Niewolnictwo ma się dobrze

Kiedyś nie było tak różowo jak teraz. Niewolnictwo było powszechne i powszechnie akceptowalne. Zapewne nie akceptowała go część głównych zainteresowanych, czyli niewolników, ale tym się nikt nie przejmował. Po to między innymi wymyślono niewolnictwo, by nie przejmować się czyimś zdaniem. Z perspektywy czasu przypominało to grę między plemionami, grupami etnicznymi, kto zostanie niewolnikami, a kto ich właścicielami. Nie szło nam w tej grze zbyt dobrze, skoro angielskie słowo slave niepokojąco przypomina słowo „słowianin”. Nie jest to przypadek. W późnym okresie rzymskim to właśnie słowianie stanowili główne źródło niewolników dla Imperium.

Niewolnictwo miało się doskonale aż do roku 1807, kiedy to Wielka Brytania zakazała handlu ludźmi, a Royal Navy rozpoczęła polowania na statki niewolnicze. Samego niewolnictwa zakazano w 1833 roku (choć z pewnymi wyjątkami). Wkrótce inne państwa zaczęły czynić podobnie. Liga Narodów zakazała handlu niewolnikami w 1926 roku, co nadal nie było ostateczne i globalne, bo Mauretania zwlekała z zakazem do roku… 1981.

Naiwnością byłoby stwierdzenie, że dziś żyjemy w świecie wolnym od niewolnictwa. Niemieccy i radzieccy pracownicy przymusowi podczas drugiej wojny światowej (radzieccy dużo dłużej) spełniali definicję niewolników. Podobnie zresztą było w Azji, czy raczej… jest nadal. Szacuje się, że obecna liczba niewolników na świecie może sięgać niemal trzydziestu milionów. Zalicza się do tego międzynarodowy handel dziećmi i kobietami. Jednak największą grupą niewolniczą, przewyższającą wielokrotnie wszystkie pozostałe (choć nie nazywaną niewolnictwem i nie ujmowaną w statystykach) są żołnierze poborowi. Definicja się zgadza: organizacja/grupa ludzi (państwo/społeczeństwo) dokonuje na wybranej grupie ubezwłasnowolnienia i uprzedmiotowienia. Choć „pobór” to duży eufemizm w przypadku niektórych państw-niepaństw afrykańskich.

To przykłady oczywiste. Obawiam się jednak, że niewolników jest więcej. O wiele, wiele więcej. Nie nazywamy ich tak i pewnie nawet o nich w ten sposób nie myślimy, bo nie są przykuci łańcuchami do ławek galer. Kim więc są? To my. Jesteśmy niewolnikami nałogów, gustów, przyzwyczajeń, norm, idei, umów, formatów, kredytów… dużo tego jest. Przy tym jesteśmy niewolnikami nieświadomymi, a zwykle wręcz zadowolonymi.

Można używać określenia, że ktoś jest „niewolnikiem” nikotyny, ale definicja zostanie spełniona dopiero wtedy, gdy pojawi się osoba/grupa/organizacja czerpiąca korzyści z czyjegoś nałogu i go wzmacniająca. Ten ktoś będzie więc niewolnikiem przemysłu tytoniowego, a sama nikotyna i przyjemność z jej przyjmowania spełni rolę łańcuchów. To oczywiście dzieje się pośrednio i bezpośrednio, jednak posiadacz silnej woli może zrezygnować z używek i poniesie z tego tytułu niewielkie straty, głównie towarzyskie. Grubi Amerykanie są niewolnikami przemysłu spożywczego, który rosnąć może, już tylko zwiększając jednostkowe uzależnienie od kalorii. Zdrowi ludzie są niewolnikami koncernów farmaceutycznych, wmawiających im choroby. Nie sposób zaprzeczyć, że działania przemysłu spożywczego i farmaceutycznego doskonale się uzupełniają. Ale to nadal łańcuchy, które można zerwać.

Znacznie trudniej zerwać łańcuchy, które są tak powszechne, że trudno bez nich funkcjonować w społeczeństwie. Niemal niemożliwe jest nieposiadanie konta w banku, karty kredytowej, kont w serwisach internetowych. Wprawdzie nikt nie może siłą zmusić obywatela do założenia konta bankowego, ale jego brak automatycznie wyklucza z tak wielu aspektów życia, że stamtąd już tylko krok do zostania pustelnikiem. Tego raczej mało kto chce.

Przeciętny rzymski niewolnik nie siedział w kajdanach i, przynajmniej dopóki był posłuszny, przemieszczał się niepilnowany. Chłop pańszczyźniany również nie miał fizycznych ograniczeń w przemieszczaniu się. Łańcuchy mieli w głowach. To się nie zmieniło do dziś i nie zmieni się w przewidywalnej przyszłości. Zmienia się charakter łańcucha i staje się on coraz mniej widoczny. Większość dorosłych w świecie Zachodu ma co najmniej jeden kredyt. Ich życie po części jest więc własnością banku, a sankcją w przypadku wypowiedzenia posłuszeństwa może być nawet zupełnie dosłowne pozbawienie wolności.

Można od tego uciec. Można to zrobić, skoro łańcuchy nie są materialne. Udaje się jednemu na wiele, wiele tysięcy. To ludzie, którzy jadą do odległych krain, gdzie żyją, jak żyło się setki lat temu. Cóż jednak, jeśli i to będzie niemożliwe?

Geriatria wkrótce stanie się jedną z najbardziej dochodowych dziedzin medycyny. Tylko regulacje prawne mogą powstrzymać kierunek jej rozwoju, który nazwałbym abonamentowym. Długie życie w zamian za pakiety odmładzające, realizowane w różnych technologiach. Pakiety tańsze i droższe, przy czym te finansowane z rodzaju emerytury/renty obywatelskiej będą absolutnie podstawowe. Za droższe, lepsze trzeba będzie płacić. Legalnie lub nielegalnie.

Dziś decyzja o poddaniu się zabiegom cyborgizacyjnym zazwyczaj jest decyzją o życiu i śmierci. Najbardziej klasyczny przykład to rozrusznik serca, w którym trzeba regularnie wymieniać baterię i korygować ustawienia. Trudno tu zakładać czyjąkolwiek złą wolę, jednak efekt jest, jaki jest: chory staje się niewolnikiem przemysłu medycznego, a karą za ucieczkę od cywilizacji jest nieodległa śmierć. Identyczna sytuacja ma miejsce w przypadku stałego przyjmowania leków na nieuleczalne choroby. Dotyczy to coraz większej liczby ludzi i trend ten będzie rósł wraz z rozwojem przemysłu i wydłużaniem średniej długości życia. Rośnie też liczba chorób cywilizacyjnych, a wraz z nią przemysł, który ma je zwalczać.

Za kilkanaście-kilkadziesiąt lat dojdzie do tego cyborgizacja celowa, wymuszona przez postęp technologiczny. Będzie wymagała obsługi i będzie podatna na ataki hackerskie, znów więc konieczna będzie obsługa wyspecjalizowanych firm. Niedługo potem zapewne pojawi się cała nowa gałąź przemysłu farmaceutycznego, bez którego ewoluujące (lub sztucznie tworzone) w dużych skupiskach ludzkich choroby staną się zabójcze dla niezabezpieczonego człowieka. Przed tym nie będzie już ucieczki nawet do pustelni.

To tylko początek listy przyszłych sposobów zniewalania. Wcale nie jest tak różowo, jak się nam wydaje.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Niewolnictwo ma się dobrze”

  1. paul z Says:

    Wolność to uczucie, narkotyk. Dać niewolnikowi szczepionkę z wolnością i będzie o nią walczył przeciw każdemu, kto spróbuje ściągnąć mu łańcuchy. Można też tak przerobić jego wolę, by z całego serca pragnął ścinać trzcinę cukrową. I to nie jest żadna Science Fiction, bo właśnie tak manipulują nami prawa Natury. Wszechświat bezlitośnie dostosowuje nas do swoich potrzeb, a ludzcy manipulatorzy sami są częścią manipulacji.

  2. Jot Says:

    Właśnie skończyłem przepisywać rozprawkę o tezie “Człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać” ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).