Osobowość rozszerzona

W 1976 roku ukazała się powieść Frederika Pohla 𝘊𝘻ł𝘰𝘸𝘪𝘦𝘬 𝘱𝘭𝘶𝘴. Główny bohater został poddany wielu modyfikacjom ciała i scyborgizowany w sposób tak zaawansowany, że nie mógł funkcjonować bez stałego połączenia z komputerem. Pohl nie doszacował tempa postępu technologicznego, a szczególnie skali miniaturyzacji, bo komputer był tak „mały”, że miał rozmiary i wagę plecaka wyprawowego. Jednak sama wizja stałego połączenia człowieka z maszyną była niezwykle trafna, a my wszyscy jesteśmy tego najlepszym dowodem – przecież czytasz te słowa z laptopa albo smartfona.

Trudno jednoznacznie wskazać moment, kiedy osobowość po raz pierwszy opuściła ciało, choć precyzyjniej chyba można powiedzieć, kiedy po raz pierwszy zaczęła procesować zewnętrznie. Być może było to wtedy, gdy nasi przodkowie stworzyli pierwsze narzędzia, może gdy nabazgrali pierwsze rysunki naskalne, a może gdy użyli kamyków do liczenia więcej niż do trzech. Wcześniej wszystko działo się wyłącznie w naszych głowach.

Zdecydowanym skokiem jakościowym było wynalezienie pisma, które pierwotnie miało służyć sprawniejszemu zarządzaniu coraz większymi strukturami społecznymi, a najpewniej głównie… ściąganiu podatków. I oto nagle z głów władców i ich współpracowników zniknęła konieczność pamiętania rosnącej ilości danych. Potem oczywiście pismo rozpowszechniło się w innych dziedzinach życia, zmieniając cywilizację i ludzką świadomość w sposób bezprecedensowy. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że wynalazek pisma zmienił więcej niż wcześniejsze okiełznanie ognia.

Każdy człowiek tworzy notatki, żeby ułatwić sobie życie, żeby nie zapomnieć albo żeby móc przekazać informację innemu człowiekowi. Notes jest więc przedłużeniem naszej pamięci poza ciałem, peryferyjną składową naszej osobowości. Wraz z upowszechnieniem się komputerów PC zaczęliśmy jeszcze więcej funkcji wyprowadzać poza ciało, ale naprawdę ciekawie zaczęło się robić, gdy pojawił się internet i wszelkie urządzenia mobilne na stałe do tego internetu podłączone.

Odpowiedź na pytanie: „Gdzie jest moja pamięć?” w roku 1980 była prosta: kontakty w notesie na biurku, wspomnienia w albumie fotograficznym. W roku 2000 kontakty były już na dysku komputera, bądź na karcie SIM w telefonie, a zdjęcia w płytach CD. W roku 2020 wszystkie te dane leżą sobie w chmurze, czyli… właściwie to nawet nie potrafimy określić, gdzie fizycznie znajduje się nasza pamięć. Zatem część naszej osobowości jest procesowana w centrum obliczeniowym setki, tysiące kilometrów od naszego fizycznego ciała. A nas interesuje tylko to, że mamy do niej dostęp.

Wraz z pojawieniem się mediów społecznościowych doszedł jeszcze jeden element, znany wcześniej w formie larwalnej pod postacią telefonu – komunikacja pozacielesna. Pandemia dobitnie pokazała, jak duża część naszej osobowości na stałe mieszka poza ciałem. Mam na myśli wszelkie media społecznościowe, w których nawet wykształciliśmy coś, co można by nazwać osobną twarzą. Nietrudno zauważyć, że sporo osób zachowuje się zupełnie inaczej na Facebooku niż w świecie fizycznym. Bywa, że nawet zachowują się różnie na różnych portalach.

Każdy, kto miał okazję założyć okulary VR i choć chwilę pobawić się w generowanym w czasie rzeczywistym fikcyjnym świecie wie, jak łatwo i szybko zapomina się o własnym ciele i fizycznej przestrzeni. Stąd śmieszne filmy z ludźmi wpadającymi na ściany albo przewracającymi meble. A przecież „oszustwo” czy też „złudzenie” dotyczy jedynie zmysłu wzroku i częściowo słuchu.

Nie łączymy się – jak bohater 𝘊𝘻ł𝘰𝘸𝘪𝘦𝘬a 𝘱𝘭𝘶𝘴 z komputerem w plecaku – bezpośrednio z siecią tylko dlatego, że jeszcze tego nie potrafimy. Ale już tego chcemy. Ograniczenia są czysto technologiczne, bo psychologiczne mają małe znaczenie i prawdopodobnie znikną zupełnie. Nałogowi gracze sieciowi, szczególnie ci z wysoko uprzemysłowionych państw azjatyckich, są tu dobrym przykładem. Dla nich prawdziwym życiem jest świat gry, a przebywanie w realium to przykra przerwa, oderwanie od przyjaciół i od wszystkiego, co ważne.

To jeden z możliwych scenariuszy naszego rozwoju, który w ciekawy sposób łączy się z nieuniknionym pojawieniem się „ludzi zbędnych”, jak mało elegancko nazywa się przyszłą klasę społeczną, dla której nie będzie pracy z powodu postępu technologicznego i automatyzacji. Obecnie planowanym, a gdzieniegdzie testowo stosowanym, rozwiązaniem jest Bezwarunkowy Dochód Gwarantowany (Basic Income). Pełne zanurzenie w VR właściwie zlikwidowałoby ten problem, bo zamiast bidazasiłku, w virtualu można mieć czego się tylko zapragnie. Koszty społeczne tego rozwiązania to temat nawet nie na osobny felieton, lecz na sążnistą pracę naukową.

Tak jak teraz nie wiemy, gdzie są procesowane peryferia naszych osobowości, tak za jakiś (odległy) czas, być może nie będziemy nawet wiedzieli, gdzie przebywają nasze ciała. Wizja znana z filmu Matrix, z tą różnicą, że nikt nas nie będzie zmuszał do życia w VR, ani tym bardziej nie będzie tego przed nami ukrywał. Wejdziemy tam sami, a potem chętnie zapomnimy o poprzednim życiu. Tym prawdziwym. Oto koniec ludzkości.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).