w wielkich fabrykach w warunkach urągających bezpieczeństwu tak teraz pracują ludzie gdzieś indziej na świecie. To samo dotyczy edukacji, praw człowieka, wolności, polityki czy wszystkiego innego. I chociaż my też idziemy coraz dalej, to oni rozwijają się szybciej, więc nas gonią i za, ja wiem, jakieś 300 lat wszystko się wyrówna, a prawie nieśmiertelni ludzie zaprzestaną całkowicie wojny między sobą jako zbyt ryzykownej. Ale nie nastąpi “Koniec Historii”, bo zaczniemy morderczy wyścig o galaktykę i jej zasoby. Niewykluczone, że wtedy wybuchną wojny gorsze niż wszystkie, które oglądała ludzkość razem wzięte.

  5. Wu Says:

    Witam :)
    i z góry przepraszam, że ja tu o tym…o bigosie znaczy się. Bo dziś powiało mi po kostkach. I zapragnęłam bigosu właśnie teraz (kiedy okno w sypialni jest jeszcze wciąż otwarte z okazji sprzyjających temperatur :P)
    Przeczytałam tu przepis i właśnie zaraz staję przy wieeeeelkim garnku :)

    Pozdrawiam!

  6. Paweł W. Says:

    Bardzo ciekawy tekst, wiele przemyśleń miałem podobnych a nie spotkałem się u nikogo z podobnym podejściem ;) Może zbyt optymistycznie, ale prawdą jest, że ilość wojen zmalała (choć niektórzy twierdzą, że to dzięki bombie atomowej).

  7. Rafal Kosik Says:

    Świat musi być podzielony na bogatych i biednych. Wydaje się to niesprawiedliwe, ale to jak z diabelskim kołem w lunaparku. Nie można wszystkich usadzić na górze, bo pod wpływem ciężaru koło się obróci i wszyscy znajdą się na dole. A skoro świat musi być podzielony, to powinniśmy się cieszyć, że jesteśmy na górze. Wojna opłaca się bogatym, jeśli oni produkują broń, a broń jest używana daleko od nich.

    @Flamenco108: oba modele się nie wykluczają. Chodzi o konsumpcję. Jesteś tyle wart, ile możesz skonsumować, bo od twojego apetytu zależy, ile wydasz na tę konsumpcję. Te umowne korporacje tuczą cię po to, żebyś więcej konsumował i więcej wydawał. To kult wzrostu.

  8. Fan anonim Says:

    Nie jestem pewien czy powinniśmy się tak cieszyć z tego, że jesteśmy na górze. Skoro według obecnego sposobu myślenia ma być tak, a nie inaczej, to może nie warto się do tego przystosowywać, ale zmienić właśnie ten sposób myślenia. Może świata się od razu nie zmieni, ale nie zmieni się go tym bardziej, jeśli nie będzie się próbować. Bo co jeśli to my pewnego dnia znajdziemy się na dole?

  9. Ultramagnus Says:

    @Fan anonim: wspomnieni giganci dbają o to, żeby model diabelskiego młynu nie zmienił się….
    I stety lub niestety ten model był zawsze potrzebny do rozwoju. Np. w średniowieczu podział na stany w społeczeństwie po odkryciu “nowych” kontynentów ogólne wykorzystywanie nowo odkrytych ziem i ich mieszkańców…
    I tak można by wymianiać kolejne, następujące po sobie przykłady wyzysku dochodząc do dzisiejszego.

  10. Rafal Kosik Says:

    Oczywiście, że kiedyś koło się obróci i będziemy na dole. Ja jednak chciałbym ten moment odsunąć w czasie, najdalej jak się da.

  11. szary Says:

    Bardzo optymistyczna wizja. Pytanie tylko czy szefowie wielkiego businessu/ polityki globalnej też sami nie przestaną być “krwiożerczy” i się nie rozleniwią.
    Jakie to ma skutki widać na podstawie Nokii czy BlackBerry.

    Obawiam się, że na każdy stabilny układ znajdą się jacyś Hunowie czy konkwistadorzy którzy wszystko mają w d… i są głodni.

  12. Andrzej Says:

    Wojna jest niedołączną częścią życia człowieka. Będzie ona istnieć tak długo, jak długo będą istnieć ludzie. I nic na to nie poradzimy. Wiara w wirtualne wojny jest, niestety, zbyt odległa. Wojny konwencjonalne, z użyciem czołgów, samolotów, rakiet i okrętów, a przede wszystkim - ludzi, będą toczyć się nadal. Nie w takiej skali, jak II Wojna Światowa, ale że do wojny, porównywalnej w skali z wojną w Wietnamie, dojdzie, to nie ulega wątpliwości. I te wojny będą. Czy w Polsce? Nie wiadomo. Wojna napędza gospodarkę. Od 50 lat w Afryce się wyrzynają tysiącami, i będą to robić przez kolejnych 100 lat. Porządek UE w Europie też nie jest wieczny…

  13. Fan anonim Says:

    To oczywiście nie jest koniec wojen, bo ludzie bardzo często się ze sobą nie zgadzają, ale to nie znaczy że mamy się na to godzić. Nie zrobi się tak wszystkiego, ale i tak można zrobić wiele. Starajmy się podejmować dobre wybory. Chociaż definicja tego co jest dobrym wyborem, też będzie zależne od własnych poglądów.

  14. Dziobal Says:

    Co konkretnie sprawia, że wszyscy nie mogą być na górze?

  15. szary Says:

    @Dziobal

    To, że nikt nie chce być na dole i stara się o to wszelkimi dostępnymi sposobami ( a więc najczęściej kosztem innych).
    Wszyscy na górze to będziemy w Niebie.
    Chodzi mi o ideę w której każdy uważa że ma wystarczająco dużo i tym co ma może się podzielić z innym.
    No ale “u ludzi to niemożliwe…” Mk 10,27 :-)

  16. Fan anonim Says:

    Sprawa jest chyba jeszcze bardziej skomplikowana, bo do Nieba niekoniecznie każdy się dostanie.

  17. canist Says:

    Panie Rafale zapomina pan o jednym 100 lat temu myślano dokładnie tak samo…
    Do puki nie pojawił się Lenin który zrobił rewolucję i zaczął przy użyciu najbardziej brutalnych metod rozwalać ten chory system a wszystkich którzy chcieli go bronić posłał przy pomocy Dzierżyńskim do piachu.

    A do swoich towarzyszy powiedział:
    ,,Od kapitalistów nie tylko kupimy sznur na którym ich później powiesimy
    ale jeszcze przedtem weźmiemy u nich kredyt aby ten zakup sfinansować ,,

  18. Kazik Says:

    stało się szary, Hunowie walą do nas drzwiami i oknami….
    Reszta to jałowe dywagacje po 2 piwie

  19. Chamek Says:

    Taki zasłyszany cytat się nasuwa: “Jeśli nie możemy mieć dobrego świata z dobrych powodów, pogódźmy się z dobrym światem ze złych.”

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).