Multipaństwowość

Może źle myślę, ale wydaje mi się, że państwo istnieje dla obywateli, nie odwrotnie. Oczywiście bez przesady, mówię o generalnej zasadzie. Ludzie całe dziesiątki tysięcy lat radzili sobie bez państwa, a państwa bez obywateli nikt jeszcze nie widział. Czemu więc co rusz napotykamy dowody traktowania nas przez państwo jak coś w rodzaju bytu niższego, jeśli wręcz nie swojej własności?

Wiele się zmieniło w Polsce przez ostatnie lata, urzędnicy stali się kompetentni i mili, zatem po ludzku pójdą ci na rękę, jeśli to możliwe. Nie zmienił się stosunek urzędu, czyli państwa, jako bytu niematerialnego, do obywatela. Poziom arogancji polskiego państwa wobec obywatela nieustannie mnie zadziwia.

Kilka miesięcy temu państwo polskie powiadomiło mnie listem poleconym o rozprawie sądowej. Rozprawa banalna, rutynowa wręcz, bo spadkowa i to bez sporu, ale awizo wpadło do mojej skrzynki tego samego dnia, którego o 11:00 miała się odbyć sprawa. W tym wypadku była to formalność, ale jeśli bym się tam nie stawił, to w aktach zostałoby odnotowane „nie stawił się” i prawdopodobnie byłby wyznaczany następny termin. A jeśli nie chodziłoby o sprawę rutynową?

Państwa nie obchodzi, że obywatele czasem wyjeżdżają na wakacje albo tak po prostu, bo czemu nie? Zatem przez jakiś czas nie będą mogli odbierać listów poleconych. Albo na przykład mają miesiące wcześniej zaplanowany wyjazd. Jeśli umawiam się do dentysty, do mechanika samochodowego, do krawca, gdziekolwiek, gdzie zostawiam kasę, to mogę się umówić na termin, który obu stronom pasuje. To jest pewna norma współżycia społecznego. Czemu zatem państwo nie respektuje tej normy? To proste – jest monopolistą na swoim terenie. Idąc dalej, państwo polskie, któremu oddaję wielokrotnie więcej pieniędzy niż wyżej wymienionym specjalistom, wyznacza mi termin, gdzie i kiedy mam się stawić. Nie pyta mnie, czy mam wtedy czas, czy przypadkiem nie jestem zajęty zarabianiem pieniędzy, tylko daje mi konkretny termin. Czasem też posuwa się do gróźb, co będzie, jeśli się nie stawię.

Koncepcja instytucji państwa jako najsilniejszej mafii na danym obszarze wydaje się oczywistością. Zazwyczaj też nikt nie czuje się do końca szczęśliwy pod taką presją ani całkiem zadowolony z zasad panujących w jego państwie. Jak zatem pogodzić interesy ludzi, którzy mają zupełnie odmienne poglądy? Nie da się dogodzić wszystkim. A może?

Kilkanaście lat temu napisałem opowiadanie Ohyda. Jednym z wątków jest w nim multipaństwowość, czyli istnieją tam państwa działające jak korporacja, do których przynależność jest dobrowolna. Te państwa posiadają terytoria na takich samych zasadach jak korporacje, czyli np. operatorzy telefonii komórkowych, firmy transportowe lub ochroniarskie, sieci sklepów, etc. Zatem terytoria się nakładają, choć nie prowadzi to do wojny jak w znanym nam świecie. Obywateli tych państw obowiązują inne prawa, z wyjątkiem praw regulujących współżycie w przestrzeni publicznej, gdzie może się spotkać obywatel PRL2 z obywatelem RP4. Innymi słowy są to rozważania na temat oddzielenia instytucji państwa od terytorium.

A co z infrastrukturą, przemysłem, handlem? W tej utopii zajmują się tym firmy, które nie muszą należeć do żadnego z państw, za analogię niech posłuży transport lotniczy i Hindus kupujący w British Airways bilet z Oslo do Rzymu. Są w to zamieszane cztery państwa, a wszystko działa. Przy płatnościach elektronicznych nawet waluta nie jest problemem.

Świat, który wymyśliłem, zakłada konkurencyjność między państwami. Każdy, kto spełni odpowiednie wymagania, może się ubiegać o obywatelstwo bez konieczności fizycznej migracji. Po prostu wybiera państwo, które najbardziej mu odpowiada, nie zmieniając przy tym adresu. Chcesz państwa opiekuńczego? Płać wysokie podatki. Chcesz pełnej wolności gospodarczej? Zapomnij o ubezpieczeniach społecznych. W znacznie mniejszym stopniu istnieje to dziś, kiedy decydujesz się na korzystanie z jednego z serwisów internetowych, telekomunikacyjnych lub np. firmy ubezpieczeniowej. Musisz zaakceptować zasady oferowane przez firmy i podporządkować się im. Twój sąsiad z piętra wyżej prawdopodobnie podporządkowuje się innym zasadom panującym w innych firmach.

Oczywiście obszar wolności obywatelskiej sam w sobie jest również niestety zamknięty jakimiś granicami, gdzie istnieją stare państwa terytorialne. Granic pilnuje wojsko. Zatem jakieś terytorium jednak istnieje, ale jest ono zabezpieczane na takiej zasadzie, na jakiej zabezpieczana jest realizacja potrzeb energetycznych, tzn. nie ma ogólnie tolerowanego zwyczaju powoływania młodych, zdrowych mężczyzn na dwa lata do pracy w kopalniach węgla, tylko zajmują się tym dobrze opłacani górnicy-specjaliści.

Tu się może pojawić pytanie o nadzór nad tym całym bajzlem. No więc nie ma nad nim żadnego nadzoru, podobnie jak nie ma (prawie) nadzoru nad zasadami handlu międzynarodowego. Dwa państwa umawiają się, jak chcą ze sobą handlować. Mimo braku szczegółowego nadzoru handel ma się nadzwyczaj dobrze.

Gwoli wyjaśnienia pragnę zaznaczyć, że nie traktuję tej utopii jako poważnej futurystyki. To tylko zabawa w gdybanie.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Multipaństwowość”

  1. noname Says:

    Ciekawy artykuł. Chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że konkurencja między państwami jak najbardziej istnieje - ludzie migrują do sąsiadujących(albo i nie sąsiadujących) krajów ponieważ są one dla nich korzystniejsze. Oczywiście taka emigracja stanowi krok poważny i nie podejmuje się go(zwykle) z powodu jednorazowych niedogodności i wynika on w dużym stopniu z czynników od państwa niezbyt zależnych jak płace w prywatnych firmach, ale jednak jest to porównanie warunków w państwie A i państwie B…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).