Niebieskie drzewko szczęścia

Dawno temu w podstawówce wkręciliśmy naszą matematyczkę, że rosnące na parapecie drzewko szczęścia jest niebieskie. Bardzo ją lubiliśmy, więc i wkrętka była raczej sympatyczna. Wystarczyła jednak minuta, by matematyczna zgodziła się z trzydziestoparoosobową klasą, że roślina jest niebieska. To była szybka lekcja, jak działa konformizm.

Ktoś mógłby twierdzić, że raczej chodziło o różnice w postrzeganiu kolorów przez mężczyzn i kobiety, które uparcie utrzymują, że kolorów jest więcej niż szesnaście. Ale nie – drzewko szczęścia, czyli grubosz jajowaty, czyli Crassula ovata, jest tak zielone, jak to tylko możliwe w skali RGB. Zachowanie naszej matematyczki to klasyczny przykład konformizmu, który w powszechnym rozumieniu jest uznawany za coś negatywnego. Tymczasem konformizm to konieczna umiejętność, by w ogóle mogło powstać społeczeństwo. W końcu w jakiś sposób trzeba ustalić normy społeczne, czy nawet zasady ruchu drogowego.

W pewnym zakresie jest to nieświadome działanie, które przynosi korzyść i jednostce, i grupie. Jednak czasem, szczególnie w dużych grupach, złożonych ze znacząco różniących się od siebie nawzajem jednostek zakres dostosowania jednostek i jego tempo nie są wystarczające. Wtedy pojawiają się presja, a wreszcie przymus. Innymi słowy oczekuje się od jednostki, że przyjmie poglądy grupy, nawet jeśli się z nimi nie zgadza; albo przynajmniej zacznie udawać, że je przyjęła.

I tu można by zakończyć temat, gdybyśmy mówili o państwie totalitarnym. Ale żyjemy w świecie zachodnim, gdzie większość państw w mniejszym lub większym stopniu można nazwać demokratycznymi. Oznacza to, że nie istnieją jednolite normy społeczne, a zamiast nich mamy coś w rodzaju pulpy różnych a często wręcz sprzecznych zasad. W tej pulpie pojawiają się lokalne zgęstnienia, potem ośrodki krystalizacji. Niektóre rosną, bo natrafiają na korzystne warunki, inne karleją i znikają.

Nie jest to środowisko sprzyjające wybieraniu najlepszych rozwiązań. To bardziej przypomina arenę walki na śmierć i życie między ideami. Z punktu widzenia jednostek, symbolizowanych w tym modelu cząsteczkami pulpy komunikat wygląda tak: jeśli nie myślisz, jak my, jesteś wrogiem. Jesteś żołnierzem wrogiej idei. Stąd w przestrzeni publicznej zamiast merytorycznej dyskusji nad zagadnieniem zwykle mamy podjazdy osobiste, oczernianie i zakrzykiwanie.

Ludzie ponadprzeciętnie inteligentni często mają trudności z odnalezieniem się wśród ludzi stanowiących statystyczną większość. Lawirowanie i dostosowywanie wypowiedzi do aktualnie obowiązujących norm traktują jako niepotrzebne marnowanie czasu i energii. Takie osoby nie dadzą się przekonać, że drzewko szczęścia jest niebieskie. Dlatego nie są to odosobnione przypadki, kiedy popadają oni w kłopoty wyłącznie dlatego, że mówią prawdę albo argumentują, posługując się wynikami badań.

Z drugiej strony warto wspomnieć, że są też ponadprzeciętnie inteligentni ludzie, których specjalnością jest wykorzystywanie tych różnic, a nawet ich kreowanie i podbijanie.

Zasada jest niezmienna od wieków i z nielicznymi wyjątkami zawsze polega na tym, że jedna grupa chce narzucić swoją wizję reszcie. Wydawałoby się, że czasy współczesne będą się różniły jakościowo na plus. Tymczasem jedyną różnicą są stosowane metody nakłaniania. Obecnie jest to raczej miękka presja. Miękka, ale totalna. I nie jest to podejście konsyliacyjne, zakładające, że musimy zunifikować nasze poglądy w kluczowych sprawach stricte dotyczących społeczności, a w pozostałych, nazwijmy je „prywatnymi”, zachować wolność. Nie. Dziś musimy się dostosować we wszystkich aspektach naszego życia, co idzie w parze z wciąż zawężającym się za sprawą technologii obszarem prywatności. Lekko to przerażające, prawda?

Cóż, nie dla wszystkich.

Niepokojąco przypomina to sytuację znaną z dawnego Związku Radzieckiego. Z tym że, jak wspomniałem, w grę wchodzi miękka presja, czyli nie awansujesz, nie zostanie z tobą przedłużona umowa o pracę, nie będziesz dostawał szans, jakie dostają konformiści, etc. Jednak obecne metody inżynierii społecznej nie wydają się dość skuteczne. Promowane instytucjonalnie wartości (np. polityczna poprawność) są odrzucane przez duży odsetek ludzi jako sztuczne i godzące w wolność. Zjawisko to o tyle silniejsze, im narzucane wartości różnią się od tych wcześniej wyznawanych przez jednostkę.

Gdyby chcieć użyć analogii lotniczej, to co się stało w Polsce (zwycięstwo PiS-u) i w USA (zwycięstwo Trumpa), można by określić mianem przeciągnięcia. Siły, nazwijmy je w uproszczeniu neoliberalnymi, tak bardzo pospieszyły się z wprowadzaniem zmian, że przeoczyły moment, w którym straciły poparcie (siłę nośną) i już nic nie można było zrobić. Jak w bajce „Nowe szaty króla”. Choć oczywiście jest to czasowe przetasowanie, bo ludzie szybko zapominają. Na razie nic nie wskazuje na to, by ten stan permanentnej wojny ideologicznej miał się zakończyć lub chociaż złagodnieć, co doskonale obrazuje rozbieżność narracji opisujących ostatnie niepokoje w USA. Nic nie trwa wieczne, więc za chwilę przeciągnięcie nastąpi w drugą stronę. Z tego samego powodu.

Nowe warunki mogą stwarzać nowe zagrożenia. Przypominam sobie rozmowy fandomowe sprzed ery mediów społecznościowych. Rzadko dotyczyły one aktualnej polityki. Teraz jest wprost przeciwnie. Połowa jak nie większość rozmów zbacza na tematy polityczne, albo od nich się zaczyna, głównie na Facebooku. To trochę jak z wirusami, które zmuszają chorego do kichania i kasłania, żeby zapewnić sobie lepszą propagację. Idee, którymi zakażone są umysły ludzi, zmuszają ich do pisania politycznych postów i komentarzy, co jest wirtualnym odpowiednikiem kichania i kasłania. Tu też chodzi o rozprzestrzenianie się i zakażanie kolejnych. Kończy się to często kłótniami, zrywaniem wieloletnich znajomości. Tylko dlatego, że różnice światopoglądowe wyszły na plan pierwszy i zamieniły się w demony.

Te ideologiczne walki być może za chwilę ostatecznie pogrzebią fandom jako wspólnotę, które miała łączyć ludzi właśnie ponad podziałami ideologicznymi.

W kontekście niedawnej udanej misji kosmicznej Space X, zadałem sobie pytanie o zasady, na jakich powinny być tworzone społeczności podczas misji międzyplanetarnych i na pozaziemskich koloniach. Wydaje się, że grupa ludzi zamknięta w małej przestrzeni, prócz zgodności charakterów, powinna jeszcze wyznawać takie same zasady moralne, posiadać takie same poglądy polityczne, etc. Przecież w razie kłótni w marsjańskim habitacie nie da się wyjść i trzasnąć drzwiami.

Być może więc to, na co mniej konformistycznie nastawieni ludzie narzekają we współczesnym świecie mediów kreujących, nie informujących, jednak okaże się pożyteczne? Tyle że nie na Ziemi. Dla nas tutaj pozostaje nadzieja, że zbiorowe pranie mózgów przetrwają jednostki, które nie dadzą sobie wmówić, że zielone jest niebieskie. Zawsze przyda się ktoś, kto nie bacząc na konsekwencje wstanie i krzyknie „Król jest nagi!”.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Niebieskie drzewko szczęścia”

  1. anba Says:

    Bardzo ciekawy wpis. Opisane zjawiska rzeczywiście są świetnie widoczne w wielu dziedzinach dzisiejszego życia społecznego.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).