Pojazdy autonomiczne

Gdy lata temu w USA wprowadzono do sprzedaży samochody wyposażone w tempomaty, rozpoczęła się seria wypadków, o jakich nie śniło się inżynierom. Otóż co mniej rozgarnięci kierowcy włączali tempomat i byli przekonani, że to jest rodzaj autopilota, czyli już nie muszą kierować samochodem. To były czasy, gdy w samochodach powszechnie montowano automatyczne skrzynie biegów, a pasów bezpieczeństwa nie można było zamówić nawet za dopłatą. Automatyka w rozwiązaniach cywilnych najpierw służyła więc wygodzie, nawet jeśli odbywało się to kosztem bezpieczeństwa.

Pasy w USA początkowo nie przyjęły się, bo przekaz marketingowy był taki, że tylko niebezpieczne samochody potrzebują pasów. W niektórych państwach arabskich do dziś zapinanie pasów uchodzi za wyraz braku zaufania wobec kierowcy, a wręcz obrazę. Tymczasem na współczesnym Zachodzie, a już w Europie szczególnie, narasta obsesja na punkcie bezpieczeństwa. Z obsesjami tak to już bywa, że zaburzają postrzeganie rzeczywistości.

Wbrew entuzjazmowi towarzyszącemu testom autonomicznych samochodów Google (i nie tylko), wiele wskazuje na to, że roboty nieprędko zastąpią ludzkich kierowców. Rozwój technologii sztucznej inteligencji i generalnie softu zastępującego ludzi w pewnych aspektach ich życia jest bardzo powolny. Jak na razie bardziej autonomiczny od współczesnych autonomicznych samochodów jest zwykły koń.

Komputery sprawdzają się doskonale tam, gdzie zasady są jasne i klarowne, no i nie wolno ich łamać, czyli np. w grze w szachy czy w optymalizacji linii produkcyjnej. Autonomiczne samochody ponoszą fiasko w tak banalnych sytuacjach, jak niewyraźnie namalowane pasy czy źle oznaczony objazd. No i dochodzi do tego nieprzewidywalny czynnik ludzki, bo przecież nie da się (na szczęście) jednego dnia wymienić wszystkich ludzi na maszyny.

Właśnie stany przejściowe sprawiają najwięcej trudności. Jednym z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy jest stopniowa automatyzacja, czyli kolejne modele samochodów będą przejmowały coraz więcej czynności ludzkich. Na tej zasadzie np. system ABS zwolnił kierowcę z konieczności hamowania pulsacyjnego, a automatyczna skrzynia biegów z machania sprzęgłem i lewarkiem biegów. Prawdziwy problem pojawia się w połowie drogi, między systemem manualnym a automatycznym. Dziś istniejąca technologia pozwala na zbudowanie samochodu, który tani nie będzie, ale za to zapewni automatykę jazdy przez 99,9% czasu. Kierowca będzie musiał przejąć stery tylko w nagłym wypadku. Genialne, prawda?

Ani trochę. Myślenie, że kierowca będzie siedział z założonymi rękoma i analizował sytuację na drodze, by zareagować w razie zagrożenia, które może nastąpić raz na tysiąc godzin, jest skrajnie naiwne. Nie jest więc dziwne, że tak właśnie kombinują biurokraci z Brukseli. Nawet nie 99,9% kierowców, ale 100% zajmie się czymś mniej nudnym lub się zdrzemnie. Absolutnie nie jest możliwe wprowadzenie systemu pośredniego. Dojdziemy więc do momentu, w którym dalszy rozwój będzie się wiązał z rewolucją, jak choćby fizyczna separacja odcinków ruchu manualnego i autonomicznego.

Samochody najlepiej eksponują problemy automatyzacji, bo są powszechne, niebezpieczne, a przede wszystkim dynamiczne. Awaria softu windy grozi co najwyżej zatrzymaniem jej między piętrami, błąd programu sterującego ekspresem do kawy jest drobną niedogodnością, natomiast w przypadku ruchu ulicznego o bezpieczeństwie decydują ułamki sekund. Gdy podróżowałem po Toskanii wypożyczonym nowiutkim Fiatem Tipo, program nawigacyjny co najmniej dziesięć razy zawiesił się na kilka sekund, restartował się ze trzy razy, a raz chciał mnie przekonać do zjechania po schodach. Spróbujcie sobie wyobrazić tak działający samochód autonomiczny.

Pisząc o jakimkolwiek zagadnieniu z zakresu futurystyki, nie można pominąć trendu, który w znacznym stopniu będzie kształtował wiek XXI – terroryzmu. Przy czym nie mówię tu o zdalnym hackowaniu softu przez oddziały chińskich hackerów, tylko o działaniach na miarę możliwości „naszych” terrorystów, których polityczna poprawność każe nazywać Europejczykami. Pamiętacie niedawne dyskusje na temat „moralności” softu pojazdów autonomicznych? Co ma zrobić program, gdy kolizja będzie nieunikniona? Poświęcić życie kierowcy/pasażera czy pieszego? Ktoś jedzie samochodem, więc dlaczego w razie problemu to inni mają cierpieć? Z drugiej strony pasażer/kierowca płaci, więc wymaga, żeby jego bezpieczeństwo było ważniejsze. Na razie opinia społeczna skłania się ku temu, by wyżej cenić życie przypadkowego przechodnia. Cóż z tego wynika?

Ano tyle, że w przypadku takiego rozwiązania zamach samobójczy wcale nie będzie samobójczy. Wystarczy, że zamachowiec w odpowiednim miejscu i czasie wyjdzie przed jadący samochód. Będzie miał absolutną pewność, że program wybierze ominięcie go nawet kosztem życia pasażera. Ot, pierwszy z brzegu pomysł. O tym pomyślą też potencjalni nabywcy. Kto będzie chciał zapłacić za samochód, który go przy pierwszej okazji go zabije?

Jeśli nie nastąpi globalna katastrofa, to prawdopodobnie idea pojazdów w pełni autonomicznych wreszcie się ziści. Wbrew pozorom samochody autonomiczne nie są i nie będą tworzone głównie z myślą o bezpieczeństwie, choć taki jest oficjalny przekaz. Chodzi o wygodę, optymalizację i kontrolę nad obywatelami. Następnym nieuniknionym krokiem w tej dziedzinie będzie wypożyczanie samochodów na godziny na tej zasadzie, na jakiej dziś korzystamy z taksówek. Przepisy utrudniające wjazd własnym samochodem w co bardziej istotne obszary i zabraniające tam parkowania sprawią, że posiadanie samochodu w mieście będzie miało jeszcze mniejsze uzasadnienie niż dziś.

Być może do tego czasu posiadanie przedmiotów na własność w ogóle stanie się niemodne, dziwne lub niemożliwe, bo dobra będą występować wyłącznie jako współdzielone lub jednorazowe. W tej wersji przyszłości nasza definicja „domu” przestanie istnieć, przynajmniej w miastach.

Znam sporo osób, którym jest absolutnie wszystko jedno, na jakim krześle siedzą, jakim długopisem piszą, jaką bluzę założą. Nie obchodzi ich, czy piją piwo z puszki, butelki czy kufla, ani nawet jakie piwo. Co ciekawe, zazwyczaj ten typ ludzi również nie ma prawa jazdy ani własnego mieszkania.

Odchodzenie od koncepcji posiadania dóbr materialnych jest charakterystyczne dla społeczeństw składających się w coraz większym stopniu z nomadów. Stąd zresztą stały wzrost wartości usług względem produktów. Nie chciałbym, żeby moje słowa brzmiały jak lament miłośnika koni po wprowadzeniu do produkcji Forda T, ale… nie wszyscy chcą tak żyć. Nawet w społeczeństwie nomadów pozostanie spora grupa ludzi, którzy zwyczajnie będą chcieli mieć swój własny samochód, w konkretnym kolorze, z konkretnymi felgami, z kierownicą obszytą skórą, a może różowym futerkiem. I będą chcieli sami go prowadzić.


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Pojazdy autonomiczne”

  1. pm7 Says:

    “Myślenie, że kierowca będzie siedział z założonymi rękoma i analizował sytuację na drodze, by zareagować w razie zagrożenia, które może nastąpić raz na tysiąc godzin, jest skrajnie naiwne.” Zgadzam się. Takie systemy są niebezpieczne.

    “Kto będzie chciał zapłacić za samochód, który go przy pierwszej okazji go zabije?” Przy takim podejściu samochody autonomiczne kiepsko by się sprzedawały.

    “Wbrew pozorom samochody autonomiczne nie są i nie będą tworzone głównie z myślą o bezpieczeństwie, choć taki jest oficjalny przekaz. Chodzi o wygodę, optymalizację i kontrolę nad obywatelami.” Trudno mi uwierzyć, że kilka dużych firm niezależnie poświęca fundusze na rozwój kontroli obywateli. Może kiedyś z tego wyniknie taki efekt uboczny, ale żeby to było celowe?

    “Być może do tego czasu posiadanie przedmiotów na własność w ogóle stanie się niemodne, dziwne lub niemożliwe, bo dobra będą występować wyłącznie jako współdzielone lub jednorazowe. W tej wersji przyszłości nasza definicja „domu” przestanie istnieć, przynajmniej w miastach.” To jest ciekawa wizja. Możliwość wypożyczania większej ilości rzeczy byłaby według mnie korzystna, choć nie chciałbym, żeby uniemożliwiło to zakup na stałe.

    “I będą chcieli sami go prowadzić.” To wydaje się rozsądne życzenie, ale czy naprawdę? Jeżeli samochody autonomiczne będą powodowały dajmy na to 100 razy mniej wypadków, czy będziemy w stanie określić samodzielne prowadzanie jako coś innego, niż stwarzanie zagrożenia? Chyba, że komputer miałby możliwość zastąpienia kierowcy wyłącznie w celu zapobiegnięcia wypadkowi. Czy to byłoby satysfakcjonujące?

  2. Gumowy Kaczor Says:

    Tak jak zwykle się zgadzam z tekstami publikowanymi tutaj, tak w tym konkretnym coś mi nie pasuje. Moim zdaniem zastanawianie sie, czy samochody autonomiczne będą bezpieczne w 100 procentach to nonsens. Otóż nie będą. Oczywiste jest, że nawet najlepsi inżynierowie nie są w stanie przewidzieć i zapobiec wszystkim losowym zdarzeniom jakie może napotkać taki pojazd na drodze. Należy raczej pomyśleć o tym, o ile wzrośnie bezpieczeństwo na drogach w porównaniu z dzisiejszą sytuacją, a wydaje mi się, że będzie ono rosło tym bardziej, im więcej będzie takich samochodów.

    Jeżeli chodzi o dylematy moralne czy zabić przechodnia czy kierowcę - komputer mając dane z wszystkich czujników i radarów powinien wybrać opcję która zapewnia największe szanse przeżycia zarówno kierowcy jak i przechodnia. C’mon, przecież wszyscy wiemy, że przy dzisiejszym stopniu rozwoju wykonanie odpowiednich obliczeń zajmie ułamki sekundy. Niezależnie od wyboru komputera będzie to lepsza opcja niż zdanie się na refleks ludzkiego kierowcy. Wiem co powiecie - a co jak jakiś czujnik zawiedzie? Moim zdaniem sytuacja w której dopracowany system nie zadziała bedzie rzadsza niż błąd człowieka.

    Piszę to wszystko z perspektywy osoby która uwielbia jeździć własnym samochodem i najpewniej czuje się sama siedząc za kierownicą. Pomimo tego jestem zdania że nie można wieszać psów na systemach jazdy autonomicznej gdyż rozwój techniki i technologii zapewnia nam poziom i tak już wysoki poziom bezpieczeństwa, a będzie tylko lepiej ;)

  3. wisznu Says:

    Świetny tekst, ale chciałbym dodać jeszcze kwestie natury prawniczej. Otóż bardzo ważnym i nierozwiązanym problemem jest sprawa odpowiedzialności karnej za wypadek spowodowany decyzją komputera w samochodzie. Czy ma odpowiadać właściciel czy może producent?

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).