Notatki nowojorskie 4

Nowy York
Ciekawe w NYC, a pewnie i w całych Stanach, jest podejście do BHP. Z jednej strony w USA jest coś około miliona prawników i każda instrukcja obsługi kuchenki mikrofalowej zawiera wzmiankę o tym, żeby nie suszyć w niej włosów ani dzieci, a z drugiej… otwarta klapa magazynowa w chodniku – spoko. Nieizolowany włącznik światła wewnątrz łazienki – spoko. Metalowy, nieizolowany, nieuziemiony włącznik metalowej lampki tuż nad umywalką – również spoko. A jeśli już jesteśmy w łazience, w którą stronę odkręca się wodę w prawdziwie polskim kranie? Clockwise czy counter clockwise? Teraz jakoś nie mogę sobie przypomnieć, ale wiem, że w Stanach cały czas się myliłem.

O tym że okrągłe klamki w USA obracają się w odwrotną stronę, wiedziałem od dawna. Przy czym zwykłe klamki, takie z uchwytem, otwierają się w normalną, jedyną słuszną, prasłowiańską stronę, czyli do dołu. Ciekawe, jakby się otwierało formę pośrednią, taką okrągłą klamkę z mikrodyngsem? OK, OK, nowe okrągłe klamki działają w obie strony. Problemów z ergonomią generalnie jest tu całkiem sporo i chyba wynika to z innej filozofii projektowania. Ot, chociażby samochody. Pewien znajomy pisarz, który zmienił kiedyś Alfę Romeo na Jeepa, nagle zauważył, że pokrętła do regulacji temperatury wewnątrz z pozycji „zawsze pod ręką” przemieściły się w miejsce „trzeba najpierw spojrzeć, gdzie są”, a sama regulacja temperatury z raz ustawionego i zapomnianego „auto” zamieniła się w walkę o otrzymanie biologicznego minimum termicznego.

Jeśli dobrze rozumiem, Amerykanie oczekują od urządzeń codziennego użytku, by te jak najmniej zawracały im głowę. Europejczycy stawiają bardziej na prostotę konstrukcji. Wiem, to się zmienia, ale nie zmieni się od razu. W Europie większość samochodów ma ręczną skrzynię biegów, a w Stanach automatyczną; europejski toster ma pokrętło timera, amerykański guziki z opisami do konkretnego zadania, które de facto zwalniają z myślenia, że dwa tosty z serem trzeba opiekać o połowę dłużej niż jeden samotny tost.

Rzeczywiście, to amerykańskie dążenie do ułatwiania sobie życia często to życie komplikuje. Weźmy monety. Nie ma na nich, podobnie jak na funtach, cyfr jasno określających ile ta podkładka pod papiaki bez dziurki jest warta. Najpopularniejszą monetą jest quarter, czyli ¼ dolara, czyli 25 centów. Jak się można domyśleć, nie ma tam nigdzie napisu „25 cents”, jest tylko „quarter dollar”. I byłoby OK (bo niby łatwiej coś podzielić na cztery, niż podzielić na sto i pomnożyć przez dwadzieścia pięć), gdyby nie to, że nikt już od dawna nie zaokrągla cen do tego quartera.

A chyba jedynym powodem, dla którego w obiegu pozostaje banknot jednodolarowy, jest widniejąca na nim podobizna George’a Washingtona. Innego uzasadnienia nie widzę. Te pomięte szmaty drą się i zawijają na rogach, a przy tym na pierwszy rzut oka trudno odróżnić je od innych nominałów. Gdyby ktoś mnie pytał (wiem, że nie będzie), to poradziłbym dociągnąć monety do 5 dolarów, a dopiero od dziesięciu drukować papierki. Co? Że nie warto, bo zaraz przejdziemy na operacje bezgotówkowe? Jeżeli ktoś wierzy w to, że za kilka lat pieniądz fizyczny zniknie, jest w wielkim błędzie. No chyba że mieszka a Skandynawii, gdzie rząd chce mieć pełną kontrolę nad finansami obywateli. W USA to nie przejdzie. Masa knajp w NYC akceptuje wyłącznie American Express, którym to z kolei w Europie da się zapłacić chyba tylko w bufecie dla pracowników ambasady USA. Karta jest wygodna, ale nieprzewidywalna. Byle awaria kabla gdzieś dwieście kilometrów od ciebie i jesteś dwa dni bez pieniędzy. Spóźniłeś się ze spłatą kredytu, podatku lub alimentów? Nagle może się okazać, że plastik mówi „nie”. Gotówka nigdy nie powie Ci „nie”.

Karty debetowe są obsługiwane w inny sposób niż kredytowe i trzeba wiedzieć, jaką kartę się posiada. W przeciwnym razie terminal wywali błąd. Strange… Jeśli jesteśmy przy płaceniu i ergonomii. W osiedlowym sklepie Pionier, który był najbliższym marketem ze wszystkim, czego potrzeba do życia, szerokość przejścia między kasami jest o centymetr mniejsza od szerokości wózka. Rozwiązanie? Wózek zostawia się przed kasą, a jedna z pracownic co dwie minuty przechodzi i te wózki zbiera. Czemu tak jest? Nie wiem, może nie chodzi o błąd w obliczeniach architekta, lecz o bezdomnych, którzy by te wózki pożyczali bezzwrotnie?

W Polsce istnieje praktyka wzajemnego ułatwiania sobie życia podczas zakupów. Jeśli mam zapłacić 12 PLN, a najmniejszy banknot, który posiadam, to 20 PL, to daję kasjerce ów banknot i dwa złote, a ona wydaje mi dychę reszty. Spróbowałem ułatwić w ten sam sposób życie kasjerce w sklepiku z pamiątkami w Empire State Building. Dziewczyna nie wiedziała, o co mi chodzi. Precyzacja intencji „Just give me ten” wprawiła ją w jeszcze większe zdziwienie. Ta sama sytuacja powtarzała się kilkakrotnie w innych sklepach, aż zaprzestałem prób ułatwiania im życia. Czyli już wiecie, jak nie ułatwiać innym życia w USA.

P.S. Już wiem, co jest nie tak z tymi kranami. Lewy odkręca się w przeciwną stronę niż prawy. Rozumiem, co leży u podstaw tej filozofii – poszukiwanie symetrii, niesłusznie nazwanej przez Greków sztuką głupców. Ta filozofia zawodzi jednak, gdy prócz pokręteł do ciepłej i zimnej wody jest jeszcze pokrętło przełączania kran-prysznic, a ponosi całkowitą klęskę, gdy dochodzi czwarte, sterujące korkiem. Dlatego też w umywalce prawy kran obraca się odwrotnie niż lewy, a w wannie oba obracają się tak samo. Fail.

Nowy York

Otwarta klapa magazynowa w chodniku – spoko

Otwarta klapa magazynowa w chodniku – spoko

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York

Nowy York


Udostepnij
Glodne Slonce

16 Responses to “Notatki nowojorskie 4”

  1. Robson Says:

    Dawno temu w serialu “Robocop” byl motyw ośmiokątnęj monety jednodolarowej z wizerunkiem Ronalda Reagana zwanej “ronnie” - sądziłem, że wkrótce rzeczywistość dogoni fikcję, a wygląda na to, że trzeba trochę poczekać.

  2. Laura Says:

    Jak jesteśmy przy ułatwianiu życia to muszę powiedzieć, że bardzo niewygodnie przygląda się zdjęcia na tej stronie :)

  3. nika/t Says:

    podpisuję się pod powyższym :)

  4. Rafal Kosik Says:

    Wystarczy otworzyć pierwsze zdjęcie i potem naciskać N lub P. Zamyka się X-em. Ale fakt, grubszy upgrade by się przydał.

  5. mielecka Says:

    pięknie ! moje marzenie.. zarówno pojechać do NY jak i do LA ;-)

  6. Człowiek Says:

    Co do klamek - w moim pokoju “zwykła” klamka jest ustawiona w dół i drzwi otwiera się, przekręcając klamkę “do środka” drzwi. Jest trochę niewygodne, ale mam tak ze względu na psa.

  7. Rafal Kosik Says:

    Miałem kiedyś wybitnie zmyślnego psa, który klamki w dół rozkminił pierwszego dnia. Wmontowanie gałek karbowanych pomogło na dwa dni, a gałek gładkich na trzy.

  8. wisznu Says:

    Amerykanie to mają też inne ciekawe pomysły. Np. ceny podawane są bez podatku. Trzeba go sobie dodać samemu, zeby wiedzieć ile zapłacisz przy kasie.

    Co ciekawe praktycznie nadal nie uzywają kart chipowych, nie mówiąc o zbliżeniowych. Tak jakby Europa, a zwłaszcza Polska byly poligonem testowym.
    I inna ciekawostka - płacąc w restauracji kartą po prostu dajesz ją kelnerowi, a on znika i wraca z kartą i rachunkiem.
    Poziom zaufania w Polsce niewyobrażalny…

  9. Adggamma Says:

    Odnośnie Szwecji: właśnie wczoraj wróciłam z małej wycieczki ze Sztokholmu i bardzo mnie zdziwiło to, że w autobusie ani u kierowcy, ani w automacie w autobusach (gdyby takie istniały) nie można kupić biletu. Można je dostać tylko w stacji metra i płacić tylko kartą. Także miałyśmy mały problem… Na szczęście miły pan kierowca pozwolił mi i mojej koleżance jechać za darmo, ale to pewnie dlatego, że nawet nie potrafiłyśmy wymówić nazwy przystanku, do którego chciałyśmy się dostać. A jak powiedziałyśmy, że do przystanku blisko lidla to usłyszałyśmy “Lidl is everywhere”…

  10. Mazin82 Says:

    @ wisznu: Amerykanie to mają też inne ciekawe pomysły. Np. ceny podawane są bez podatku. Trzeba go sobie dodać samemu, zeby wiedzieć ile zapłacisz przy kasie.

    Tak, to jest troche wkurzajace, bo z przyzwyczajnia majac piataka w kieszeni wiesz ze maksymalnie tyle mozesz wydac, a potem przy kasie okazuje sie, ze brakuje ci ilus centow.
    Ale z drugiej strony trzeba pamietac ze ten ich tax doliczany jest duzo mniejszy niz europejski wliczony.
    Wiec choc jest to moze mniej wygodnie, Twoj portfel jednak bedzie bardziej zadowolony ;)

  11. wisznu Says:

    @Mazin82
    To, że mniej podatku doliczają (10% chyba, zamiast naszych 23%) to zupełnie inna kwestia.

    Pamiętam czasy, kiedy u nas też tak były podawane ceny w sklepach. Na początku lat ‘90, zaraz po przemianach gospodarczych wszędzie na wywieszkach było: cena XXX+Vat. Potem zaczął się wymóg podawania ceny z Vatem, to była dopisywana małymi cyferkami, aż w koncu przepisami wymuszono jednoznacznie, że najważniejsza informacja, czyli cena płacona przy kasie musi byc wypisana największą czcionką.
    Pamiętam też, jak przy kasie tworzyły się zatory, były płacze, awantury, że “naciągacze” itp. bo jak przychodziło do płacenia to się okazywało, że nie mają tyle kasy, i trzeba było wycofywać z rachunków.
    Tak więc naprawdę nie rozumiem tej logiki powszechnego ukrywania rzeczywistej ceny. Choć ponoć amerykańcy tłumaczą to tak, ze wiele z tych produktów mozna sobie odpisac przy rozliczaniu sie z fiskusem.

  12. szary Says:

    Ja też miałem suczkę, która radziła sobie ze wszystkimi klamkami i skoblami. Do dzisiaj pamiętam ten jej błysk w oku kiedy zobaczyła, że otwieram skobelek w furtce, która do tej pory wydawała się jej nieotwieralna…

    Następny FNiN w Stanach?

  13. Papkyn Says:

    Jak już jesteśmy przy modernizacjach, to powiadomienia na maila, gdy ktoś odpowie w komentarzu też byłyby niczego sobie :)

  14. Adggamma Says:

    Widział pan? http://lc.serwer2.com.pl/top10_lektury.pdf Niestety, ktoś znowu, wpisał “Feliks”.

  15. Olcia160 Says:

    Tak, inne standardy trochę denerwują. A teraz w Ameryce ‘Wali snołem, jakby na górze ktoś zasnął z łokciem na przycisku „Turbo” ‘ ;)

  16. Rev Says:

    Te wszystkie amerykańskie absurdy genialnie wyśmiewa Bill Bryson w zbiorze felietonów “Zapiski z Wielkiego Kraju”. Ameryka… to trochę stan umysłu. Choć oni o polskich klamkach mieliby podobne mniemanie co my o ichniejszych. ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).