Maxpedition Zafar

Sprowadziłem ten plecak prosto od producenta, gdy dopiero co wszedł do produkcji, zapłaciłem cło i dzień później wsiadłem w samolot do Rzymu. Plecak zwiedził ze mną Colosseum, Watykan, Panteon i kilka co ważniejszych miejsc, gdzie rodziła się nasza cywilizacja, a przede wszystkim kilka naprawdę niezłych knajp. Maxpedition Zafar to jeden z najwygodniejszych plecaków, jakich używałem. A jednak postanowiłem się go pozbyć.

To pierwszy plecak Maxpedition wyposażony w stelaż (internal frame), który składa się z elastycznej plastikowej płyty na plecach i usztywniającego aluminiowego płaskownika. Prosta i w zupełności wystarczająca konstrukcja. Ja od razu wyjąłem ten płaskownik, bo jednak pewna elastyczność plecaka się przydaje. Jak ktoś chce, może wyjąć również płytę i mieć plecak jeszcze miększy.

System nośny, czyli szelki, jest taki sam jak w Falkonie II i w większości plecaków tej firmy. Czyli w dotyku wydaje się wątły, a po założeniu okazuje się bardzo wygodny. Dla porównania masywne szelki znane z plecaków 5.11 Tactical sprawiają solidne wrażenie, za to po założeniu muszą się dopiero „uleżeć” na użytkowniku, żeby zapewniać komfort.

Pora chyba wyjaśnić, czemu zdecydowałem się sprzedać ten plecak. Otóż, tradycyjnie już przypadku Maxpedition, olano temat organizacji przestrzeni wewnętrznej i to, tym razem, olano totalnie. Tu nie ma nawet jednej szlufki na długopis czy zapinanej na suwak „dyskretnej” kieszeni wewnętrznej (są malutkie, siatkowe). To nie jest wada dla kogoś, kto nie nosi tylu drobiazgów. Dla mnie jednak okazała się nie do przejścia.

Kieszeń na okulary lub inne „delikatne” przedmioty została umieszczona tuż za suwakiem komory głównej, przez co nadziewamy się na nią po każdym otwarciu plecaka. W plecakach 5.11 Tactical ta kieszeń jest umieszczona tuż przy plecach i zasadniczo nie przeszkadza. Czemu tu tak jej nie umieszczono? Żeby nie zrzynać od konkurencji? I tak widać, że zrzynanie się odbyło. To ciekawe, bo zwykle wszyscy zrzynali od Maxpedition.

W porównaniu do Falcona II Zafar nie ma kieszeni na drobiazgi, nie ma mniejszej komory ani kieszeni na plecach na camelbaka tudzież na laptop. Nie ma też śladu sekcji administracyjnej, czyli długopis wypada wrzucić do środka luzem.

Taśmy molle/pals są naszyte tylko z przodu plecaka i w sumie trudno stwierdzić, czemu nie naszyto ich również po bokach, gdzie bardziej by się przydały. Ciekawostka: taśmy pasa biodrowego oryginalnie są zamontowane tak, że się wolno wysuwają w trakcie chodzenia. Trzeba je samemu zapleść prawidłowo.

Wszystko jest uszyte z tak sztywnego materiału, że aż trzeszczy w dłoniach. Doświadczenie z innymi produktami Maxpedition pozwala przypuszczać, że owa sztywność raczej nie ustąpi w przewidywalnej przyszłości. W Falconie po sześciu latach średnio intensywnego użytkowania nie ustąpiła.

Reasumując, Maxpedition Zafar (oraz bliźniacza, różniąca się rozmiarem Xanta), to jest wyrąbisty plecak na każdą okazję dla ludzi, którzy nie noszą ze sobą zbyt wielu gadżetów.


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Maxpedition Zafar”

  1. jszq Says:

    Wisportami się nie interesowałeś? Fajne konstrukcje mają, przy okazji polska firma. Sparrowa polecam z czystym sercem

  2. witek Says:

    A jak wypada Maxedition w stosunku do 5.11 np falcon II vs rush ?chodzi mi o jakość, funkcjonalność w rozumieniu mnogości kieszeni.

  3. Rafal Kosik Says:

    Wisporty ogladałem i wydają się bardzo dobre, zresztą są sprzedawane w Europie Zachodniej i w USA, czyli nie ma lipy. Jednak jak dla mnie mają za słabo rozwiązaną organizację kieszeni admin, czyli w moim przypadku ten sam problem, co z Zafarem. Poza tym ostatnio sam sobie dałem bana na zakup kolejnych plecaków.

    Przymierzam się od jakiegoś czasu do opisania plecaków 5.11 Tactical, tym bardziej, że mam Rush 10, Rush 12 i Rush 24 :) Do Falcona II porównywalny wielkościowo jest Rush 12 i w zasadzie oba mają zalety i wady. Trudno byłoby wskazać lepszego. Falcon bardziej podoba mi się wizualnie, to pewne, za to bardziej rzuca się w oczy na mieście. Pewnie pokuszę się w końcu o takie porównanie.

  4. Radek Says:

    Jakiś czas temu rozglądałem się za plecakami i nawet byłem blisko kupienia Falcona, którego Pan tak pochwalił. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na Direct Action (marka premium Helikona), model Dragon Egg i nie żałuję. Wygodny, z organizacją “szpeju” nie ma problemów (chociaż drobiazgi noszę w nerce, która zwykle leży w plecaku - wyciągam ją na małe zakupy itp.). Poza tym wygląda fajnie, ale można kupić w kolorze który nie sugeruje, że właśnie zdezerterowałem z zielonych beretów ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).