Notatki nowojorskie 6

Nowy York
Tatuś na rowerze z jednokołową przyczepką, w której siedzi dziecko i również pedałuje, bo przyczepka ma napęd; mama z kilkuletnią córką na jednej hulajnodze; nastolatka na step-rowerze (czyli mobilnym stepperze); stuosobowa grupa rolkarzy; do tego rowery poziome, hulajnogi, zwykłe wrotki i parę innych pojazdów realizujących różne sposoby poruszania się. Siedzę sobie na ławce koło Metropolitan Museum, konsumując hot doga, i patrzę na to spocone ludzkie zoo, czując jak mi brzuch rośnie. Na szczęście nadjeżdża wreszcie amerykański ponton na wózku akumulatorowym i znów mogę się poczuć szczupłym i wysportowanym.

W Nowym Yorku sporo ludzi uprawia jogging, w Central Parku pod pomnikiem króla Jagiełły seniorzy ćwiczą Tai-Chi, na trawie obok juniorki uprawiają jogę, a w przejściu podziemnym odbywa się plenerowy pokaz baletu. Jest tu wcale nie tak dużo ekstremalnych grubasów, za to sporo megazgrabnych lasek (no i lasków). Stany pośrednie też występują znacznie rzadziej niż w Polsce, gdzie ponad połowa populacji lokuje się w zakresie szeroko rozumianych stanów średnich (czyli nie spasłem się aż tak jak ojciec, więc jestem na plusie). Na prowincji USA sytuacja jest już odmienna i tam otyłość jest choroba narodową.

Rowerów w Nowym Yorku jest mniej niż w Warszawie. W NY zresztą rowerem można bezpiecznie jeździć po jezdni, bo pasy są o połowę szersze niż u nas, na zwykłych ulicach samochody na oko nie przekraczają 50 km/h, a częściej jest to wręcz jakieś 30. Tym, co nie zachęca do korzystania z rowerów jest mała liczba ścieżek i… wysoka wilgotność powietrza. Wydawać by się mogło, że w tym mieście troska o utrzymanie kondycji jest powszechna, a jednak w domach handlowych nie trudno spotkać schody ruchome nawet o wysokości trzech stopni. Wygląda to jak dowcip architekta. Jednocześnie coś takiego jak automatyczne drzwi to luksus niemal niespotykany nawet w najnowszych budynkach. Osobliwe. Co ciekawe, w metrze, gdzie schody ruchome najbardziej by się przydały – nie ma ich. Nie ma też wind.

Na Manhattanie jest trochę skwerów i małych parków, które doskonale wpasowują się w tkankę miejską. Są zaprojektowane oryginalnie, z wyobraźnią i w sposób przyjazny użytkownikom. Rzadko jest to po prostu trawnik, drzewa i ławki. Zwykle jest tam jakiś oryginalny pomysł. Irish Hunger Memorial, który właściwie nie jest parkiem, ale może być celem spacerów, ma formę tarasu wyniesionego ponad ulice, a wchodzi się do niego przez tunel. Jest oczywiście Central Park, czyli park parków. Niemal dwa razy większy od londyńskiego Hyde Parku i prawie pięć razy większy od warszawskich Łazienek Królewskich to niezależny świat wewnątrz Manhattanu. Central Park można zwiedzać cały dzień i nie zobaczy się wszystkiego. Jednak chyba najoryginalniejszy jest High Line Park, umieszczony… na wiadukcie nieczynnej linii kolejki nadziemnej. Park jest długi na dwa i pół kilometra i prowadzi serpentynami dziesięć metrów nad ulicami.

Sami ludzie to antyteza stresu. Jeśli muzyk w metrze dobrze gra, to ktoś zaczyna podrygiwać, ktoś się dołącza i po chwili kilka osób tańczy na środku peronu, nie wzbudzając tym niczyjego zdziwienia. Ludzie ubierają się i zachowują tutaj tak różnie, że Big Lebowski w szlafroku naprawdę nie wzbudziłby szczególnego zainteresowania. Generalnie ludzie są mili i uprzejmi tak, że strach mapę wyjąć z kieszeni, bo zaraz chcą pomagać. Wbrew temu, czego można by się spodziewać, Nowojorczycy (wiem, że powinno się pisać małą literą, ale będę pisał wielką) nie są ani zaganiani, ani spięci. Nie przepychają się w przejściach, nie dyszą sobie w karki w kolejkach. Myślę, że jest to bliskie filozofii, którą sam staram się stosować choćby podczas prowadzenia samochodu – głupi ma pierwszeństwo.

Czerwone światło dla pieszych jest sugestią i generalnie jak jadą samochody, to ludzie nie przechodzą. Natomiast jeśli jest pusto, to przechodzą. Zdarza się, że ludzie myślą, że jest pusto, a pusto jednak nie jest. Wtedy samochody zwalniają i czekają, aż krowy przepełzną przez jezdnię. Dotyczy to małych skrzyżowań. Na tych większych ludzie generalnie czekają na zmianę świateł. Jeżeli z jakichś względów jest niewskazane, że by w danym miejscu ludzie przechodzili na czerwonym, wtedy stawia się murzyna z łańcuchem, żeby bariera z psychologicznej stałą się fizyczną. I wtedy ludzie nie przechodzą.

Oprócz niewielkiego zoo w Central Parku jest spore zoo na Bronxie. Dzisiejszy Bronx, przynajmniej jego południowa część, nie wydaje się jakimś szczególnie niebezpiecznym miejscem. Sam ogród zoologiczny jest odmienny od polskich odpowiedników. Zwierzęta mają spore wybiegi, wspólne dla wielu gatunków. To dosyć nowatorskie, bo jeśli zwierzaki akurat nie chcą się pokazać, to goście oglądają krzaki. Mimo wszystko wypada to zoo odwiedzić.

Na Coney Island jest NY Aquarium, wesołe miasteczko i wielgachna plaża. Wstęp do wesołego miasteczka jest bezpłatny, za to kupuje się bilety na każdą z atrakcji z osobna, co jest całkiem niegłupie. Nie należy się nastawiać na ekstremalne przeżycia, bo to wesołe miasteczko jest zabytkiem rodem z lat czterdziestych. Kilka atrakcji wygląda przyzwoicie, większość tak sobie. Ja skusiłem się jedynie na Cyclone, czyli rollercoaster. To również zabytek. Adrenalinę podnosi świadomość, że cała konstrukcja, łącznie z trzeszczącymi wagonikami jest wykonana głównie z drewna i ma większe luzy niż pięćdziesięcioletni Star gdzieś w Bieszczadach. Wszystko sprawia wrażenie, jakby się miało lada moment rozlecieć. Za osiem dolców – warto.

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York


Udostepnij
Glodne Slonce

6 Responses to “Notatki nowojorskie 6”

  1. wieloiksiasty Says:

    Jest błąd w czwartym akapicie ;P

    Dużo czasu pan spędził w stanach? Dużo potrzeba spędzić, żeby wszystko dobrze zwiedzić, poczuć, zobaczyć, zapamiętać?

  2. Rafal Kosik Says:

    Poprawione, dzięki:) Byłem tam ledwie trzy tygodnie, z czego dwa w NY. Dobre poznanie tego miasta może zająć kilka miesięcy, a kraju wiele lat. No nie jest to Słowacja.

    Oczywiście planuję kolejną wyprawę.

  3. agness Says:

    Strasznie Panu zazdroszczę :) zawsze chciałam zobaczyć ny

  4. nieNika Says:

    High Line Park tam musiało być nadzwyczajnie :D A może Felix, Net i Nika w Nowym Jorku ?? :3

  5. Felixiara Says:

    O tak! Mi też się od razu High Line Park w oczy rzucił. To musi być niesamowite przeżycie…
    btw Jak dobrze oglądać Pingwiny z Madagaskaru - przynajmniej wiem jak się czyta te wszystkie nazwy ;) Bajki kształcą.

  6. Karolyna Says:

    Kaczka jako wieszak/stojak na torebkę (zdjęcie 16)- super pomysł :)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).