Rechot co 7.9 sekundy

Wśród dwudziestu najbardziej kasowych filmów świata w historii tylko jeden, Titanic, nie jest filmem fantastycznym. Wszystkie są za to filmami rozrywkowymi, no i wszystkie są amerykańskie lub amerykańsko-brytyjskie. Wydawałoby się, że jest to jasny sygnał dla polskich twórców – twórzmy kino fantastyczno-rozrywkowe, zarobimy dużo pieniędzy i będziemy sławni. A jednak takie filmy u nas (niemal) wcale nie powstają. Dlaczego nie potrafimy robić takich filmów? Przecież nasi filmowcy w Hollywood radzą sobie świetnie.

Jeśli wierzyć specjalistom od tworzenia kreskówek dla popularnych kanałów dziecięcych, to tematyka i bohaterowie seriali dla przyszłych bezmózgów nie mają tak dużego znaczenia, jak struktura tych filmów. Żeby utrzymać zainteresowanie małego potworka przed telewizorem, trzeba bombardować jego umysł ciągiem atrakcyjnych bodźców, łatwych do przyswojenia i do natychmiastowego zapomnienia. Najlepsza obecnie częstotliwość pojawiania się gagów to średnio 7.9 sekundy. Właśnie co 7.9 sekundy któryś z bohaterów powinien pierdnąć, potknąć się na skórce od banana lub zostać uśmiercony przez spadający fortepian. Nie wiem, może to jest wytłumaczalne fizjologicznie, czemu rechot ma się pojawiać właśnie w takich, a nie innych odstępach czasu. Można tylko przypuszczać, że ewolucja gatunku będzie polegała na zmniejszaniu bezrechotliwych odstępów.

W opozycji do tego postawmy koncepcję komedii czechosłowackich, w których gag był tylko jeden, blisko końca filmu. Całą wcześniejszą akcję prowadzono żmudnie w taki sposób, by przygotować grunt pod kulminacyjny moment, w którym widz powinien się uśmiechnąć. Nie zawsze się to udawało. W kraju z centralnie sterowaną gospodarką wszystkiego brakowało, gagów również. Dziś nikt o tych filmach nie pamięta. Enerdowcy zrobili całkiem sporo filmów SF, które wbrew intencjom twórców po latach zostały przestawione na regał „komedie”. Ich też nikt nie chce oglądać. Twórcy sowieccy zostawili po sobie kilka całkiem niezłych filmów, w tym również fantastyczno-naukowych, których jednak w żaden sposób nie można zaliczyć do kina rozrywkowego. Na tym tle kinematografia komediowa Polski Ludowej jawi się jako Hollywood bloku wschodniego. Dlaczego więc dziś polskie kino rozrywkowe ledwo dyszy, a fantastyczno-rozrywkowe (niemal) nie istnieje.

Czy nam się to podoba, czy nie, kultura masowa podlega pewnym prawom i chcąc stworzyć dzieło filmowe, twórcy muszą mieć to na uwadze. Produkując np. kreskówkę dla głupich dzieci, możemy zrezygnować z rechotu co 7.9 sekundy, ale wówczas automatycznie stracimy połowę widowni. I to nawet nie dlatego, że rechot co 18.4 sekundy jest gorszy, lecz dlatego, że widz jest przyzwyczajony do konkretnego formatu. Dzieciak przełączy na kanał z innym filmem, a zapytany, nawet nie będzie potrafił powiedzieć, dlaczego. Kluczem do zrozumienia zachowania dzieciaka jest gust.

Amerykański przemysł filmowy to doskonały przykład perfekcyjnie działającej machiny wypluwającej z siebie kolejne przeboje. Metodą na sukces nie jest innowacyjność, tylko powtarzalność. Pierwszym krokiem jest ustalenie gatunku filmu, bo od tego będzie zależało wszystko – począwszy od wyboru scenarzysty, poprzez strukturę scenariusza, a skończywszy na wyglądzie plakatu filmowego. Gatunków jest kilka i nie wolno ich mieszać. Każdy z etapów powstawania i życia produktu, jakim jest film rozrywkowy, podlega bardzo szczegółowej kodyfikacji. Na przykład w jednym ze schematów klasycznego filmu sensacyjnego między dwudziestą piątą a dwudziestą siódmą minutą powinien nastąpić zwrot akcji, w którego wyniku główny protagonista nie ma już wyboru i musi walczyć. To jeden z wielu elementów obowiązkowych, jak migacze w samochodzie. Żaden producent nie zdecyduje się zainwestować poważnego budżetu w film, w którym w tym kluczowym czasie astronauta czyta Dostojewskiego.

Istnieje skończona liczba historii do opowiedzenia i skończona liczba postaci, które mogą w tych historiach wystąpić. Wszystkie te historie zostały już opowiedziane, a wszyscy bohaterowie wykorzystani niezliczoną ilość razy. Kolejne powstające filmy to tylko wariacje na ten temat, w dodatku tworzone w bardzo podobny sposób. Podobne są chwyty fabularne, podobna muzyka, podobne kadry, całe ujęcia i podobne dialogi. Przyzwyczailiśmy się do konkretnej estetyki i konkretnego sposobu opowiadania historii. Jeżeli masowy widz obejrzy film, w którym zmodyfikowano zbyt wiele elementów, stwierdzi, że coś tu nie gra.

Większości z nas hinduski blockbuster wyda się filmem złym i nieciekawym. I nawet nie dlatego, że jest zły (chociaż jest), lecz dlatego, że nasze gusta są ukształtowane inaczej. W standardzie, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, np. policyjna kontrola drogowa nie powinna się kończyć wspólnym tańcem na poboczu. Być może Hindus oglądający finałową scenę Titanica też się zdziwi – „Co jest? Przecież zanim on utonie, powinni razem zatańczyć na wodzie!”. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że nie zdziwi się, ponieważ kino amerykańskie przez dziesięciolecia kształtowało gusta ludzi na całym świecie. Również w Polsce.

Pojedyncze polskie filmy odnoszą sukces, ale są to raczej wyjątki od reguły. Zwykle przechodzą bez echa i to nie dlatego, że są szczególnie złe (choć są). One po prostu nie pasują do gustów widzów, a gusta Polaków od wielu już lat nie są kształtowane przez polskie filmy, tylko przez filmy amerykańskie. Jeżeli więc chcemy zrobić film kasowy, musimy się wpasować w te gusta. Tego nie rozumie większość młodych ambitnych twórców, a większość starych twórców, niezależnie od ambicji, zwyczajnie tego nie potrafi. Mało kto chce robić porządne kino rozrywkowe (o fantastycznym albo młodzieżowym nie wspominając), bo to takie… niepoważne. I robią ci filmowcy śmiertelnie poważne kino problemowe, smutne filmy dla nikogo, bez suspensu, bez dystansu, bez oddechu. Dziwne, że do płyt DVD nie dodają gratis mocnego sznura z pętlą.

Jesteśmy partyzantami na własnym terenie i trzeba się z tym pogodzić. I działać jak partyzanci. Bardzo trudno jest zrobić w Polsce epicki film fantastyczny, chociażby z tej przyczyny, że jesteśmy przyzwyczajeni do efektów specjalnych na wysokim poziomie. A na takie nas przecież nie stać. Nie zrobimy więc od razu filmu, którym zawojujemy świat, ale możemy zacząć robić skromniejsze, dobre kino fantastyczno-rozrywkowe trafiające w gusta widzów. A potem możemy zacząć te gusta zmieniać, tworząc nową szkołę polskiego kina.


Udostepnij
Glodne Slonce

9 Responses to “Rechot co 7.9 sekundy”

  1. MarekZet Says:

    Do podobnych wniosków doszedłem już kilka lat temu jeszcze będąc na studiach gdzie miałem dosyć sporo zajęć z tematyki filmowej (reżyseria, operatorstwo, scenariusz). Prowadzone były one przez dinozaury polskiego filmu, które żyją i zachwycają jedynie produkcjami pokroju Wajdy.

    Polskie kino jest ciężkie, mroczne, porusza bardzo trudne tematy, zdecydowanie rzecz dla ascetów którzy potrzebują się umartwiać. Z jakiegoś powodu nikt jeszcze nie wpadł na to, że potrzebny jest hicior kasowy, który będzie się sprzedawać po za granicami polski.

    Może dobrym rozwiązaniem było by ściągnąć do nas ludzi z USA? Niech podzielą się doświadczeniem.

  2. smk Says:

    Ktoś już próbował nakręcić hit fantastyczny. Zrobili Wiedźmina.

    Raz starczy>]

  3. FNIN uber ales Says:

    Wiedziałem, że gdzieś czytałem coś podobnego.
    http://rafalkosik.com/rechot-co-79-sekundy

  4. bratzacieszyciela Says:

    Schemat, schemat i jeszcze raz schemat, ale w tym schematycznym hollywodzkim swiecie istnieja tacy jak, nie przymierzajac, Tarantino, ktory sie schematami bawi i kompiluje calkiem nowa jakosc. To trzeba przyznac. Ech, zeby nasi sie uczyli od niego… choc Machulski tez potrafi zaskoczyc.

  5. DeathDay98 Says:

    smk, całkowita racja xD masz u mnie piwo XD

  6. Rev Says:

    Obecnie filmy dla dzieci mają jeden schemat: główny bohater, oczywiście spoko gość, którego wszyscy lubią, ma marzenia i przyjaciół. Chce za wszelką cenę urzeczywistnić marzenia, zapomina o przyjaciołach. Potem następuje jakże nieoczekiwany zwrot akcji, kiedy godzi się z przyjaciółmi czasem bez względu na marzenia. Ostatecznie ma i przyjaciół i spełnione marzenia.

    Tak ad rem, czy w niedalekiej przyszłości wyjdzie FNiN TMK na DVD? Albo legalny download, choć głupio to brzmi?

  7. kaleb86 Says:

    No dobrze, tylko po co mamy robić blockbustery jak Amerykanie? Niemcy robią filmy fantastyczne jak Amerykanie? Francuzi robią? A może Włosi robią? Nie robią. Najlepsze hiciory po amerykańsku robią Amerykanie i tyle. That`s the way it is.

  8. wisznu Says:

    Przeciez w Europie tez zdarzają sie filmy “wielkie”. Najbardziej mi zapadł w pamięć “Piąty element”.
    Warto się też przyglądać Rosji. Tam się kręci coraz ciekawsze filmy, także od strony technicznej coraz bardziej wypasione. Oglądając w sumie prosty film, wzorowany w dużej mierze na spidermanie - “Czarna błyskawica” z 2009 wciąż sie nie mogłem nadziwić - dlaczego my tak nie potrafimy?
    Nawet jak kręcą komedię romantyczną, to jest o niebo lepsza niż to co robią w Polsce (szczerze polecam film “Zołuszka” z 2012 - naprawdę pokręcona wersja Kopciuszka :))

    Natomiast w Polsce naprawde ciężkie czasy dla fantastyki. Ostatni przypadek jaki znam, to facet (Stanisław Mąderek) juz od jakichś 10 lat kręci za własną kasę - “Gwiazdy w czerni”. Żaden dystrybutor się nie odważył zainwestować. trzymam kciuki za powodzenie projektu, moze uda mu się wyważyć te zamknięte drzwi. Przecież za granicą takie rzeczy wychodzą, wystarczy przypomnieć sobie “Iron Sky” :)

    I widać, że gość zna się na robocie także od strony komputerowych efektów. Wystarczy obejrzeć parodię trailera filmowego “Stars in black”. Rzecz ma juz ponad 10 lat, a nadal jest na świetnym poziomie.

    (może teraz komentarz przejdzie - jak darowalem sobie linki do innych stron?)

  9. Rafal Kosik Says:

    Mam nadzieję, że to wpis ironiczny, hę? O Iron Sky już pisałem, że to gniot i zmarnowana szansa. Stars in Black wciąż niedokończone i coraz mniejsza jest szansa, że się uda. Kibicuję mimo przeciwności losu, bo znam Staszka od wielu lat. Brak kasy trudno przeskoczyć.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).