Metrosexualni paramężczyźni

Budzę się. Budzik różowy. Dzwoni. I niech nie dzwoni… Wyłączam przykry dźwięk pluszowym guziczkiem. Wstaję, zakładam pluszowe kapciuszki i szuram nimi do przedpokoju po pluszowym dywaniku. ?azienka, siusiu, zęby, buźka, golenie do zera, kremik na brodę, kremik pod oczy, kremik na szyję, kremik na dłonie. Szybki zerk pod pachę, czy nie odrosło? Nie, nic nie kiełkuje. Więc luz, wciąż jestem jazzy. Odrobina pudru na nosek. OK, nie za dużo; w końcu nie jestem homo. Jestem metro! Kawa bezkofeinowa i bułka bezglutenowa z masłem beztłuszczowym stawiają mnie na nogi. Wydepilowane. Nie wypada inaczej, ktoś może zobaczyć.
Nie! Stop! Stop!!! Nie chcę być metrosexualny! Tę filozofię życia wymyśliły chyba feministki z Gazety Wyborczej, żeby faceci robili parę rzeczy, do których najwyraźniej nie przystosowała ich natura. Wspierają je w tym spece od marketingu firm kosmetycznych. Czemu ma cię piec woda po goleniu? Kup nasz kremik, a nie będzie piec, nie będziesz musiał wkładać mordy w owsiankę.
Ale co z tego, że piecze? Popiecze, przestanie. Nie muszę z tego powodu kupować zestawu niepiekących kosmetyków za 40 zeta i wyglądać jak pan z billboardu po wizycie w SPA firmy Adobe.
Oto trend, nowy trend. Odkurz dom, pozmywaj, przewiń swojego dzidziusia, bo mamusia robiła to przed chwilą. Jak zacznie płakać, nie próbuj kneblować, tylko zainteresuj się DLACZEGO TEN P…LONY BACHOR ZNÓW DRZE RYJA!!! Nie! Spokojnie, spokojnie… zen… zachowuj się jak prawdziwa matka… Oops! Pomyliło mi się. Chciałem napisać „jak prawdziwy ojciec”.
„Nie zmieniasz dziecku pieluch, nie jesteś nowoczesnym mężczyzną.” No więc nie jestem, i co? Czytając Wysokie Obcasy, czy Cosmopolitan czuję się, jak kiedyś czuł się opozycjonista nad lekturą Trybuny Ludu. Różnią się jedynie kierunkiem, który jest aktualnie jedynym słusznym. Dowiaduję się, co powinienem robić, a czego nie, żeby zasługiwać na miano owego „nowoczesnego mężczyzny”. Nic z tego! Wolę być skazanym na wymarcie neandertalczykiem, ale mieć komfort posiadania świadomości sensu własnego bytu. I własną tożsamość.
Trend, nowy trend. Trend ma to do siebie, że działa ponad ludźmi. Nawet jeśli nikt nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia, on i tak działa, popycha ludzi jak pionki na szachownicy. Mężczyźni mają być bardziej kobiecy, żeby sprostać współczesności. Przynajmniej do czasu, aż trzeba wymienić koło w samochodzie, albo wyjść z windy, która zacięła się między piętrami.
Rzecz jasna, nie jestem zwolennikiem poglądu „mam włosy z nosie i jestem z tego dumny”. Wszelkie skrajności można odrzucić z 99-procentową pewnością, że nic wartościowego nie zginie. Pamiętam hasło reklamowe pewnej firmy: „Nie masz klimatyzatora firmy X, nie jesteś Europejczykiem.” Nie powiem jaka to firma, ale wiem, że nigdy tam nic nie kupię. Nie lubię być traktowany jak przedmiot, który można przestawić w dowolne, słuszne ideologicznie miejsce. Nie lubię, jak ktoś mówi mi, bądź taki a taki, a wtedy będziesz szanowany. Nie pij piwa, tylko soki; śledź trendy w modzie; zakładaj rękawiczki, jak grzebiesz w kanalizacji. Połóż się, chciałabym wytrzeć o ciebie buty.
Przykra prawda jest taka, że kobiety mówią, iż pragną mężczyzn opiekuńczych, wyszorowanych, miłujących romantyczne kolacje i, nade wszystko, zamykających deskę w kiblu. Niestety, kiedy przychodzi co do czego, odjeżdżają w dal z klepiącym je po tyłku macho.


Udostepnij
Glodne Slonce

42 Responses to “Metrosexualni paramężczyźni”

  1. Miria Says:

    Wygląda całkiem, jakbyś chciał przekonać sam siebie, że “posiadanie sensu własnego bytu i tożsamości” jest zależne od faktu, czy przewijasz dziecko czy nie.;) Dość zabawne podejście. Będę złośliwa i napiszę, że świadczyć może jedynie o braku tejże silnie zarysowanej tożsamości. Hmm, prawdziwy facet pozostanie nim nawet nosząc fartuszek w kuchni. A ostatnie zdanie zwyczajnie nie jest prawdziwe. Może i niektóre kobiety odjeżdżają z macho w pewnym momencie życia, po czym szybko wracają, żeby znależć sobie prawdziwego życiowego partnera.

  2. Gwyn Says:

    Czy istnienie metroseksualnych mężczyzn, nie stanowi dowodu na społeczna zmianę pozycji kobiety? Dlaczego mężczyzna używa kremu? Bo tak mu nakazuje Cosmo czy inne Men’s health? Nie sądzę, żeby miliony mężczyzn było tak podatnych na sugestię, zwłaszcza, że facet metroseksualny zdarza się raz na dziesięciu macho. Zgadzam się z tym, że każdy próbuje się dostosować do takich czy nie innych realiów, jest to jednak podyktowane nie tyle „poważnymi czasopismami opiniotwórczymi”, co współczesnym cywilizacyjnym chaosem konsumpcyjnym. Człowiek musi być młody, piękny i zdrowy, a co lepiej świadczy o zdrowiu niż gładka skóra czy zadbane ciało. To jest przejmowanie kobiecych wzorców, bo zauważ, że coraz częściej to nie kobieta jest zwierzyną łowną.

    Miria ma rację co do macho, są krótkodystansowcami.

  3. Rafal Kosik Says:

    Obie macie rację. Rola kobiety zmienia się, nie sposób nie zauważyć. Mnie to się nawet podoba, bo nie jestem już jedynym obowiązanym do rozwiązywania wszelkich problemów. I nawet wolę, jak ktoś na mnie zapoluje. Zawsze to fajniej siedzieć przy piwku, przed ogniskiem, aż jakaś myśliwka nadbiegnie ;>

    Macho jest krótkodystansowcem, nie zamierzam przeczyć, bo to jest jego strategia ewolucyjna. Dobre geny biegają szybko i są cenne. Decydować trzeba się natychmiast. Dlatego kobiety lubią sex z macho, a potem dzieci wychowuje im metrosexulany, troskliwy i łagodny tatuś - stały partner. Kukułcze klimaty, nie?

  4. Kasia Says:

    Ogłoszenia drobne: “Zamienię literata na hydraulika”. Czy ktos zna prawnika od rozwodów?

    Nie lubię być traktowana jak przedmiot, który mozna przestawić w dowolne, słuszne ideologicznie miejsce.

    Za “bachora” powinna Ci grupa szturmowa przedszkolaków wp…dol spuścić.

    Dinozaury nie przekazały dalej swoich samolubnych genów, bo wymarły. Smutna sprawa. Nie potrafiły się przystosować do nowego środowiska?

    W imię Ojca i Syna i Wysokich Obcasów, amen.

  5. Gwyn Says:

    Może z tych dinozaurów nie były takie macho jakby nam się wydawało. A moim skromnym zdaniem, co powinnam napisać już wcześniej Wysokie Obcasy, to nie to samo co Joye czy Cosmopolitany.

    Nie zamieniałabym na Twoim miejscu samca omega, na drapiącego się po przyrodzeniu plumbera :D Korzyści nie wynagrodziłyby Ci strat.

  6. Rafal Kosik Says:

    Kasia: Jak już przygotujesz pismo rozwodowe, wyślij poleconym. Podpiszę wszystko, najszybciej jak dam radę.

    Gwyn: Cosmo różni się znacznie od Wysokich Obcasów. Te drugie ją na wyższym poziomie, ale przekaz jest podobny.

    Nie jestem ani metro ani macho (tylko właśnie omega:D), więc pretensję, również o słownictwo, proszę mieć do rzeczywistości, którą opisałem. Przekontrastowałem trochę, zgoda.

    Sporo facetów na kinderdźwięki reaguje pogłośnieniem telewizora lub wyjściem do innego pokoju. Kinderdźwieki są bardziej irytujące niż pobudzające uczucia opiekuńcze. U kobiet zazwyczaj jest inaczej. No niestety, albo ma się cechy myśliwego, albo cierpliwość do dzieci.

    A dinozaury spokojnie by sobie żyły do dziś, gdyby nie pewien przykry incydent z rodzaju tych nieprzewidywalnych.

  7. Kasia Says:

    Tak mi się jakos wydaje, że w życiu mężczyzny (może naiwna jestem), a tym bardziej prawdziwego mężczyzny mało istotne jest czy przynależy do macho, omega czy metro. Ważna jest męskość i człowieczeństwo. To człowieczeństwo wyklucza dla mnie patrzenie na kochaną kobietę, która pada na pysk, bo po etacie zawodowym ma etat domowy. Jeżeli męskość ma ograniczać chęć pomocy, to ja pieprzę taką męskość. I autor bloga dobrze o tym wie :)`

    Gwyn: :)

    Rafał: Dinozaury były figura stylistyczną. Cosmo ma tyle wspólnego z WO, co proza Katarzyny Grocholi z prozą Wirginii Woolf. Niby w dużej mierze chodzi o to samo, ale forma i treść jakże różna. Mam nadzieję, że nigdy nie nastąpi ten moment, że będę zmuszona wysłać Ci pismo rozwodowe.

  8. Giovanni Says:

    Pytanie jedno do autora bloga: Co ma wspólnego facet w stylu metro z facetem, który przywija, karmi czy uspokaja dzieciaka? Czy autor nie zaagalopował sie troszkę? Czy próba wrzucenia wszystkiego do jednego worka nie jest po cześci próba pokazania “jaki ja jestem fajny”, bo jestem samcem omega (cokolwiek miałoby to oznaczać), reliktem przeszłości, prawdziwym mężczyzną?

    Zabieg retoryczny może w zamysle niezły, ale nie do końca dobrze ten wywód przeprowadzony :-).

    Jasne, wszyscy (albo większość) będziemy sie z politowaniem usmiechać na widok wymuskanego, wydepilowanego, upudrowanego “ślicznego” pana w stylu metro, podobnie pewnie jak na widok pani, która wprowadzi w życie wiekszość porad jakie przeczyta w Cosmo. Ale facet, który potrafi zająć sie własnym dzieckiem to zupełnie inna półka i nie ma to nic wspólnego ze zniewieściałością! Facet, ktory nie umie (czy nie chce) przewinać dziecka, będzie postrzegany jako zwykła fujara. I może bardziej będzie go szkoda niż tego mitycznego pana w stylu metro…

  9. Rafal Kosik Says:

    Autor przyznaje, że zagalopował się troszkę:) Metrosexualni odkładają moment założenia rodziny, a już szczególnie ubogacenia jej o potomstwo. Powinno znaleźć się tam więcej typów, ale wtedy z krótkiego artykułu zrobiłby się elaborat. Pewnie najbliżej do matczynego wychowywania dziecka byłoby typowi ojca “podtatusiałego”, który już się poddał i popada w fizyczną i intelektualną ruinę.

    “Fujara” to nie jest dobre określenie, bo co innego, jak ktoś ma 10 zwinnych kciuków i wszystko mu leci z rąk, a co innego, jak pewien rodzaj czynności zwyczajnie go irytuje. Facet również powinien dojrzeć do dziecka i wtedy będzie się nim chętniej zajmował.

    Mam niezmienny pogląd na sprawę podziału obowiązków rodzicielskich taki, że rola ojca zaczyna się na poważnie gdzieś od trzeciego roku życia. Wcześniej lepiej, jak poprzestanie na supportowaniu.

  10. agat Says:

    Opadły mi łapki… Opadły, wiszą i się podnieść nie mogą. Generalnie dawno nie czytałam takiej szufladkizacji, Panie Rafale - usiłuje Pan obalić jeden durny pomysł na męską tożsamość, drugim równie durnym. Zagęszczenie sloganów pt. ‘Facet musi dojrzeć do dziecka’ też mnie zamordowało… Pozostaję w głębokim osłupieniu, więc nie będę tu tworzyć polemicznych elaboratów, zadam jedynie małe pytanko: Pan kpi, czy o drogę pyta?

  11. Rafal Kosik Says:

    A nie musi dojrzeć? Do każdego etapu w życiu trzeba dojrzeć. Czasem dojrzewanie przebiega w bardzo przyspieszonym tempie, ale to chyba nie najlepszy sposób. Jeżeli mówi się o świadomym i dojrzałym macierzyństwie, to czemu pomijać świadome i dojrzałe ojcostwo?

    Oczywiście, ze metro, “podtatusiały” czy macho to szufladki, no ale jakichś nazw trzeba używać. Chyba w miarę jasne jest, jaki zbiór cech opisują?

    Co do durnych pomysłów, to ja nie mam kompleksowego pomysłu (durnego, czy nie) na tę męską tożsamość. Poszukuję go ciągle. Wiem, co mnie uwiera. Mam przykłady wśród moich znajomych ojców, którzy chcieli dziecka i się nim zajmują, jak również takich, którzy niespecjalnie się uradowali z potomka i po jego pojawieniu się na świecie spakowali walizkę i odjechali w dal.

    Relacje między partnerami powstają dzięki długim negocjacjom, więc optymalny model związku jest inny za każdym razem, jeśli w ogóle uda się go wypracować. Zazwyczaj się udaje, choć nigdy do końca (na marginesie: układy w pełni harmonijne są nudne). Przeszkadza mi ideologiczne narzucanie założeń wstępnych dla tzw. “nowoczesnego mężczyzny”, który właściwie powinnien się nazywać “nowoczesnym paramężczyzną”, jak w tytule artykułu.
    Czy takich rzeczy nie powinien regulować rynek (matrymonialny)?;)

  12. agat Says:

    Uwagę o regulacjach rynkowych uważam za najtrafniejszą z dzisiaj tu przeczytanych :-) Bo zawsze będę popierać tezę, że każdy ma prawo sam decydować, czy ogoli sobie nogi i czy użyje do tego różowej maszynki, a każdy związek natomiast ma prawo dogadywać się między sobą co do wspólnych pryncypiów. Panu Rafałowi może się to nie podobać, ale niektóre kobiety lubią mężczyzn pachnących nawilżającym kremem do twarzy, a niektórzy mężczyźni uznają przewijanie swoich pociech za czynność ubogacającą. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego należy to etykietować jako ‘be!’. Wszak nikt Pana do niczego nie zmusza, prawda? ;-)

  13. Rafal Kosik Says:

    Sam używam kremu do twarzy :) Przewijałem też mojego syna, kiedy było to konieczne, ale nie uważałem tego za czynność szczególnie ubogacającą ;)

    Czasem te same kobiety, które wymagają od faceta np. przewijania dziecka, uznają (podświadomie), że skoro to robi, to jest przez to mniej męski.

  14. joe cool Says:

    cytacik: “Sporo facetów na kinderdźwięki reaguje pogłośnieniem telewizora lub wyjściem do innego pokoju. Kinderdźwieki są bardziej irytujące niż pobudzające uczucia opiekuńcze. U kobiet zazwyczaj jest inaczej. “
    jakoś nie zauważyłam, żeby kinderdźwięki wywoływały u mnie uczucia opiekuńcze… raczej instykty mordercze ;) czy już jestem menszczyzną? (wiem, wiem, ZAZWYCZAJ, ale i tak uważam, że jednak większość kobiet jest tak samo poirytowana ryczącym bachorem jak faceci)

  15. Rafal Kosik Says:

    Poczekaj, poczekaj… Jak zajdziesz, hormony zmienią Ci światopogląd o 360 stopni albo i o 720;) U faceta podobny proces nie ma szansy zajść.

  16. Martva Says:

    joe_cool- Siostro!!! Albo właściwie: bracie!!!!!
    Kinderdźwięki i przewijanie są be. Czyli co, jestem metroseksualnym facetem, antymetroseksualną kobietą, czy jeszcze coś innego, bo się pogubiłam? :>

  17. Iulius Says:

    Chciałbym Panu przekazać wyrazy wsparcia w związku z potężnym przeciwuderzeniem ze strony komentatorek. Kontynuując analogię do Trybuny Ludu, to jak masówka z wezwaniami do samokrytyki :)

  18. eMka Says:

    Wydźwięk ten tekst ma naprawdę inspirujący. Zabrzmiało to wszystko jakby się Autor obraził na Dodę i w afekcie napisał kilka słów udając twardzielowatego macho, który i tak włącza rano pluszowy budzik… Kojarzy mi się to bluzganie na “trend” z przypadłością naszego ex-ministra, usilnie wmawiającego światu konieczność ochrony dzieci przed promocją homo-/metro-seksualizmu (zresztą - generalnie jakiegokolwiek seksualizmu). Żeby “sprostać współczesności” mężczyzna ma być mężczyzną. Nie brudasem i chamem ani też wypacykowanym pacykiem. Ma być męski i szarmancki. Jeśli nie przeszkadzają mu w tym włosy w nosie i brudne paznokcie - proszę bardzo. Jeśli pomaga mu nieszczypiący aftershave - też proszę bardzo. Do wyboru - do koloru, bez żadnej promocji. Jak znajdzie babę, której nie przeszkadza flejowatość i niezamknięta deska w toalecie - ma facet szczęście. Wtedy i zmiana brudnej pieluchy nie powinna być problemem. A jeśli ktoś sam doprowadza się do stanu pluszakowej różowatości - to uszanujmy jego wybór; dla niektórych określenie siebie mianem mężczyzny to po prostu zbyt wysoko postawiona poprzeczka… Pozdrawiam :) I odjeżdżam ale mimo wszystko w przeciwnym kierunku niż klepiący po tyłku macho :)

  19. robmar Says:

    Przepraszam, ale całość (a szczególnie kawałek o pudrze) brzmi, jakbyś miał jakiś problem.

    Żeby wytłumaczyć skąd to wrażenie, podam przykłady fikcyjnych wypowiedzi, które są moim zdaniem analogiczne:

    * ta ciepła woda jest dla mięczaków, ja się myję jak wszyscy mężczyźni w mojej rodzinie - w zimnej; na Wielkanoc i w te drugie święta;

    * jestem twardzielem i nigdy nie płakałem, to babska sprawa płakać.

    Całość brzmi tak, jakbyś się czegoś bał i szukał gorączkowo sojuszników.
    Nie pisałbyś tego, gdyby problem był od Ciebie odległy. Te pluszaki jakoś tam Ci do drzwi zapukały…

    Swoją drogą, był taki film “Monster’s Ball” - całkiem niezły.

  20. Rafal Kosik Says:

    Gdybym szukał sojuszników, to bym nie pisał textu, który sie nie spodoba 95% czytelników. Artykuł miał zwrócić uwagę na pewne zjawisko, tu reprezentowane przez metrosexualizm, a w szerszym kontekście polegające na bezkrytycznym poddawaniu się presji trendu.

  21. robmar Says:

    > Gdybym szukał sojuszników, to bym nie pisał textu, który sie nie spodoba
    > 95% czytelników.

    Dlaczego? Właśnie osoba zaszczuta szuka sojuszników…

    Mycie się to fajny trend, tak swoją drogą :)

    Pozdrawiam,
    Robert

  22. Rafal Kosik Says:

    Ale po co sojuszników? Do czego? Ani nie jestem macho, ani metro, ani nawet nie jestem zagubiony we współczesności. Uważam współczesną Polskę razem z jej systemem społecznym za nie najgorsze miejsce do życia. Co jednak nie znaczy, że nie mogę ponarzekać na detale :)

  23. Anonymous Says:

    Cześć Rafał,
    pewną nieskrywaną ciekwością zajrzałem na Twój konkurencyjny BLOG, o oczywiscie wybrałem temat z większa ilością komnatarzy - przyjmując słusznie podjerzenie, że może być kontowersyjny. Czy jest - czy nie jest, nie będę podnosił tego wątku tdo rozbiórki, ale muszę Ci z niekurywaną przyjemnością pamachać szblą przed nosem w kwesti ostatniego akapitu twojego wpisu ponieważ mam poważne argumenty żeby go podważyć.
    cytat:
    “Przykra prawda jest taka, że kobiety mówią, iż pragną mężczyzn
    opiekuńczych, wyszorowanych, miłujących romantyczne kolacje i, nade wszystko, zamykających deskę w kiblu. Niestety, kiedy przychodzi co do czego, odjeżdżają w dal z klepiącym je po tyłku macho.”

    Otóż i tak i nie, albowiem gdybyć przy piwie na zjazdach fantastyki słuchał naszego wspólnego kolegi a mojego przyjaciela Marcina Przybyłka, kiedy się rozwodzi na temat komunikacji damsko męskiej (a umie się rozwodzić profesjonalnie jako lekarz i psycholog), to być zapamietał że to wszystko Panie Kierowniku jest chemia:
    I tak :
    - to kobiety sobie mężczyzn wybierają - a nie odwrotnie, i tak jest od zaranie dziejów od kiedy nie mówiliśmy tylko się komunikowaliśmy zapachem i ruchami nóg i rąk, (ale całe męski społeczeństwo - żyjąc od zawze w błędnym przeświadczeniu myśli że jest inaczej - i niechtak zostanie),
    - to kobiety mają o wiele bardziej rozwinięte zmysły postrzegania i oceny potencjalnych kadydatów na mężów i ojców (czyli dawców genów), i szukają takich którzy prawdopodobnie pomogą im unieść duży wydatek energetyczny zwiazany z wychowaniem potomstwa,
    - i oczywiście to kobiety w okresie jajeczkowania - kiedy hormony szaleją - szukają własnie takich silnych samców o szerkiej szczęce i silnych plecach (typ macho), bo geney podpowiadają im że taki silny chłop to ma silne geny i dziecko też bedzie silny i przeżyje, oczywiście w czasach kiedy polowaliśmy jako gatunek na tygrysy szabolzębe albo cześciej one polowały na nas, takie zachowanie było logiczne i progatunkowe, dziś mamy tego pozostałość w postaci mowy ciala i chemi pomiedzy kobietami a mężczyznami,
    - i to kobiety mają wreszcie rozwiniety zmysł zapachu na podstawie którego wiedzą czy Pan się nadaje, albo nie nadaje, i to jest potwierdzone badaniami że kobiety na podstawie zapachu nie widząc kandydata na dawcę genów, dobierają zawsze takiego z którego nasienia dziecko będzie miało największą odporność.
    Także kończąć mój przydługi komentarz, mówięc Ci , głowa do góry , albowem nawet jak dzieczyny z macho odjeżdzją w siną dal - to te mądre wracją przed zachodem słońca, a te nie mądre nie musza wracać.
    podrawiam Cię bardzo serecznie

    SLAINE

  24. SLAINE Says:

    A poza tym Rafał,
    chciałem przy okazji Ci powidzieć że naszym BLOGU na liście zaprzyjażninych BLOGÓW to Tówj jest na pozycji pierwszej ,
    a nasz BLOG jest na pozycji DRUGIEJ !!!! za, przepraszem blogiem CITROENA !!!! No to już przesada :)

    Muszisz się poprawić koniecznie, a jak będziesz chciał coś jeszcze naopisać o kobietach to dzowń do Marcinka :)

  25. Rafal Kosik Says:

    Ależ ja bardzo cenię sobie prelekcje Marcina i, jeśli jestem w pobliżu, żadnej nie omijam. Na tej o relacjach damsko-męskich też byłem i nawet dowiedziałem z niej jednej czy dwóch rzeczy których wcześniej nie wiedziałem ;>

    Z paroma rzeczami oczywiście też sie nie zgadzam, na przykład z tym, że kobiety wybierają mężczyzn, a nie odwrotnie. Wybory są obustronne i obie strony się starają. Kobiety faktycznie więcej wysiłku wkładają w ocenę przeszłego partnera, bo więcej mają do stracenia w przypadku nietrafnej inwestycji.

    Nie zmienia to w niczym mojego poglądu na sprawę, że jedną ze strategii (nieświadomych strategii) kobiet jest “pobranie” materiału genetycznego od jednego mężczyzny, a potem skłonienie innego do wychowywania dziecka.

    W przeciwieństwie do mnie Marcin ma uporządkowaną i profesjonalną wiedzę z tej dziedziny, a nade wszystko tyle ogłady i wyczucia, że potrafiłby napisać identyczny artykuł (jak ten powyższy), ale ubrać go w takie słowa, że wszystkie (powyższe) panie by go za to pochwaliły.
    ____

    P.S. Blog Citorena (czyli Ebo) jest bardzo dobrym blogiem, ale i tak jedynym powodem, dla którego jest na pierwszej pozycji, jest fakt, że linki są ułożone alfabetycznie.

  26. Kasia Says:

    Sama myślałam, że zostanę mężobójczynią, jak przeczytałam ten wpis. Komentarze skłoniły mnie do innych refleksji. Temat okazał się tak kontrowersyjny, że aż zawędrował na inne blogi. Ktoś się oburza, ktoś się zastanawia nad rolą ojca, ktoś niedojrzały i sfrustrowany imputuje niedojrzałość i frustrację komuś innemu.

    Wszyscy myślą, że znają już całą pokręconą psychikę autora dziecięcych bestsellerów i niespecjalnie poczytnych książek hard s-f.

    Dlaczego piszemy blogi? Drzemiąca w każdym potrzeba ekshibicjonizmu? Blog ma to do siebie, że inni myślą, że się obnażamy, choć to nie zawsze jest prawdą. Gdzie jest granica? I jak wielu udaje się poprzez bloga przekazać prawdy uniwersalne?

    Uwielbiam czytać blogi, zabiera mi to masę czasu. Mało jest naprawdę ciekawych; pierwszy jaki poznałam i wciąż ukochany - citroen by ebo, wykwintne układanie słów by lucek, obrazy i słowa, o których myślę wieczorem, jak zamknę oczy by urbaniuk.

    Czy Rafał, który nienawidzi mód i trendów uległ im pisząc bloga? Pewnie tak. I zapomniał, że w swoim mniemaniu wpychając kij w mrowisko przylepił sobie łatkę brudnego i nieczułego homofobicznego sukinsyna. A nie jest nim, o czym mogę w ten specjalny dla mnie dzień Was zapewnić :)

  27. Cezary Says:

    Uderz w stół a feministki sie odezwą… ;) I feminiści metroseksualni też. :P

    Ależ osoby, które drą klawiaturę, mieszając Rafała z błotem W OGÓLE nie zrozumiały ukrytego sensu tego tekstu!!! Czytać trzeba umieć, nie tylko literalnie, ale i kontekstowo. Umiec wyciagać mysli spomiedzy słów i akapitów. ;)

    Tekst jest przegięciowy, prowokujący, skrajny. To prawda. I co z tgeo? Życie lubi czasem jaskrawe kolory, czasem trzeba chlusnąć wiadrem takiej farby po oczach, żeby do ludzi dotarło, co autor miał na mysli. Bo tutaj nie chodzi o samych metroseksualnych mężczyzn czy o przewijanie pieluch. Chodzi o ten pieprzony trend, który wtłacza ludzi w dziwaczny wyścig ślepych norek - ludzi, a przede wszystkim mężczyzn. Z którym to trendem ja równiez się nie zgadzam i dlatego tekst Rafała tak bardzo mi podszedł pod gust.

    Oczywiscie można dyskutować, czy przewijanie malca jest męskie czy niemęskie - akurat ja nie widzę nic niemęskiego w pomocy partnerce przy opiece nad dzieckiem. Ale z drugiej strony, niech nikt nie próbuje wprowadzać źle rozumianej równouprawnieniowej urawniłowki, usiłując zrobić z mężczyzn nawet nie metro, ale aseksualne niewiadomoco. Nie golisz się codziennie (bo po co), w twojej szafce w łazience - zamiast stosów butli, butelek i buteleczek - stoi tylko szampon familijny, pasta do zębów, krem do golenia i woda kolońska? Nie rozumiesz problemów kobiety, “co na siebie włożyć”? Nie przegladasz magazynów mody męskiej? Nie tylko nie jestes nowoczesnym mężczyzną, ale jesteś wręcz chamskim burakiem! Jesteś pinky, passe. A jesli do tego patrzysz krzywo na wrzeszczące na ulicach feministki, bo uwazasz, ze przeginają, to masz przechlapane w 100%.

    Wydaje mi się, że rozumiem Rafała. Pamietacie tekst starej babuni z Seksmisji? Mówiła ona do Lamii, odpowiadając na pytanie, czemu oni nie chcą poddac sie operacji zmiany płci - “Ależ kochanie… to by ich zabiło. Jesli im to zrobicie, stracą sens swojego istnienia”. Może nie są to dokładne słowa starowinki, ale oddają sens tamtej sceny.

    Zamiast więc rzucac się na autora, pomyslcie ludzie czasem, czy forma hiperboli, przegięcia, pokazania czegoś w nadmiernym kontraście nie jest przypadkiem formą, sposobem na zaakcentowanie całkiem poważnego problemu.

    Do nastepnego piwa, Rafał. Trzymaj się i nie popuszczaj!

  28. robmar Says:

    Cezary:
    > Nie golisz się codziennie (bo po co), w twojej szafce w łazience
    > - zamiast stosów butli, butelek i buteleczek - stoi tylko szampon
    > familijny, pasta do zębów, krem do golenia i woda kolońska?
    > Nie rozumiesz problemów kobiety, “co na siebie włożyć”?
    > Nie przegladasz magazynów mody męskiej?
    > Nie tylko nie jestes nowoczesnym mężczyzną, ale jesteś
    > wręcz chamskim burakiem! Jesteś pinky, passe.
    […]
    > Wydaje mi się, że rozumiem Rafała. Pamietacie tekst starej
    > babuni z Seksmisji? Mówiła ona do Lamii, odpowiadając na
    > pytanie, czemu oni nie chcą poddac sie operacji zmiany płci -
    > “Ależ kochanie… to by ich zabiło. Jesli im to zrobicie,
    > stracą sens swojego istnienia”.

    Rozumiem z tego tyle, że obawiasz się, że od dokładnego umycia może Ci odpaść penis. Śpieszę donieść (choć to nieładnie), że zwykle od tego nie odpada. HTH

    W sumie nie wiem dlaczego temat higieny tak często wraca, ale widać jest w tym coś…

    Czy chodzi o to, że noszenie noża coś tam przedłuża, a noszenie puderniczki skraca? Świat nie jest taki prosty :)

    Oglądane z drugiej strony lustra może to wyglądać tak, że noszący nóż boi się, że ma małego, a ten od puderniczki lęków nie ma. Oczywiście tak prosto też nie jest.

    Pozdrawiam serdecznie i optymistycznie,
    Robert

  29. Cezary Says:

    Niepotrzebnie popadasz w sarkazm, co sugeruje, że nie rozumiesz, albo celowo nie chciałeś zrozumieć mojego wpisu. Przeczytaj raz jeszcze, może zrozumiesz.

    Żeby jednak kulturze stało się zadość - do mycia penisa (tudziez innych części ciała) wystarczy mydło. Nie trzeba stosować dziesiątków kosmetyków najnowszych generacji. Poza tym, od pojecia “podstawowej higieny ciała” do pojęcia “przesadnej dbałości o wygląd” jest długa droga.

    Masz rację, świat nie jest taki prosty, jak sugerujesz. Penis rzeczywiście nie odpada od czestego mycia, co (spieszę donieść, choć to może nieładnie się chwalić) stwierdzam empirycznie niemal codziennie. Noszenie noża rzeczywiście nic nie wydłuża, noszenie puderniczki nic nie skraca. Jednak zbyt ostentacyjne obnoszenie się z oboma przedmiotami budzi po prostu śmiech.

    Co do lęków… To raczej działa w druga stronę… Ten, kto przesadnie dba o swój wygląd i godzinami sterczy w łazience, może mieć problemy z równowagą psychiczną. Przecież jednym z objawów nerwicy natręctw jest właśnie pedantyczna dbałość o czystość samego siebie i otoczenia.

    I żeby uprzedzić ewentualne kolejne sarkastyczne odpowiedzi - nie, nie jestem zwolennikiem zarastania brudem. Nie ma nic gorszego, niż spocony, śmierdzacy facet w brudnych łachach. No, może dorównuje mu tylko spocona, śmierdząca baba w brudnych łachach.

    Po prostu we wszystkim trzeba miec umiar. W utrzymywaniu higieny również. Choć, co zauważyłem na wstępie, zupełnie nie o higienę tutaj chodzi. Jeśli tego nie zrozumiałeś, trudno. Dalszą wymianę opinii uważam za zbędną.

    pozdrawiam również,
    Cezary

  30. robmar Says:

    Hej,

    > Ten, kto przesadnie dba o swój wygląd i godzinami sterczy w łazience,
    > może mieć problemy z równowagą psychiczną. Przecież jednym z
    > objawów nerwicy natręctw jest właśnie pedantyczna dbałość
    > o czystość samego siebie i otoczenia.

    :)
    Jasne. Ale na pewno rozumiesz, że to jest względne.

    Użycie bieżącej wody, albo ciepłej wody kiedyś też budziło zdumienie.

    Nie jestem kosmetyczką, z lenistwa nie stosuję się do różnych dobrych rad, nie ma więc sensu, żebym zachęcał do przejścia na tę drugą stronę. Zależy mi raczej na ściągnięciu czytelnika na środek - z daleka od postaw skrajnych.

    Przy okazji - do mycia penisa i okolic lepiej użyć płynu do higieny intymnej. Nie drażni tak jak mydło, czy żel pod prysznic.

    A co do tego, czy o higienę chodzi w tym wątku, czy o coś więcej - to oczywiście nie wiem. Ale warto od niej zacząć ;)

    Pozdrawiam,
    Robert

  31. Taka Jedna Says:

    Robmar, a nie sądzisz, że sprowadzanie tego tekstu do problemów higienicznych mija się z tematem? Przecież R.K. nie obśmiewa mycia się, tylko pewien trend, którego jednym z elementów jest uzywanie dziesiątków kosmetyków.

  32. robmar Says:

    >Robmar, a nie sądzisz, że sprowadzanie tego tekstu do problemów
    >higienicznych mija się z tematem? Przecież R.K. nie obśmiewa mycia się,
    > tylko pewien trend, którego jednym z elementów jest uzywanie
    > dziesiątków kosmetyków.

    Zastanawiałem się nad tym, oczywiście. To trudne, czasem lepiej trzymać się prostych tez.

    Jest chyba kilka powodów. Po pierwsze nie chciałem czepiać się okolic pomagania swojej kobiecie w jej obowiązkach ;) - choć wydaje mi się, że tam gdzieś jest jądro tego protestu prawdziwych mężczyzn.

    Co do kosmetyków, czystych ubrań, golenia pod pachą czy modnych okularów - jest w tym i zmiana i moda.

    Zmiana - bo wolno o tym myśleć.

    Moda - bo reklama dostrzega zmianę i z niej korzysta.

    Więc ja myślę, że Rafał obśmiewając modę, tak na prawdę protestuje przeciw zmianie. A tego mi akurat szkoda - bo zmiana jest ciekawa. Kobieta nosi spodnie, facet może sukienkę założyć. Kobieta może zarabiać na dom, facet może zająć się dzieckiem.

    Od przynajmniej kilku tysięcy lat nasz genotyp nie nadąża za zmianami - skaczemy na spadochronach, jemy ogórki kiszone, mieszkamy za kołem polarnym, uczymy dzieci w szkołach, piszemy (i czytamy!) książki, zabijamy się nawzajem z daleka, obrażamy innych przez Internet, operujemy chorego kota, żyjemy w tłoku i zgiełku.

    Czy tak trudno do tego dołączyć opiekę nad dzieckiem, czy ładne kapcie?

    Pozdrawiam,
    Robert

  33. Rafal Kosik Says:

    Po pierwsze, Cezary jest pierwszą osobą, która zrozumiała, o czym na prawdę był mój text (i za to szacun).
    Po drugie kosmetyki i w ogóle higiena to marginalna sprawa, bo chodzi o coś innego.
    Po trzecie problem leży właśnie w genotypie nie nadążającym za memotypem (chyba jeszcze nie ma tego słowa). Chodzi mniej więcej o to, że zmiany kulturowe zachodzą tak szybko, że przystosowanie się do nich jest raczej trudne dla mało miałkich jednostek. Jasne, że jak modne staną się różowe skarpetki, to połowa “pustaków” zacznie nosić różowe skarpetki, ale czy to w czymkolwiek ich nobilituje? Raczej odwrotnie, pokazuje, że zwyczajnie płyną z prądem.
    P.S. Robmar, już cię widzę, jak możesz sukienkę założyć;)

  34. Taka Jedna Says:

    Ej, halo, wydaje mi się, że przez tę sukienkę robmar nie będzie mniej męski. Tak jak broniłam R.K. przed zarzutem niemyjstwa, tak “szacun” dla robmara za chyba najtrafniejsze zdiagnozowanie męskich lęków. A może nie chodzi o miałkie jednostki, tylko o obnażenie ostatnich bastionów męskiego wygodnictwa? Lepiej powiedzieć “jestem prawdziwym samcem i niegodzien mój umysł być pokalanym zakupkanymi pieluchami” niż “spadaj kobieto i sama przewiń bachora, bom zmęczony i resztę wieczoru chcę miło spędzić”. A puder i depilacja zgrabnymi tylko didaskaliami? Hmm…

    A czy Wy, samcy niewatpliwi, literaci i intelektualiści zauważyć nie możecie, że “na prawdę” lepiej brzmi w pisowni łącznej? NAPRAWD?!!!

  35. robmar Says:

    > Po pierwsze, Cezary jest pierwszą osobą, która zrozumiała,
    > o czym na prawdę był mój text (i za to szacun).

    Nie - Cezary był pierwszą osobą, która odebrała o czym miał być;
    a tekst był o tym o czym był - wiesz, zwykle jest trójka - autor, tekst i czytelnik…

    Pozdrawiam,
    Robert

  36. Rafal Kosik Says:

    OK, niech Ci bedzie. Każdy text, który nie jest instrukcją obsługi można interpretować i rozumieć na różne sposoby. Interpretacja Cezarego jest najbliższa tego, co chciałem przekazać.

  37. robmar Says:

    Taka Jedna Says:
    > A czy Wy, samcy niewatpliwi, literaci i intelektualiści zauważyć
    > nie możecie, że “na prawdę” lepiej brzmi w pisowni łącznej?

    :)

    Przepraszam - ja bardzo często robię ten błąd. Co z tego, że wiem jak to się pisze, skoro moje zwierzę nie wie. Nawet kilkukrotne czytanie tekstu przed opublikowaniem niekoniecznie pomaga. Ale staram się…

    Pozdrawiam,
    Robert

  38. Rafal Kosik Says:

    Ja robię ten błąd już w zasadzie tradycyjne;) Natomiast wcale nie uważam, żeby to było warte głębszego zastanowienia, ponieważ to jest sprawa korektorów.

  39. Taka Jedna Says:

    Prawdę mówiąc, uważam że błędy, a szczególnie świadome, nie powinny stawać się częścią tradycji. Nawet świeckiej :)
    Fajnie jest, gdy człowiek dąży ku doskonałości. Przełamywanie swych wad i ograniczeń może być źródłem sporej satysfakcji. I to nie tylko przy głupim NAPRAWD? :)

  40. Cezary Says:

    Ale przecież tutaj nikt nie twierdzi, że przewijanie dzieci jest niemęskie!!! Nawet to napisałem! Proszę więc nie wciskać mi, że czarne jest czarne a białe jest białe! (to jest zart, proszę mi tego w odpowiedziach nie wypominać :P ). Nie lubię, jak ktoś czyta bezwzrokowo. :/

    A co do kiecki - być może Robmar byłby w stanie ją założyć, ale to nic, bo… mnie się zdarza CHODZIĆ w kiecce. Przy jakich okazjach to inna bajka. I co? Jakoś znając historię ubiorów ludów Europy nigdy nie uważałem kiecki za niemęską. Co innego, kiedy facet nakłada KOBIECĄ kieckę. To mniej więcej jak nakładanie stanika. :P I nikt mi nie powie, że ktoś kto to robi jest zdrowy. No, chyba, że robi to dla jaj.

    Natomiast ubawiła mnie jeszcze uwaga Robmara, uświadamiająca autora wpisu, o czym ów wpis jest. No leżę i kwiczę. ;)

  41. gry planszowe Says:

    Ciekawa strona, trafilem tu przypadkowo, ale od dzis bede wpadal czesciej, pozdro

  42. Anette Says:

    “Nie lubię, jak ktoś czyta bezwzrokowo. :/” hahaha:) Dzięki Cezary;) dla mnie to najlepszy komentarz na temat sporu o ten tekst!:D
    Mi osobiście podoba się ten rodzaj pewnego sarkazmu dla pokazania do czego (pewnie całkiem niedługo) mogą zacząć zmierzać te metroseksualne ciągotki;) Trudno nawet określić czyje są owe ciągotki i czy rzeczywiście nie należą do rozwścieczonych kobiet z gatunku “feministki”, którym się też już pomieszało od tej walki płci i same nie wiedzą kim są. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie mówię, że jedynie słuszne jest wepchnąć kobiety do kuchni a mężczyzn wysłać na wojnę;) Chodzi mi jedynie o to, że zdrowa równowaga i uwzględnianie pewnych naturalnych predyspozycji obu płci do innych rzeczy pozwala zachować jakąś normalność - o ile jeszcze to słowo dziś coś znaczy;)
    Pozdrawiam:)
    PS. Też trafiłam tu przypadkiem i chętnie zajrzę tu częściej:)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).