Ostatnia rodzina

Siedzisz w łodzi zmierzającej w stronę wodospadu i nic z tym nie możesz zrobić. W łodzi nie ma wioseł ani steru, jest za to fotel i jest kaktus. Skoro zguba jest nieuchronna, z dwojga złego lepiej usiąść w fotelu niż na kaktusie. Tak odtwarzam z pamięci filozofię życiową Zdziwsława Beksińskiego. Filozofia życiowa jego syna, Tomka, była znacznie prostsza - on nie chciał żyć. Obaj pozostali wierni swoim filozofiom do końca.

To portret pokręconej rodziny Beksińskich - dwóch geniuszy (a może psychopatów i szaleńców?), oraz kobiet, które odważyły się z nimi żyć. To film o poszukiwaniu drogi w ciemnościach na dwa różne sposoby. Napiszę my way or highway, bo tłumaczenie chyba każdy zna.

Film jest miażdżący emocjonalnie, a efekt tego miażdżenia osiągnięto bardzo oszczędnymi środkami. W prostocie siła, a to własnie ona wciska w fotel. Zresztą po co silić się na tanie fajerwerki, czy zaskakujące zwroty akcji, skoro historia jest dokładnie znana aż do zakończenia? Ona wydarzyła się naprawdę. Ostatnia rodzina to biografia kontrolowanego, przewidzianego, nieuniknionego i z góry zaakceptowanego upadku.

To też jest film kontrasów, czarnego humoru, alienacji, buntu, a z drugiej strony stoickiego pogodzenia się z koleją rzeczy. To zestawienia artystycznych uniesień z prozą upierdliwego remontu łazienki. Bohaterowie mogą się wydawać nieludzcy, a może tak naprawdę są nadludzcy, bo rozumieją więcej i przeżywają wszystko na wyższym poziomie? Może wcześniej wiedzą, co przeżyją, w wyobraźni przeżywają to wielokrotnie, i dzieki temu są przygotowani, zawczasu pogodzeni z losem? A może przez to cierpią po wielokroć?

Ojciec wie, że syn popełni samobójstwo, wie, że to nieuniknione. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi. A gdy się wreszcie wydarza, ojciec staje nad ciałem syna i mówi krótkie „Gratulacje. W końcu ci się udało”. To się wydaje potworne, bo przecież powinien rozpaczać. Nie rozpacza w tym momencie, bo cała jego twórczość to rozpacz wywrócona na lewą stronę, uzewnętrzniona dawno temu na zaś. Całe życie jest przecież przerażającym strumieniem cierpienia z nielicznymi przerwami, a ten jeden wir kulminacji mógł przecież nastąpić kiedykolwiek. Żałoba wyprzedziła śmierć, ot co.

To nie jest klasyczny film biograficzny, bo np. ani razu nie widzimy Zdzisława Beksińskiego przy pracy. Ja się nie znam na filmach biograficznych, ja wręcz ich nie znoszę, ale jeśli sobie myślę o takim klasycznym przykładzie z gatunku, to malarz i pędzel powinni być niemal nierozłączni. To nie przeoczenie, że tu widzimy malarza i obrazy, już gotowe, osobno. Każdy niech interpretuje to, jak chce.

Film to też popis aktorski Marka Seweryna, Aleksandry Koniecznej i, chyba przede wszystkim, Dawida Ogrodnika. Niezależnie od doskonałych dialogów w całym filmie, polecam szczególnej uwadze kilkuminutową rozmowę matki z synem o (bez)sensie życia. Majstersztyk, to jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy w tym momencie.

To ważny film, ale bynajmniej nie dlatego, że Beksiński wielkim artystą był. To ważny film, bo oswaja inność; pokazuje, że ludzie nie muszą być tacy sami. By to zrozumieć, warto pójść do kina i posłuchać, co mówią widzowie po seansie. Jest ten przykry moment tłoczenia się w wąskim korytarzyku przy wyjściu z sali, czas komentarzy na gorąco: „Ale dlaczego oni byli tacy dziwni?”, „Oni się raczej nie kochali, co?”, „To jakieś świry były”, „Każdy normalny człowiek to by w takiej sytuacji…”. To szansa, że przeciętny widz chwilę poobraca w głowie parę spraw. No bo co to znaczy „normalny człowiek”? Weź, normalny człowieku, który nie do końca rozumiesz, ale tak łatwo oceniasz, namaluj choć jeden taki obraz, jaki namalował Zdzisław Beksiński. Raczej się nie uda, choćbyś się uczył pół życia po osiem godzin dziennie. Nie jesteś „świrem”, nie jesteś za pan brat z takimi demonami.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Ostatnia rodzina”

  1. Mart Says:

    Zapowiada się ciekawy film, jako że cenię sobie twórczość Beksińskiego. Na pewno obejrzę.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).