Po co komu fantastyka w literaturze młodzieżowej?

Dwa tygodnie temu odwiedziłem Katowice, gdzie w ramach Poplitu m.in. wziąłem udział w dyskusji na temat elementów fantastycznych w literaturze młodzieżowej i dziecięcej. Spotkanie prowadził Jakub Ćwiek, również autor powieści fantastycznych. Przy takich rozmowach pojawiają się pomysły i dojrzewają wnioski, do których ciężko dojść samodzielnie. Postanowiłem spisać kilka przemyśleń i spostrzeżeń, jakie pojawiły się w trakcie dyskusji, nim ulecą w niepamięć.

Można lubić fantastykę lub nie, ale jeśli ktoś krytykuje fantastykę generalnie jako gatunek sztuki, to prawdopodobnie jest osobnikiem pozbawionym wyobraźni, czyli ślepcem nie rozumiejącym sensu używania okularów. Maciej Parowski powiedział kiedyś, że fantastyka jest pierwszą literaturą każdego człowieka. Nie da się ukryć, że nie ma niefantastycznych bajek dla dzieci. Mały Książę, Kubuś Puchatek, czy Muminki to przecież czysta fantastyka. Nawet stara sztuka wymyślania bajek przez rodziców odwoływała się do motywów fantastycznych. Być może to leży u podstaw wyznawanego przez niektórych sztywniaków poglądu, że fantastyka jest niegodna dorosłego umysłu.

Warto tu przypomnieć, że science fiction, czyli fantastyka naukowa opiera się, jak sama nazwa wskazuje, na nauce. Dobra powieść SF powinna być logiczna, spójna wewnętrznie i zawierać jak najmniej opisów niewyjaśnialnych zjawisk. Wbrew powszechnej opinii Gwiezdne Wojny, czy Star Trek to nie jest science fiction, tylko space opera, a Władca Pierścieni i Harry Potter to fantasy. To odrębne gatunki rządzące się innymi prawami. Klasyczne SF (w kinie) to Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia, AI, Raport Mniejszości, Blade Runner, Wojna Światów, Pojutrze, czy Armagedon.

Podczas dyskusji w katowckim Matrasie padły dwa przykłady, które dobrze charakteryzują różnice między SF a fantasy. Pierwszym z nich był problem transmutacji czarnoksiężnika w kruka. Próbowałem ten problem ugryźć już jakiś czas temu przy piwie z ?ukaszem Orbitowskim. Nie udało się nam znaleźć choćby w przybliżeniu wiarygodnego wyjaśnienia, jak taka transmutacja miałaby przebiegać. Jeśli miałbym się w tym momencie posłużyć narzędziami z warsztatu fantasy, to wszystko by grało – zamienił się i odleciał. Już. Kropka. Czary. Jeśli jednak miałbym opisać tę transmutację językiem SF, to byłoby znacznie gorzej. Ni mniej, ni więcej, jeśli czarnoksiężnik przemieni się w coś kilkukrotnie od niego lżejszego, to cała nadmiarowa masa musi zniknąć, czyli zamienić się w energię. Gdyby chcieć opisać to zgodnie z obecnym stanem wiedzy, to po transmutacji czarnoksiężnika w kruka, bądź wampira w nietoperza, musiałaby nastąpić taka emisja energii, która nie tylko sprawcę ale i całą baśniową krainę zamieniłaby w wielki dymiący krater. Bajka skończyłaby się więc bardzo źle. Drugim przykładem była Koralina Neila Geimana. Skądinąd niezła książka, ale z pewnością daleka od SF – oczy z guzików zwyczajnie nie mają prawa działać jak oczy.

Oczywiście historię o Koralinie trudno byłoby opowiedzieć językiem SF, a z kolei całkowicie odarta z fantastyki straciłaby sens. Ja skupię się na science fiction, bo to gatunek, w którym czuję się najlepiej. Fantastyka naukowa daje autorowi nieograniczone możliwości kreacji świata. Jeśli umieszczę akcję powieści np. na stacji orbitalnej, to zyskam szansę na interesujące przybliżenie młodemu czytelnikowi zagadnień fizyki, astronautyki, astronomii czy nawet biologii. W literaturze niefantastycznej opis podróży kosmicznej miałby formę mało wciągającego wykładu naukowego. Wedle zasady, że najlepiej dotknąć i wypróbować, dobrym posunięciem jest umieszczenie bohatera w sytuacji, do rozwiązania której konieczne jest zapoznanie się z wiedzą na dany temat. Jeśli informacje zostaną sprawnie wkomponowane w akcję, młody czytelnik nie dość, że łyknie je zachłannie, to jeszcze zapamięta na dłużej i poprosi o więcej. Przyjemnie z pożytecznym, czegóż chcieć więcej?

Tworzona przeze mnie seria Felix, Net i Nika to science fiction z ludzką twarzą, bo oprócz nauki opisuję tam zwykłe ludzkie sprawy, więc jeśli ktoś nie lubi SF i tak znajdzie w książce coś dla siebie. Staram się wyjaśniać tam zjawiska, które nie są przyjmowaną na wiarę magią. Nie zawsze do końca mi się to udaje – jak się teraz lepiej zastanowić, gnom z pierwszej części (GNL) nieco odstaje od reszty historii… Jednak nie ma tam ściem. Nawet podróż czasoprzestrzenna (TMK) jest opisana zgodnie z aktualnym stanem wiedzy i w taki sposób, by każdy zrozumiał, czym jest czasoprzestrzeń, jak wygląda teoria podróży pomiędzy wymiarami, a także by dowiedział się nieco o fizyce bliższego zasięgu (np. czym jest światło). Najbardziej interesujące dla młodego czytelnika może być jednak praktyczne zastosowanie wiedzy i nauki w życiu codziennym. Fantastyka pomaga również przybliżyć problemy czysto ludzkie, jak śmierć bliskiej osoby, czy pojawienie się nowych członków rodziny. Po usunięciu fantastyki z mojej serii, otrzymalibyśmy nudną powieść obyczajową Felix, Net i Nika oraz Kolejny Miesiąc w Szkole.

Pojawia się oczywiście problem ludzi, którzy nie trawią fantastyki z założenia. Jeśli książka stoi na półce z fantastyką, taki czytelnik z pewnością po nią nie sięgnie, choćby książka była dziełem, przy którym Dostojewski zdaje się być grafomanem. Jeśli jednak przestawimy książkę na półkę z literaturą mainstreamową, nie sięgnie po nią czytelnik fantastyczny – jeszcze gorzej. Problem pozycjonowania literatury SF jest na razie nierozwiązywalny, a sytuację ratują właśnie książki młodzieżowe – na jednej półce ląduje wszystko: od fantastyki po romans. To uczy poznawania różnych rodzajów literatury, bez skreślania ich z góry.


Udostepnij
Glodne Slonce

19 Responses to “Po co komu fantastyka w literaturze młodzieżowej?”

  1. Magda Says:

    Gdy kilka lat temu mój mąż chciał mnie zachęcić do czytania sf - podłożył mi “Cylinder Van Troffa” i powiedział, że jest tam świetny wątek romantyczny… Był rzeczywiście “świetny” :) i ciągnie się do dziś, bo pokochałam Fantastykę :). Pozdrawiam.

  2. pablo951 Says:

    Ma pan racje. Fantastyka to moja ulubiona dziedzina literatury.
    Oprócz fantastyki sięgam też po książki przygodowe ale fantastyka jes przeważnie ciekawsza. Wymaga także większego wysilenia wyobraźni. Na pewno potrzeba jej więcej do wymyślenia jak wygląda baza w milo lub szpital kosmiczny J. White`a niż ja k wyglądały podróż Stasia i Nel :)

  3. mikki Says:

    Ja lubie zarówno SF, jak i fantasy. Bardzo ciekawe przemyślenia, w Koszutce też było ciekawie.

  4. Carrie_21 Says:

    Przed przeczytaniem książek FNiN to niezbyt linteresowałam się SF. Z racji tego, iż jestem raczej ciekawska(proszę nie mylić z wścibska!), to od razu polubiłam tą serię, bo po prostu dowiedywałam się wielu pożytecznych rzeczy:) i z każdą przeczytaną książką wiem więcej. Jak to powiedział już mikkki: “Bardzo ciekawe przemyślenia”. Liczę na to, że jeszcze kiedyś będzie pan na jakimś spotkaniu w Katowicach;)

  5. Lisek Says:

    Hmmm…

    Na pierwszy rzut oka (przynajmniej jak dla mnie) ciężko jest odróżnić Sience Fiction od fantastyki…

  6. mikki Says:

    Carrie - o jedno “k” za dużo…
    Lisek - Nie? Przecież to łatwe - Chyba, że mówisz o pierwszym rzucie oka na opkładkę!

  7. Carrie_21 Says:

    Wiem, mikki.

  8. fan fnin Says:

    Piękny tekst;Kocham Gwiezdne Wojny,Wojny Swiatów,Władcę Pierścieni itp.,jednak to nic w porównaniu do FNiN!

  9. moon_girl Says:

    Ja akurat bardziej lubię fantasy - w czasie czytania wolę, żeby czarnoksiężnik zamieniał się w kruka i nie nasuwało się pytanie, czy w wyniku uwolnienia energii spłonie cała kraina, czy też nie, bo znajdzie sie na to jakieś racjonalne rozwiązanie.
    SF oczywiście też jest pożyteczne, w czasie czytania można się dowiedzieć różnych rzeczy np. o wyższych wymiarach (”Widzicie te mrówki na dywanie…?”), i wiedza się przyswaja poświadomie wręcz i bezboleśnie - ale jednak bardziej mnie ciągnie w stronę fantasy, czegoś odległego, a jednocześnie bliskiego, bo opisuje inne światy, rządzące się innymi prawami, a jednak borykające sie z takimi samymi problemami.
    FNiN mi się podoba, bo SF toleruję. Fantasy jest mi jednak bliższe, bo sama sobie coś czasami tworzę (o, Radosna Twóczości) z tego gatunku właśnie. Napisanie czegoś z gatunku SF jest ponad moje siły, więc podziwiam ;)
    To mi się chyba wyczerpał temat.
    Pozdrawiam
    PS. Nie przyszło panu do głowy, że rzeczoną energię pochłonęła czarna dziura? Taka mała, niepozorna czarna dziurka, która akurat nie miała ochoty ani na światło, ani na czarnoksiężnika tudzież kruka, ani na całą resztę baśniowego świata, tylko akurat na tą właśnie energię xD Żarcik…

  10. Rafal Kosik Says:

    Czarna dziura - i to już jest jakiś pomysł :) Ale jesli wyjaśnisz coś w fantasy pojęciem ze współczesnej fizyki, to zrobisz z tego SF.

  11. mikki Says:

    No dobra, też czasem próbuję z kuzynką napisać jakieś fantasy, ale nie wolę tego gatunku od jakiegokolwiek innego, niekoniecznie powieści - równolegle czytam “Smoczego Rycerza” Gordona R. Dicksona i “Nowe wspomnienia z przyszłości” Ericha von Danikena (innych jego książek niestety nie mogę nigdzie zdobyć…)

  12. moon_girl Says:

    Zdaję sobie z tego sprawę ;D

  13. cascadebadge Says:

    Osobiście kocham i SF i Fantastykę, chociaż tylko ludzi którzy umieją to pisac bo niektórym to wychodzą mimry z mamrami a nie SF. Lubię księ teżoczywiście książki przygodowe i inne ale Sf i F ma w sobie to coś…
    Aha i mam pytanie: Kiedy będzie pan na jakiejś imprezie lub konwncie lub czymś innym gdzie można by pana spotkac w KRAKOWIE

  14. Rafal Kosik Says:

    Na razie się nie wybieram do Krakowa, ale kiedyś na pewno się wybiorę.

  15. mikki Says:

    A Nowy Sącz pan odwiedzi?

  16. Iza Says:

    Eeee… Mojej wsi nikt ciekawy nie odwiedza:(

  17. Ponury Żniwiarz Says:

    Ja lubię i SF, i fantasy, ale i obyczajową książkę przeczytam, pod warunkiem, że książka jest ciekawa i opowiadania o ciekawie obyczajowych wydarzeniach, nie typu:
    Kasia wróciła ze szkoły i od razu poszła umyc ręce. potem zjadła pyszny obiad i pochwaliła się mamie piątką z matematyki. Po posiłku dziewczynka grzecznie odrobiła wszystkie zadane prace domowe. Wzięła krótką kąpiel i usnęła w swoim łóżku opatulona kołdrą.

  18. Zoe Says:

    Heh, wg. mnie leprza jest fantastyka XD A FNiN już w ogóle XD Na pierwszą część natknęłam się w bibliotece. Potem to poleciało, że tak powiem “lawinowo”. SF jest fajne, ale fantastyki nie da się z niczym porównać. “Harry Potter”, “Władca Pierścieni”, “Molly Moon”… Zachęcam do czytania tych dwóch rodzajów książek ;)

  19. Knda Says:

    Gwiezdne Wojny to właściwie tzw Naukowa Fantasy.Space Opera jest podgatunkiem fantastyki naukowej .

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).