Ocalić od zapomnienia? Niech giną!

Parę lat temu na Discovery Channel można było obejrzeć serię krótkich programów o ginących językach z całego świata. Powtarzającym się motywem byli młodzi ludzie, którzy nie chcą kultywować tradycji. Czy to dziwne? Dla mnie nie jest ani trochę dziwne, że nie chcą siedzieć na śnieżnej pustyni w kurnej chacie przy łojowej świeczce i rozmawiać, używając dwóch tysięcy słów języka, w którym nie da się skleić zdania „Zjedzmy coś innego niż renifer”.

Jaka korzyść wynika z używania mało popularnego języka? Dla jednostki żadna, bo stawia mur między nią a resztą świata. Korzyści z używania mało popularnego języka czerpie wyłącznie ów język. Język rozumiany jako zbiór memów. Tak, język to replikator, który walczy o przetrwanie, a ludzkie umysły są jego środowiskiem naturalnym, w którym walczy o terytorium.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku gwar i regionalizmów. Gwara góralska to chyba najbardziej, obok górnośląskiej, rozpoznawalna odmiana polskiego. Pozostałe przeciętny mieszczuch wrzuca do jednego worka. Zakopiańscy dorożkarze zagadują turystów nawet nie gwarą, ale zbitką słów, którą turyści są skłonni uznać za gwarę. Między sobą ci sami dorożkarze rozmawiają normalnie. Dzieje się tak dlatego, że dziś już prawdziwa gwara jest żywa tylko wśród ludzi starszych i tych, którzy nad edukację w szkole przedkładali wypoczynek na świeżym powietrzu.

Pewnie narażę się paru osobom, tym, co zaraz napiszę. Otóż uważam, że owo ujednolicenie języka polskiego jest jedną z nielicznych rzeczy, które komunistom wyszły dobrze i przydały się wszystkim. W domu każdy mówił, jak chciał, ale w szkole obowiązywała zunifikowana polszczyzna literacka. W sumie, w imię czego mam mówić inaczej niż reszta kraju? Żebym nie mógł zdobyć pracy poza swoim regionem? Żeby śmiali się ze mnie w innym mieście?

Język jest jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności kulturowej. Język określa byt. Czyli kultywujemy język, bo on daje nam poczucie tożsamości i odrębności. A po co umacniać tę tożsamość i odrębność? Żeby nasza kultura, czyli głównie język, nie zginęła. A dlaczego język ma nie zginąć? Bo język jest jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności kulturowej. Czyli nie ma to sensu.

Gdyby światem rządzili technokraci, szybko by uznali, że istnienie np. trzech tak podobnych języków jak polski, czeski i słowacki jest niepotrzebnym tworzeniem barier i komplikowaniem sobie życia. Podobnie jak stosowanie różnych systemów znaków drogowych, protokołów transmisji danych, standardów telefonii komórkowej czy interfejsów komputerowych.

Idąc dalej, można by na tej samej zasadzie zastąpić wszystkie małe i „zwijające się” języki ich popularniejszymi kuzynami. Języki, nieprzypominające niczego, zamiast dogorywać w boleściach, w czasie życia jednego pokolenia mogłyby zostać wymienione na język, który zapewni wnukom przyspieszenie również ekonomiczne. Taki język istnieje. To angielski. Idealna lingua franca. Prosty, łatwy w nauce i w dodatku już znany na całym świecie.

Wiem, że takie rozważania są czystym social fiction, ale nie zawsze tak było i nie zawsze tak będzie. Zapytajcie dzisiejszych nowojorczyków, czy mają za złe swoim pradziadkom, że ci olali ojcowiznę i porzucili zielone wzgórza Irlandii. Podejrzewam, że nie.

Jednocześnie w zanglicyzowanej przed wiekami Irlandii pojawiły się ostatnio próby przywrócenia języka gaelickiego jako oficjalnego języka urzędowego. Jest to język, który się nie rozwija od wieków, a rozumie go niewielki procent populacji. Po co to robić? Po co fundować swoim potomkom getto?

Znam kilka par mieszanych z różnych krajów EU, par nieznających nawzajem swoich języków. Wszystkie porozumiewają się po angielsku, choć nie jest to język, którym rozmawiali w domu ich rodzice. Co ciekawsze, powstają przy tym liczne modyfikacje języka na potrzeby kilkuosobowej społeczności. W myśl zasady, że jeśli brakuje nam słowa, to je sobie wymyślamy. I tak np. zamiast gloves pojawia się handshoes.

Nie ma ucieczki przed ekspansją angielskiego i prawdę mówiąc, jest to ekspansja bardzo korzystna dla wszystkich ludzi Zachodu, również dla Polaków czy Francuzów, którzy znajdują się pod jego presją kulturową. W końcu w języku podobnym do naszego możemy się dogadać na całym świecie. Nie ma co się łudzić, że polski czy nawet francuski mógłby zastąpić angielski. Zastąpić go może kiedyś np. mandaryński, ale im później to nastąpi, tym lepiej.

Nieunikniona jest postępująca anglicyzacja naszego własnego języka. Jesteśmy bombardowani nie tylko słowami i powiedzeniami angielskimi, ale i całymi strukturami gramatycznymi. To nieuniknione, skoro jesteśmy głównie importerem kultury, czytamy po angielsku, a tłumacze bez krępacji stosują kalki językowe.

Język polski zmienia się i bez tego. Biernik, wołacz odchodzą do lamusa na naszych oczach. To nieuniknione i jeśli tego nie zaakceptujemy, staniemy się językowymi dinozaurami. Można narzekać, że plebs niechlujnym wysławianiem się rozregulowuje nam język, ale to nie zmieni biegu wypadków. Powinniśmy raczej skupić się na stworzeniu nowych reguł wypełniania pustki po wymarłych formach, niż udawać, że nie zauważamy zmian.

Istnieje też taki pogląd, że język poprawny, to ten używany. O ile dziś ten, kto mówi „wyszłem”, „poszłem” etc. w sposób jednoznaczny przyznaje się do swojego prostactwa, o tyle już za kilkanaście lat ta skrócona forma odżeńska może się okazać na tyle powszechna, że i my będziemy musieli jej się nauczyć. Podobnie będzie z końcówkami. Powinno się mówić „pokoi” czy „pokojów”? Dylemat zostanie rozwiązany przez uzus i za trzydzieści lat nikt nie będzie pamiętał formy, która przegrała. Choć, obawiam się, będzie jej używało kilku starszych panów z Rady Języka Polskiego. A oni piszą słowniki.

Język musi być żywy. Żywe języki niech istnieją. Martwe niech giną, a wszyscy niech znają jeden wspólny język międzynarodowy. Co należy zrobić z ginącymi językami? Zarchiwizować i zapomnieć. A jednocześnie dołożyć starań, by nasz język polski nie znalazł się na liście zagrożonych. Na masową ekspansję naszej kultury poza granicami raczej bym w przewidywalnej przyszłości nie liczył. Możemy jednak dołożyć starań, by język rozwijał się w swoim naturalnym środowisku, w Polsce.

Oczywiście pamiętam, że np. języka Navaho Amerykanie używali podczas drugiej wojny światowej do kodowania informacji. To właśnie po to należy języki archiwizować.

Obiektywne spojrzenie na problem zupełnie się wysypuje, gdy sprawa dotyczy nas osobiście. Bo czemu Polacy nie mieliby się dać zrusyfikować, skoro Rosjan jest więcej? Odpowiedź brzmi „bo bardzo byśmy tego nie chcieli”.


Udostepnij
Glodne Slonce

73 Responses to “Ocalić od zapomnienia? Niech giną!”

  1. TheAer Says:

    Osmiele sie z Panem nie zgodzic. Mieszkam w kraju, ktory byl pod zaborami przez okolo 400 lat. Kraj ten podpisal wtedy unie ze swoim mniejszym sasiadem, ktory uswiadomil sobie, ze na mocy tej unii moze osadzic tutaj swojego krola. Krol przejal wladze i polaczyl oba kraje, stolice zostawiajac w tym mniejszym, a wiekszemu narzucajac jego jezyk i obyczaje. I tak, wkrotce dwunarodowa populacja wiekszego kraju zostala wchlonieta przez najezdzce…
    Opisana tutaj historia jest prawdziwa, i opisuje relacje miedzy Norwegia a Dania. Dunskie oddzialywanie bylo tak silne, ze jedyne, co zostalo mieszkancom tego kraju z ich historii, to rozne dialekty, mniej lub bardziej podobne do jezyka uzywanego tutaj przed wiekami. I dialekty, lub gwary, sa i powinny byc czescia naszej kultury! Co innego uzywac masy przeklenstw (choc jest to jakis socjolekt), a co innego porzucic szerokie slownictwo wywodzace sie z pradawnego jezyka na rzecz czegos innego.
    Jako osoba mieszkajaca w Norwegii mam na to troche inny poglad (i dlatego spodobal mi sie ostatni akapit, chociaz brzmi troche ironicznie). Nie nalezy tutaj do rzadkosci zachowywanie swojego dialektu, swojej “gwary”, do konca zycia, niewazne ile razy i dokad by sie nie przeprowadzilo. Nie rozumiem typowo polskiego pogladu, ze kazdy, kto mowi z jakims wyroznialnym akcentem i uzywa slow lub odmiany odbiegajacych od jezyka “slownikowego”, jest osoba niewyksztalcona. Poznalem wielu norweskich studentow, i ogromna wiekszosc z nich mowi lekko “unorwezszczona” wersja swojego dialektu. Gwary sa czescia kultury lokalnej, i dlatego powinno sie je zachowac.
    Zupelnie inna sytuacja nastepuje w przypadku jezykow dalekiej Syberii lub Uralu. Tam sa to czesto jezyki, wlasnie, “w których nie da się skleić zdania „Zjedzmy coś innego niż renifer””, a niektore z nich maja mniej niz 100 “native speakerow”. Niestety, szanse uratowania takiego jezyka *w jego naturalnym srodowisku* sa niewielkie - a uzywanie go gdzies indziej, przez inna grupe ludnosci, nie mialo by juz kontekstu kulturowego.

  2. TheAer Says:

    Troche dlugi komentarz wyszedl, przepraszam :/

  3. Samantha Says:

    Również się nie zgadzam, jeśli wszyscy będą mówić po angielsku, to nie dość, że umocni to UE, to jeszcze stworzy jakąś Unię Ogólnoświatową do której ja nie przystąpię za Chiny Ludowe. Raz się błąd popełniło, przystępując do UE, teraz należałoby się stąd szybko wycofać. A używanie angielskiego niestety całą tę unię wspomaga. :(m
    Ale jest jeszcze jeden język, który jest naprawdę ogólnoświatowy i nie faworyzuje nikogo (jak np. angielski anglików). Jest nim esperanto. Znam kilka par, również międzynarodowych, które nie używają angielskiego, ale posługują się esperantem - zresztą nie dziwię się - najprostszy język na całym świecie: 16 zasad i 0 wyjątków. A w angielskim?? Same wyjątki!!!! Mnóstwo. A ile czasów? Milion. A po co, jak można tak jak w esperancie (i o dziwo w polskim) 3 czasy…

  4. Rafal Kosik Says:

    Nikt nie używa tych wszystkich czasów w angielskim. I owszem istnieją znacznie prostsze języki, sztuczne, w których nie ma żadnych wyjątków. Ale cóż z tego? Skoro nie są popularne, nie nadają się na języki międzynarodowe.

    Co do tego, czy coś jest „dobre” czy „złe”, to najpierw trzeba ustalić dla kogo. To zresztą napisałem w powyższym tekście. Dla pojedynczego Norwega używanie mało popularnego języka jest utrudnieniem - dlatego wszyscy znają angielski. Dla Norwegii jako państwa nie ma ogromnego znaczenia, jaki język jest urzędowym. Natomiast ma to znaczenie dla samego języka, który ja rozpatruję jako osobny byt. Patrząc z tej perspektywy Norwegowie są niewolnikami języka norweskiego.

  5. Ponury Żniwiarz Says:

    Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej nie zgadzałem się z Panem tak bardzo jak teraz. A teraz nie zgadzam się z ANI JEDNYM powyższym słowem. Ja w ogóle nie wiem co mam na razie powiedzieć, bo jestem wstrząśnięty tym wszystkim co przeczytałem. To jest po prostu przykre i boli mnie tym bardziej, że studiuję filologię polską. Języka polskiego będę bronił rękami i nogami, zaręczam.
    Co do form ‘weszłem’, ‘poszłem’, to nie byłbym taki hop z wróżeniem ich przyszłościowej poprawności. O tyle w pierwszej osobie brzmi to nie tak znowuż najgorzej, o tyle trzeciej osoby w zasadzie nie da się utworzyć.
    Pewnie, język się zmienia, widzę to najlepiej na przykładach z gramatyki historycznej, gdzie zapoznaję się z pierwszymi formami języka polskiego. Język się zmienia i zmieniał się będzie, ale w życiu nie poprę takiego myślenia, żeby oddać swój własny ojczysty język na rzecz wygodnego angielskiego. Równie dobrze możemy od razu oddać Polskę pierwszemu lepszemu ćwokowi.
    No i tak jeszcze tylko dopowiem, że w języku polskim mamy mnóstwo zapożyczeń z języka łacińskiego, niegdysiejszego języka międzynarodowego. Mimo tych licznych zapożyczeń nie mówimy w Polsce po łacinie, lecz po polsku, co jasno i wyraźnie pokazuje, że obecne zapożyczenia z języka angielskiego wcale nie muszą oznaczać obumarcia naszego języka na rzecz angielszczyzny.

  6. flamenco108 Says:

    Masz rację i jej nie masz równocześnie. Zjawisko unifikacji językowej pod presją dominującej kultury już kiedyś wystąpiło: Imperium Rzymskie. Stąd dziś mamy całą rodzinę języków romańskich, które są śmieszną mieszanką łaciny i wyobrażeń Germanów na jej temat, w różnym stężeniu, zależnie od miejsca. Zatem, o ile wieszczysz taką przyszłość angielskiemu (a głównie dwom jego odmianom: amerykańskiemu i gwarze kontynentalnej) - musi nastąpić upadek Imperium Anglorum i narodzą się dziwne języki z rodziny usańskiej. Kto wie, może to będą mieszanki z chińskim? Bardzo interesująca przyszłość.

    Nauczyć się powszechnego języka OBOK swojego własnego, nie jest żadnym problemem i nie potrzeba do tego żadnej inteligencji. Wystarczy wiedzieć, że były (i są) rejony świata, gdzie języki żyły obok siebie, a każdy lokals znał ich po kilka i używał bez żadnego problemu, pozostając ciemnym analfabetą. Zatem opowiadałbym się raczej za racjonalnym utworzeniem lingua franca na bazie angielskiego (ukłon w stronę faktów dokonanych), abyśmy mogli się porozumiewać na skalę światową, ale jednocześnie warto kultywować własne kultury, choćby dlatego, aby nie stać się Anglikiem. Kto uczył się historii, ten wie, że to żaden zaszczyt. Zbyt wielka wsobność memetyczna też grozi uwiądem gatunku, nieprawdaż?

    A jako kontrprzykład pozwolę sobie przedstawić Koreę - konkretnie południową, bo wystarczy: własny język, własne, hermetyczne pismo, ksenofobiczna kultura nosząca znamiona znacznie większej krzywdy, niż nasza, polska - a jednak to oni są dziś gospodarczym liderem na świecie (nie jedynym, ale jednak), choć przecież nikt nie musi się uczyć po ichniemu. A oni swoją wyjątkowość bardzo sobie chwalą i ją kultywują.

  7. Lorip Says:

    Ja również się nie zgodzę. Przeprowadzono badania naukowe z których wynika, że osoby mówiące różnymi językami myślą w inny sposób. Jeden język dla wszystkich oznacza jeden sposób myślenia. Np. w języku chińskim jest kilka określeń na nasze słowo “wujek”, wybierając któreś z nich trzeba od razu określić z której strony jest się spokrewnionym i jaki mamy do tej osoby stosunek.
    Teraz świat powraca do łaciny - co widać choćby w wypowiedziach nowego papieża. Może to martwy język, ale za to bardzo zwięzły i konkretny, daje zupełnie inne możliwości niż angielski czy włoski.

  8. Olla Says:

    Swojego języka trzeba bronić. Zgadza się, język powinien być żywy, ale będzie żywy dopóki ktoś będzie nim mówił. W regionach posługujących się gwarą, używanie tego języka jest tak ważne, jak dla nas polskiego, ci ludzie są zupełnie odrębni kulturowo i będą, dopóki będą chcieli. Ujednolicanie, szczególnie tak radykalne, nie jest dobrym pomysłem. Idąc tym tokiem myślenia, stwórzmy wszyscy jedną wielką kulturę, niech wszystko będzie takie same: będzie łatwiej, ale czy lepiej? Zapożyczenia są normalne, to też jest element rozwoju języka. Nie mówię, żeby tworzyć na siłę polskie odpowiedniki obcych zwrotów, które się przyjęły (międzymordzie zamiast interfejsu, wiadom itd. jak w Ś02 :D) ale o swój język trzeba dbać. Wydaje mi się, ze odrębność kulturowa, więc i językowa jest nam potrzebna, jest po prostu w naszej naturze.

  9. Rafal Kosik Says:

    @Żniwiarz: każdy temat wygląda inaczej z szerokiej perspektywy a inaczej, kiedy masz do niego emocjonalny stosunek osobisty. No i formy trzecioosobowej od „wyszłem” czy „poszłem” nie trzeba tworzyć, ona już istnieje: „wyszeł” i „poszeł” ;)

    @flamenco108: Nauka kilku języków w przypadku ciemnego chłopa nie jest problemem, jeśli ma on używać ich w takim zakresie w jakim używa języka rodzimego, czyli do załatwiania codziennych spraw.

    Po angielsku łatwiej dogadać się z Hiszpanem niż z Brytyjczykiem. Zauważ, że język angielski jest bardzo bogaty i sposób, w jaki się wypowiadasz, od razu pokazuje twój status społeczny. Jednak międzynarodowy angielski jest znacząco uproszczony (m.in. do 5-6 czasów), czyli lingua franca już powstała i ma się dobrze.

  10. TheAer Says:

    Nie wydaje mi się, żeby tych czasów było tylko tyle. Taki angielski jest nazywany angielskim niepoprawnym, chyba że jesteśmy w jednej z dawnych kolonii angielskich, gdzie czasy są 3 (a o słowach ‘if’ i ‘to be’ nikt nie pamięta).

    Lingua franca powstała, ma się dobrze, ale to nie znaczy, że jest lepsza. Wiele słów (pojedynczych) z języka polskiego czy norweskiego trzeba tłumaczyć jako całe zwroty lub zdania, jak ktoś napisał - angielski wymusza inny sposób myślenia.

  11. Rafal Kosik Says:

    Każdy język wymusza inny sposób myślenia i każdy jest pełen odniesień do lokalnej historii i idiomów z natury nieprzetłumaczalnych. Dobry tłumacz potrafi tak przetłumaczyć tekst, by innymi słowami wyrazić ten sam sens. Język sztuczny jest tego pozbawiony odniesień, wyjątków, dwuznaczności, co sprawia, że wszelkie niuanse, znikają.

    Uproszczony angielski nie jest niepoprawny. On jest tylko… uproszczony, a to uproszczenie wygląda w miarę podobnie na całym świecie. I bardzo dobrze, bo dzięki temu można się go nauczyć szybko w stopniu komunikatywnym, a w miarę potrzeb i chęci można się uczyć dalej.

  12. Ponury Żniwiarz Says:

    W życiu takiej odmiany nie słyszałem, bo nawet plebs w tym wypadku używa poprawnej formy ‘poszedł’, ‘wszedł’.
    Ten emocjonalny stosunek sprawia, że nasz język w ogóle jeszcze istnieje. Wbrew pozorom, językoznawców w tym kraju jest naprawdę garstka i tylko oni jeszcze stoją na straży jako takiej poprawności językowej. To, że mamy w kraju plebs posługujący się niepoprawnymi formami, to jest tylko i wyłącznie wina systemu edukacyjnego, w którym zamiast poznać końcówki deklinacyjne, poznajemy ukryte przesłanie autora w wierszu. I nawet ja, przyznaję się publicznie, wciąż jeszcze nie znam tych końcówek deklinacyjnych. Niestety, nawet na studiach wciąż więcej jest literatury niż języka. Wszystko przede mną i obiecuję, że gdy będę miał już solidne podstawy w postaci wiedzy, to będę szerzył poprawność naszego języka tak głośno i tak wyraźnie, jak się tylko da. Ktoś chce znać angielski? Ależ proszę bardzo, nikomu nie bronię! Najpierw jednak znaj polski!

  13. Rafal Kosik Says:

    Zresztą sam język polski jest wynikiem ewolucji, wchłaniania, mieszania iluś dialektów, które były używane na tych terenach kiedyś. Gdyby nie dokonano, czasem zachętą czasem przemocą, unifikacji, mielibyśmy tu dziś kilkanaście języków różniących się między sobą tak, jak różnią się czeski i słowacki. To by było bardzo niewygodne, nie mówiąc już o tym, że stawiałoby pod znakiem zapytania istnienie Polski jako kraju i narodu polskiego.

  14. Viatoro Says:

    Jakby to było takie proste, że sobie przejdziemy wszyscy na angielski. ;) Dam tylko trzy przykłady do przemyślenia:
    1. Dziedzina typu budownictwo (wykonawstwo, projektowanie, etc.) jest w Polsce w większości zgermanizowana. Tak, nie ma pojęć anglojęzycznych, nawet nowe wyrazy pochodzą z języka niemieckiego. W tej tematyce język angielski mocno nie daje rady, co ciekawe nawet system obliczeń stosowany aktualnie w całej UE pochodzi z niemieckiego systemu. To może jednak niemiecki wygra?
    2. Francja od dawna na nowe słowa angielskie ustanawia nowe słowa francuskie. To jednak głównym językiem UE będzie angielski czy francuski? Bo Francuzi na angielski nie przejdą.
    3. Giną stare gwary polskie, powstają za to nowe. Poznaniaka da się poznać od razu w zasadzie. Śląski istniał i nadal ma się dobrze. Przykłady można mnożyć, jedyny naprawdę zunifikowany polski to ten w piśmie.

    Fajnie powiedzieć, że świat dąży do angielskiego, ale raczej tak nie będzie. Zbliżamy się w mojej opinii do mniejszej liczby języków, ale nie do jednego. Jeden może będzie służył do rozmów międzynarodowych, jak kiedyś łacina, ale nie będzie jedynym. Poza nim pozostaną najsilniejsze narodowe, czy takim będzie polski zależy tylko od tego, ile osób będzie go używać.

  15. Ponury Żniwiarz Says:

    I z postem wyżej w 98% się zgadzam, ponieważ ja bym raczej powiedział, że ten zunifikowany polski to nie w piśmie, tylko najczęściej w mowie ;)
    I pozwolę sobie jeszcze przytoczyć słowa pięknej Roty, z którymi, ku mojej wielkiej uciesze i uldze, powyżsi komentujący chyba się utożsamiają:
    ,,Nie rzucim ziemi skąd nasz ród,
    NIE DAMY POGRZEŚĆ MOWY
    Polski my naród, polski ród,
    Królewski szczep piastowy.”
    A na koniec przypomnę, że to przecież był kandydat na nasz narodowy hymn.

  16. Rafal Kosik Says:

    A kto tu chce zastępować polski angielskim?

  17. fanNeta Says:

    Również się z panem nie zgadzam. I chyba nie mam tu nic do dodania, bo przedmówcy wszystko już napisali.
    A co do Pana ostatniego pytania:
    Hmm, pomyślmy…

  18. Rafal Kosik Says:

    Jako pisarz tworzący po polsku jest żywotnie zainteresowany rozwojem tego języka. Tyle, że jednocześnie jestem pesymistą.

  19. Ponury Żniwiarz Says:

    Jako pisarz tworzący po polsku jest Pan zawiedziony tym, że Pana książki nie trafiają do większej liczby odbiorców, co wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby do rodzimych odbiorców mógł Pan pisać w języku angielskim ;)
    A ja jestem realistą i powtarzam, że skoro łacina (nie taka znowuż martwa jeszcze dziś) nie wchłonęła żadnego narodowego języka, to i angielski tego nie zrobi.

  20. szary Says:

    Gdyby proces ‘globalizacji’ czy też połączeń rożnych narodowości był nowy to pewnie bym się zmartwił i przyznał autorowi rację.
    Ale historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Szwajcarii, Belgii czy innych narodów pokazuje, że język jest jednak bardzo żywotnym tworem i trzyma się dobrze wbrew różnym zawirowaniom historii. Jako Ślązak posługuję się gwarą jedynie w kontaktach ze starszymi sąsiadami i przy opowiadaniu dowcipów. Ale jednocześnie lubię jej używać a jej “melodia” jest dla mnie źródłem miłych wspomnień z dzieciństwa i daje poczucie tożsamości. Instynktownie bronię jej przed zapomnieniem, tak jak bronię tradycyjnych potraw wigilijnych czy wielkanocnych. Skoro udało się tyle wieków, to pewnie dłużej też się da.
    Równocześnie jestem świadkiem tworzenia różnych “gwar” zawodowych. “Ten pecet nie butuje z cedeka bo mu w biosie źle checkboksy poustawiałeś…”

    Przykład gwary śląskiej to też dowód na to, że żadne akcje czy to niemieckie czy PRLowskie nie doprowadziły w pełni do wyplenienia tego języka. Wprowadziły dużo wtrąceń ( np niemieckie nazwy narzędzi i maszyn) ale nie zmieniły istoty. Wpomniani wyżej Eskimosi zaimportują sobie nazwy typu Sushi, pizza, bratkartofle i modro kapusta ale dalej będą mówić po swojemu.

  21. szczepek Says:

    “Jednocześnie w zanglicyzowanej przed wiekami Irlandii pojawiły się ostatnio próby przywrócenia języka gaelickiego jako oficjalnego języka urzędowego”

    Nie ostatnio, a 90 lat temu, i nie próby, ale już w konstytucji Wolnego Państwa Irlandzkiego pojawił się zapis, że to irlandzki jest pierwszym językiem urzędowym, a angielski - drugim. Najnowsze statystyki mówią o 40% Irlandczykach mówiących po irlandzku.

    “A jednocześnie dołożyć starań, by nasz język polski nie znalazł się na liście zagrożonych.”
    Dlaczego? Czyżby jakiś sentyment? “Bo język jest jednym z najważniejszych wyznaczników przynależności kulturowej. Czyli nie ma to sensu.”
    Przecież to bez sensu, jak sam autor powiedział.

    “Gdyby światem rządzili technokraci”
    No właśnie. Nie można patrzeć na język przez pryzmat wyłącznie jego praktycznych zastosowań. Na dobrą sprawę, gdyby “rządzili technokraci” to szybko mogłoby się okazać, że jakakolwiek kultura również jest zbędna i powinna ulec zniszczeniu. Nie jesteśmy technokratami, jesteśmy ludźmi i posiadamy poczucie tożsamości i odrębności. Jak napisał w 1904 Henry Jenner, prowodyr ruchu wskrzeszenia i rewitalizacji języka kornijskiego(czy kornwalijskiego):
    “Czemu Kornwalijczycy powinni uczyć się kornwalijskiego? Nie zarobią na nim ani grosza, nie służy żadnym praktycznym celom, literatura ledwie istnieje, a i nie posiada ogromnej oryginalności czy wartości. To pytanie wart zadania, a odpowiedź na nie jest prosta. Ponieważ są Kornwalijczykami.” (tłum. moje)

  22. szczepek Says:

    Modyfikacja tłumaczenia, bo mi się przestało podobać :)

    “Czemu Kornwalijczycy powinni uczyć się kornwalijskiego? Nie zarobią na nim ani grosza, nie służy on żadnym praktycznym celom, literatura prawie że nie istnieje, a i nie jest szczególnie oryginalna czy wartościowa. To pytanie wart zadania, a odpowiedź na nie jest prosta. Ponieważ są Kornwalijczykami.”

  23. Rusty Angel Says:

    Mam o tym notkę, o: http://meanwhile-on-vulcan.blogspot.com/2013/01/czystosc-jezyka-notatki-na-marginesie.html

    A tak na serio, lingua franca, żywy język, to jest ważne, ale równie ważne jest zachowanie języków bliskich wyginięcia, zwłaszcza, jeśli wnoszą coś nowego do naszego rozumienia kultury czy poszerzają leksykę lub pomagają ćwiczyć wyobraźnię językową. Nie mówiąc juz o tym, że to tacy właśnie specjaliści-lingwiści będą naszą forczpocztą przy pierwszym kontakcie (o ile do niego dojdzie). :D

  24. Fiflak Says:

    Dlaczego głównym sposobem wynarodowiana był zakaz stosowania języka ojczystego na podbitych ziemiach (np. przez Niemców i Rosjan)? Bo to najlepszy sposób by ludzie w końcu zapomnieli kim są i zapomnieli o co walczą, żeby nie przenosili na dalsze pokolenia tradycji i kultury, żeby się całkowicie poddali. Polski przez ponad 100 lat nie było na mapach, ale Polacy przetrwali, w dużym stopniu ponieważ kultywowali używanie polskiego. Gdyby stwierdzili, że to bez sensu uczyć dzieci ojczystego języka bo po niemiecku, rosyjsku lepiej dogadają, to mogłoby nie być dziś tej dyskusji po polsku.
    Język angielski międzynarodowym-spoko, ale jako słuszny drugi język. Nie można nikogo zmuszać, żeby przyjmował go jako swój, bo jak napisali inni, idzie za tym sposób myślenia itd.
    Szkoda, że nie przeszedł esperanto, byłby o wiele łatwiejszy a np. jak tłumaczono na japoński “Pana Tadeusza”, to właśnie było latwiej z esperanto niż bezpośrednio z polskiego.

  25. Fan anonim Says:

    W dawnych czasach kiedy Polska była potęgą używanie języka polskiego, świadczyło o wysokim poziomie. Jeszcze wcześniej językiem najpowszechniej używanym była łacina, a dziś jest językiem wymarłym. Polski powinien być zachowany i zapamiętany, ale ludzie powinni znać takrze język międzynarodowy, żeby móc się dogadać na całym świecie. A to co moim zdaniem wymaga uproszczenia to pisownia. Po co nam na przykład rz i ż? To tylko dodatkowe utrudnienie.

  26. Fiflak Says:

    Mogłyby wyniknąć pewne trudności-chociażby jak pogodzić żyć z rzyć…:P

  27. wisznu Says:

    Fiflak m aracje w kwestii uzywania esperanto - jest to idealny jezyk do tlumaczen, i wlasnie z tego powodu powinien byc uzywany urzedowo - zwlaszcza gdy trzeba sie posilkowac jakims jezykiem posrednim.

    Uzywanie w takiej sytuacji angielskiego moze doprowadzic do faux pas. przykladowo w angielskim praktycznie nie ma rozroznienia stanowisk wedlug plci. Do tego dochodza imiona typu unisex i nazwiska bez odmian, i juz nie wiadomo czy ktos opisuje Pana Ministra czy Pania Minister. A np. przy francuskim,c zy czeskim to juz ma istotne znaczenie. Przyklady mozna mnozyc.

    Do tego jak dobrze pamietam byl projekt, zeby esperanto bylo jezykiem oficjalnym w UE. jak mnie pamiec nie myli wniesiony przez Wegrow (lub Wlochow), ktorzy wiedza, ze ich jezyk do latwych nie nalezy. Ale zabraklo poparcia Polski, ktora ma popularyzacje naszych pomyslow gleboko… A poza tym zaprotestowala Francja, ktorej sie marzy, zeby francuski wrocil w chwale, jak to bylo za dawnych lat…

    A esperanto sie sprawdza w praktyce, ruch esperancki naprawde siega calego swiata.
    Ja w tym jezyku widze tylko taki problem, ze przez swoja dokladnosc ogranicza humor jezykowy (chodzi mi o humor “wewnatrz jezyka”, nie zwiazany z tlumaczeniem). Uczac sie tego jezyka kilka lat temu udalo mi sie odkryc tylko jedna dwuznacznosc brzmieniowa wyrazow.

    PS. malo kto wie, ze esperantysta byl Tuwim. Aha, taka ciekawostka: w okresie stalinizmu esperantysci byli zwalczani

  28. Ojciec Rydzyk Says:

    Coś w tym jest.

  29. Fileas Says:

    Chociaż nie jestem przeciwny unifikacji językowej w feietonie jeden fragment aż boli:
    “Jednocześnie w zanglicyzowanej przed wiekami Irlandii pojawiły się ostatnio próby przywrócenia języka gaelickiego jako oficjalnego języka urzędowego. Jest to język, który się nie rozwija od wieków, a rozumie go niewielki procent populacji. Po co to robić? Po co fundować swoim potomkom getto?”
    Gaelicki jest oficjalnym językiem urzędowym Irlandii od dawna - i trochę trudno się Irlandczykom dziwić - jednostki, a już z pewnością zbiorowości nie chcą i nie muszą dążyć do prostej optymalizacji wielkości PKB, dla Irlandczyków świadomość posiadania odrębnego języka jest wartością samą w sobie - ważniejszą niż 10 Euro miesięcznie od głowy, które tracą na koszta jego użycia w urzędach, lekcje w szkole itd. Nie jest to bynajmniej sytuacja nowa - podobnie Suomi był w XIX wieku językiem martwym, współcześnie jak najbardziej funkcjonuje. Innymi przykładami mogą być języki bałtyckie, czy białoruski.
    Żeby poczuć jak bolesne jest dla narodu posługiwanie się językiem okupanta - proste pytanie: czy chciałby Pan żeby w Polsce posługiwano się wyłącznie językiem niemieckim? Z punktu widzenia gospodarki byłoby to bardzo korzystne.

  30. Fan anonim Says:

    Niech każdy używa jakiego chce języka. Moim zdaniem powinno się znać ojczysty i międzynarodowy. A im więcej ktoś ich zna tym łatwiej będzie mu się dogadać, w różnych częściach świata.

  31. Andrzej Says:

    I ja się z Panem absolutnie nie zgadzam. Mieszkam w kraju, który ponad sto lat był pod zaborami. Czy w tym czasie należało porzucić język polski, ponieważ był ‘’martwy'’ i zastąpić go niemieckim lub rosyjskim? Czy w Austro-Węgrzech, monarchii Cesarsko-Królewskiej należało pozbyć się wszystkich języków, które nie były niemieckim i węgierskim? Odpowiedź brzmi: NIE. Dzięki zachowaniu języka i starannemu jego pielęgnowaniu udało się utrzymać nam odrębność i dzięki temu jesteśmy dziś Polakami, a nie Niemcami czy Rosjanami. To, co Pan napisał, to prawie że pochwała germanizacji i rusyfikacji.
    Dziwi Pana, że Irlandczycy chcą języka gaelickiego… ale dla nich język angielski to język okupantów. 20 lat temu IRA strzelała do brytyjskich żołnierzy w Belfaście, bo dla nich Brytyjczyk jest tym samym, kim dla nas był Niemiec w 1944 roku. Proszę sobie wyobrazić hipotetyczną sytuację, w której 20 lat po wojnie Polska nie jest w strefie wpływów radzieckich, a RFN rozwija się bardzo szybko, zaś język niemiecki się upowszechnia. Uważa Pan w tej sytuacji, że należałoby przyjąć ów język, bo jest to korzystne ekonomicznie?…
    Co do języka angielskiego, tu również srogo się Pan myli. To, że Panu się wydaje, że język angielski jest powszechny, nie znaczy, że tak jest. ;) 80-90 lat temu powszechnym językiem na świecie był francuski. Rzecz zmieniła się dopiero podczas i po II WŚ, kiedy amerykańscy żołnierze odwiedzili niemalże wszystkie kraje, w tym całą Europę Zachodnią i pół Azji. A żeby można było się z sympatycznymi GIs porozumiewać, to trzeba było zacząć się uczyć języka. To również pozostałość po olbrzymich koloniach Imperium Brytyjskiego, a także wpływ Królestwa na jego dominia, czyli w praktyce pół świata. Wcześniej był francuski, ponieważ Francja miała największe wpływy i było dobrze widzianym znać francuski jeszcze w latach 30. XX wieku. Język angielski znał mało kto.
    Za sto lat, język angielski będzie tak samo nieprzydatny, jak łacina. A kto wie, może rosyjski zapanuje nad światem, może chiński, może hiszpański.
    Zabawne, że wspomniał Pan o języku Indian Naabeehó, bo akurat językiem tym posługuje się jakiś promil mieszkańców USA. A przypomnę, że język ten pomógł wygrać II Wojnę Światową. Czy udałoby się to, gdyby tego języka nie było, lub był zarchiwizowany? Nie. Bo zarchiwizowany język można zdobyć i się go nauczyć, tymczasem żywego Naabeehó Japończycy nigdy nie złapali.

  32. Werrnerr Says:

    Ludzie, czytajcie ze zrozumieniem. Wytaczacie argumenty użyte w samym artykule. Piszecie, że się nie zgadzacie z tezami artykułu, po czym w komentarzu stawiacie te same tezy. Andrzej pisze na przykład: “A przypomnę, że język ten pomógł wygrać II Wojnę Światową”, podczas gdy w artykule jest napisane “Oczywiście pamiętam, że np. języka Navaho Amerykanie używali podczas drugiej wojny światowej do kodowania informacji”.

    Ponadto odnosicie się w komentarzach do poglądów nie zawartych w artykule. Kilku moich przedpiśćców powtarzało na przykład, że nie zgadza się na zastąpienie języka polskiego przez angielski, a w artrykule wyraźnie jest napisane “A jednocześnie dołożyć starań, by nasz język polski nie znalazł się na liście zagrożonych. (…) by język rozwijał się w swoim naturalnym środowisku, w Polsce”.

    Taka dyskusja jest pozbawiona sensu. Najpierw trzeba przeczytać artykuł, potem go zrozumieć, a dopiero potem zaczynać komentowanie.

  33. Andrzej Says:

    @Werrnerr: jest też napisane, by język taki archiwizować. Pytam, w jakim celu? Czy archiwizacja tego języka pozwoliłaby Amerykanom wygrać wojnę?

  34. Fileas Says:

    “A jednocześnie dołożyć starań, by nasz język polski nie znalazł się na liście zagrożonych. (…) by język rozwijał się w swoim naturalnym środowisku, w Polsce”.
    My z uprzejmości dla pana Rafała udajemy, że nie widzimy tu logicznej sprzeczności;)

  35. Werrnerr Says:

    Logiczna sprzeczność? Widzicie jakieś szanse na ekspansję języka za granicę?

  36. Ponury Żniwiarz Says:

    Nie tak dawno widziałem reportaż na ten temat. Ludzie z polskimi korzeniami uczą się polskiego i dzieje się to na całym świecie.
    A poza tym, język polski jest trzecim używanym w Irlandii ;>

  37. Fan anonim Says:

    Tęż widziałem reportaż o Amerykanach, czasem nawet bez polskich korzeni, którzy uczą się polskiego. A co do języków międzynarodowych to faktycznie parę razy już się zmieniały. Język jest narzędziem, które służy do porozumieeania się. Jest również symbolem narodowym. Ale w używaniu języka najważniejsze jest przecież, by przekazać rozmówcy konkretną informację , pytanie czy inny rodzaj treści.

  38. Fan anonim Says:

    Sorry za dwa e w porozumiewaniu się.

  39. Andrzej Says:

    ‘’Logiczna sprzeczność? Widzicie jakieś szanse na ekspansję języka za granicę? ‘’

    No z całym szacunkiem, ale liczba polskich emigrantów w Niemczech, USA czy Wlk. Brytanii to nie są małe liczby.

  40. Ponury Żniwiarz Says:

    Poza tym, tu nie chodzi o ekspansję języka za granicę. Mi wystarczy, jeśli język polski będzie się rozwijał tu, gdzie jego miejsce. I żeby ekspansja innych języków w tym nie przeszkadzała ;]

  41. Romantic AT Says:

    A Wy już głosowaliście? http://katedra.nast.pl/artykul/6439/Fantastyka-2012-plebiscyt/
    Robert M. Wegner – „Niebo ze stali”
    Robert M. Wegner – „Jeszcze jeden bohater”
    antologia „Herosi”
    Rafał Kosik – „Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2: Alternauci”
    wydawca Powergraph
    impreza fantastyczna Pyrkon

  42. Franiosek Says:

    Drogi panie Kosiku, czy powie nam pan czy ( gdzie i kiedy ) odbędzie się spotkanie premierowe nowej części. Uważam, że w ” Grawitacji było całkiem przytulnie “

  43. Franiosek Says:

    Pozdrawiam Franek i dziękuję za renifera, złotego jeża konpopoza i ponad 15 podpisów na książkach, które pan napisał.

  44. MW Says:

    Hmm… nie da się zaprzeczyć, że z tekstem Pana Kosika nie zgadzam się tak bardzo, że aż szykuję na moim bolgu felietonik na ten temat… Będzie trochę polemiki, bo do tematu nie można się odnieść w króciutkim komentarzyku…

  45. zofifi Says:

    Mówcie sobie co chcecie ale ja mam już serdecznie dosyć Ż, RZ i CH ;(
    No ludzie! Ó i U to pocieczesz ta sama litera!!! Co za wariat wpadł na pomysł żeby je pisać oddzielnie co?!

    PSZEĆEŻ to po PROSTÓ BES SENSÓ

  46. Fan anonim Says:

    @ Zofifi: Zgadzam się.

  47. Arawis Says:

    Hm, nie zgodzę się i ja. Język polski jest piękny. I w ogóle, każdy naród ma i powinien mieć swój własny język i go kultywować, nie pozwolić mu zaginąć, bo język ojczysty jest elementem każdego człowieka i nie można go wyprzeć angielskim. Osobiście angielskiego nie lubię, nie potrafię wyrazić w nim tyle, co po polsku. Zawsze pisząc denerwuje mnie, że nie ma w nim tej barwności, co w języku polskim ;) Nie podoba mi się zrównywanie narodów, tworzenie takkich sztucznych tworów jak UE i wspólna waluta. Nie zdało i nie zda to egzaminu nigdy, bo każdy naród ma własną tradycję, historię i sposób życia. Nie powinno się w każdym bądź razie nawet próbować ujednolicania mowy poprzez język angielski. Owszem, język uniwersalny, który będzie znał każdy, jest niezwykle potrzebny, nie mówię że nie, ale mam tylko nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy zastępować angielskim języków narodowych (nawet mniejszościowych!). Nie może być tak, że stanie się on pierwszym językiem urzędowym. Co do polskiej gramatyki… jest trudna, to fakt powszechnie znany, ale myślę, że to cały urok polskiego ;) Da się nauczyć. Jak obcokrajowcy mogą, to tym bardziej rodowici Polacy. Bez znajomości własnego języka nie da się prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Jęyk polski to nasza historia, nasza duma, skarb i świętość. Bronić go trzeba siłą, pielęgnować i kultywować. Amen.

  48. Ponury Żniwiarz Says:

    Arawis, piona!

  49. Arawis Says:

    :D

  50. Fan anonim Says:

    Nie sądzę żeby tworzenie takich tworów jak UE, było kompletnie pozbawine sensu. Niesie to w końcu udogodnienie w postaci np. wygodnijszego podróżowania i dodatkowych piniędzy. Ale co do tego że nie powinniśmy zapomnieć o języku polskim się zgodze.

  51. Arawis Says:

    Nie jest do konca pozbawione sensu, fakt, ale skazane na klęskę. Skorzystaja na dluzsza mete tylko ci najbogatsi. Wystarczy popatrzec, co sie dzieje z mniej zamoznymi panstwami. Ja od samego poczatku bylam, jestem i będę przeciw UE. :P

  52. Andrzej Says:

    @ Fan anonim. Widać, że wiesz bardzo niewiele o UE. UE to największa porażka od czasu ZSRR. Inicjatywa ta miała sens po II WŚ, kiedy wyniszczone wojną kraje założyły EWWiS, w ramach której gospodarki tych państw miały się wspierać wzajemnie. Ale po upadku komunizmu, UE straciła zwyczajnie sens. Tworzenie sztucznej waluty, strefy Schengen i wydawanie bezsensownych dyrektyw. Mam nadzieję, że ten chory twór jak najszybciej upadnie.
    Co do pisowni - GRAMMAR NAZIS ARE HERE!

  53. Ja Says:

    @zofifi: Rz, ż, ch, h, ó, u nie wymyślił żaden wariat, żeby utrudnić życie ludziom. Zasady ortograficzne powstały dzięki ewolucji języka na przestrzeni wielu lat. Np. kiedyś istniała różnica w wymawianiu “h” i “ch”, przez co nie było problemu z zapisem wyrazów ze słuchu. Z czasem ta różnica zatarła się, ale pisownia pozostała niezmienna. W tym wypadku trzeba było się nauczyć, kiedy pisać “h”, a kiedy “ch”. I właśnie w taki sposób powstała ortografia.

  54. Fan anonim Says:

    Moim zdaniem było by znacznie prościej gdyby np. zamist nauczyć się, kiedy pisać h, a kiedy ch jedną z wersji zlikwidować. A co do UE, poczekamy, zobaczymy. Może faktycznie upadnie, bo skoro tak trudno siągnąć porozumienie w jednym kraju, to co dopiero między krajami. Szczególmie gdy każdy chce mieć pieniądze, ale nie chce pracować.

  55. Fan anonim Says:

    No, może nie każdy ale sporo ludzi.

  56. Ponury Żniwiarz Says:

    Zasady ortograficzne to nie jest coś, co sobie wymyślił jakiś szalony językoznawca. To są efekty ewolucji językowej, która trwała i wciąż trwa. Może w tym toku kiedyś zasady ortograficzne zanikną, ale stanie się to w sposób naturalny, a nie poprzez wykreślenie ich ze słownika. Skoro obcokrajowcy są w stanie zrozumieć polską ortografię, to nie rozumiem, dlaczego my, Polacy, mielibyśmy mieć z tym problem. Wystarczy czytać książki (jak mniemam, tacy ludzie bywają na tym blogu) i będzie się po prostu pamiętało pisownię słów. Ja filologię polską studiuję i nie znam ani jednej definicji xD Ale dużo czytam i to wystarcza ;)

  57. Andrzej Says:

    @Fan anonim: a dlaczego ja mam pracować dla innego państwa, skoro osobiście ja nic z tego nie mam? Tak - poniekąd słusznie - myślą obywatele Grecji. I na dobrą sprawę, UE służy tylko interesom Francji i Niemiec, tylko te dwa państwa na tym najwięcej zyskują, a reszta dostaje głównie ochłapy. Te dwa państwa zyskują, bo dominują gospodarczo w Europie. Ja tylko czekam na dzień, kiedy Polacy odzyskają rozum, wystąpią z tej śmiesznej unii, wywiozą na taczkach swój (nie)rząd z niejakimi Donaldem T. i Bronisławem K. na czele i przejmą zagraniczne kapitały w Polsce.

  58. Arawis Says:

    Andrzej: popieram! Dla mnie UE jest jedynie osobistą piaskownicą Francji i Niemiec, którzy pozostałym pozwalają się tam jedynie ‘pobawić’, a same biorą za to haracz. I ja czekam na dzień, w którym powiemy Unii i POpaprańcom zdecydowane ‘won’ i przywrocimy Polsce, co nasze. Jak trzeba, to i ‘co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy’ ;D Może kiedyś…

  59. Fan anonim Says:

    No ale my jednak z tej unii też coś dostajemy. A co do rządu to nie jestem przekonany, czy jego zmiana coś zmieni. Do póki samemu nie rządzi się państwem, to krytykować jest łatwo.

  60. Andrzej Says:

    @Fan anonim, niech zgadnę. Masz 10 lat, chodzisz do 5 klasy i udajesz mądrego? Bo jak czytam Twoje komentarze, to zastanawia mnie, jak można być tak naiwnym. Albo Twoi rodzice mają dużo pieniędzy, co w sumie na jedno wychodzi.
    Co do UE: co z tego, że dostajemy ‘’coś'’, jak nic z tych pieniędzy obywatele nie mają? Nasz Najjaśniejszy Premier dostał 44 mld i co? To była najniższa suma, jaką przyznano, a on nie wiedział, co z nią zrobić. UE, poza pieniędzmi, wydaje również dyrektywy, które podcinają skrzydła naszej gospodarce. Żenujące.
    Co do naszego rządu: akurat jestem przekonany, że zmiana na PiS niczego gorszego nam już przynieść nie może. A wręcz przeciwnie, przyniesie pewnie dużo lepszego.

  61. wisznu Says:

    Ponury Żniwiarz:
    “Zasady ortograficzne to nie jest coś, co sobie wymyślił jakiś szalony językoznawca. To są efekty ewolucji językowej, która trwała i wciąż trwa. Może w tym toku kiedyś zasady ortograficzne zanikną, ale stanie się to w sposób naturalny, a nie poprzez wykreślenie ich ze słownika.”

    częściowo masz rację, generalnie zmiany następują same, a twory takie jak Rada Języka Polskiego je tylko odnotowuje ewentualnie zatwierdza, i dzieje się to w miarę płynnie.

    Ale w 1936 nastąpiła zmiana w języku polskim naprawdę rewolucyjna.
    Ale była potrzebna, żeby ujednolicić pisownię w Polsce.
    tu jest to opisane. Zmiany te spotkały się z protestami, ale w końcu się przyjęły
    http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b60_029-046.pdf

  62. Fan anonim Says:

    @ Andrzej: Może i masz racje ale mnie jakoś nie udało ci się przekonać. Ja nie chcę nikogo obrażać, bo uważam że każdemu należy się szacunek, ale pozwól że zapytam. Kto według ciebie wydał by te 44mld lepiej?

  63. Arawis Says:

    Może po prostu ktoś, kto zna się na rządzeniu i ma pomysł na Polskę, a nie na napchanie swoich kieszeni i sprzedawanie wszystkiego co się obcokrajowcom?

  64. Fan anonim Says:

    Niestety takiego człowieka może być niełatwo znaleźć. A idealnego i tak się nigdy nie znajdzie. Bo przecież jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Dlatego wszyscy powinniśmy się starać, by w naszym kraju było jak najlepiej.

  65. Andrzej Says:

    @Fan anonim, czyli nie głosować na Tusków, Palikotów i Millerów. Ja skończysz gimnazjum, to porozmawiamy poważnie. :)

  66. Fan anonim Says:

    @ Andrzej : Sądzę że ta wymiana komentarzy pozwoliła nam spojrzeć na ten sam problem z różnych stron. Ale sądze że przynajmniej na razie oboje zostaniemy przy swoich wersjach:).

  67. shadow760 Says:

    Jeśli o ortografię chodzi, to czy aby angielska jest łatwiejsza???
    A może by od razu przejść na transkrypcję fonetyczną, we wszystkich językach, jak leci?

  68. shadow760 Says:

    PS. To pisałam ja, mama shadow760, z zawodu językoznawca :)

  69. Rafal Kosik Says:

    Transkrypcja fonetyczna zależy od lokalnej wymowy, która też podlega zmianom. To by tylko zwiększyło zamieszanie. Wymowa staroangielska na przykład był znacznie bliższa pisowni, niż to ma miejsce obecnie.

  70. cleevleen Says:

    Jak zlikwidujemy ortografię,, uprościmy pójdę na pójde i tym podobne ta dojdzie dotego że powstanie nam takie słowo jak rzułf zamiast żółw :D Przecież rzułf nawet nie wygląda jak żółw, a mój słownik w komórce już przyjdą rzułf jako nowe inne słowo XD. Ja rozumiem, że polska ortografia jest trudna, że fleksja jest trudna, ale tego naprawdę da się nauczyć. Co do felietonu to w zasadzie zgadzam się z Panem we wszystkim oprócz Irlandii. Bo jak inni pisali: coraz więcej osób mówi tam po gaelicku, więc ludzie też chcą mieć ten język jako urzędowy;to logiczne, tak jak pan napisał w ostatnim akapicie.
    A tak z innej beczki: był pan na cristiadzie w kinie?

  71. Arawis Says:

    o, Cristiada, ja bylam na tym! swietny film, nawet nie spodziewalam sie, ze mnie tak wciagnie, no i ze bedzie az tak wierny historii. kto nie byl- z czystym sumieniem moge polecic :)

  72. cleevleen Says:

    Je też byłam i bardzo mi się spodobał dlatego ciekawa jestem Pana opinii.

  73. magwac Says:

    Dla sprostowania: w angielskim nie ma miliona czasów, jest tylko dwanaście, i nie wyobrażam sobie używania języka angielskiego bez dziesięciu czasów - Past Perf. Cont., Past Perf., Past Cont., Past Simple, Present Simple, Present Cont., Present Perf., Present Perf. Cont, Future Simple oraz Future Cont. Moim zdaniem Future Perfect oraz Future Perfect Continous są tak rzadko używane (zwłaszcza ten ostatni), że można by ich się pozbyć, ale cała reszta musi zostać i już.

    I to naprawdę nie jest takie straszne jak brzmi, to co nazywamy czasem w angielskim jest czymś ZUPEŁNIE innym niż czasy w polskim, czy niemieckim.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).