Powstanie Warszawskie

Przeczytałem multum opracowań na temat Powstania Warszawskiego, krytykujących, gloryfikujących, albo rozpamiętujących. Jazdę w tę i z powrotem po dowódcach mogę zrozumieć, ale opluwania szeregowych żołnierzy już nie.

Szczególnie dziś wielu ludzi ulega błędowi poznawczemu zwanemu efektem wyniku, czyli ocenianiu decyzji na podstawie znanych później skutków, zamiast na podstawie informacji posiadanych w momencie podejmowania decyzji przez uczestników wydarzeń. Przypomnę, że Powstańcy nie wiedzieli o planach powojennego podziału Europy, który dla nas dziś jest oczywistością. Oni spodziewali się odrodzenia Polski w przedwojennym kształcie.

Łatwo się mądrzyć po fakcie, wytykać co spartolono, opierać się na researchu internetowym. W czterdziestym czwartym nie było takiej możliwości. Pochwały Powstania też można znaleźć, rzecz jasna, choć jest ich znacznie mniej. Nie znalazłem za to ani jednego dobrego opracowania, mówiącego, co by było, gdyby Powstanie nie wybuchło.

Założenie, że skończyłoby się jak w Krakowie jest naiwne z wielu powodów. Po pierwsze dlatego, że Warszawa była najważniejszym obiektem strategicznym na drodze do Berlina. Niemcy nie mogli oddać tego obiektu prącej od wschodu Armii Czerwonej, bo zabrania tego nawet podręcznik strategii dla zuchów. Z tego samego powodu, Armia Czerwona nie mogła ominąć pełnego Niemców miasta i przeć dalej. Jak można oddać nacierającej armii Warszawę z jej przemysłem, węzłami komunikacyjnymi, kwaterami, magazynami i całą resztą? Jak można zostawić tak silnie bronione miasto na swoich tyłach? No nie można zrobić ani jednego, ani drugiego. Los Warszawy był przesądzony od niemieckiej klęski pod Stalingradem.

Dodajmy do tego naturalne atrybuty, czyli głęboką Wisłę i Skarpę Wiślaną, by każdy dowódca powiedział, że Warszawa jest dobrym miejscem do zatrzymania Rosjan na wiele miesięcy. Trzeba ją zamienić w twierdzę i jej bronić, albo ją zniszczyć, by spowolnić marsz wroga. Prawdopodobnie (gdybanie, rzecz jasna) bez Powstania Warszawskiego, z miastem stałoby się mniej więcej to samo. Ofiar byłoby mniej więcej tyle samo i zniszczenia byłyby podobne. Różnica polegałaby na tym, że, jak to trafnie podsumował Bogusław Linda, nie mielibyśmy tej chwili wolności. A ci, którzy nie zginęliby w Powstaniu jako bohaterowie, zginęliby z głodu, pod ostrzałem sowieckiej artylerii w okrążonym mieście, albo później na Syberii jako oznaczeni kolejnymi numerami więźniowie polityczni.

Z tej perspektywy Powstanie Warszawskie wypada rozpatrywać jako desperacką próbę uratowania miasta i jego mieszkańców przed zagładą. Nieudaną próbę, ale to wiemy dziś.


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Powstanie Warszawskie”

  1. paul z Says:

    Rozsądek to mądrość krótkowzroczna: Analizujesz dane i podejmujesz najlepszą decyzję w konkretnej sytuacji. Ideały to mądrość dalekowzroczna, wyszkolona przez ewolucję historyczną: Robisz coś, nie mając za bardzo pojęcia dlaczego, a zysk mają dzieci czy wnukowie. Siejesz, inni zbierają (oczywiście, musisz uważać, kto to jest). Rozsądny ucieka z pagórka, gdy bitwa jest przegrana, idealista walczy dalej, ginąc już w bitwie, która stoczy się na tym pagórku za sto lat. I tę może wygra.
    Ja miałem wybór odrzucić swoją polską część i stać się stuprocentowym Niemcem. Ale nie chcę, właśnie przez tych wszystkich polskich nieudaczników: Kościuszkę, Karskiego, Pileckiego, powstańców, tych wszystkich szalonych Donkiszotów, rzucających się na strachy groźniejsze od wiatraków. Jak nie spróbujesz, to skąd wiesz, że nie możesz?
    Polska to nieudane państwo, ale udany eksperyment – nie wiem, czy istniał kiedyś inny wielki kraj, któremu udało się utrzymać wolność, tolerancję i demokrację jakiś czas w warunkach ekstremalnych. Inne demokracje Zachodu nauczyły się wiele z jej sukcesów i błędów, danych z eksperymentu. A jak dotąd warunków ekstremalnych raczej nie znały, zawsze były potężne i bogate, epizod z Adolfem wyszedł im na dobre, a później Sowieci pomogli utrzymać władzę i pokój na świecie. Tyle że warunki ekstremalne idą i do nich, a one już przy pierwszej mżawce się sypią. Myślę, że polskie doświadczenie, polska historia, są całej Europie niezbędne do przetrwania.
    Choć dzisiaj Polska wydaje się trupem, wyżeranym od środka przez Włochy Mussoliniego, zawsze będą jacyś nieudacznicy i podręczniki do historii. Powstanie Warszawskie ciągle jeszcze ma szansę zakończyć się zwycięstwem.

  2. Rafal Kosik Says:

    Historia Polski od pierwszej Rzecz(y)pospolitej była materiałem szkoleniowym dla chińskich kard politycznych. Obawiam się, ze jako przestroga.

  3. paul z Says:

    Planetę Chiny trudno jest oceniać. Chronione przez góry, morza, pustynie i własną masę państwo nigdy nie musiało dobrze funkcjonować – nawet w zakichanym i skorumpowanym gigancie zawsze znajdywało się dość ludzi tworzących klasę, którą wystarczało powielić: Nigdy nie wiadomo, co w Chinach to perfekcja Kung-fu, a co sklecone z płatków owsianych wieżowce, bo beton ukradł urzędnik. Ale totalitaryzm oznacza ukręcenie łba immunologii, jaką jest krytyka, bo bez vox populi vox Dei, autorytety wolą system psuć niż naprawiać, a ludzie idą za ich przykładem. Choć ten punktowy system, o którym Pan mówił, może być projekcją, mitem dręczonego podobnymi ratingami i powszechnym nadzorem przez fejsbuka i Youtube Zachodu (nie mówiąc o dręczonych ciasnym rynkiem i głosowaniami do nagród wspaniałych autorach), chińska administracja łatwo popaść może w stare nałogi.
    Polską historię uczą może jako przestrogi przed demokracją i wolnością, czyli w opakowaniu ideologicznym. Ale powodem upadku Rzepy były także neoliberalna, oparta na zastępowaniu marchewki kijem gospodarka (choć dla chłopa praca na folwarku była urlopem, jak już harować cały dzień, to lepiej dla obcego niż dla siebie, nie trzeba się wysilać) i korupcja (widoczna wszędzie właśnie dlatego, że za mówienie o niej nie karano) czyli tradycyjnie chińskie wartości. Może wśród kadr chińskich ktoś zauważy i tę drugą stronę.
    Dla osiemnastowiecznych Francuzów oczywiste było, że wśród szlachty dalekiej Polski panują wolność, równość i braterstwo. Niemieccy rewolucjoniści wolnościowi śpiewali „Noch ist Polen nicht verloren” i domagali się restauracji Rzepy jednym tchem ze zjednoczeniem Niemiec. Wiele w ustroju USA wydaje mi się bardziej polskie niż angielskie czy francuskie. A że despoci tworzący propagandę, którą uważamy za historię, wymazali ją tak doszczętnie z historii Europy, to też chyba nie przypadek. Mimo wszelkich zachodnich ulepszeń, są jeszcze kody, których tamtejszym ustrojom brakuje: „Nic o nas bez nas” (tam za łatwo ideologia definiuje, czym są wolność, godność czy prawa człowieka) „Cudzego nie chcę, swego nie dam ruszyć” (tolerancję umożliwia płot, a tam je rozwalają), czy też bezmózgie wkurzanie się, gdy ktoś traktuje cię z góry, niezależnie od tego, kto ma rację (mieć rację to prosty i skuteczny środek zdobycia władzy, ale potem można go porzucić), czy też prosty fakt, że tzw. wartości liberalne i konserwatywne wcale się nie wykluczają. Polska może jeszcze światu dać niejedno. I zawsze potrafiła fascynować.
    Ciekawe, czy także Chińczyków?

  4. wisznu Says:

    Zgadzam się z autorem, że szeregowym powstańcom szacunek się należy. Ale mam duże wątpliwości w temacie przywódców, a już zwłaszcza tych, co siedząc sobie w Wielkiej Brytanii stwierdzili, że tak trzeba.

    Swoją drogą czytałem ostatnio ciekawą opinię, że Powstanie Warszawskie mogło wybuchnąć z inspiracji Amerykanów. Bo dzięki niemu nastąpiło opóźnienie w dotarciu Rosjan do Berlina, co dało Amerykanom więcej czasu na zebranie łupów wojennych - niemieckich naukowców - w ramach operacji Paperclip.
    Ciekawa teoria spiskowa :)
    Ale nawet jeśli nie było tak do końca, to daje jakiś pogląd, co by było, gdyby powstanie nie wybuchło, nieprawdaż?

    aha, @paul piszesz, że Polska to udany eksperyment…
    czy naprawdę myślisz, że to dla nas chwała, że ciągle robimy za króliki doświadczalne? Myślisz, że ktoś nam podziękuje, doceni nasz wkład?
    Myślisz, że szczurom w laboratoriach ktoś jest wdzięczny za testowanie na sobie leków?

    Mnie zastanawia jak to jest, że ciągle dajemy sobie wcisnąć jakichś eksperymentatorów, jako zbawców. Dajmy na to takiego Balcerowicza - ktoś go kiedyś trafnie podsumował - “wspaniały teoretyk, ale broń Boże dać mu władzę do ręki”.
    I jak to się skończyło? Żeby nie przedłużać powiem tak - facet ma krew na rękach. Wystarczy spojrzeć na statystyki samobójstw z lat ‘80-2000. Jak duży był wzrost w czasie kiedy przeprowadzał na Polakach eksperyment pod hasłem “terapia szokowa”.

    Masz jednak rację, że Chiny korzystają z polskich doświadczeń i dlatego wiedzieli jak właściwie poprowadzić kraj ku gospodarce rynkowej.

    A najgorsze jest to, że jak na razie wystarczy odrobina logiki, by wiedzieć, jak się skończą polskie eksperymenty. Przecież do przewidzenia było, że przy tak skonstruowanych przepisach na OFE stracą emeryci, a zarobią tylko właściciele OFE, i też wiadomo, że to samo nas czeka z pracowniczymi planami kapitałowymi. Bo powielono te same błędy.
    Do przewidzenia jest, że rozdawanie pieniędzy w stylu 500+, 300+ doprowadzi kraj do bankructwa… Ale dalej w to brniemy. Czyżby znowu ktoś potrzebował sprawdzić w praktyce - jak długo można nas zarzynać zanim dojdzie do buntu? I czy w ogóle do niego dojdzie, skoro nasze społeczeństwo zostało zatomizowane, skoro każdy walczy tylko o swoje i nie ma już żadnej solidarnosci w narodzie?

  5. paul z Says:

    Mówiłem raczej o Rzepie Obojnackiej i jej eksperymentach z demokracją. Bo to, co widać dzisiaj, to walka kodów genetycznych: Tego starego, polskiego, który jakoś próbuje odżyć, dostosować się do nowej rzeczywistości. I włosko-watykańskiego, który ten kod próbuje zadusić już od stuleci, a teraz może wreszcie mu się uda. Polski zombi powstał z grobu, ale jeszcze nie wiadomo, jaka wyrośnie mu dusza.
    Uważam, że ten stary kod ma dobre zadatki, ale oczywiście należy go porządnie zmodernizować, ulepszyć o nowe dane i doświadczenia i Polski, i reszty świata. Kod watykański to sztampowy katofaszyzm, a do czego to prowadzi, widać na całym świecie. Kościół jest po trochu zły, po trochu dobry, ale nie należy do instytucji chętnych do nauki z doświadczenia.
    Myślę, że należy rozróżniać między historią prawdziwą, w której wszystko jasne: Jeśli ten mit zwany człowiekiem ma kiedykolwiek stać się prawdą, musimy jeszcze porządnie się nad sobą popracować. Hitler, Stalin, Hirohito i Mao mogą konkurować o tytuł najwydajniejszych masowych morderców do dzisiaj, bo po prostu nigdy więcej nie było więcej ludzi do zabicia – poza tym, idealnie wpasowują się w poczet międzynarodowych bohaterów narodowych. O ile rozumiem świat, różni się od Piekła tylko tym, że jestem ateistą, i jeśli tych kilka alternaukowych teoryjek, którymi tutaj próbowałem zanudzać, okaże się prawdziwych, nauka i religia stopią się w jedno w bardzo nieprzyjemny sposób.
    Ale historia należy także do kodu genetycznego narodu, pokazującego mu, jak zachowywać się w przyszłości. Z kodu tego pragniemy być dumni, i jest to pragnienie tak silne jak głód, seks czy status społeczny. Tak samo, walczyć z tym pragnieniem nie ma sensu, prowadzi to tylko do nerwic. W kodzie tym, Sobieski istnieje na tych samych prawach, co Smok Wawelski, są to po prostu obdarte z nieprzyjemnych faktów mity. I właśnie nierozróżnianie historii prawdziwej od mitycznego kodu prowadzi do dziwacznych stosunków do własnej przeszłości: Często mamy albo niepohamowane upiększanie, albo neurotyczną przeciwność, beczenie na wszystko.
    A ja bawię się chętnie w konstrukcję kodu. Nie chcę dopasowanej do katofaszyzmu wersji pisanej przez obecny rząd, tylko tej, w której wartości liberalne i konserwatywne mogą być jednym i tym samym, a można je uzupełniać o nowsze. Oczywiście, jestem tylko wariatem ględzącym po internecie. Wyboru dokonają Polacy.
    Chcę strącić z tronu Boga, przepisać prawa natury, unicestwić wszelkie cierpienie wszech czasów, dać każdej istocie raj wedle jej własnego uznania, a potem napić się kawy. Nie sądzę, bym daleko zaszedł na tej drodze, trudno jest dzisiaj o porządną kawę. Ale jeśli nikt nie zacznie, nigdy nie wyjdziemy z Piekła. Może to potrwa czas istnienia miliardów miliardów wszechświatów, ale ja pójdę swój maleńki kroczek. Dla następnego, będzie bliżej.

  6. KorpoSzczur Says:

    Widzisz Rafał,
    dzisiaj jest wszystko łatwe i szybkie. Siedzę sobie w moim wygodnym fotelu zrobionym przez małe chińskie rączki, piję indyjską herbatę, mam ciepło w domu dzięki amerykańskiemu węglowi. I mam dużo czasu bo przecież jestem mądrzejszy, inteligentniejszy i lepszy od innych, mam w końcu ten fotel i herbatę. Czas spędzam w internecie czytając wszelkiej maści specjalistów, bo sam nie nie nie kumam. Nie chce mis się(ba i pewnie nawet nie wiem co to) prowadzić kwerend krzyżowych. Nie mam ochoty czytać za dużo, wole oglądać obrazki, a najlepiej takiej, które mnie rozmawia i mój wysublimowany humor będzie mógł się wykazać przy Nosaczu sundajskim.
    Siedzę więc sobie w tym fotelu, z tą herbatą oglądając internety, w których pokazują mi husarza, Polskę Walczącą i Żołnierza Wyklętego. Słyszę ludzi mądrych, bo przecież nie pokazują w okienku na świat niemądrych, prawda. I przeżywam dysonans poznawczy, to dla mnie strasznie duży problem, bo w końcu to Powstanie Warszawskie to było dobrze czy złe? Ten partyzant, to on w końcu bandyta czy bohater? To wszystko łatwe, bo zamiast myśleć sam, sprawdzić, poczytać i wyrobić sobie zdanie, nie koniecznie może do końca trafne, ale własne, wolę sobie znaleźć gadającą głowę, która mi to wszystko wytłumaczy. I to najlepiej w nie dłużej niż 3 minuty, bo się znudzę.
    Do czego zmierzam?
    Do tego, że zjedliśmy i wyrzygaliśmy swoje autorytety, bo wolimy teraz posłuchać jutubowego influencera, który nie za dużo umie, ale trafia do głów, niż ludzi, którzy kawał swojego życia poświecili jakiemuś tematowi i zmuszają do myślenia. A już w ogóle poświęcenie swojego czasu na takie rzeczy jak grzebanie w źródłach to już nie mam czasu. Po co, skoro 17latek z jutuba już to sprawdził, przeczytał i da mi zdanie.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).