Przydasie

Pamiętam mieszkanie moich dziadków na Grochowie, z antresolami i schowkami zawalonymi rzeczami, które kiedyś może się przydadzą. Nie przydały się. Pamiętam też szafę u moich rodziców, gdzie ukryte były rzeczy na specjalną okazję. Ta nie nadeszła. Drogie flamastry z Zachodu, których nie wolno było używać, wyschły; ręczniki frotte, luksus z głębokiego PRL-u, dziś wyglądają żenująco nawet przy tych najtańszych z najtańszego sklepu.

Dwa lata temu wymieniali u nas rury, a jedna z nich przebiegała dokładnie nad moim biurkiem. Musiałem w dwie godziny zapewnić dostęp. Zebrałem więc co delikatniejsze przedmioty, a resztę zgarnąłem do dwóch sporych pudeł. I biurko zostało puste i czarne jak w tych filmach o technokratach z dalekiej przyszłości roku 2017.

Dwa lata później większość przedmiotów nadal leżała w tych pudłach, a ja nie odczuwałem ich braku. Nie potrzebowałem ich zatem. Najprościej wyrzucić, ale…

Aleksander Głowacki, autor jednej z wydanych przez nas książek (Alkaloid), powiedział mi kiedyś, że kluczem do wolności we własnym domu jest bezlitosne pozbywanie się przedmiotów zbędnych. Inaczej cię przygniotą i zdominują twoje życie swoją niepotrzebnością, czy też kiedyś-może-teoretycznie-przydatnością. Co w sumie na jedno wychodzi.

… ale choć fotografii z dzieciństwa niby nie potrzebujesz, to jednak miło byłoby ją zachować. No więc zabrałem się za te pudła i segregowanie. Rezultat był taki, że po kilku godzinach kichania od kurzu i pieszczenia się nad rzeczami typu „pamiątkowy identyfikator z Polconu sprzed dwunastu lat”, wprowadziłem nową metodę: wszystko ląduje w śmieciach (segregowanych potem), a dopiero z nich wyciągam, co warto wyciągnąć.

Selekcja rzeczy na potrzebne/sentymentalne vs. zbędne dała wynik mniej więcej 1:9. Po co mi kabel i przejściówki do urządzeń w standardzie SCSI, skoro na 99.9% nigdy ich nie użyję? A jeśli będę ich potrzebował, to na pewno znajdzie się ktoś, kto nie czytał Aleksandra Głowackiego, i wciąż będzie miał kable SCSI.

Z jednej strony jest więc we mnie ta dziecięca pamięć czasów socjalizmu, gdzie wszystkiego brakowało i gromadzenie „na zaś” wynikało z instynktu przetrwania; z drugiej ogromna niechęć do produktów jednorazowych czasów hiperkonsumpcjonizmu, czyli gigantycznego marnotrawstwa.

Żyję w cywilizacji nadmiaru, gdzie gromadzenie „przydasiek” nie ma najmniejszego sensu. Jestem też preper(s)em (softowym), więc jednak ostatecznie akurat te kable SCSI zostawiłem. Może komuś się przydadzą. Może…


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Przydasie”

  1. ą Says:

    A kiedy będzie nowy FNiN? Albo przynajmniej tytuł? A felieton dał do myślenia. Mocno :)

  2. wisznu Says:

    Samo życie.
    Doświadczenie mnie nauczyło trzech rzeczy:
    1. Jeśli chcesz mieć w domu minimalizm, to nie rób porządku w swoich rzeczach samemu - zostaw to żonie. Choć oczywiście na logikę - porządki w rzeczach żony powinienem robić ja i też powyrzucać rzeczy moim zdaniem zbędne, ale mógłbym nie dożyć poranka;)
    2. Rzeczy trzymane na zaś nie przydadzą się nigdy, ale rzeczy wyrzucone - potrzebne okazują się już następnego dnia, najdalej za miesiąc
    3. Rzeczy kupione w konkretnym celu, z pełną świadomością, że na 100% będą potrzebne i zostały kupione po promocyjnej cenie zgubią się, trzeba będzie kupić je jeszcze raz, ale tym razem po cenie standardowej lub zawyżonej i odnajdą się gdy już sprawa będzie załatwiona. Ewentualnie - jeśli się nie zgubią, to upłynie ich termin przydatności zanim zabierzesz się za zaplanowaną robotę.

    A tak naprawdę - ostatnio odkryłem w sobie zamiłowanie do naprawiania rzeczy (a z powodu dzieci, to głównie zabawek). Wychodzę z założenia, że jeśli się zepsuły i normalnie są do wyrzucenia, to je rozbieram. I około połowy rzeczy jestem w stanie naprawić przy użyciu śrubek wymontowanych z innych popsutych rzeczy (głównie zabawek) albo kawałków drucików. Najlepiej się tu sprawdzają przewody od kabli internetowych. Albo zastępują trytytki, albo zastępuję nimi kabelki, bo oryginalne są cieńsze od włosa.
    Poza tym mając w domu pewien podstawowy zestaw przydasiów jestem w stanie załatwić drobiazgi od ręki, a bez nich musiałbym po każdą pierdołę iść/jechać do sklepu.

  3. Michał Says:

    Potęgę przydasiów zacząłem docenia na studiach, po wyprowadzeniu się od rodziców, gdy okazało się, że jeden wkręt to coś po co można w minutę sięgnąć do puszki pod zlewem pełnej wkrętów i śrubek pamiętających Mojżesza, ale gdy nie ma takiej puszki, to trzeba się wybrać do sklepu, co zajmuje miesiąc-dwa.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).