Matera

Maxpedition Jumbo
Odwiedziłem Materę, miasto w którym jeszcze sześćdziesiąt lat temu większość mieszkańców żyła w grotach bez dostępu do bieżącej wody, opieki medycznej i edukacji. Były lata pięćdziesiąte XX wieku, gdy rząd odbudowującej się po wojnie Italii dowiedział się o skali problemu, czyli między innymi o 50% umieralności wśród dzieci. To wartość zwykle kojarzona z peryferiami Trzeciego Świata. Dwadzieścia tysięcy ludzi żyło tu niemal jak jaskiniowcy, ale ze wszystkimi problemami… średniowiecza, czyli zarazami wynikającymi głównie z przeludnienia i braku tak oczywistych leków jak np. chinina. Że o antybiotykach nawet nie wspomnę.

To lekko wstrząsająca informacja, bo mówimy o czasach, kiedy w Warszawie stał już PKiN i dzieliło nas tylko kilka lat do pierwszego załogowego lotu kosmicznego. A tu w krainie Ferrari, Maserati i Lamborghini żyli sobie jaskiniowcy. Rząd rozwiązał problem równie stanowczo, co destrukcyjnie – przymusowym wysiedleniem do nowowybudowanych osiedli. Z jednej strony było to rozwiązanie proste i skuteczne, z drugiej oznaczało zniszczenie unikalnej kultury. Ocenę moralną każdy musi wystawić sam.

Zapatrzeni w przyszłość i nowe możliwości często zapominamy o tych, którzy zostali w tyle. Tym bardziej symboliczne było to, że w sumie to nie udało nam się zwiedzić Matery – w części historycznej trwały właśnie zdjęcia do ostatniego Bonda.


Udostepnij
Glodne Slonce

One Response to “Matera”

  1. paul z Says:

    Przypadkiem zajmuję się podobnym problemem w innej skali.
    Naszkicujmy przyszłość dość prawdopodobną: Europie marzą się syberyjskie zasoby, a za dobre stosunki z Moskwą chętnie sprzeda wschodnie rubieże i własne bezpieczeństwo. Polska oprze więc obronę na Ameryce. Ameryka Unię postrzega jako konkurencję i chce zdegradować do rangi wasala, a żeby wziąć ją za jaja, trzeba tylko floty, Polski i Ukrainy.
    Amerykanie, jak to oni, notoryczni zdrajcy: skłócą, nabroją, pójdą do domu, zostawiając maciupką Polskę między wkurzonymi sąsiadami. Znów będzie więc granica na Warcie i durne paplanie o czyichś Ziemiach Odzyskanych.
    Jeśli państwo tworzy władza, przesuwanie granic co najwyżej działa na nerwy. Jeśli tworzy je religia, uczysz się nowej gimnastyki do świątyni i dalej wielbisz Lucyfera, pod innym pseudonimem. Ale jeśli tworzy je naród, wymaga to wiwisekcji i transplantacji gigantycznych ilości informacji. Zdobywcy muszą więc albo zmotywować cię długotrwałym uciskiem, albo się ciebie pozbyć. A że wielkie sukcesy Bandery i Stalina też nieźle motywują, dadzą ci wolny wybór: konwersja, emigracja, kremacja.
    Na państwo narodowe może pozwolić sobie Chin Kong, dla drobnicy jak Łemków, Łotyszów czy Polaków, to tylko poczekalnia na czystkę. Największym wrogiem narodu jest narodowiec: jeśli paru narodom byłej Rzepy nie uda się przezwyciężyć nacjonalistycznego autyzmu i nauczyć żyć razem w jednym państwie, mogą tylko mieć nadzieję, że zostaną im przynajmniej życie, pieniądze i chałupa. Co prawda, potomkom Wieletów nie brakuje ni mowy, ni Światowida, ale straszna jest nie śmierć, ale umieranie.
    Można oczywiście też wynieść się gdzieś, gdzie nie przeszkadzają ni zasoby naturalne, ni znaczenie geostrategiczne. Przynajmniej w tym zdobywcy często chętnie pomagają. Trzeba więc dokonać wyboru: Ratuję kulturę kosztem dobrobytu? Albo wybieram dobrobyt, większe bezpieczeństwo jako członek większego, silniejszego narodu, mniej kłótni i mniej wojen? Czy wielcy, łykając małych, mogą powoływać się na obowiązek moralny? Czy człowiek nie jest ważniejszy niż naród: chamski memetyczny pasożyt, kierujący nim jak pewien grzyb kieruje mrówką, bez skrupułów wysyłający go na śmierć?
    Osobiście, uważam narodowość za wariant religii. Wolę wolność wiary od teokracji, narodowość jako prywatne, drogocenne zwierzę domowe, nie jako państwowy Bóg. Państwo powinno legitymować się prawami człowieka i kompetencją zarządzania, a obywatele nauczyć się znosić inność. Ale tu też ocenę, moralną czy inną, każdy musi wystawić sam.
    Na razie wygląda na to, że ci, którzy zostali w tyle, to ci, którzy potrafią to tu przeczytać.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).