Nieuchronność pomysłu

Nieuchronność pomysłuIstnieje wiele możliwych dróg rozwoju naszej cywilizacji, spośród których znamy tylko tę, którą wybraliśmy. A jeśli ją wybraliśmy, nie możemy z niej zawrócić. Nasza przyszłość jest przepowiedziana i nic nie możemy zrobić. Mamy zbyt małe pole do manewru i zbyt małą motywację, by w ogóle manewrować. A tak przede wszystkim, kto to jesteśmy „my”?

Przykład pierwszy z brzegu – ekran dotykowy. Czy ekran dotykowy musiał powstać? Musiał, jeśli poszliśmy drogą (lub odnogą) rozwoju technologicznego, za której początek symbolicznie można uznać rok 1822, kiedy to Charles Babbage skonstruował swoją maszynę różnicową. A tak naprawdę dużo wcześniej. Gdy zaczęliśmy konstruować maszyny, które miały pomagać nam lepiej rozumieć rzeczywistość i dostosowywać ją do naszych potrzeb, naturalną drogą rozwoju stało się, obok doskonalenia samych maszyn, doskonalenie sposobu komunikacji z tymi maszynami. Najpierw to człowiek musiał się dostosowywać, a potem wymyślono ergonomię. Ta dziś jest traktowana z tak przesadną atencją, że aż ogłupia użytkowników. Ekran dotykowy jest tak dalece intuicyjny w obsłudze, że dają się nabierać na niego nawet żaby, którym podsuwano tablet – próbowały łapać animowane robale. I spróbuj tu odróżnić płaza od naczelnego.

By tablet z ekranem dotykowym miał sens, musiał najpierw powstać interfejs graficzny i obiektowy sposób komunikacji. To też było nieuniknione, jesteśmy ewolucyjnie przystosowani do grupowania składowych naszego otoczenia w obiekty, nadawania im nazw i manipulowania nimi jako zbiorami. Gdyby nie Amiga Workbench, MacOs, czy Windows, powstałby inny system, wyglądający w ogólnych założeniach podobnie, i służyłby sterowaniu komputerami opartymi na krzemie. Architektura owych komputerów byłaby ośmiobitowa, potem szesnastobitowa i tak dalej. Komputery posiadałyby klawiaturę, bo pismo oparte na alfabecie składającym się z kilkudziesięciu liter istnieje w cywilizacji zachodniej od kilku tysięcy lat. Być może, gdyby dziwnym trafem któryś z narodów azjatyckich obudził się z letargu przed Europą, od razu mielibyśmy ekrany dotykowe, przed klawiaturą. A to z powodu ich złożonego alfabetu.

Na końcu tej drogi jest widać już całkowitą integrację człowieka z maszyną. Chcemy tego, czy nie, to nastąpi. Zupełnie nie jest ważne, kto wymyśli i opatentuje kolejne rozwiązanie popychające nas kawałeczek w tę stronę. Nie jest ważne, kto złamie patent, by popchnąć nas szybciej. Jeśli dziewięćdziesięciu dziewięciu się zawaha przed wprowadzeniem rozwiązania w życie, zrobi to setny. I choćbyśmy wszyscy, łącznie z tym setnym, nie chcieli tego, to i tak się stanie. No chyba, że wydarzy się katastrofa globalna, która cofnie nas do epoki kamienia. Ale na to również nie ma wpływu jednostka.

Taką katastrofą prawie na pewno nie będzie wojna nuklearna, ale historia powstania pierwszej bomby atomowej jest dobrym przykładem na nieuchronność postępu bez względu na jednostki. Projekt Manhattan rozpoczął się w roku 1942, by trzy lata później doprowadzić Amerykanów do stworzenia bomby atomowej. Rosjanie deptali im po piętach. To, że bazowali na zasysanych przez wywiad osiągnięciach amerykańskich (i sprowadzonych do USA) uczonych, niewiele zmieniało. Powszechny stan wiedzy potrzebny do skonstruowania bomby był wystarczający, by dowolny zespół zdolnych fizyków w dowolnym miejscu świata taką bombę stworzył. O ile mieliby dostęp do uranu, rzecz jasna. Stałoby się to kilka lat później. Gdyby nie raczkująca zimna wojna, może kilkanaście lat później. Ale zimna wojna sama w sobie również była naturalną konsekwencją postępu, który rywalizację między imperiami wzniósł na poziom globalny.

Postęp przyspiesza. O ile sto lat temu usunięcie Einsteina opóźniłoby rozwój fizyki o dziesięciolecie, o tyle dziś zrównanie z ziemią całego laboratorium wraz z personelem zmieniłoby niewiele. W sumie można na upartego wskazać koordynatora projektu, w wyniku którego powstał standard USB, co nie zmienia faktu, że pracowały nad nim tysiące osób w kilkunastu ośrodkach badawczych finansowanych przez kilka korporacji. Jeżeli coś mogło opóźnić projekt to tylko poważny kryzys gospodarczy w skali światowej. Opóźnić, nie odwołać, ewentualnie oddać pole konkurencji, która stworzyłaby produkt bardzo podobny.

Dziś utajnianie technologii nie ma większego sensu, skoro stan wiedzy ludzkości po kilku miesiącach i tak jest powszechnie dostępny dla tych, co potrafią go zrozumieć. To utajnianie opóźnia tylko przeciek do konkurencji, tak jak zamek rowerowy nie powstrzymuje złodzieja, tylko opóźnia kradzież. Tym większa motywacja, by nowe rozwiązanie wprowadzić jak najszybciej, bez zbędnego myślenia o konsekwencjach. Tym większa więc selekcja wśród ludzi, którzy mogliby pomyśleć o opóźnianiu. Jedynym, co dziś decyduje o wprowadzaniu nowych rozwiązań, jest rynek.

Jeśli wybraliśmy taką, a nie inną ścieżkę rozwoju, reszta jest zdeterminowana w pewnych ramach. Płyniemy tratwą po tej konkretnej odnodze delty rzeki i nie natkniemy się na nic, co mogłoby nas spotkać w innej odnodze. Jeśli ja nie napiszę kolejnej książki, to ktoś inny napisze podobną, zawierającą te same idee, albo te idee trafią do ludzi w inny sposób. A to, gdzie to się stanie, kto tego dokona i kiedy, jest drugorzędne.


Udostepnij
Glodne Slonce

27 Responses to “Nieuchronność pomysłu”

  1. Alfa Says:

    Hmm… czy to należy rozumieć jako przeznaczenie? W sensie, że “jeżeli ja tego nie zrobię, tylko zrobi to ktoś inny - to koniec końców i tak to się wydarzy”. W pewnym sensie to zdejmuje z nas odpowiedzialność za to, jak będzie wyglądał świat (bo przecież i tak by się tak stało). Jednak pisze Pan też, że wybraliśmy już dawno, dawno temu pewną drogę i teraz pozostaje nią dalej kroczyć. Ale czy w takim razie rzeczywiście ją wybraliśmy? Czy też był to kolejny etap wypełniania przeznaczenia?

  2. Eridanus Says:

    Konieczność dziejowa. Jako jednostki realizujemy po prostu zamierzenia Kamelelona ;)

  3. DeathDay98 Says:

    Dlaczego “[mój] comment is awaiting moderation.” ?

  4. DeathDay98 Says:

    Albo jesteśmy po prostu w jednym ze światów równoległych.
    Easy.
    Ale jak tak czytam pańskie teorie, to wszystko staje się takie proste… Stoi od dłuższego czasu przed naszym nosem, ale odkryjemy to, dopiero jeśli zaczniemy się nad tym poważnie zastanawiać. Rafał Kosik robi to za nas. My czytamy jego przemyślenia, które niby są oczywiste, a jednak nie wpadaliśmy na nie (a przynajmniej piszę tu o sobie).
    I tu ujawnia się współpraca, wymiana myśli, GNU GPL. Jeden wpada na jedno, a drugi bazując na odkryciach pierwszego wynajduje coś jeszcze. I tak dalej. I zmiecenie sztabu naukowców niewiele zmieni, bo zdążą poudostępniać swoje odkrycia wszystkim dookoła, a nawet jeśli nie zdążą, to po prostu będziemy ubożsi o małą gałązkę technologiczną. Którą najprawdopodobniej odkryje ktoś inny, za tydzień, za rok, czy za 100 lat.
    Gdyby Alexander Fleming wyrzucił pudełka z zapleśniałymi substancjami nie odkryłby penicyliny. Ale jak sam mawiał “To natura wyprodukowała penicylinę, ja ją tylko odkryłem”. Nie on, to za kilka lat odkrycia dokonałby ktoś inny.
    Gdyby Kolumb nie odkrył Ameryki, to czy pozostała by ona nieodkryta? Nie, nawet gdyby przetrwała do czasów robienia zdjęć satelitarnych, to już by dalej się nie mogła uchronić przed tym.
    A jeśli Atlantyda nie jest zwykłą legendą, to też zostanie odkryta. Może miałby ją odkryć ktoś, kto zginął w wypadku? Gdyby do tegoż wypadku nie doszło, to dalej by żył i może kiedyś odkrył tą mityczną krainę. Ale skoro nie żyje, to może wyprawa się opóźni, może o 100, może 200 lat, ale prawdopodobnie w miarę jak będziemy coraz bardziej poznawać otaczający nas świat, ktoś ją znajdzie.
    I to nie przeznaczenie, a zwykła kolej rzeczy, że mówiąc A, powinniśmy powiedzieć B. Jeśli tego nie powiemy, powie to ktoś inny, kto wywnioskuje, że po A powinno być B.
    Jednak najgorszymi stratami dla nas byłyby straty takich ludzi jak Einstein. Bo tacy jak on dają kopa nauce, pokazują skrót, znajdują krótszą drogę. Ich utrata nie spowoduje zatrzymania nauki. Spowoduje jej spowolnienie (a właściwie brak przyśpieszenia), ale dalej będziemy iść naprzód. Dalej będziemy iść tą ścieżką, odkrywając wszystko po kolei, powoli, aż dojdziemy do tego samego miejsca, tylko o innym czasie.
    Easy.

  5. Viatoro Says:

    Nie do końca tak jest, jak w notce. Owszem idziemy pewną z góry założoną ścieżkę i cała notka ma rację w odniesieniu do ogółu ludzkości. Problemem staje się jednostka, a przede wszystkim jednostka wybitna, która pomyśli odwrotnie niż cała reszta i przeskoczy na inną odnogę. Pytaniem pozostaje wtedy najwyżej, czy świat dołączy do niej, czy też nie.
    Za to z tekstu wyłuskałbym inny ważny wniosek, ludzkość dąży do odkrywania tego, co ułatwia wbudowane przez naturę mechanizmy i tymi ramami jesteśmy uwięzieni. Aby wyjść poza nie, trzeba by geniusza z dysfunkcjami, którego odkrycia i tak by reszta świata nie pojęła, bo postrzegałaby inaczej rzeczywistość.

  6. Fiflak Says:

    Czytając Pana wpis można by wysnuć wniosek, że jednostka jest nieważna, że jak czegoś nie zrobimy to zrobi to ktos inny więc właściwie po co coś robić? Po co sie uczyc i potem coś tworzyć, skoro na pewno zrobi to ktoś inny. Nie jest to zbyt optymistyczna wizja świata, chociasz może dla niektórych wygodna.

    Może i świat wpadł w tą a nie inna koleinę prowadzącą do…do czego? Do celu, do końca? Co jest celem? Osiągnięcie ideału technicznego? A końcem? Może to właśnie rozwój techniki doprowadzi do wyniszczenia ludności na ziemi. Nadmierne wykorzystywanie zasobów Ziemi, niszczenie lasów, wyścig zbrojeń. Może rozwój techniki tylko przyspiesza tą podróż do końca, przysłowiowo kopie swój grób. Ale tylko może, bo jest szansa że wymyślimy jakieś sposoby na podróż kosmiczną i właśnie się uratujemy, gdy to Ziemia sama z siebie dojedzie do końca swojej koleiny.

    Człowiek dąży do ułatwiania sobie wszystkiego, ale to też nie jest dobre. Rozwój konsumpcjonizmu i zanik kreatywności, i inwencji twórczej gdy wszystko jest podane na tacy, na wyciągnięcie ręki.

    Nie powinno sie “poddawać” i zostawiac innym to co można osiągnąc samemu. Kto wie, może to waśnie my będziemy w pewnym momencie mieli dość znaczące zdanie w rozwoju tego świata. I z jakiej racji to ma być ktoś inny? Na szczęście jeszcze mamy coś do powiedzenia w swoim życiu, i nie musimy płynąć z prądem, może nie wielkiej rzeki świata, ale codzienności, wbrew temu prądowi cywilizacji, który prowadzi do wyniszczenia wartości, których technika nie zastąpi. Może jednostka ma niewielkie znaczenie, ale nawet największa armia składa się z pojedyńczych ludzi.

  7. Rafal Kosik Says:

    Nieuchronność pomysłu to krótki zapis obserwacji i przemyśleń na ten temat. Wcale nie uważam, że to prowadzi do czegoś dobrego. Wydaje mi się tylko, że nie mamy na to wpływu. Oczywiście jednostki mają wpływ na swoje życie i mogą je odmieniać. Niespecjalnie jednak wierzę w moc sprawdzą jednostek do zmieniania świata.

  8. szary Says:

    Nieuchronność pomysłu czasami wydaje się być niezależna od odnogi rzeki na którą wpływamy. Na przykład łuk został wynaleziony we wszystkich znanych kulturach na całym świecie. Całkowicie niezależnie. Być może faktycznie są jakieś kamienie milowe do których rozwój cywilizacji zawsze dotrze, tą lub inną drogą?
    Ja bardziej zastanawiam się nad tym czy i kiedy ludzie zorientują się że jedyną szansą jest postęp moralny. Bo bez tego mamy w ręce coraz ostrzejsze brzytwy a moralnie nie oddalamy się od małpy.

  9. Fan anonim Says:

    Gdyby każdy człowiek myślał, że jeśli nic nie wymyśli to i tak zrobi to inny, nic by nie wynaleziono bo inny myślał by tak samo. Poza tym każdy człowiek ma własny rozum i nawet jeśli posłuch drógiego, to sam o tym zdecyduje. Przeszłości już nie zmienimy ale wybory prowadzące do przyszłości podejmowane są cały czas.

  10. Eddy Says:

    Człowiek jest jedynym zwierzęciem, które potrafi zniszczyć więcej, niż klika drzew w lesie. Ten postęp to klątwa dla Ziemi. Te wszystkie bronie, niszczycielskie wynalazki, chemia. Wbrew pozorom postęp nie jest dobry. Uważam, że nadal powinniśmy żyć w jaskiniach, bez komputerów, samochodów i innych świństw, które tak zdegradowały środowisko.
    Człowiek nie powinien się bawić w boga, bo nim nie jest. Nawet nie jest do niego podobny.

  11. Dziobal Says:

    Nie zgodziłbym się z tym, że miejsce i czas nie ma znaczenia. Tak logicznie rzecz biorąc, to sieć powiązań pomiędzy rodzącymi się ideami i wynalazkami jest tak złożona, że liczy się jej struktura, a nie same składniki.
    I druga rzecz - postęp chyba jednak ma jakąś granicę. Przynajmniej dla ludzi. Np. Powstanie technologii tak złożonej, że niemożliwej do zrozumienia dla człowieka. Albo ekonomicznie - dalszy rozwój na tyle kosztowny, że już nieopłacalny. Kto wyłoży kasę na zderzacz cząstek kolejnej generacji, skoro CERN to był już budżet, od którego oczy z orbit wychodzą. A zysków przecież się nikt z badań podstawowych nie spodziewa.

  12. szary Says:

    @Eddy

    Pomieszkaj trochę bez lodówki to pogadamy o tych jaskiniach. W naturze czlowieka jest rozwój i inwencja. Chodzi tylko o to aby z tego wszystkiego “po ludzku” korzystać.

  13. Rafal Kosik Says:

    @Dziobal: Dla ludzi postęp ma granicę, dla ludzkości też, ale granic postępu dla AI to sobie teraz nawet nie możemy wyobrazić :)

  14. Dziobal Says:

    A no to już inna sprawa, oczywiście :)

  15. nosiwoda Says:

    “Uważam, że nadal powinniśmy żyć w jaskiniach, bez komputerów, samochodów i innych świństw, które tak zdegradowały środowisko.” - napisał ktoś w sieci komputerowej, siedząc w ciepłym mieszkaniu/akademiku/bibliotece, z perspektywą 60 kolejnych lat życia przed sobą.

  16. Fileas Says:

    Ciekawe, że pisze Pan to niedługo po pojawieniu się “The Economista” z artykułem okładkowym, który udowadnia, że postęp wbrew zapowiedziom nie posuwa się w tempie wykładniczym, a logarytmicznym i od połowy XX wieku w ogóle niewiele się wynajduje.

    Tak swoją drogą zastanawiam się jak rozumieć przedostatni akapit? Czy uważa Pan, że fizyczne ukrywanie technologii traci sens, czy w ogóle ochrona praw patentowych powinna być zniesiona?

  17. Eddy Says:

    Ne możemy sobie wyobrazić życia w jaskiniach, bo mamy teraz zupełnie inne warunki. Być może były lepsze w jaskiniach, tylko my już się nie przyzwyczaimy do tamtego, bo mamy inne. Ale chodzi mi o to, jaki jest koszt naszego życia.
    Są miasta, można mieszkać sobie, są sklepy, kina, biblioteki. Mamy wszystko, fajnie. Ale gdyby spojrzeć na to z innej strony… Jest przestępczość, zanieczyszczenia, wykańczamy zasoby naturalne, odbieramy dom mnóstwu zwierząt. Czy nasze wygodne życie musi być prowadzone aż takim kosztem?

  18. szary Says:

    @Eddy
    No myslę że “przestępczość” w jaskiniach była nieporownywalnie większa.
    Poza tym, myslę że wiekszośc facetów mieszkających już w tych jaskiniach zaczełaby kombinowac jakby je tu lepiej ogrzać, wysuszyć i podprowadzic kablówkę. Nie mówiąc o pułapkach na hohonie, środkach na przeczyszczenie i Viagrze…
    Przecież prawie 1/4 bloga który komentujemy jest o róznych DIY ulepszeniach i wynalazkach. Myslisz, że pan Rafal siedziałby sobie w jaskini i kątem plował ?
    Pozdrawiam

  19. Rafal Kosik Says:

    Prawa patentowe muszą istnieć, gdyż ich brak zatrzyma postęp - dziś badania są zbyt drogie, zbyt czasochłonne i skomplikowane, by móc je prowadzić bez perspektywy zysku. Z drugiej strony istnieje ogromna liczna firm i ludzi, którzy wykorzystują patenty do czego innego, niż te zostały wymyślone, np. po kryjomu patentują coś, co wymyślili inni, lub patentują tylko po to, by wynalazek nie ujrzał światła dziennego. To też blokuje rozwój.

    Dziś świat jest bardzo zunifikowany technologicznie, więc stworzenie kopii dowolnego wynalazku jest tylko kwestią czasu. Tym bardziej, że wynalazek jest naturalnym następcą poprzednika.

    A czy postęp zwalnia? Zależy jak na to patrzeć. On stał się raczej niezauważalny, bo odbywa się w skali uciekającej naszemu zrozumieniu. Ale dla porównania możemy wziąć dzisiejszy telefon i położyć go obok telefonu sprzed piętnastu lat. Stary z grubsza posiadał podobne funkcje, co pierwsze telefony na kabel; współczesny to zminiaturyzowany komputer.

    Co do odbierania domów zwierzętom, to zauważyłem, że coraz więcej ludzi patrzy na to w kontekście zbrodniarzy i ofiar. Myślę, że to złe podejście. Czy migrujące stado bizonów martwi się tym, że zadeptuje kretowiska? Jeżeli powinniśmy zrobić coś „dobrego” dla zwierząt, to chyba jedynie nie zabijać ich niepotrzebnie ani niehumanitarnie.

  20. Eddy Says:

    Nie tylko chodzi o dom zwierząt. Postęp prowadzi do wielu złych rzeczy. jest zanieczyszczone powietrze, przez które nawet ludzie chorują, jest globalne ocieplenie, które sprawia, że lodowce topnieją.
    Jest wiele wynalazków, które nie powinny być wynalezione.
    Peleryna niewidka - sprzęt dla wojska, i przy okazji świetna rzecz dla przestępców.
    Nowe bronie, ale po co? Jedna strona będzie mieć broń, to i druga też. Nie będzie żadnej przewagi z jednej strony.
    Jacyś naukowcy pracują też nad maszynką do czytania w myślach. Żeby patrzeć na tak prywatne rzeczy jak myśli to jest naprawdę chore.
    Różne eksperymenty fizyczne, tylko po to, by zrozumieć wszechświat. Jak coś pójdzie nie tak, to doprowadzi to do zniszczenia Ziemi. Po co miniaturowe czarne dziury w laboratoriach?
    Po co ta potrzeba, by wynaleźć wszystko, dosłownie? Wystarczy, że wybuchnie wielka bomba z promieniem rażenia do 100000 km. Takie coś będzie na pewno wynalezione przez wojsko.
    Myślę, że właśnie przez taką myśl techniczną zniknęło życie na Marsie - czytałem artykuły o tym, że naukowcy twierdzą, że tam było życie i kiedy zacząłem się zastanawiać, dlaczego znikło doszedłem do takiego wniosku.

  21. Rafal Kosik Says:

    Jedną z największych katastrof ekologicznych w historii Ziemi było pojawienie się w atmosferze dużej ilości wolnego tlenu. A stało się to po osiągnięciu ewolucyjnego sukcesu przez organizmy fotosyntetyzujące. Tlen był toksyczny dla wszystkich pozostałych ówczesnym organizmów, więc ogromna większość wyginęła. Ale bez tej katastrofy nie byłoby wszystkich tych organizmów współczesnych, które istnieją dzięki tlenowi - produktowi odpadowemu metabolizmu trawy i innych roślin. Nie byłoby więc nas. Pojęcie szkodliwości jakichś naszych działań dla środowiska jest więc mocno względne, ponieważ każda zmiana (z naszym udziałem lub bez niego) niszczy jedne gatunki, ale pozwała na rozwój innych. Sens ma tylko ocena, które zmiany są korzystne dla nas, ludzi.

    Natomiast co do wynalazków, to nie ma jak zakazać prac nad np. wspomnianą peleryną niewidką. Jeśli Amerykanie zakażą prac nad tym wynalazkiem, to tylko ucieszą się wszyscy inni, którzy nad nim pracują. W podobnych sytuacjach pojawia się często przykład najwybitniejszych fizyków pracujących nad pierwszą bombą atomową w USA. Co by było, gdyby zrezygnowali i nie stworzyli bomby? Bomba by nie powstała? Nie, pirwszy stworzyłby ją Stalin i on byłby jej jedynym posiadaczem. Nie potrafimy zatrzymać postępu.

  22. szary Says:

    Mały offtopic, ale myślę, że dający jakieśtam argumenty.
    Jeszcze na studiach miałem podobne pomysły jak Eddy. I z głową pełną marzeń o drewnianej chatce w głuszy pojechałem na wakacje w Bieszczady.
    Mieszkaliśmy u jednego z Bieszczadników na sianie nad zagrodą kóz.
    Bieszczadnik ten zwany “Prezesem” budował wtedy sobie dom. Jakie było moje bezdenne zdumienie gdy okazało się że zaprawa mieszana jest w betoniarce kręconej ręcznie. Dodam, że nad działką szły linie energetyczne a Prezes miał stado koni huculskich.
    Od razu zacząłem kombinować, dlaczego się “na lewo” nie podłączy do prądu albo chociaż jakiegoś kieratu dla koni nie zbuduje i w ten sposób napędzi różne maszyny gospodarskie…
    I zdałem sobie sprawę, że ja zamieszkując taką chatę, też bez końca bym ją udoskonalał, ułatwiał sobie życie ciągle korzystając z pomysłów innych ludzi. Taka karma…
    “Czyńcie sobie ziemie poddaną” - to jest wdrukowane w naszą naturę i nie warto z tym walczyć.

  23. Eddy Says:

    Góra: może chciałeś wszystko ulepszać, bo jesteś po prostu przyzwyczajony do takiego a nie innego życia? Na pewno nie warto udoskonalać natury, bo to prowadzi do złych rzeczy.
    Wynajdując bez końca wynalazki można naprawdę sporo namieszać. Można przecież zakazać ich na większym obszarze niż Ameryka. W końcu zabijać też nie wolno. Mimo tego, że nie wypleniło by to do końca wynalazków takich, to stało by się to nielegalne.
    Trzeba jednak z tym zacząć walczyć, bo inaczej ziemię czeka Teoretycznie Możliwa Katastrofa. Dziś żyjesz swoim życiem, jutro unosisz się nad ziemią. To straszne.
    Z tymi szkodliwymi zjawiskami tlenowymi itd. to pan nie ma do końca racji. Jeśli nie byłoby tego, to byłyby te organizmy, a my też byśmy byli, ale w innym ciele. Nie wolno myśleć tylko o jednym gatunku, człowiek nie jest jedyną istotą na świecie i nie jest najważniejszy.

  24. szary Says:

    >my też byśmy byli tylko w innym ciele..

    Rozwiń te myśl proszę!

    A tak przy okazji. Gdzie mieszkasz? W bloku, w domku, w mieście czy na wsi?
    Spałeś kiedyś pod gołym niebem? Albo chociaż w namiocie? Jakiś mały survival, offroad albo wspinaczka.
    Słowem: czy zmarzło ci kiedyś siedzenie bo nie było dachu nad głową i ścian ocieplanych styropianem 10-tką?
    Albo może musiałeś codziennie nosić węgiel i rozpalać ogień w piecu?

    Chodzi mi o to, że można żyć z przepaską palmową na tyłku, jeśli wokoło jest las tropikalny. W naszych warunkach klimatycznych trzeba po prostu ciągle kombinować. Żeby nie zamarznąć, żeby zakonserwować żywność na zimę i przednówek, żeby się nie zabić na zaśnieżonej drodze itp.

    Co oczywiście nie wyklucza tego, że trzeba żyć “po ludzku”. Czyli myśląc i współczując. Na przykład nie kupując więcej niż się zje, nie kupować wody w butelkach, segregować odpady, umawiać się z kolegami z pracy na transport jednym samochodem itp. Po prostu dobrze i z wyobraźnią robić to co do nas należy.
    Pozdrawiam i jednak życzę żeby Ci ten idealizm jak najdłużej pozostał, chociaż ja uważam, że człowiek jest jednak najważniejszy.
    A przynajmniej moja żona i trójka dzieciaków…

  25. Rafal Kosik Says:

    @Eddy: Jest napisane, narysowane właściwie, w instrukcji bezpieczeństwa w każdym samolocie: najpierw sam załóż maskę tlenową, a dopiero potem pomóż innym. Jeśli odwrócisz kolejność, zginiesz i nikogo nie uratujesz.

  26. wisznu Says:

    kiedyś też dużo myślałem nad tymi sprawami (konkretnie - podróż w czasie z ewentualnością wprowadzenia paradoksu dziadka, zabicia odpowiedniej osoby) i doszedłem do podobnych wnioskow - wiele wynalazkow zostaje stworzonych, bo nadszedł ich czas - np. radio w tym samym czasie wynalazło kilku niezależnych od siebie ludzi. Więc zabicie np. Marconiego zmieniłoby tyle, że autorem patentu na radio zostałby np. Popow (znaczy - trzebaby się nieźle napracować, żeby nie dopuścić do wynalezienia radia :)). Z drugiej strony podany przykład Einsteina pokazuje, że zdarzają się też ludzie, którzy stanowią punkt węzłowy. Brak jego osoby mógłby dużo zmienić.

    Choć z drugiej strony niektóre wynalazki zostałyby wynalezione ponownie. w innych okolicznościach - tak jak to było np. z prochem.

    Inna rzecz - przykładowo Hitler nie jest tak do końca punktem węzłowym - zabicie Hitlera nie powstrzymałoby wybuchu II w.ś., mogłoby tylko opóźnić, co paradoksalnie tylko pogorszyłoby sprawę. Sytuacja zwłaszcza w Europie była nabrzmiała jak wrzód, bo po I w.ś. układ polityczny wszystkich “uwierał” i wojna na dużą skalę musiała wybuchnąć. Wszyscy zbroili się na potęgę, i to, że wojna wybuchła tak szybko było wielkim szczęściem - bombę atomową wypróbowano już pod koniec wojny, co w innym przypadku zrobionoby w trakcie, kiedy więcej stron konfliktu by ją miało i każdy chciałby ją przetestować na jakimś wrogim kraju…
    I dziś pewnie byśmy mieli po dwie głowy :)

    Co do konieczności istnienia patentu - to mam wątpliwości. Nie podoba mi się idea ograniczania praw do pomysłu. No tak jak to było z radiem - niezależnie od siebie w tym samym czasie kilku ludzi wymyśliło to samo. Ale prawa do zarabiania na wynalazku dostał jeden z nich. Więc pozostali zostali jakby “okradzeni” z własnego pomysłu (używając terminologii obrońców praw autorskich :)).

    I też nie do końca prawdą jest, że brak patentów spowolniłby rozwój.
    (Jak dobrze pamiętam, kiedy cd-romy stawały się powszechne, to już było wiadomo, że gotowe jest dvd. Ale firmy wpakowały tyle kasy w cd-rom, że wstrzymały wykorzystanie nowego formatu zapisu. Podobnie z blue-ray. Już istnieją wydajniejsze formy zapisu danych.)

    Po prostu powstałaby inna możliwość finansowania wynalazców, taka, która dziś jest raczej poboczną (zwłaszcza w Polsce) - np. wynalazki powstawałyby na uczelniach - finansowanych z naszych podatków, a więc stawałyby się własnością społeczną.

    Z resztą powoli społeczeństwa zdają sobie sprawę z tego, że za niektóe rzeczy płacimy po kilka razy - finansujemy prace nad czymś, następnie autor wynalazku, odkrycia (z resztą najczęściej nawet nie on sam, tylko jakaś instytucja finansująca bezpośrednio) patentuje go, więc gdyby ktoś chciał z tego skorzystać, to musi zapłacić drugi raz, choć już mu się dołożył do prac na tym.
    Ale to się zmienia - pracuje się np. nad obowiązkiem wolnego dostępu do publikacji naukowych

    Ponadto podobnie jak niektórzy pisarze, muzycy, itp. tworzą bo odczuwają taką wewnętrzną potrzebę i nie muszą na tym zarabiać, np. twócy blogów, podobnie też funkcjonują niektórzy wynalazcy. Jak widzą, że mogą coś poprawić, choćby dla samego ułatwienia życia, to nie ma dla nich znaczenia, że nie zarobią.

  27. Kac147 Says:

    Faktycznie ciekawe pytanie, czy jednostka może mieć wpływ na procesy w skali ogólnoświatowej? Zmieniać bieg historii, stanowić punkt zwrotny dla całych epok? Moim zdaniem tak. Wystarczy spojrzeć na wielkich przywódców religijnych, Jezusa, Mahometa, Buddę. Czy ich idee, które rozpaliły współczesnych im i ich następców, były wynikiem konieczności dziejowej?
    To najbardziej rzucający się w oczy przykład, ale pewnie dałoby się znależć jeszcze wiele innych. Pewne procesy są wydają się być nieuniknione, wzrost potęgi państwa daje się wytłumaczyć ogolną sytuacją geopolityczną, ale czy bez odpowiedniego przywódcy mogłoby ono osiągnąć sukces? Ciekawym spojrzeniem na ten problem w kontekście historii Polski są książki Jasienicy. O, jeśli jesteśmy przy książkach, czy bez Tolkiena powstałaby fantasy?

    Dzisiaj wydaje się, że jednostka straciła swoje znaczenie dla historii. Może jednak mamy po prostu chwilowe spowolnienie jej biegu, mimo całego postępu technologicznego, jaki dokonuje się wokół nas? Może znowu nadejdzie wielka osobowość, której twórcze spojrzenie, charyzma lub zwykłe szczęście zmieni naszą cywilizację? Problemem może nie być ogrom procesów, tylko chwilowa małość jednostek.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).