Danie absolutnie kultowe. Smakuje zawsze i każdemu. Oczywiście można kupić pulpety w słoiku. Wbrew pozorom mogą być całkiem niezłe, ale nie chcielibyście wiedzieć, z czego je zrobiono. Podobno świńskie racice są cennym źródłem mikroelementów - dziękuję, nie będę sprawdzał. Dziś przyrządzimy pulpety, których skład i smak będą znane i szanowane. Nie jest to nawet szczególnie trudne. Minusem są dwie godziny wyjęte z życiorysu, plusem - bezcenna możliwość upaprania siebie i otoczenia szczątkami organicznymi. Prawie jak w Doomie.
Generalnie pulpety to danie w stylu dowolnym. Można zmieniać ich skład i sposób przyrządzania, a one wciaż będą dobre. Na zdjęciu powyżej pulpety są podane z kasza gryczaną, sosem grzybowym oraz surówkami.
Bierzemy mniej więcej po równo wołowiny, wieprzowiny i (opcjonalnie) kurczaka. Mięso może być, a nawet powinno, nieco tłuste. Pewnie kangurzyna czy krokodylina też by się nadała. |
Niektóre składniki tej potrawy również mogą być wymienione na inne. Na przykład sos rybny to mój wymysł, zwykle stosuje się sól. Bułka tarta też nie jest obowiązkowa, ale poprawia konsystencję pulpeta. |
Składniki:
- 1.5 kg mięsa
- 2-4 cebule
- kilka ząbków czosnku
- 2 jajka
- bułka tarta (lub zwykła)
- 3-4 łyżki sosu sojowego (do smaku)
- 2 łyżki sosu rybnego lub jedna łyżeczka soli
- tymianek do smaku
- pieprz
- 4 kostki rosołowe (różne smaki)
- liść laurowy
Czas przygotowania: 1.5 godziny
|
Mięso kroimy na kawałki, które dadzą się wepchnąć do maszynki do mięsa. |
Cebulę również kroimy zgrubnie, czosnek wystarczy obrać. W tym momencie cebulę i czosnek można wrzucić do maszynki, albo uprzednio zeszklić na oliwie. Osobiście skłaniam się ku drugiej opcji - poprawi to smak. |
Pierwsza okazja do upaprania siebie i przestrzeni okalającej. Czynność mielenia jest prosta, wystarczy mięso, cebulę i czosnek wcisnąć do otworu na górze maszynki. Jeśli używamy świeżej, bądź zeschniętej bułki, też trzeba ją zmielić. Tartej, rzecz jasna, mielić nie trzeba. |
Resztę składników (bez listka laurowego i kostek rosołowych) wystarczy wrzucić na wierzch miski i dokładnie wymieszać. Nie wiem, czy nie obrażę czyjejś dumy, ale lepiej dmuchać na zimne i doprecyzować: jajka należy wrzucić bez skorupek. |
Całość powinna przybrać konsystencję w miarę zwartą. |
W międzyczasie gotujemy bulion z listkiem laurowym. Niby może to być sama woda, ale pulpety wyjdą wtedy gorsze, bo ucieknie z nich smak. Bulion prosta sprawa, dwa litry wody i 4 kostki rosołowe. |
Lepimy kulki. Teraz co bardziej nerwowi mają okazję zaświnić nawet sufit. Ważne, żeby pulpety miały średnicę między 5 a 8 centymetrów i w miarę równą powierzchnię. Pulpety można obtoczyć w mące (rozsypanej na telerzu), co sprawi, że ich powierzchnia będzie gładsza. Jak ktoś nie wie, co począć z czasem, może je jeszcze podsmażyć. Ja sobie odpuściłem. |
Umieszczamy pulpety w bulionie. Wygodnym sposobem jest skorzystanie z uprzejmości łyżki do sosu. No chyba, że ktoś chce pochlapać ściany. |
Gotujemy koło 20 minut. Istotne, żeby pulpety miały nieco luzu. Jeśli wszystkie nie zmieszczą się na raz, to tylko okazja, żeby pochlapać ściany powtórnie. |
I właściwie to by było na tyle. Bulion pozostały po gotowaniu nie jest bynajmniej odpadem. To bardzo cenna baza do przygotowania sosu do pulpetów.
I bazę i same pulpety można też zamrozić na później bez wielkiej straty dla smaku. |
Udostepnij
This entry was posted
on Sunday, 2009/01/11 at 1:24 and is filed under Kulinarne, -.
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.
January 16th, 2009 at 18:40
ProtestujÄ™ przeciw wstÄ™pnemu zaÅ‚ożeniu! Ja nie lubiÄ™ pulpetów - trauma jeszcze z przedszkola…
January 16th, 2009 at 19:12
We mnie wpychali barszcz czerwony. Do dziś go nie mogę jeść. Planowaliśmy parę lat temu z kumplami odszukać panią przedszkolankę i powiedzieć jej co sądzimy o jej metodach sprzed trzydziestu lat. Dziś uzupełniłbym to o porwanie jej i uwięzienie na tydzień. Jedyne, co dostawałby do jedzenia, to barszcz czerwony.
January 17th, 2009 at 20:21
O lol…gorsze przezycia to mialby chyba tylko Net nie majac dostepu do komputera i ogolnie technologi…nieraz tez mam ochote odszukac swoja przedszkolanke (jakies 6 lat minelo dopiero) i powiedziec jej cos do sluchu…raz nagadala matce cos w style ze niby nadpobudliwa jestem (co nie jest prawda) i baba wyleciala z pracy, wiec zycze powodzenia w knuciu planow i pozdrawiam…
February 1st, 2009 at 18:19
moja przedszkolanka wpychała mi mielone i w końcu zabarwiłem porcelane
March 30th, 2009 at 16:07
We mnie chcieli wcisnÄ…c parówkÄ™ w sosie chrzanowym… ten sos… kolor i smak jak wymiociny… nigdy tego nie zapomnÄ™… Przedszkolanka miaÅ‚a na imiÄ™ Gabriela… Córce nagdy nie dam takiego imienia…