Prawo autorskie

Pewnego razu przyjrzałem się dokładniej płycie DVD z wypożyczalni na rogu. Był tam napis „Nie do wypożyczania” (lub jakoś podobnie), bo oczywiście płyta, z której film obejrzy kilkadziesiąt co najmniej osób, powinna być droższa od tej, którą obejrzy tylko jedna rodzinka ze znajomymi. Tak nakazuje logika. Natomiast ekonomia nakazuje właścicielowi wypożyczalni kupić tańszą płytę, ale mniejsza o to akurat… Nie wiem ile razy droższa jest płyta do wypożyczania od tej do użytku indywidualnego, ale droższa jest na pewno.
A książki? Polskie prawo nie tylko dopuszcza pożyczanie książek dowolnej liczbie osób, w dowolnej liczbie bibliotek, ale wręcz nakłada na wydawcę obowiązek oddania darmo kilkunastu swoich książek do głównych bibliotek w kraju. Super, że troszczące się o kulturę narodową państwo polskie tego wymaga, tylko czemu, jak zwykle, nie chce za to zapłacić? W przypadku zwykłych książek, typu „Vertical”, czy „Felix, Net i Nika” koszt dla jednego tytułu zamknie się pewnie w 300 złotych, ale wyobraźmy sobie oprawiony w skórę przedruk „Kazań sejmowych” Piotra Skargi, kosztujący coś ze cztery stówki za sztukę.
Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko bibliotekom i pożyczaniu książek, w sumie to całkiem sporą ilość swoich książek rozdałem za darmo. Mam coś przeciwko nierówności wobec prawa, bo reżyser, kompozytor, czy piosenkarz ma prawnie zagwarantowane tantiemy z każdej emisji ich dzieła w telewizji, radiu, knajpie. A pisarz nie. Wysiadając z autobusu nie dajesz skasowanego biletu kolejnej osobie, ani nie wchodzisz do kina przez wyjście ewakuacyjne, prawda?
Pamiętam szaleństwo sprzed paru lat z zabezpieczaniem płyt CD przed kopiowaniem. W sytuacji, kiedy większość ludzi używała już MP3 playerów, bądź komputerów z podpiętymi kolumnami/słuchawkami, tego rodzaju zabezpieczenie mogło się skończyć tylko w jeden sposób. Skoro kupiona w sklepie za grube pieniądze płyta nie daje się nawet przesłuchać, to po co w ogóle było ją kupować? Lepiej od razu ściągnąć pliki przez eMula. Tym bardziej, że kupić muzyki przez internet w tym kraju się nie da. Ściągnąć za darmo można, kupić nie. Zabawne, prawda? Lub tragiczne…
Bardzo zaskoczył mnie mój nowy komputer z nieszczęsnym systemem Vista na pokładzie. Otóż, po włożeniu do napędu płyty z muzyczką, Windows Media Player sam zaczął robić kopię plików na dysku. W zasadzie, to nie mam nic przeciwko. Płyta i tak kupiona, a kopia na dysku oszczędzi mi zamieszania z walającymi się krążkami i pozwoli mi słuchać tej muzyki, gdzie będę chciał. Odkąd zepsuło mi się radio w samochodzie (odkładam moment zakupu nowego – silnik Mesia ma jednak bardzo przyjemne brzmienie), słucham wyłącznie z kompa lub z MP3playera. Zastanawiam się tylko, czy to aby zgodne z prawem. Bo może za szkody wyrządzone przez mój komputer odpowiadam ja? Tak jak z dzieckiem, które wybiło szybę piłka, a płaci już rodzic. Już się boje, co jeszcze kombinuje mój laptop, a że kombinuje całkiem sporo bez mojej wiedzy, tego jestem pewien.
Właściwie od jakiegoś czasu próbuję się utrzymać z praw autorskich, więc powinienem walczyć o swoje. Niestety nie potrafię myśleć czysto ekonomicznie, więc jestem wadliwym myśliwym. Niepokoi mnie ludzka, a właściwie korporacyjna zachłanność w tym względzie. Nie ważne już, kto wymyśli np. latający samochód – ważne, kto będzie miał pieniądze, żeby to opatentować jako pierwszy w co ważniejszych krajach świata. Tak są ograbiani z owoców swojej pracy np. niezależni informatycy. I dzieje się to w świetle prawa.
Software. Jak się lepiej wczytać w umowę (której nikt przy zdrowych zmysłach nie czyta, a która i tak go obowiązuje) to są programy, które, choć kupione za grube pieniądze, mogą być użytkowane tylko przez np. 1 rok. Potem trzeba je kupić ponownie – zatankować komputer. Jak się jeszcze bardziej wczytać w te umowy, można odkryć, że jeżeli z komputera korzysta kilka osób, to każda z nich powinna mieć zakupioną kopię programu. Czyli na przykład jeśli ojciec kupi DVDplayera i puszcza za jego pomocą film swojej rodzinie, to podczas seansu nikt poza nim nie ma prawa choćby tknąć klawiatury.
Co dalej? Już dziś są firmy rozkodowujące ludzki genom. Nic za darmo – fragmenty ludzkiego DNA też można opatentować, a jeśli są opatentowane, podlegają prawu patentowemu. Zatem za parę lat, akt prokreacji będzie czymś więcej niż prywatną sprawą dwojga ludzi. Jeśli dojdzie do poczęcia, będziesz musiał zapłacić za licencję na użycie swoich własnych genów.


Udostepnij
Glodne Slonce

8 Responses to “Prawo autorskie”

  1. BartG Says:

    Przykre lecz prawdziwe… Dlatego w innych krajach (i naszym już też) powstała partia Piratów, która ma zamiar wejść do rządu i zmienić prawo patentowe, aby muzykę można było ściągać do woli.

    Dodam jeszcze że mp3 można ściągnąć i “używać” przez 24h nie łamiąc przy tym prawa.

    Inny ciekawostka to taka jak juz Pan napisał. Jeśli kupie płytę z muzyką nie mogę jej nikomu pożyczyć, nawet rodzinie. To jest chore! Czy jeśli ktoś ma 4-osobową rodzinę musi posiadać 4 egzemplarze filmu czy muzyki. I jeszcze mają osobno to oglądać :(

    PS. Jeśli bibliotekarka przeczyta książkę, zaproponuje ją komuś kto odwiedzi tą bibliotekę. Zacznie zgłaszać się więcej ludzi po tą książkę i autor stanie się sławny. Podpisze umowę o zrobienie ekranizacji książki i zarobi jeszcze więcej. Wyjedzie na Hawaje i zje go krokodyl. A na prawde jesli książka jest dobra to w bibliotekach robi się reklama

  2. Rafal Kosik Says:

    Spokojnie! Ja nie zwalczam bibliotek - one mają duże znaczenie w dekretynizacki Polski. Wykazałem tylko nierówność wobec prawa twórców z różnych dziedzin.

  3. BartG Says:

    Nie mówiłem że Pan zwalcza biblioteki ;P chciałem tylko wskazać plusy oddawania książek do biblioteki.

    Kinematyka w życiu nie mogła by być rozdawana za darmo. Jeden film (dobry) kosztuje kilka mln, a książka teoretycznie jest za darmo (nie licząc wyżywienia autora, ceny kartek i długopisów ;-) oraz talentu i pracy w to włożonej)

  4. Rafal Kosik Says:

    Książka jest tańsza ze względu na to, że mniej ludzi przy niej pracuje. Pomijając podwykonawców (producenta papieru, kleju introligatorskiego, farby drukarskiej etc.), to do stworzenia książki potrzeba koło 15-20 osób. Do filmu minimum 10 razy więcej. Natomiast tworzenie cyfrowych kopii filmów jest już zdecydowanie tańsze, niż w przypadku książek. Tłoczenie jednej płyty DVD wraz z ceną nośnika, pudełka i okładki to mniej niż 1.5 PLN.

    Zastanawiałeś się kiedyś, czemu płyta DVD z filmem kosztuje np. 30 PLN, a soundtrack z filmu na CD - 60?

  5. BartG Says:

    Cena jest taka aby nie odstraszyła konsumenta oraz aby jak najwięcej z niego wyciągnąć. (nie zawsze ale w większości). Dodatkowo koszty z filmu powinny sie jakoś zwrócić. A jedynym filmem który się w Polskim kinie zwrócił to Ogniem i mieczem.

  6. mamrotka Says:

    wręcz pisze się razem

  7. Rafal Kosik Says:

    Poprawione. Na szczęście nie jestem korektorem, bo to on obrywa za błedy w książkach ;)

  8. Osobno Says:

    Hello - fine blog with Osobno

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).