Nowi ludzie

publikacja Nowa Fantastyka 1-2/2003
(fragment)

Nowa Fantastyka 1/2003 - okładkaNowa Fantastyka 2/2003 - okładkaGdy uniosłem wzrok ujrzałem policyjnego grava z włączonymi niebiesko-czerwonymi stroboskopami na dachu. Pojazdy wokół wcale nie zwalniały, jakby nie zauważając sytuacji. Holograficzny napis przed moją maską żądał, żebym natychmiast posadził pojazd na najbliższym lądowisku. Najpierw zrobiło mi się zimno, a chwilę potem gorąco. Zamknąłem pudełko i położyłem dłonie na sterach. Wrobią mnie w morderstwo…
Pięćdziesiąt metrów pode mną było lądowisko na dachu hotelu Inter Continental. Kawałek dalej, dwieście metrów nad sobą, miałem następne na wieży Narodowego Banku Polskiego. Wybrałem drugą możliwość przejmując stery od autopilota i powoli wznosząc maszynę. Minuta więcej na zastanowienie.
Policyjny grav trzymał dystans dwudziestu metrów. Jedno było pewne: nie zestrzelą mnie. Spadający grav mógł zabić wielu ludzi. Nie przejmą też kontroli nad sterami, bo wcześniej wykręciłem antenę.
Daleko w dole widziałem iglicę Pałacu Kultury z migającymi światłami ostrzegawczymi. Obok, trzysta metrów wyższy punktowiec Kulczyk Trading spoglądał na miasto gigantycznym obrotowym dyskiem-restauracją. Do przeszklonej rogatywki stanowiącej dach czterystumetrowej Pilsudzki Tower przy ulicy Wspólnej cumował właśnie transatlantycki strat.
Z prawej strony, za szybą sunęły w dół granatowe okna wieży NBP. Obserwowałem znany mi świat z dziwnym uczuciem oglądania filmu. Aresztują mnie. Co potem? Wrobią mnie w to morderstwo by wypaść lepiej w statystyce, czy tylko przesłuchają i wlepią mandat za odkręcenie anteny? Gdybym znalazł odpowiednich ludzi, mógłbym kupić nową tożsamość i żyć z odsetek. Ale… niewinny człowiek nie ucieka.
Ujrzałem lądowisko. Ośmiu policyjnych szturmowców czekało na mnie z przedłużonymi blasterami w rękach. Skąd wiedzieli, że wybiorę to miejsce?
Decyzja. Może głupia. Przekręciłem regulator mocy do maximum. Rzuciło mną o fotel, a buczenie generatora przeszło w wycie. Przeleciałem nad krawędzią dachu i pchnąłem stery pikując w dół. Po kilku sekundach wyrównałem lot i przemknąłem nad sunącymi powoli kilkanaście metrów nad ziemią wagonikami metra. Na monitorze wstecznym zobaczyłem zbliżający się pojazd policyjny. Po dwóch stronach jego kadłuba otworzyły się klapy osłaniające blastery małej mocy. Chyba nie wolno im strzelać do grava w mieście? Pierwszy ładunek plazmowy przelatując tuż obok szyby rozwiał moje wątpliwości. Sto metrów dalej kawałek trotuaru na Marszałkowskiej eksplodował. Ludzie rozbiegli się na wszystkie strony. Ktoś upadł. Zrobiłem ostry skręt w prawo. System antykolizyjny rzucał mną na wszystkie strony. Wyłączenie go było możliwe. Leciałbym wtedy szybciej, ale też zbyt szybko, by omijać inne pojazdy.
Przebiłem się przez powietrzny korytarz szybkiego ruchu północ-południe i wystrzeliłem pionowo w górę pełną mocą. Okrążyłem spiralą srebrzysty budynek Daimler-Chrysler i rozganiając stadko samotnych gołębi zanurkowałem umykając przed kolejną serią z blastera. Spory kawałek chodnika przy Emilii Plater zamienił się z hukiem w chmurę kurzu.
Korzystając tej osłony ostro zawróciłem chowając się pod wagonikami metra. Bliskość kilkunastu zsynchronizowanych generatorów pola szarpała sterami, ale chyba zgubiłem pościg. Wskoczyłem w ciąg pojazdów lecących w kierunku Ursynowa i ostro zredukowałem prędkość. Policyjny grav kilka sekund później przeleciał wyżej i znikł za Marriottem. Poczułem smród palonej izolacji. Chwila dłużej i stary grat by tego nie wytrzymał.
Serce powoli powracało do zwykłego rytmu. Podniosłem z podłogi czarne pudełko, ale go już nie otwierałem. Tak na prawdę to ten sukinsyn nie dawał mi rozwiązania! Nie uszczęśliwił mnie, tylko podrzucił to kukułcze jako pierwszemu frajerowi, który się nawinął. Cokolwiek to jest „kukułcze jajo”.
Ursynów. Pojazdy zaczynały zakręcać w kierunku osiedli. Nieco wątlejszy strumień ciągnął w kierunku Piaseczna. Musiałem szybko coś zrobić. Zniżyłem lot i znów skorzystałem z funkcji randomize. Wyskoczyłem na chodnik pozwalając staruszkowi dołączyć do innych pojazdów lecących na południe. Szkoda. Lubiłem go.
Spojrzałem na swoje własne trzęsące się ręce, jeszcze zbielałe od ściskania sterów. Rozejrzałem się. Tutaj, na poziomie zero, nikt nie zwracał na mnie uwagi. Kobiety, mężczyźni i inni podążali za swoimi sprawami myśląc teraz o powrocie do domu bądź rajdzie po nocnych klubach. Wyprostowałem plecy przygarbione mimowolnym skurczem winy.
Zaczynało się ściemniać. Kilkaset metrów wyżej kolejno rozbłyskały świetlarnie sprawiające, że zatrzymany zmierzch łagodnie przejdzie w świt. Bliżej centrum holoboardy rozgrzewały się migając początkowo nieostrymi reklamami. Ruszyłem razem z kolorowym, hałaśliwym tłumem w kierunku śródmieścia. Wolałem na razie nie korzystać z metra ? system biletowy wymagał identyfikacji pasażera. Miałem rzecz zbyt cenną, by się po prostu poddać policji. Niskie pensje demoralizują najskuteczniej.
Szeroki na kilkadziesiąt metrów chodnik rozdzielił się na kilka mniejszych. Widziałem całkiem sporo ludzi z naszytymi na rękawach numerami statystycznymi niedoreprezentowania. Nowy trend „noś swoje niedoreprezentowanie z dumą” wciąż zwyżkował. Niektórzy mieli dwa, trzy i więcej numerów.
Dotarłem do jakiegoś baru na wolnym powietrzu. Usiadłem na stołku i zamówiłem piwo przelewając należność wraz z umownym tipem. Bez mrugnięcia. Jednoręki barman zwlekał z wydaniem zamówienia do chwili potwierdzenia wpłaty. Zabawne: ogromna większość ludzi zwyczajowo bądź mimowolnie mrugała okiem potwierdzając polecenie dla komplanta. Nie mogłem się do tego przyzwyczaić.
Poczułem ciepło z lewej strony. Dziewczyna. Siedziała na stołku obok; szczupła, z równo przyciętymi czarnymi włosami. Delikatnym gestem zamówiła to, co zwykle. Barman nie czekał na potwierdzenie. Opar feromonów istniał być może tylko w mojej wyobraźni, ale czułem-znałem każdy zakamarek jej ciała.
Sto metrów nad nami przepłynął błyskający żółcią i zielenią holoboard. Zalśnił odbiciem w jej włosach. Patrzyłem na nią, a ona na mnie. Czarne oczy…
– Mogę dać ci szczęście – powiedziała.
– Chwilowe.
– Nie proponuję ci małżeństwa.
Może nie chciałem być sam. Przenieśliśmy się na leżak, jakich wiele w koncentrycznych kręgach otaczało bar. O tej porze większość jeszcze była wolna. Pół siedząc, pół leżąc czekałem aż leżak dopasuje się do naszych ciał. Spojrzałem na nią. Krótka latexowa sukienka i wysokie błyszczące buty. Nie spieszyła się.
Sączyłem piwo przyprawione korzennie obserwując holoboardy licznie krążące nad tym rejonem miasta. Gwar tysięcy głosów, pomruk pojazdów z korytarza Chaubińskiego i muzyka z różnych kierunków nakładały się tworząc swojski szum miasta. Przysunęła się minimalnie bliżej a leżak sam skorygował kształt. W międzyczasie kolejny leżak w zasięgu wzroku zwinął się w intymny hamak i uniósł ponad inne. Śmiechy z wewnątrz przebiły się na moment przez szum.
– Masz kłopoty?– zapytała dziewczyna.
– Widać?
– Myślisz o czymś poza tu i teraz.
Myślałem o tym, żeby iść spać.
Uniosła kieliszek z resztką drinka i zakręciła nim. Drobne kropelki spiralą odleciały w noc. Opuściła pustą dłoń i położyła ją na mojej piersi. Przegapiłem moment zniknięcia naczynia.
– Mogę ci pomóc, czy tylko odsunąć problemy do rana?
– Sądzę, że to drugie. Nie boisz się? Kobieca prostytucja jest karalna.
– Tylko dla klienta. Ale i ty nie masz się czego bać; ja nie jestem dziwką. Jestem niedoreprezentowaną nimfomanką.
– Jest taka kategoria?
– Oprawcy sprawili, że jest.
– Więc twoją działalność można określić jako non-profit?
– Tego nie powiedziałam.– Uśmiechnęła się i poprawiła fryzurę, która nie wymagała poprawienia.
Robot kelnerski przyniósł mi kolejne piwo i odjechał z pustym kubkiem. Przelałem połowę oszczędności na moje prywatne konto i zablokowałem je bezwarunkowo na dwanaście godzin. Spojrzałem dziewczynie w oczy. Podobała mi się. Feromony… Kolejny holoboard zalał jej twarz czerwienią. Mrugnęła okiem i brzegi naszego leżaka uniosły się. Poczułem, że lecę w górę.


Udostepnij
Glodne Slonce

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).